O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

PODSTRONA W  BUDOWIE

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

  Nasze ludzkie życie - to powszechnie uwidaczniające się, to zaledwie egzystencja niczym

w stadium gąsienicy.

  Świadomość nasza ograniczona jest najczęściej tak, jak u gąsienic - zaledwie do świata jakiejś ulistnionej gałązki. To obraz naszego życia na poziomie świadomości percepcyjnej.

Świat motyla, to już nie jedna gałązka, a bezkresne przestrzenie. To obraz zasięgu naszej świadomości duchowej (niedowierzają i negują ją ci, którzy są martwego ducha).  

Przemiana gąsienicy w motyla wymaga przepoczwarzenia się. W kokonie następuje całkowity rozpad organów ciała gąsienicy. W nieznany nauce sposób z tej "galarety" powstają całkiem nowe i inne organy niezbędne motylowi. Przepoczwarzenie się to niejako śmierć gąsienicy. 

 

  W naszym ludzkim świecie jest podobnie, choć nie fizycznie. To niejako umrzeć dla swojej świadomości cielesnej, zmysłowej, by mogła narodzić się w nas świadomość duchowa. Nie jest ona znana światu, który sprawami ducha gardzi. Tomasz Merton, katolicki kapłan, trapista, mistyk tak pisał:  „To powierzchowne „ja” nie jest naszą prawdziwą jaźnią. (…) To „ja”, które działa w świecie, myśli o sobie (…) nie jest tym prawdziwym „ja”, które było zjednoczone z Bogiem. Jest ono w najlepszym razie szatą, maską (…) zastępującą ową tajemniczą i nieznaną „jaźń”, której większość z nas nie odkryje aż do śmierci. Nasza zewnętrzna, powierzchowna „jaźń” nie jest ani wieczna ani duchowa.” Można tu dodać, że to ta duchowa "jaźń" stanie na Sądzie i usłyszy wyrok.

 

  Zatem nasza zwykła świadomość samego siebie mająca swe źródło w mózgu nie jest tą właściwą. Do właściwej, duchowej, nieśmiertelnej powinniśmy dążyć i dojść jeszcze za naszego ziemskiego życia. Przychodzimy na ten materialny świat jako wcielony duch, by dzięki przywróconej przez Jezusa Chrystusa Łasce uświęcającej osiągnąć poziom uduchowionego ciała. Tymczasem my współcześni katolicy najczęściej ograniczmy się do wzrastania jedynie cieleśnie: rozwijamy sprawność ciała i umysłu, ustawiamy się w tym świecie jakbyśmy mieli go nigdy nie opuścić poprzestając na stadium cielesnym, stadium gąsienicy. I najczęściej tak umieramy obciążeni ludzką naturą. A przecież naszym życiowym zadaniem jest używać świadomie naszej psychiki (rozum, serce i wola), by dzięki świadomości refleksyjnej, dzięki wierze, nadziei i ufności wejść na najwyższy poziom - duchowy.  To nie dobrowolny wybór, to obowiązek tego, kto sam siebie nazywa Chrześcijaninem. Inaczej sprzeniewierzamy się naszej życiowej misji i niszczymy obraz Kościoła w tym materialnym świecie.  Zaparcie się siebie  tzn. swojego cielesnego "ego" jest warunkiem przynależności do Chrystusowego Kościoła. Jego założyciel wszak powiedział: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie... (Mk 8,34). Mamy też miłować bliźnich jak siebie samych (tu zaś chodzi o nasze "ja" duchowe i miłość do nieśmiertelnych dusz). To jeszcze nie jest punkt odniesienia, na jaki mamy spoglądać i do jakiego dążyć. Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem. (J13,34)

 

  Wielka jest zatem odpowiedzialność Chrześcijanina. Wiele otrzymujemy i wiele od nas Bóg oczekuje. Na nic zda się szukanie przez nas współczesnych Chrześcijan kompromisów, by nie trzeba było zaprzeć się siebie, dla siebie umrzeć niczym gąsienica dla swojego ciała i dotychczasowego sposobu życia. Obecny straszliwy kryzys Kościoła i stan upadlającego się i ginącego świata to ukazuje. Nie chcieliśmy sami posłuchać wezwań Boga, zmusi nas do tego przyroda, żywioły ziemi.  To niejako koniec sezonu gąsienic. Ta, która nie chce stać się motylem musi umrzeć. Nadchodzi bowiem - niestety na ruinach tej cywilizacji śmierci i zepsucia - czas "nowego nieba i nowej ziemi" (Ap21,1), czas Bożego Królestwa na ziemi, o które od 20 wieków modlą się wszyscy Chrześcijanie za pomocą Modlitwy Pańskiej. Czy jednak naprawdę tego chcemy?

