O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych
     Dąb Abrahama 1925 r Trzy kilometry na północ od Hebronu znajduje się znane z Biblii starożytne drzewo liczące ok. 5000 lat, zwane Dębem Mamre lub też Dębem Abrahama. W tym miejscu Abraham zbudował ołtarz Jahwe, tu Bóg zawarł z nim przymierze, tu ukazał się Abrahamowi dając mu obietnicę potomstwa zanim wyruszył ukarać Sodomę i Gomorę...
Dziś nad miejscem tym sprawuje opiekę Kościół prawosławny. Przeczytałem gdzieś, że stara prawosławna tradycja głosi, że dąb umrze przed pojawieniem się antychrysta. Miało to być znakiem dla żyjących w tym czasie. Dąb umarł w 1996 roku.
 
  Choć z początku tę wiadomość potraktowałem jako ciekawostkę, to jednak rozważając Dzieje Zbawienia zauważyłem, że Bóg zawsze i na wszelkie sposoby ostrzegał ludzi przed tym, co ma nastąpić, dawał liczne znaki czasu. Obecnie wiele mówi się o antychryście, o czasie Apokalipsy. I z Nieba mnożą się przesłania wskazujące, że żadna dotąd cywilizacja nie była tak zdeprawowana, a Kościół nigdy nie był w tak wielkim wewnętrznym zamęcie i zepsuciu jak teraz. Dla poparcia może trzeba przytoczyć bolesne Słowa Pana Jezusa:
 " Ziemia jest Sodomą i Gomorą bez granic, po której lucyfer przechadza się jak król" oraz  "Jesteście mniej zjednoczeni niż szczep małp"
Również ostatni papieże jasno o tym mówili, np. Jan Paweł II o cywilizacji śmierci, Benedykt XVI o pogaństwie wzrastającym w samym sercu Kościoła, Franciszek grzechy w Kościele dobitnie nazywa po Umarł Dąb Abrahama 1996imieniu.
 
   Pobudziło mnie to do głębszego spojrzenia na tę kwestię, by w swej niewiedzy nie ulec, nie pozwolić uczynić się choćby nieświadomym narzędziem ewentualnego antychrysta. By samemu nie stać się antychrystem albo póki jest jeszcze czas z tego się wyzwolić.
 
   Postanowiłem więc rozważyć i odnaleźć inne znaki czasu dotyczące tego tematu. Kwestia ta przy małej wiedzy niezbyt poważnie jest traktowana, ale staje się jednak nader poważną i naglącą, gdy zestawi się proroctwa współczesnych mistyków z Biblią. By w tym całym dzisiejszym szumie medialnym wyłowić Prawdę, pod uwagę wziąć należy jedynie te proroctwa, które wzajemnie się uzupełniają, absolutnie nie mogą sobie zaprzeczać i być zgodne z wielowiekową Świętą Tradycją oraz Świętą Ewangelią rozumianą dosłownie. Kilkunastoletnie doświadczenie w rozeznawaniu Żywego Słowa Bożego i wsłuchiwanie się w nie było mi tu pomocne.
 
   W ten sposób odczytałem zapowiedź, kim będzie Antychryst i co uczyni, by na to miano zasłużyć.
W książce ks. St. Gobbi "Do Kapłanów..."  Matka Boża mówi: 
 

"W trzynastym rozdziale Apokalipsy jest napisane: «Tu jest potrzebna mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: 666.» Dzięki rozumowi oświeconemu światłością Bożej Mądrości można odczytać z liczby 666 imię człowieka: imię wskazane przez tę cyfrę – to antychryst. Lucyfer, wąż starodawny, diabeł lub szatan, czerwony Smok, przeobraża się w tych ostatnich czasach w antychrysta. Apostoł Jan stwierdził już, iż antychrystem jest każdy, kto zaprzecza, iż Jezus Chrystus jest Bogiem...".

