O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

  

   Każdy człowiek potrafiący logicznie myśleć dostrzega, że żadna rzecz charakteryzująca się złożoną i uporządkowaną konstrukcją nie może powstać sama z siebie w wyniku przypadkowych procesów. Przykładowo, patrząc na jakąś wspaniałą budowlę zdajemy sobie sprawę, że musiała ona zostać zaprojektowana przez jakąś inteligentną istotę. Projekt muszą potrafić odczytać inne inteligentne osoby posługujące się tym samym językiem. Inne, by wykonać niezbędne materiały, jeszcze inne, by je dostarczać na właściwe miejsce. I kolejne potrafiące pokierować całym zespołem inteligentnych osób, zdolnych do poskładania wszystkiego w uporządkowaną całość według projektu. 

 

Kiedy patrzymy na mechanizm zegarka, widzimy układ wzajemnie współpracujących części. Ten układ jest nieredukowalny. Brak lub uszkodzenie jednej części powoduje, że mechanizm wcale nie zadziała.

Czy uwierzymy ludziom (choćby byli najwybitniejszymi naukowcami) dowodzącym z przekonaniem, że poszczególne części zegarka same niezależnie od siebie wyewoluowały w przypadkowych procesach. A potem "spontanicznie" się złożyły  w skomplikowany, precyzyjnie działający układ (w przyrodzie na dodatek zdolny do rozmnażania się). Mało tego, ten układ musiał być od razu dostosowany do zewnętrznych warunków środowiskowych (np. woda, powietrze, ciśnienie, odporność na utlenianie), doskonale wyregulowany i wpasowany w ustalony, powszechnie przyjęty i niezwykle precyzyjnie działający  sposób mierzenia czasu - w przyrodzie w ekosystem - obieg materii i przepływ energii również kierujący się czasem.

 

Jest to oczywisty absurd. A jednak gdy chodzi o Projektanta, Architekta, Twórcę Wszechświata, który jest nieskończenie bardziej skomplikowany i złożony od najbardziej zaawansowanej maszyny wykonanej przez człowieka, to już jesteśmy skłonni uznać, że wszystko samoistnie, spontanicznie powstało. Dlaczego? Bo współczesny człowiek niestety ponad swoją inteligencję stawia wygodne przekonania ideologiczne, zasłania się źle pojmowanym racjonalizmem. Wszystko dlatego, że nie chcemy być poddani pod czyjąkolwiek władzę - nawet Boga. I naiwnie myślimy, że nie uznając Jego istnienia pozostajemy niezależni, wolni, samodzielnie kierujący się rozumem. Jak nam to wychodzi widzimy po nieustannie trwających wojnach, postępującym niszczeniu świata przyrody której jesteśmy częścią i chorobach, które sami sprowadzamy na siebie swoim sposobem życia. 

 

   Najmniejsza, najprostsza forma życia – komórka, jest tak właśnie nieredukowalnie złożona - i to nieskończenie bardziej od najbardziej zaawansowanej fabryki. Składa się m.in. z wielu organelli - skomplikowanych maszynerii molekularnych oraz sterujących nimi niezwykle złożonych  programów "komputerowych", które zawierają niematerialną informację o budowie całego organizmu (składającego się często z miliardów różnorodnych komórek). Organelle poza komórką nie mogły powstać same, ani z czegoś wyewoluować. To niezwykle, niepojęcie dla człowieka  złożony układ, zgłębiony dotąd przez naukowców jedynie w nikłym procencie, który nie mógł w żaden sposób powstawać stopniowo, osobno poza komórką, by następnie przypadkowo się poskładać i nauczyć rozmnażać.

Czy przypadkowe, chaotyczne procesy ewolucyjne mogły stworzyć coś tak złożonego? Człowiek przy całej swojej inteligencji, współczesnej wiedzy i tzw. zaawansowanej technologii nie potrafi stworzyć z martwej materii nawet źdźbła trawy, choćby tylko skopiować zachodzący w niej proces fotosyntezy. 

 

Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest zaprojektowanie i stworzenie Wszechświata i życia przez niezwykle inteligentną Nadistotę, Którą od swego zarania człowiek nazywa

Bogiem.

Czy można Stwórcę wszystkiego jakoś sobie wyobrazić, do czegoś porównać?