 

  Nasza powszechna wiara, nasza religijność jakże się już bardzo spłyciła, wręcz wynaturzyła. Ludziom świętego Kościoła potrzeba wielkich duchowych pragnień, potrzeba wołać o dar nieznanej i nierozumianej wiary, trzeba decyzji woli, by zrezygnować z własnych pomysłów na udane życie i poddać się Woli Bożej, która poprowadzi drogą przemiany z człowieka światowego, cielesnego i zmysłowego na człowieka duchowego. Chrześcijanina w pełni świadomego, który żyje z prawdziwą godnością dziecka Bożego. A to znaczy tak ukształtowanego psychicznie i duchowo, by w sposobie bycia, zachowania, w myślach, pragnieniach i dążeniach stał się na Obraz i podobieństwo Boże. Człowieka namaszczonego do życia dla wyższych celów, dla otoczenia chwałą Boga, który stworzył nas z miłości, by być przez nas kochany tak, jak tego oczekuje. 

 

  To przeobrażenie stało się dla ludzkości możliwe w erze chrześcijańskiej za sprawą Jezusa Chrystusa, Który przywrócił Łaskę uświęcającą. To dzięki niej może zostać przywrócone w nas podobieństwo do Boga, któreśmy utracili. Dzięki niej możemy zostać przebóstwieni. A tracąc podobieństwo Boga upodabniamy się do szatana. Albo, albo. W świecie materii wszystko jest zmienne. Albo wzrastamy i wydajemy owoce albo marniejemy i giniemy. Jesteśmy zbyt ograniczeni, by pozostawać niezależnymi bytami i ustanawiać swoją własną moralność. Istnieje Dobro i zło, Prawda i kłamstwo. W świecie duchowym nie istnieją kompromisy - specjalność człowieka ulegającego kłamstwu i złu, który usiłuje ratować dobre mniemanie o sobie stwarzając pozory i zakłamując swoje sumienie.

 

 

  Dlaczego w nas tyle wątpliwości, tyle niedowiarstwa i braku ufności obietnicom Jezusa?

 

Zawsze zastanawiamy się czy i na ile nam się coś opłaca, co ludzie powiedzą, obawiamy kpin świata. I rezygnujemy z tego, co bezcenne (bo niezniszczalne), by dopóki można trwać w tym, co bezwartościowe (bo szybko przemijające). 

A przecież niewypowiedzianie większa jest różnica pomiędzy skończoną perspektywą życia człowieka cielesnego i zmysłowego, poświęcającego się wspinaniu w hierarchii tego zmiennego i szybko przemijającego świata, a już nieśmiertelną świadomością człowieka duchowego. Można powiedzieć już nadczłowieka, półboga, który sytuacje trudne, zawierające elementy zła i bólu przyjmuje w duchu ekspiacji w jedności z Jezusem Chrystusem i ofiarowuje je za bliźnich - szczególnie będących przyczyną swojego cierpienia (natura ludzka reaguje wówczas złością, buntem lub ucieczką). Ten nadczłowiek, ten heros potrafiący z miłością i w milczeniu cierpieć to pokorne dziecko Boże, które żyje dla wartości wiecznych, niebiańskich. Są one dla niego już bardziej realne niż ten szybko przemijający i niszczejący świat, niż to, co jesteśmy w stanie ogarnąć naszymi zmysłami. 

Gąsienice mogą kpić sobie z opowieści motyla i nie chcieć zdecydować się na  przepoczwarzenie, ale mądrością to nie jest i szczęścia nie daje.  Bo szczęście jest to radość w dobru, prawdzie i Bożym pokoju.

 

  Jak dla motyla nie stanowią już atrakcji nawet najbardziej soczyste listki na jakiejś gałązce, tak człowiek duchowy nie skupia już uwagi na tym mrocznym świecie. Świecie, w którym wszyscy chodzą niezadowoleni, narzekają, krytykują, kpią z siebie nawzajem, rywalizują, zwalczają się, pasjonują złem, szukają sensacji, cieszą z porażek innych, pragną i gonią za tak iluzorycznymi, bo szybko przemijającymi atrakcjami, które nie nasycają, a zniewalają psychikę i ciało. 