A dalej: 

"...666 ukazane trzy razy, czyli przez 3, wskazuje na rok 1998. W tym okresie historycznym uda się masonerii – wspomaganej przez masonerię kościelną – zrealizować swój wielki zamiar: utworzyć bożka – fałszywego Chrystusa i fałszywy Kościół – i umieścić go na miejscu Chrystusa i Jego Kościoła. (...)

Dojdziecie w ten sposób do szczytu oczyszczenia, wielkiego ucisku i odstępstwa. Stanie się ono powszechne, ponieważ prawie wszyscy pójdą za fałszywym Chrystusem i fałszywym Kościołem. W ten sposób zostaną otwarte drzwi, aby mógł się ukazać człowiek czyli sama osoba antychrysta.

 
 
W książce "Koniec Czasów" włoska mistyczka M. Valtorta zanotowała takie słowa Pana Jezusa:  
 
" Antychryst będzie osobą wy soko postawioną, wysoko jak gwiazda. Nie tak jak gwiazda ludzka, która jaśnieje na ludzkim niebie, lecz gwiazda ze sfery nadprzyrodzonej. Ulegając urokowi Nieprzyjaciela, pozna pychę po pokorze; ateizm - po wierze; rozwiązłość - po czystości; głód złota - po ewangelicznym ubóstwie, pragnienie zaszczytów - po życiu ukrytym”. 
 
    Ludzka "gwiazda" i "ludzkie niebo",  to światowa sława, władza, chwała. Ludzka „gwiazda” to aktualni wielcy tego świata, to osoby sławne, bogate, wpływowe, posiadające wielką władzę... Antychryst więc nie będzie jednym z nich. „Sfera nadprzyrodzona” oznacza człowieczą sferę duchową, którą zajmuje się Kościół Chrystusowy. W nim zatem ma być on „gwiazdą” czyli osobą wysoko postawioną. Na pierwszy rzut oka wydaje się to nie możliwe, antychryst nie mógłby bowiem stać się „gwiazdą” dla prawdziwych chrześcijan. Czyli jak uczy Pismo Święte oddających cześć Bogu w duchu i prawdzie, żyjących według ducha, nie według ciała i mentalności tego świata. Nikt by z nich przecież za nim nie poszedł, nie uległ, raczej sam zostałby wcześniej napiętnowany jako odstępca, jako zagrożenie dla prawdziwej wiary.  Chrześcijanie żyjąc w świecie mieli strzec się, by nie być z tego świata, być jego zaprzeczeniem tzn. mieć w pogardzie jego "wartości": pychę/samozadowolenie, rozwiązłość, bogactwo, zaszczyty, sławę, niewiarę, którą jest dawanie pierwszeństwa wszelkim wartościom ziemskim zamiast duchowym. Zatem by być taką upadłą  „gwiazdą” pośród chrześcijan, wpierw oni sami muszą nieświadomie ulec urokowi "wartości" tego świata. W ten dopiero sposób ten, który zasłuży na miano Antychrysta będzie akceptowany i uznany tak przez świat, jak i przez zwiedzionych „światowych”, nowoczesnych chrześcijan. Musiałaby być ich większość i zajmować najwyższe stanowiska.
 