 

   W swej Wszechmocy z energii uczynił materię (ten proces odkryli już naukowcy), jak się wydaje po to, by dokonać jej ożywienia. Sam jednak nieskończenie przewyższa to Swoje dzieło. Dzieło niemożliwe nawet  do wyobrażenia sobie przez człowieka (choćby odległości w kosmosie czy wielkości cząstek atomu). Nie można zatem przyrównać Go do żadnego materialnego bytu, żadnego nadać kształtu. A jednak istnieje we Wszechświecie coś, co Go w pewien sposób odzwierciedla.  

 

   To światło, które również wydaje się być częścią nieredukowalnie złożonego układu.  

Chociaż światło jest bezcielesne, to jednak nie możemy przecież zaprzeczyć jego istnieniu. Widzimy je, ale nie możemy go dotknąć. Niesie w jakiś sposób ze sobą energię, bo poczuć możemy jego ciepło. Daje życie i podtrzymuje wszelkie jego formy (mając np. udział w fotosyntezie roślin), ma decydujący wpływ na większy lub mniejszy ich rozwój i zdrowie, wpływa pozytywnie na naszą psychikę, jest też doskonałym nośnikiem informacji. Może jednak też i uśmiercać. Wszelkie życie zależy zatem całkowicie od tego, co nazywamy światłem. Widzimy tylko dzięki światłu, w nas samych nie ma światła, dzięki któremu moglibyśmy widzieć w ciemnościach. Mało tego. Wszelkie nasze poznanie, wiedza, dokonuje się dosłownie i w przenośni dzięki światłu. Wszak potocznie używa się terminu „człowiek oświecony, światły”. Brak światła, ciemnota, jest synonimem braku ludzkiego poznania, głupoty, błędu, kłamstwa. Światło jest zatem w jakiś sposób niezbędne dla nas również do dobrego, mądrego, sensownego, pięknego życia.

 

   Czym jest i jakie jest to coś dziwnego, co nazywamy światłem? Dziś nauka wiele może nam powiedzieć o jego właściwościach i wpływie, ale jego natura na zawsze pozostaje nierozwikłaną zagadką.

 

   Fizycy odkryli, że światło jest ogromnym strumieniem bezmasowych cząstek nazwanych fotonami. Ich natura jest jedna (nazywa się ją falą lub promieniowaniem elektromagnetycznym), choć posiadać mogą bardzo różną energię (zależną od długości fali). To, co jesteśmy w stanie w tym względzie zbadać naszymi zmysłami i pojąć rozumem to tak niewiele, że poleganie wyłącznie na racjonalnym myśleniu, i na tej podstawie wydawanie sądów wydaje się być właśnie ciemnotą. 

 

Pomyślmy choćby o podstawowym składniku wszelkiej materii jakim jest atom. Ma on wszak również swoją strukturę, na którą składa się przestrzeń i właśnie energia elektromagnetyczna. Pewny niewielki fragmencik z całego widma promieniowania elektromagnetycznego stanowi dla człowieka to, co potocznie nazywamy światłem widzialnym, czyli światłem odbieranym przez nasz zmysł wzroku.

 

Jesteśmy więc z natury bardzo ograniczeni w naszym postrzeganiu rzeczywistości, przystosowani  do odbioru jedynie tego małego fragmenciku.  

   

 

 

Również Bóg jest dla człowieka poznawalny tylko w bardzo niewielkim zakresie, na tyle tylko, na ile sam nam się objawia.

 

   Świat ożywiony bywa jednak wyposażony w możliwość odbierania innych (niedostępnych dla człowieka) zakresów owego promieniowania – aż po podczerwień czy ultrafiolet. Umożliwia to nawet „widzenie” bez światła, czyli w tym, co dla nas ludzi stanowi już ciemność. Promieniowanie elektromagnetyczne istnieje w całym Wszechświecie. Ma ono m.in. zdolność do przenikania materii jak i poruszania się w próżni. Jego prędkość jest stała, a jest to ważna, podstawowa stała fizyczna c= 299792,458 km/s).

 

   Prócz tego, na dzień dzisiejszy rozpoznano bardzo dziwną jego naturę, której swym umysłem człowiek nie potrafi zgłębić. Nie posiadając masy spoczynkowej może zachowywać się w zasadzie w trojaki sposób:

 

jakby było falą

albo

jakby było strumieniem bezmasowych cząstek

albo

w różnych zakresach i jednym i drugim.