 

 Świadomość duchowa nie jest ograniczona zdolnościami zmysłów ciała i dawkami strumieni bodźców, za którymi uganiają się zawsze niezaspokojeni ludzie cieleśni i zmysłowi. Wręcz przeciwnie, jest świadomość, że zmysły ciała wręcz ograniczają wzlot ku pełni Miłości i szczęścia. Stąd dla człowieka duchowego nie tylko nie jest tragedią brak tych zmysłowych bodźców, ale to wręcz okazja zysku, dalszego duchowego wzrostu. Człowiek duchowy zauważa i posługuje się władzami swej nieśmiertelnej duszy, stąd naturalne jest dbanie o czystość duszy, o wewnętrzny pokój, radość, miłość, o wyciszenie wewnętrzne (nawet pośród światowego hałasu). Dlatego nie spogląda już na zło, nie pasjonuje się już złem świata, świadomość krąży wokół rzeczywistości duchowych i niebiańskich - prawdziwie rzeczywistych, bo nieprzemijających, rodzących trwałe owoce, a przez to nadających najgłębszy sens już jakże innemu Życiu. Daje to również poznanie tak uszczęśliwiającej, nieodległej, Niebiańskiej perspektywy, co uwalnia od bólu przemijania i trwogi śmierci.

 

  Człowiekowi cielesnemu i zmysłowemu głupstwem to się wydaje (bo ma skarłowaciałego, niemalże martwego ducha, a tylko duchem można te wieczne rzeczywistości poznawać). Choć uważa się za światowego, nowoczesnego, idącego z duchem czasu, to jednak wraz z tym światem żyje w błędach, lękach, ściąga na siebie nieszczęścia, ulega zmiennym nastrojom, psychicznym załamaniom, depresjom... Ucieka od poczucia pustki, świadomości bezsensu takiego życia i dobijającej się trwogi nieuchronności śmierci w to, co świat podsuwa jako lekarstwo: wszelkie środki odurzające, psychotropowe, w samooszukiwanie się (pozytywnym myśleniem nazywa się np. nie myślenie o swojej śmierci), w chwilowe zapomnienie dzięki przeżywaniu wielkich emocji czy wchodzeniu w fikcję świata wirtualnego. To jednak nie jest życie, a ucieczka od życia.  

Największym zatem zyskiem na tej ziemi jest zgodzić się umrzeć dla siebie, dla swojego cielesnego ego z którym się utożsamiamy. Zgodzić się na przemianę serca, by odczuć niesmak w stosunku do tego jakże zepsutego już świata wierząc w nowe narodzenie już za tego życia w tej swojej prawdziwej, duchowej samoświadomości. Nad nią śmierć nie ma władzy. Po prostu w pewnym utęsknionym dniu, dniu który się już nie skończy przechodzi się do rzeczywistości niebiańskich bez przechodzenia przez trwogę śmierci ciała. Przykładem niech będzie włoska pisarka  Maria Valtorta, której Pan Jezus zapowiedział, że nie zauważy nawet, kiedy przejdzie do Nieba. I tak też się stało, gdyż żyła w ekstazie miłości.

 

   Przestrzenie duchowe zawierają więcej czystych, upajających rozkoszy niż to, co oferuje świat, a co - pozostawiając niedosyt - tylko rozbudza niekończące się niezadowolenie. Prawdą jest, że życie duchowe nie chroni tu na ziemi od cierpienia, bo człowiek pojony jest mlekiem goryczy, ale i ta gorzycz z czasem zamienia się w słodycz, gdyż za tę cenę można inne "gąsienice" uratować od śmierci wiecznej, można w gąsienicach wzbudzać pragnienie "przepoczwarzenia" się, a pragnących w tym wspomóc, by i one miały ŻYCIE. To Życie jest Życiem z Bogiem i w Bogu. A to Bóg, Który Sam nieskończenie przekracza wszystko, co stworzył i co wymyśla człowiek dla uatrakcyjnienia sobie swej egzystencji gąsienicy. Dla nas chrześcijan to nie kwestia dobrowolności wyboru.

 

 

  Pan Jezus powiedział do jednego ze współczesnych mistyków:  

Jeśli będziesz Mnie szukać znajdziesz Mnie; lecz jeśli będziesz szukać siebie

znajdziesz tylko twą nicość.

 

  Zatem niezmiernie ważne jest, by nie szukać siebie w praktykach religijnych, nie żyć samą ideą Boga, by lepiej sobie żyć jako gąsienica, nawet nie szukać Boga, by spełnił moje pragnienia na poziomie gąsienicy. Potrzeba szukać samej Osoby Boga, by mnie przebóstwił i uczynił Swoim dzieckiem, którym, jeżeli zechce, posłuży się jako narzędziem dla dobra innych, dla umożliwienia Swemu dziecku oddania  swoim życiem Bogu chwały.