   Chrześcijanie aktualnie są podzieleni na kilka tysięcy odłamów. Z której części wywodzić się będzie Antychryst i jak do tego dojdzie? Wskazówką może być to, co pisał właśnie na temat Antychrysta kard. Ratzinger, później również jako Benedykt XVI właśnie na przełomie XX i XXI wieku. Jako kardynał wskazywał na taki skutek „nowych metodologii egzegetycznych uwalniających tekst biblijny od barier dogmatyzmu”.
Innymi słowy zajmujący się teologią bynajmniej nie kierują się żywą wiarą w świat duchowy lecz przyjmując kryteria jedynie rozumowe, naturalistyczne i racjonalistyczne, na nowo usiłują zinterpretować to wszystko, w co dotąd wierzył Kościół (modernizm). W efekcie nauki biblijne często nie wskazują już na to, co święty tekst mówi, ale co powinien mówić. Stąd może Benedykt XVI wśród cech Antychrysta podkreśla przede wszystkim jego biegłość w Biblii, którą wykorzystuje w ten sposób, by zinterpretować Boga jako kogoś, kto nie ma realnego wpływu na losy świata i ludzi, jedynie człowiek w swej subiektywności czasem tak to postrzega.
   Zatem uznać można i trzeba, że już tworzy się nowy, fałszywy kościół wyznający fałs zywego chrystusa, który nie jest Chrystusem - Emmanuelem - Bogiem z nami - obecnym w Najświętszym Sakramencie.
Nie, nie powstaje w ten sposób nowy odłam, nie powstał wyraźny podział w Kościele katolickim. Kościół katolicki jest od wewnątrz duchowo zmieniany, fałszowany.  Nie jest trudno dziś zauważyć o czym najwięcej mówi się w chrześcijańskich mediach i jakie wartości najbardziej dziś chrześcijanie cenią. Stali się w większości światowi, w pragnieniach, wyglądzie, mowie, sposobie życia i zachowania nierozróżnialni od niewierzących, od pogan, od ateistów.  Nie pojmują już Pisma świętego, nie rozumieją jego wymagań. 
 
 
 
 
 
   Jak jednak rozpoznać, że nastał już właściwy czas na ukazanie się osoby antychrysta? Co uczyni ten konkretny człowiek wysoko postawiony w hierarchii Kościoła, który wewnętrznie ulegnie zabójczym dla ducha "wartościom" świata, by zasłużyć sobie na miano antychrysta?
 
Będzie znak jego pojawienia się: « ...ujrzycie ‘ohydę spustoszenia’, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie».To Słowa Matki Bożej dane poprzez ks. Gobbi w książce „Do kapłanów…”
 
Zatem otwieramy Biblię do której współczesne proroctwa nas doprowadziły i czytamy Księgę Daniela:
«Idź, Danielu, bo słowa zostały ukryte i obłożone pieczęciami aż do końca czasu. Wielu ulegnie oczyszczeniu, wybieleniu, wypróbowaniu, ale przewrotni będą postępować przewrotnie i żaden z przewrotnych nie zrozumie tego, lecz roztropni zrozumieją. A od czasu, gdy zostanie zniesiona codzienna ofiara, zapanuje ohyda ziejąca pustką, upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni. Szczęśliwy ten, który wytrwa i doczeka tysiąca trzystu trzydziestu pięciu dni.»
 
   Od początku Chrześcijaństwa aż do dzisiaj (za wyjątkiem kościołów i denominacji protestanckich) Msza Święta jest codzienną Ofiarą – Ofiarą samego Jezusa Chrystusa składaną poprzez urzędowego kapłana Bogu Ojcu.
Wskazówka jest zatem nadzwyczaj jasna i czytelna – ohyda spustoszenia, to Msza święta nie będąca już jednak Ofiarą. Jakże już dziś wielu nie pojmuje, o czym mowa. Właściwie rozumiana Msza Święta sprawowana codziennie na ołtarzach całego świata, jest mistycznym urzeczywistnieniem, uobecnieniem Ofiary Golgoty.
 
Matka Boża powiedziała do Kataliny Rivas: 
To cud nad cudami. Powtarzam ci, dla Pana nie istnieje ani czas, ani odległość i w momencie przeistoczenia wszyscy zgromadzeni są przenoszeni do stóp Kalwarii i znajdują się tam w chwili ukrzyżowania Jezusa.”
Choć Chrystus Ofiarę na Kalwarii dla zbawienia świata złożył raz na zawsze, to jednak wciąż konieczne jest (i będzie do końca świata) ponawianie jej w czasie. Podczas każdej Ofiary Mszy Świętej sprawowanej poprzez urzędowego Kapłana, Jezus Chrystus jako Arcykapłan i jednocześnie doskonała, najczystsza Ofiara, wobec nieprawości świata wciąż Sam Siebie składa w Ofierze przebłagalnej, wynagradzającej i łagodzącej odwieczną, doskonałą Sprawiedliwość Boga Ojca za nieustannie dokonywaną obrazę Jego Majestatu. Bez tej Ofiary Bóg Ojciec już dawno zakończyłby istnienie tego świata ogarniętego ciemnością negacji Boga, uporczywego odrzucania Go i buntem przeciwko Jego Prawu Miłości. Lepiej można to zrozumieć w świetle słów wielkiego autorytetu - św. o. Pio:
Łatwiej byłoby istnieć Ziemi bez Słońca, niż bez Mszy Świętej”
  A św. Jan Maria Vianney: "Nie ma nic większego ponad Eucharystię. Zbierzcie z całego świata wszystkie dobre uczynki i postawcie je na jednej szali, a na drugiej umieśćcie jedną dobrze przyjętą Komunię świętą, a okaże się, że tamte są jak ziarnko kurzu wobec wielkiej góry. (...) Nawet męczeństwa nie da się porównać z Mszą świętą - jest ono bowiem ofiarą, jaką człowiek składa Bogu ze swego życia, a Msza święta jest ofiarą, jaką Bóg złożył z samego siebie...".
 