   

   Cóż jeszcze dla nas ważnego o świetle możemy powiedzieć? Fizyk Isaak Newton dokonał odkrycia, że światło to kolor. Gdy przepuścił je przez szklany pryzmat dokonał jego rozszczepienia na wielobarwne widmo. Okazało się, że jest ono szersze, niż jest to widoczne dla naszego oka. Odkryto to przesuwając termometr wzdłuż powstałych barw widmowych. Wzrost temperatury mierzalny jest również poza tym widocznym przez człowieka widmem. A zatem z całego istniejącego widma, zaobserwować swym wzrokiem możemy tylko jego pewną część.

 

Inny fizyk Thomas Young uzyskał światło białe z jego części składowych precyzując, że składa się ono jedynie z trzech podstawowych kolorów. Odkrył to osłaniając trzy latarnie filtrami koloru czerwonego, zielonego i intensywnie niebieskiego. Wiązki tych trzech kolorów światła przenikając się, w punkcie centralnym utworzyły światło białe. Gdy teraz te trzy podstawowe kolory światła łączyć będziemy parami utworzą barwy dopełniające: żółty, błękitny i purpurowy tworząc razem już sześć podstawowych kolorów widma światła rozszczepionego. W ten sposób mieszające się kolory tworzyć mogą wielką ich gamę.

 

   Materia nieprzezroczysta, na którą pada promieniowanie świetlne, może bardziej lub mniej jego kolorowe składniki absorbować (pochłaniać) albo odbijać. Te odbijane w znaczniejszej mierze wychwytywane są przez nasz zmysł wzroku wyposażony (tu uwaga!) jedynie w trzy rodzaje receptorów. Każdy rodzaj odpowiedzialny jest za wychwycenie jednego podstawowego koloru światła: czerwonego, zielonego i niebieskiego. To przenikanie się tych trzech barw sprawia, że „widzimy” ich znacznie więcej. Stąd mówi się jednie o różnych, nawet dla poszczególnych ludzi, wrażeniach barw stwarzanych w naszym mózgu. Człowiek owe kolorowe efekty światła padającego na materię może w znacznej mierze odtworzyć za pomocą pozyskanych z materii pigmentów wykorzystując do tego również jedynie trzy podstawowe barwy. Z tą jednak zasadniczą różnicą, że zmieszanie trzech pigmentów nie da nam barwy białej (jak w przypadku światła) lecz… czarną. Ta znacząca różnica jakże wiele nam może powiedzieć…

 

   Nauka wciąż odkrywa niepojęte dla naszego umysłu właściwości światła, które całkowicie przeczą naszemu racjonalizmowi. "Eksperyment z opóźnionym wyborem" wykazał, że w świecie kwantowym światło i czas ma inne własności, niż w tym znanym nam świecie makroskopowym. Opis wyniku eksperymentu: "Pomiar w teraźniejszości za pomocą BS2 zmienia przeszłość wydarzenia  na BS1! To tak, jakby przeszłość mogła być organizowana przez przyszłość. Jedna z wielu paradoksalnych własności fotonu: w jego wewnętrznej strukturze przeszłość i przyszłość są tożsame. Czas oraz upływ czasu są poza światłem. W świetle czasu nie ma". Nie ma też przestrzeni.  To, że foton światła nie doświadcza upływu czasu wcześniej wyliczył już Albert Einstein za pomocą matematyki (której prawidła tworzą Wszechświat) będącą jedną z form Myśli Wiecznego Boga istniejącego poza czasem i przestrzenią.

 

  Natura światła wciąż pozostaje niezwykle tajemnicza, wciąż jest zagadką dla współczesnej nauki. Choć najnowsze teoretyczne odkrycia pozostają poza możliwościami potwierdzenia ich doświadczalnie, to jednak warto tu przywołać naukowo opracowany model procesu zmiany światła na substancję materialną. W jego wyniku powstają cząstki materii i antymaterii. A z tego wysnuć można wniosek, że u początku Wszechświata (w tzw. Big Bang), Energia Wielkiego Wybuchu skupiona w "pierwotnej osobliwości" była w rzeczywistości światłem z którego wyłoniła się materia - wszystko to, co jesteśmy w stanie dostrzec - łącznie z nami. Wszechświat jest zatem utkany ze światła, we wszystkim i wszędzie znajduje się promieniowanie elektromagnetyczne. Można by zatem precyzyjniej powiedzieć, że ze światła powstaliśmy i w światło się obrócimy.   