Naukowcy tak bardzo dzisiaj pasjonują się zagłębianiem powstania i budowy martwej materii, kosmosem, fizyką, matematyką, powstaniem życia, złożonością świata przyrody...  i jedynie nadają nazwy swoim odkryciom. Bóg to wszystko uczynił, jest zatem nieskończenie bardziej godzien, by to Jego poznawać. A bardzo pragnie nam się dać poznać taki jaki jest. Bo w tym poznaniu, choćby w zbliżeniu się, człowiek wpada w ekstazę miłości. My zaś ulegli mentalności świata wrogiego Bogu, jeżeli Go jeszcze nie negujemy, to  przecież umniejszamy do naszych nikłych, jakże ograniczonych, ciasnych wyobrażeń. Bóg zaś daje nam światło poznania Siebie, daje nam dary (łaski) jedynie według naszych pragnień. Trzeba zatem tych wielkich pragnień, by nie ograniczać Boga do wielkości swojej jakże ograniczonej percepcji i nie wpadać w pychę z powodu swojej nikłej wiedzy.

 

  To, co tu zostało napisane nie jest niczym nowym. Święty Kościół jest powołany właśnie po to, by temu przeobrażaniu się ludzkości służyć. Choć dzisiaj może nie jest to w nauczaniu dość czytelne (skupianie się bardziej na moralności), to przecież nieustannie jest obecne choćby w pismach wielu świętych i mistyków Kościoła.  Czyż nie wypowiada się modlitw: "Jezu cichy i pokornego serca uczyń serca nasze według serca swego"? Mówi o tym Słowo Boże (również to nie zawarte w Biblii, a dane poprzez współczesnych mistyków) w poniższych wersetach:

 

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! (Mk 8,34)
 
Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (Mt 10,39)
 

 Postępuj tak, by i do twojej duszy wstąpiło Życie (Vt3,37)

 

Człowiek cielesny jest bez wartości, biorąc pod uwagę prawdziwą godność człowieka, 

gdyż ma zbyt wiele pragnień wspólnych ze zwierzęciem. Nawet jest od niego niższy,

choć go przewyższa, czyniąc z instynktu naturalnego zwierzęcia upadlający występek.

 

Wznieś się do stanu duchowego tak, aby stanąć na Sądzie Bożym
nie obciążony ludzką naturą" (Vt7/16)
 
Przeznaczeniem człowieka jest osiągnięcie podobieństwa do Boga przez uświęcenie,
 które czyni z człowieka  dziecko Boże.
 

Słabość ciała jest ograniczona, jego trwanie również. Rozwój i radość duszy żyjącej w Bogu

jest nieskończona.

 

Ciało powinno być sługą ducha dla [człowieka] mającego być sługą Boga Prawdziwego. 

To nie ciało ma panować nad duchem i sprzeciwiać się Bogu.  (Vt 2,16) 

 

 Zmysłowość może pociągać jedynie tych, którzy nie karmią się nadprzyrodzonością

 i którzy brzydzą się ofiarą... 

 

Grzech zmysłowości niszczy duszę, czyni ją łatwym żerem dla innych grzechów.  (Vt2/1/8)

 

Bardzo rzadko duch pokonuje ciało i krew i daje nowego świętego ziemi i niebiosom.

Czasem duch żyje z trudem, w stanie śpiączki, w której jest jakby umarły; żyje i reaguje

jak stworzenie pozbawione Światła, Mojego Światła.

 Kiedy indziej duch jest dosłownie zabijany przez stworzenie (...) staje się gorsze niż zwierzę, staje się demonem, dzieckiem demona. 

Dwie trzecie ludzkiej rasy żyje pod znakiem bestii. (KCz 18)

 

Gdy Mnie Prawdę poznacie wyswobodzę was z grzechów, uwolnię od was samych, 

dam wolność prawdziwą, dam Miłość, której świat nie zna, nie pojmuje

i dlatego pragnąć jej nie potrafi... (Di 2611)

 

Uczyń w sobie pustkę po to, aby  Moja pełnia się w niej rozlała. (…)

Moja pełnia w sercu, to miłość królująca w nim jako Pan i Władca.

 

Bracia: Wy nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.

Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. (...)

Jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć.  Jeśli zaś przy pomocy ducha

zadawać będziecie śmierć popędom ciała – będziecie żyli.   (Rz 8,9n)

 

... Cierpię niewymownie. Muszę wam to powiedzieć, bo jestem Bogiem Miłości i Miłosierdzia,

lecz również - Bogiem Sprawiedliwości.