W książce In Sinu Jesu czytamy słowa Matki Bożej:
" Mój Syn pragnie, by Jego kapłani doświadczali już tu na ziemi niebiańskich przybytków. Pozwala im wejść wraz ze sobą do niebiańskiego sanktuarium, poza zasłonę, gdzie, jako Najwyższy Kapłan, wydaje się nieustannie jako Ofiara uwielbienia i przebłagania Swojemu Ojcu. Duch Święty jest żarliwym płomieniem tego niebiańskiego całopalenia. Całe Niebo jaśnieje ogniem miłości, który płonie w Sercu Syna stającego przed Ojcem jako Najwyższy Kapłan. Jestem Bramą Niebios dla wszystkich Moich synów kapłanów. Jeśli któryś z nich jeszcze w tym ziemskim życiu chciałby wznieść się ku chwale niebiańskiej Liturgii, nieustannie sprawowanej przez Mojego Syna przed Obliczem Ojca, niech tylko przybliży się do Mnie. Wskażę mu drogę do tajemnic Nieba. Nauczę go czci, milczenia i głębokiej adoracji charakteryzujących tego, kto został powołany do służby przy ołtarzu Mojego Syna i w Jego Imieniu".
 
 
Nieskończona, niepojęta Miłość Jezusa Chrystusa wyraża się również w Jego nieustannej Obecności z nami w Najświętszym Sakramencie dla udzielania Siebie samego jako Chleb Życia wiecznego dla tych, którzy pokładają w Nim nadzieję (a nie w chwilowych atrakcjach świata). Nikt nigdy nic nam więcej dać już nie może. Zatem rzeczywiście wartość Mszy Św. jest bezcenna. Uczestnicząc w Niej świadomie, godnie, w duchu uniżenia i bojaźni, karmiąc się Bogiem i poddając Jego działaniu On nas przemienia w Siebie. Gdy więc potrafimy zachowywać w sobie Łaskę Uświęcającą (żyjący nie dla wartości duchowych, nie dla Nieba, a dla tej ziemi są niczym popękana cysterna) - przebóstwia nas czyniąc bogami przez uczestnictwo. Niepojęte jest to wybraństwo, tak jak niepojęte jes t nasze tego zlekceważenie.
Św. Jan Paweł II powiedział, że Eucharystia jako sacrificium jest doskonałą «ofiarą czci», najwyższą formą uwielbienia wznoszącego się z ziemi do nieba; uczestnicząc w tym «źródle i zarazem szczycie całego życia chrześcijańskiego, (synowie Boży) składają Bogu Boską Żertwę ofiarną, a wraz z nią samych siebie»
 
A św. Tomasz z Akwinu: „Wszystkie łaski, owoce, przywileje i dary, które otrzymujemy z rąk Boga Ojca Niebieskiego pochodzą z zasług najświętszej Męki, i Śmierci Pana naszego Jezusa Chrystusa, której owoce trwają w bezkrwawej Ofierze Mszy Świętej”.
 