 

  Stwórcę Wszechświata możemy więc w jakiejś mierze uznać za takie jakby Trójjedyne Światło wypływające z samego Siebie. Ta Jego Nieskończona, Majestatyczna, Spokojna, Miłująca Substancja wypełnia całą Przestrzeń Jego przebywania.  Wszechświat Go jednak nie zawiera, lecz to Ono Wszechświat tworzy i przenika darząc stworzenia w nim zamieszkałe Jego uszczęśliwiającą Miłością (wielu ludzi odpowiednio usposobionych mówiło i mówi o tym duchowym ekstatycznym, ponadpsychicznym, "nadprzyrodzonym" doświadczeniu Boga).

Bóg Przedwieczny ogarnia zatem całe swoje stworzenie, odkąd ono jest.  Skoro Wszechmogący Bóg, Jego uszczęśliwiająca, dająca Światło Poznania Substancja przebiega, ogarnia Wszechświat cały, to dlaczego zdecydowana większość nas ludzi, bytów istniejących w tym Wszechświecie nie doświadcza jednak tego niepojęcie uszczęśliwiającego Blasku, nie jest wyzwalana ze swej ciasnoty umysłowej, nie ma nawet tej świadomości możliwości tego doświadczenia, a tak wielu ludzi neguje nawet Jego istnienie?

 

   A czy na co dzień mamy świadomość tego, jak zwykłe światło pochodzące od Słońca nas uszczęśliwia? Spokojni o to, że światło słońca nie świeci wybiórczo, lecz dla wszystkich jednakowo, niezależnie od jakiegokolwiek stanu człowieka, uznajemy je za rzecz całkiem naturalną, oczywistą, nie wartą zbytniej uwagi i zastanowienia.  W większej mierze możemy to sobie uświadomić dopiero wtedy, gdy po dłuższym pobycie w ciemnościach i zimnie wyjdziemy na piękno i ciepło światła słońca. Radość sama wówczas w człowieka wstępuje. Zbyt długie przebywanie w ciemności może jednak też sprawić, że człowiek traci wzrok na zawsze.

Przez podobieństwa poznajemy Prawdę.

Pycha człowieka może być jego mrocznym siedliskiem, może ona być tak wielka, człowiek może tak się zawziąć, że dobrowolnie może nie chcieć wyjść na Światło Prawdy, nie chcieć, by ogarnęło go promieniowanie Miłości - i pozostawać dobrowolnie w tych swoich intelektualnych i duchowych ciemnościach. Co wówczas, czy ta Boża Substancja, mając prawdziwy szacunek dla wolności człowieka, może przymusić go do przebywania w Swym uszczęśliwiającym Blasku?

 

   Wszechmogący Bóg, którego nazwać możemy Przedwiecznym Trójjedynym Światłem, choć nie przenika, to jednak panuje nad sferą Ciemności, w której trwają byty osobowe zbuntowane przeciw Niemu. Nie można jednak tego nazwać życiem. Raczej wieczną tragiczną egzystencją, ciągłym umieraniem w mrokach rozpaczy - bez nadziei na zmianę swojego losu. Bo skoro Miłująca Światłość ich nie przenika, zatem istnieć tam musi również całkowite przeciwieństwo niepojętego szczęścia – wieczna i nieograniczona udręka, cierpienie, przerażenie, nie kończąca się rozpacz - bez możliwości przytłumienia choćby na chwilę  swojej świadomości (jak jest to możliwe teraz za pomocą różnych środków chemicznych) bez możliwości unicestwienia swojej świadomości (jak nam się to nieraz błędnie wydaje) poprzez samobójstwo.

 

   Uznanie tego za bajki, nie myślenie o tym nie jest "pozytywnym myśleniem" - jak głosi ten ogłupiony świat.  By przejąć się tym, co w naszym życiu jest bezwzględnie najważniejsze trzeba nieco refleksji.  W jaki sposób w nas, ludziach zbudowanych - jak to głosi współczesna nauka - z pyłu powstałego po gwiezdnych termojądrowych wybuchach (wcześniej powstałych ze światła), może bez istnienia nieśmiertelnej, duchowej samoświadomości rodzić się duma, zarozumiałość, pycha, egoizm? Czy to tylko czysta chemia? Z jakiego powodu wpadamy w dołki psychiczne, w depresje, rozpacz, mamy niską samoocenę, niskie poczucie własnej wartości? Dlaczego i jakimi sposobami pracujemy nad akceptacją samych siebie, nad dobrym mniemaniem o sobie, przyjmując za właściwe, za normalne wartościowanie tego świata, a nawet mając w tym swoiste upodobanie? Świata zapierającego się, wyrzekającego się, nie uznającego bezwarunkowo miłującej Światłości Boga, którego Miłość niczym słońce ogarnia wszystkich tak dobrych jak i złych, bogatych i nędzarzy, wykształconych i nieuczonych, wysoko postawionych jak i ostatnich.