Muszę być waszym Sędzią, kiedy buntujecie się przeciwko Mnie.

Moja Dusza jest zraniona i Mo­ja Krew wypływa Strumieniami.

Kocham was wszystkich, wy jednak zraniliście Mnie...

Jestem waszym Świętym, a wy Mnie przeszyliście...

Jestem waszym Zbawicielem błagającym was dziś

z Mojego Krzyża: Powróćcie do Mnie! Powróćcie do Mnie!

Przyjdźcie i stańcie się święci, jak Ja Jestem Święty! (Por. Kpł 11,44)

PŻwB 16.08.88

 

Proś Mnie często, bym wzmógł w tobie pragnienie Mnie, smak i radość obcowania ze Mną.

Takiej modlitwy wysłuchuję z przyjemnością.  IC

 

 

Na koniec może jeszcze list Elżbiety Leseur  (1866-1914. Pochodziła z zamożnej rodziny. Pisarka. Wyszła za mąż za lekarza Feliksa Leseur, działacza ruchu ateistycznego. Modliła się o jego nawrócenie.  Po jej śmierci mąż rzeczywiście się nawrócił i został katolickim kapłanem)

 

Do jednej ze swoich siostrzenic Elżbieta tak pisała: 

 

"Jestem przerażona tym, do jakiego stopnia większość kobiet nie wie nic o religii. Nawet duch religii jest im zupełnie obcy. Widok ich jest bolesny: są tylko ciałami bez ducha, są tylko tym, co nazywamy kobietą "praktykującą", a nie tym wykwitem szlachetności umysłu, piękności wewnętrznej, aktywności duszy, jednym słowem nie tym, czym powinna być chrześcijanka.

Nie myśl, żebym potępiała praktyki religijne. Nie mam bynajmniej tego zamiaru, ale praktyki pobożne powinny być jedynie przejawem głębokiego nastroju duszy... Chciała bym, żebyś była chrześcijanką siebie świadomą, żebyś znała podstawy twej wiary, powody i racje, dla których ufasz i wielbisz.

Pobożność prawdziwa, inteligentna, głęboka, ta, której dla siebie pragnę i którą za każdą cenę posiąść muszę ma za podstawę zrozumienie tak zupełne, jak to jest tylko możliwe najważniejszej tajemnicy chrystianizmy, tajemnicy, około której grawitują wszystkie inne, tajemnicy Boga udzielającego się mojej duszy. 

"Pan przyszedł i woła cię..." Gdzie? We mnie. Nie potrzebuję przebywać miliardów mil, żeby znaleźć Boga i wejść z Nim w poufały stosunek. Bóg, jeśli jestem w stanie Łaski, żyje we mnie. Święta Teresa pisze, że pierwszą rzeczą, jaką poddaje Bóg duszy, której życie chce skierować na wewnątrz jest to: "że(dusza) widzi jak ten prawdziwy Przyjaciel jest zawsze w niej i z nią, nie odstępując jej nigdy, towarzysząc jej wszędzie, dając jej byt i życie... (dusza to rozumie), że nigdzie poza tą twierdzą wewnętrzną nie znajdzie ni bezpieczeństwa, ni pokoju; że nie powinna uczęszczać do obcych domów, kiedy w swoim własnym znajduje dobra bez liczby, że posiada Gościa zdolnego zapewnić jej wszystkie dobra, byle tylko ona nie chciała naśladować marnotrawnego syna i zadowalać się pokarmem wieprzów". 

 

Więcej o naszych ludzkich trzech sferach tutaj

A także: Znamię Bestii. Czym naprawdę jest i jak je usunąć? Łaską uświęcającą.

 

 

 

 

Wszystkim bez wyjątku czytającym te słowa serdecznie życzę radosnego zapragnięcia przebóstwienia i entuzjastycznej  decyzji woli. 

 

Maranatha

 

 

     <><

Czy jest możliwe, by gąsienice zbuntowały się i nie chciały stać się motylami? Czy nie przewyższają ludzkości, która wykorzystuje inteligencję, by znaleźć kompromis? Mija okres życia gąsienic, pilnie trzeba podjąć decyzję...

06 października 2020
Pragnę wam dziś pomóc w zrozumieniu znaków opisanych w Bożym Piśmie, które wskazują na wielką bliskość Jego chwalebnego powrotu. - Odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję tę witrynę z własnych środków, a służyć ma ona powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie. 

Strony mogą zawierać pliki cookies.        Gdyby ktoś chciał wspomóc rozwój witryny...

                                                                                                                                                                                                   br.stanislaw@gmail.com

DEO   OMNIA  GLORIA

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 032933