Wszelkie dobro, które spotyka każdego człowieka na ziemi pochodzi zatem z Ofiary Mszy Świętej.
Ofiara Eucharystyczna jest zatem żywym, bijącym Sercem Ecclesia Mater (matki chrześcijan, którą jest Kościół dziś jakże cierpiący z powodu nieprawości swoich członków).
Nie jest to więc tylko braterska uczta na pamiątkę Ostatniej wieczerzy - jak się coraz częściej obecnie głosi. A hostia nie jest tylko samym symbolem, zwykłym chlebem, przed którym klękanie jest bałwochwalstwem.  Tak więc myśli na sposób ludzki, racjonalistyczny i naturalistyczny, zastępują Myśl Boską. 
 
   Wielokrotnie już w tym „końcu czasu” Najświętsza Maryja Panna ostrzegała, że kielich gniewu Bożego wypełniony jest po brzegi. Zdaje się, że to tylko za Jej sprawą - bowiem wzywa dusze świadome, pokutujące, dusze-ofiary do łączenia się z Ofiarą Jezusa Chrystusa - ta nasza cywilizacja jeszcze istnieje. Dostrzec tu możemy niepojętą miłość Chrystusa do nas oraz Jego nieskończoną pokorę, cierpliwość i miłosierdzie, bo nikt bardziej jak On nie jest dziś tak lekceważony, nierozumiany, opluwany, oczerniany, ośmieszany i prześladowany. ( Więcej: Jestem wciąż nieznany. Opuszczony...)
 
Świat uznaje tych, którzy cenią jego wartości, zaś ośmiesza i zwalcza kwestionujących i negujących je, choćby tylko stylem swego życia.
A to oznacza, że żyjący duchem tego świata członkowie kościoła nazbyt pewni siebie albo w poczuciu  zakwestionowania będą coraz gorzej traktować tych, których uznają za tradycjonalistów, za ciemnotę.
Dlatego świadomi i wierni katolicy będą musieli znosić coraz większą niechęć i wrogość w poczuciu niezrozumienia i odrzucenia. Będą cierpieć coraz bardziej patrząc bezradnie na wypełnianie się tych proroctw w postępującej desakralizacji w świątyniach, w powszechnej obojętności, w coraz liczniejszych zniewagach i świętokradztwach wobec Przenajświętszego Sakramentu - lekceważonej i niezrozumianej Miłości. Już cierpią dostrzegając jak sukcesywnie i cicho wprowadzane są znaczące zmiany tak w wyposażeniu kościołów, w powszechnym zachowaniu jak i w  samej świętej Liturgii.  
  Czy zapowiadana „ohyda spustoszenia” właśnie już się nie dokonuje?  Aby podkreślić, że Msza jest jedynie pamiątką Ostatniej Wieczerzy, braterską ucztą i nie ma realnego przeistoczenia, odpowiednio wyposaża się i przebudowuje Świątynie. Usuwa się Tabernakula z żywą Osobą Boga z centralnego miejsca, a nawet z samego prezbiterium. W to miejsce wstawia się wręcz trony dla kapłanów (których istnienia nawet przepisy nie przewidują), w środku znajduje się stół wokół którego zasiadają wraz z kapłanami "wierni" do braterskiej uczty. Coraz rzadziej słychać stare pieśni jak np. „upadnij na kolana ludu czcią przejęty, uwielbiaj swego Pana…" czy „padniemy na twarz przed Tobą wierząc żeś jest pod osłoną chleba i wina”, a przynajmniej słów tych w praktyce się nie realizuje. Tam, gdzie Tabernakula pozostają jeszcze w centrum kościołów, coraz częściej służba liturgiczna i niektórzy szczególnie młodzi kapłani przechodząc pomięd zy Tabernakulum i pustym stołem, kłaniają się przed stołem, a wypinają swój (za przeproszeniem) tyłek na Tabernakulum. Jaką mają świadomość tego, co czynią, jaką wiarę, jaki szacunek i cześć wobec Boga, przed Którym padają na twarz Aniołowie?  W jakże wielu kościołach sposób zachowania obecnych - w obliczu ukrywającego się, ale jednak Nieskończonego Majestatu Wszechmogącego Boga – jest pozbawiony czci i bojaźni, nazbyt wyluzowany, swobodny, rozproszony, są głośne rozmowy, oklaski, rozsiadanie się w ławkach z założonymi nogami i rękami… Stroje bardziej lekceważące niż godne Króla królów i Pana panów.  Usuwanie balasek, tendencja do rozdawania Komunii świętej bez największego uszanowania i czci na stojąco, na rękę,  w tłumie, ponad głowami, przez osoby nieupoważnione...
 