Człowiek używa materialnych barwników dla imitowania kolorów, które w naturze nadaje materii światło.  Ale zmieszane wszystkie razem nie utworzą światła białego, a czerń, ciemność ukrywającą wszelki brud.  Człowiek sam z siebie nie jest zdolny do tworzenia piękna, dobra, decydowania co jest prawdą, co moralne i prawe. Wszelkie talenty, wszelkie oświecenia naszego umysłu od Bożego Światła pochodzą. My jesteśmy w stanie samodzielnie, bez Boga żyć jedynie w ciemności i gromadzić brud zła z jego końcowym skutkiem - wieczną rozpaczą. 

 

   Jak ja postrzegam ludzi wokół siebie? Czy według nieróżnicującego światła pochodzącego od Boga, którego słońce świeci tak dla dobrych i złych, tak dla sprawiedliwych jak i  niesprawiedliwych? Czy raczej daję się nabierać i wciągać w ciemności świata, którego władcą pozostaje jeszcze na krótko Lucyper (niosący ciemność), poprzez złe nastawienie, złą wolę, krytykę, kpiny, osądzanie, potępianie...? 

 

Jak świat radzi walczyć z niskim poczuciem własnej wartości, z niską samooceną? Czy nie jest tak, że tym bardziej my czujemy się Kimś, im bardziej ktoś w naszych oczach jest nikim? Czujemy się lepiej, gdy ktoś czuje się gorzej, gdy my posiadamy, a ktoś tego pożąda, gdy posiedliśmy władzę, a ktoś musi nas słuchać, gdy my wygrywamy, a ktoś przegrywa w tej światowej szatańskiej rywalizacji. Czy dostrzegamy bezsens tego, by dla okazania się choćby na chwilę szczęśliwszymi od innych, nawet dla choćby samych tylko tego pozorów, sami z własnej woli chcemy trwać w tych stwarzanych przez świat ciemnościach?

 

Czy potrafimy teraz wyzbyć się na stałe tej rywalizacji na wszystkich poziomach ludzkiego istnienia dla opowiedzenia się za życiem w jedności i równości, by móc zostać ogarniętym Jego uszczęśliwiającym blaskiem? Czy jednak możemy własną wolą, własnymi siłami wyrwać się spod tego ogłupiającego wpływu świata i kłamstwa szatanów, co znaczy - przeciwników Boga? Sami nie potrafimy, nasza natura jest za słaba, niezdolna do obycia się bez Boga i pozostania w wolności od szatanów. 

 

Światło rozczepione przez kropelki wody w powietrzu tworzy piękną wielobarwną tęczę - wspaniały symbol przymierza Boga z człowiekiem. Dziś symbol ten został zawładnięty i sprofanowany przez pogrążone w ciemnościach umysłowych i duchowo martwe, jakże biedne pozbawione nadziei istoty.  Owocem tego jest postępujące zniewolenie ciał, wszelkiego rodzaju ~holizmy i ~manie, aż po niekończącą się deprawację biednych dzieci świata ciemności.  

Pojmując tę swą jakąś niepojętą słabość, absolutną niezdolność do samodzielnego wyrwania się z tych ciemności błędu i kłamstw szukajmy pomocy u Tego, Który jest Światłością dającą wszelką prawdziwą (bo czystą, szlachetną, świętą, duchową) nie zniewalającą rozkosz. 

 

 

Miłość do tego przemijającego świata jest bezwartościowa i nie może nic  więcej przynieść jak tylko ciemność.                                                                                             

(Prawdziwe Życie w Bogu 11.02.92)

 

<><

odrodzedoprawdy.pl

 

     Czy Bóg istnieje? Czy można Stwórcę Wszechświata do czegoś porównać?
    Istnieje coś, co Boga odzwierciedla...

2020/08/10
Orędzie Królowej Pokoju z Medziugorje

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                                                              br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

                            AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 026669