    Mowa ciała jest bardziej wymowna niż to, co jeszcze może mówimy i śpiewamy. Zanika uniżenie, bojaźń Boża, poczucie sacrum, wyciszenie, tym bardziej im bardziej mnożą się w świątyniach "religijne" koncerty, występy, tańce, spektakle, wystawy, projekcje filmów, a nawet popisy cyrkowców. Oklaski, krzyki, śmiechy, wycia… Wszystko protestantyzuje się, przybliża ohyda spustoszenia.To kult oddawany już nie Bogu, ale własnemu "ego", własnej przyjemności, własnemu samozadowoleniu. Znika wewnętrznie przemieniające za sprawą Łaski poczucie sacrum, poczucie nadprzyrodzoności, doświadczenie Obecności Boga Żywego - zawsze w niewymownym pokoju i szczęściu.
Dawniej sama tajemnicza duchowa atmosfera nadprzyrodzoności ułatwiająca osobiste doświadczenie Boga Żywego, prawdziwa braterska miłość przyciągała i pociągała grzeszników do nawrócenia. Dziś wielu wątpiących zamiast umocnieniu, ulega zgorszeniu. Stąd może świątynie wyludniają się. Usiłuje się ratować sytuację uatrakcyjniając Mszę Świętą "piękną oprawą liturgiczną" dolewając tym samym wody do powodzi, oliwy do ognia. Duchowe doświadczenie Obecności Boga w Eucharystii wymaga przede wszystkim pokory, bojaźni Bożej, umartwienia zmysłów, wyciszenia wewnętrznego, czystości intencji i myśli, wręcz wyjścia poza myśli w kontemplacyjnej adoracji. Takie doświadczenie najczęściej trwale przemienia serce człowieka. Temu służy uduchowiona, wolna, dokładna celebracja Ofiary Mszy Świętej z momentami ciszy sprzyjającymi refleksji, wyciszeniu, kontemplacji, ożywianiu ducha, bez momentów rozpraszających.
  Gdy usiłuje się przyciągać ludzi do kościoła dawaniem jedynie przyjemnych wrażeń, doznań estetycznych czy emocjonalnych, to  przecież nie odrywanie, nie zapieranie się siebie to wspomaga, a powiększa egocentryczne skupianie się na sobie. Gdy kościoły zapełniają ludzie wypełniający jedynie niedzielny obowiązek, to oczekiwanej wspólnoty braterstwa i miłości najczęściej nie ma. Coraz bardziej odczuwa się wzajemne zdystansowanie, nieufność, brak życzliwości, brak miłości. Owszem, można się później zachwycać piękną oprawą liturgiczną, pięknym uświetnieniem jakiejś świeckiej uroczystości, ale przecież Bóg Ojciec istniejąc poza czasem i przestrzenią widzi nas wówczas na Golgocie, pod krzyżem Swego Syna. Co odczuwa, gdy przygrywają radośnie nie uświęcone światowe instrumenty jak gitara czy cała dęta orkiestra?
   Pamiętać przy tym trzeba, że sposób sprawowania Ofiary Mszy świętej może być bardziej lub mniej godziwy, ale ona wciąż się dokonuje dopóty, dopóki są słowa konsekracji, dopóki są wierzący. A jednak z wolna dochodzi do zaniku świadomości w czym uczestniczymy, w końcu dojdzie do zniesienia Ofiary i zastąpienia jej czymś na wzór kościołów protestanckich, w których owa ohyda spustoszenia już dawniej się dokonała. I tym razem dokona się to pod płaszczykiem dobra, dla pozoru jedności chrześcijan np. przez ustanowienie Mszy ekumenicznej. Na tym więc polegać będzie straszliwe świętokradztwo dokonane przez Antychrysta.
 
   Dlatego już teraz, jeszcze przed ujawnieniem się samego Antychrysta, niezmiernie ważne jest uczciwe zastanowienie się, jaki ja m am stosunek do Eucharystii, czy dostrzegam w sobie zanik wiary, zanik poczucia sacrum, najwyższej czci i bojaźni Bożej? Czy jestem „czcią przejęty”, czy trwam w „bezgranicznej czci” - jak nakazuje Biblia i Święta Tradycja? Co odczuwa Bóg Ojciec, który słyszy wypowiadane przeze mnie formułki modlitewne, zna towarzyszące im moje myśli i pragnienia? Czy uwielbiam Boga, czy pomogłem Jezusowi Chrystusowi wynagrodzić Bogu Ojcu za zniewagi świata, czy też dołożyłem jeszcze zniewag? Co myślę na temat rozdawania i przyjmowania Komunii świętej na rękę, na stojąco, na wyścigi, ponad głowami, w biegu i pośpiechu...
 
   Antychryst jest już pośród nas. Jest wytrawnym teologiem, erudytą, wyjdzie z samego serca Kościoła katolickiego. I dobrem według myśli ludzkiej, zniesie Dobro według Myśli Boskiej. Podobną myśl podsuwał Szymon Piotr Panu Jezusowi i usłyszał: „zejdź mi z oczu szatanie, bo nie myślisz na sposób Boży, lecz na ludzki…”. Piotr uznał swój błąd i okazał skruchę. Lecz dziś zwiedzionych zostanie zdecydowana większość nawet dobrych chrześcijan, którzy pozwolą zabić w sobie wiarę w uobecniającą się Ofiarę Kalwarii i rzeczywistą Obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Nam nie pomagają już nawet dziejące się na naszych oczach cuda Eucharystyczne, a czas "pandemii koronawirusa" ujawnił powszechny już brak wiary w jakąkolwiek nadprzyrodzoność. Jak można jednocześnie twierdzić, że wierzę i lękać się, że Jezus Eucharystyczny może mnie zarazić? 
W tej już istniejącej duchowej atmosferze przyzwolenia rozumianego często jako "posłuszeństwo kościołowi", z pośród istniejących tysięcy małych nieświadomych swego stanu antychrystów już wkrótce zapewne ujawni się ich przywódca, autorytet. W ten właśnie sposób dokona się zapowiadana „ohyda spustoszenia” w świątyni Pańskiej.
 
Ten stan przy odrobinie refleksji z dobrym nastawieniem, z otwartym sercem już się uwidacznia. Zdecydowana większość jest nie praktykująca albo "praktykująca", choć żyjąca stale w stanie grzechu ciężkiego, stanie tak naprawdę pogardy okazywanej Bogu i Jego Prawu, stanie "śmierci wiecznej". Większość "chodzi" jedynie do kościoła z obowiązku, z nakazu, dla świętego spokoju, dla uzyskania czegoś od Boga dla siebie w tym świecie, dla pięknych tradycyjnych obrzędów... Wielu już przestało w ogóle "chodzić do kościoła" z powodu zgorszenia lub ze strachu przed zarażeniem się wirusem. Już tylko nieliczni chrześcijanie świadomie  i  ofiarnie jednoczą się z Ofiarą Jezusa Chrystusa dla wynagrodzenia i otoczenia chwałą Ojca Niebieskiego.
 
   Tymczasem również świat przyrody daje nam bardzo liczne znaki czasu. Niespotykane dotąd tak w natężeniu jak i zasięgu anomalie, kataklizmy, choroby, plagi wciąż będą narastać aż po wypełnienie się proroctwa Apokalipsy św. Jana i zagłady tego "Wielkiego Babilonu" jakim jest ta nasza obecna ziemska cywilizacja pośród Wszechświata. Nie będzie to jednak jeszcze koniec świata lecz koniec tej naszej bezbożnej cywilizacji śmierci  i zepsucia, którą przestrzegał i którą usiłował ratować prorok tego czasu św. Jan Paweł II i jego następcy.
   Nadszedł czas kataklizmów, epidemii i prześladowań, czas oczyszczenia, oddzielenia plew od zdrowego ziarna. Pozostaną wierni tylko ci prawdziwie ofiarnie uczestniczący w nielicznych prawdziwych Mszach Świętych odprawianych w ukryciu.  Zachowując najwyższą cześć, szacunek, bojaźń Bożą, pobożność i wierność będą nieustannie wołać z głębi serc w duchowym cierpieniu: „…święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola Twoja…”, będą wołać całym sercem podczas Ofiary Mszy świętej: "...oczekujemy Twego przyjścia w chwale". Będą wzywać w swych  modlitwach sercem: Marana tha Panie Jezu! Rozumiejąc Biblijne i poza Biblijne zapowiedzi "powrotu Pana", "Wielkiego Dnia Pańskiego" czy "objawienia się" Pana naszego Jezusa Chrystusa, który pokona Antychrysta, a później niestety "ogniem z nieba" wszystkich tych, którzy się nie nawrócą, którzy nie  wyrażą skruchy, którzy pozostaną zbuntowani.  Ukryta i rozproszona wierna Bogu  biblijna "Reszta" Kościoła Katolickiego ujawni się odnawiając cały Kościół Chrystusowy, który wydając się już duchowo martwy zmartwychwstanie zjednoczony, czysty, jaśnieją cy, pokorny, ubogi, uduchowiony, utwierdzony w prawdzie i miłości, uświęcony... Na pozostałą przy życiu ludzkość o pragnących Boga i otwartych sercach w również zapowiadanej "Drugiej Pięćdziesiątnicy" wyleje swe Dary Duch Święty tak, że już nikt nikogo nie będzie musiał pouczać, wszyscy bowiem w swym duchu poznają i uwielbiać będą Boga. Tak zaistnieje w nas i pomiędzy nami zapowiadane Królestwo Boże. 
Tak w ogólnych zarysach mówią o przyszłości proroctwa Biblijne oraz Jezusa i Maryi - działających w tych czasach Dwóch Świadkach zapowiadanych w Apokalipsie św. Jana.  
To Boże Królestwo na ziemi Kościół przez wszystkie wieki przybliżał swym członkom. Pojawia się ono wraz z miłością w sercach chrześcijan i pomiędzy nimi. Żeby więc ono mogło zaistnieć już teraz, każdy sam musi zdetronizować z tronu własnego serca siebie, swoje „ego”, by w tym swoim małym osobistym królestwie własnego serca królem ustanowić Chrystusa. Oderwanie od wartości świata, wejście na drogę życia duchowego, nawiązanie braterskich relacji, wzajemne zaufanie, te same pragnienia i dążenia w głębokiej więzi ofiarnej miłości, już teraz mogłyby tworzyć w nas i pomiędzy nami Królestwo Boże na tej ziemi. Nie łatwo jednak spotkać kogoś pragnącego tego i na to gotowego.
 
   Wobec jeszcze chwilę trwającego czasu Bożego Miłosierdzia, tylko od naszej dobrej woli zależy przyszłość każdego z nas. Czym jest ten ewangeliczny nakaz zapierania się siebie, ta detronizacja siebie, jak do tego dążyć, jak znaleźć ową drogocenną perłę, dla której zapragniemy poświęcić wszystko - to i wiele więcej zgłębiamy na stronach portalu odrodzedoprawdy.pl
 
Marana tha!
<><

Kryzys liturgii kryzysem Kościoła. Kryzys Kościoła kryzysem i zagładą obecnej cywilizacji - Cz.3  Dąb Abrahama, "Ohyda spustoszenia" i Antychryst.

01 lipca 2020
Czy dzisiaj przestrzegamy DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH ? - mówi Jezus Chrystus - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 027320