O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

2 (II) JEZUS BIERZE KRZYŻ            

 

Po Swoim skazaniu Jezus stoi strzeżony przez żołnierzy, oczekując na krzyż nie dłużej niż pół godziny.

Przybywa dwóch łotrów, z których każdy otoczony jest jedną dekurią żołnierzy. To godzina wymarszu. Longin wydaje ostatnie rozkazy. Centuria rozstawiona w dwóch szeregach, w odległości trzech metrów od siebie, wychodzi na plac, gdzie druga centuria utworzyła kwadrat dla odepchnięcia tłumu, aby nie przeszkadzał pochodowi. Na małym placu znajdują się już ludzie na koniach: dekuria kawalerii. Longin wsiada na siodło i zajmuje swe miejsce na przedzie.

 

Przynoszą krzyże: dla dwóch łotrów – krótsze; dla Jezusa – o wiele dłuższy. Szacuję, że część pionowa ma nie mniej niż cztery metry. To cały krzyż,  już wykonany, solidny, z ramionami doskonale połączonymi z główną belką i dobrze umocowanymi gwoździami i śrubami. Przed podaniem Jezusowi krzyża zawieszają Mu na szyi tabliczkę z napisem: “Jezus Nazarejczyk, Król Żydów”. Sznur, na którym ona wisi, zaczepia się o koronę powodując, że porusza się i drapie miejsca, w których jeszcze nie ma zadraśnięć, i wbija się w nowe miejsca, zadając nowy ból i sprawiając, że znowu płynie krew. Ludzie śmieją się sadystyczną radością, znieważają, bluźnią. Teraz są gotowi i Longin daje rozkaz wymarszu: «Najpierw Nazarejczyk, za Nim – dwóch złoczyńców. Jedna dekuria wokół każdego, siedem innych – na skrzydłach, jako wzmocnienie.»

Jezus schodzi po trzech schodach, prowadzących z sieni na plac. Od razu widać, że jest ogromnie osłabiony. Chwieje się schodząc po trzech stopniach. [Ruchy] krępuje Mu krzyż spoczywający na ramieniu, całym poranJezus dźwiga krzyżionym; tabliczka, która porusza się z przodu, i jej sznur wrzynający się w szyję; kołysanie, w jakie wprawia ciało długa część krzyża, podskakującego na stopniach i na nierównościach podłoża. Żydzi śmieją się, widząc Go zataczającego się jak pijany. Krzyczą do żołnierzy:«Popchnijcie Go! Niech upadnie! W proch bluźniercę!» Lecz żołnierze robią jedynie to, co muszą. To znaczy rozkazują Skazanemu iść środkiem drogi. Longin spina konia ostrogami i pochód powoli rusza w drogę.

 


Matka bolesna - Droga krzyżowa - O drodze do Prawdy.pl

 

 

«Janie, przyszedłeś?»

Maryja pojawiła się w drzwiach Swej izby, opierając się o futryny, jakby nie miała siły ustać. Jan podnosi głowę i patrzy na Nią. Chciałby mówić i otwiera usta, lecz nie udaje mu się [wydobyć słowa]. Dwie wielkie łzy płyną mu po policzkach. Pochyla głowę, zawstydzony swą słabością.

«Chodź tutaj, Janie, nie płacz. Nie powinieneś płakać, bo Ty zawsze Go kochałeś i uszczęśliwiałeś. Niech to cię pocieszy.»

Te słowa otwierają tamy jego łzom. Płacze tak silnie i tak głośno, że nadchodzi gospodyni, Maria Magdalena, małżonka Zebedeusza i inni...

«Chodź do Mnie, Janie» – Maryja odrywa się od futryny, ujmuje go za przegub dłoni i ciągnie do środka Swej izby, jakby był dzieckiem. Zamyka cicho drzwi, aby zostać z nim sama.

Jan nie reaguje. Lecz kiedy czuje na głowie drżącą dłoń Maryi, pada na kolana, kładąc na podłodze przedmioty, które przyciskał do serca. Z twarzą przy ziemi, trzymając kraj szaty Maryi przy wstrząsanej [płaczem] twarzy, szlocha:

«Przebacz! Przebacz! Matko, przebacz!»

Maryja stoi wyprostowana i smutna, z jedną ręką na sercu, a z drugą – zwieszoną wzdłuż ciała. Mówi do Jana głosem rozdzierającym:

«Cóż Ja mam tobie wybaczyć – tobie, biedne dziecko? Co? Tobie!?»

Jan podnosi głowę, ukazując się takim, jaki jest, bez jakiegokolwiek śladu męskiej dumy. To twarz biednego, zapłakanego dziecka, które krzyczy:

«...że Go opuściłem!... że uciekłem!.. że Go nie broniłem! O, mój Nauczycielu! O, Nauczycielu, przebacz! Powinienem był umrzeć przed opuszczeniem Ciebie! Matko, Matko, kto mi teraz uspokoi sumienie?»

«Pokój, Janie. On ci przebacza, już ci przebaczył. On nigdy nie zważał na twoją słabość. On cię kocha.»

Maryja wypowiada te krótkie zdania z przerwami, jakby oddychała z trudnością, trzymając rękę na głowie Jana, a drugą – na Swym biednym sercu, które bije mocno z niepokoju.

«Ale ja wczoraj wieczorem nie potrafiłem Go nawet zrozumieć... i spałem, chociaż On prosił nas o wsparcie naszym czuwaniem. Zostawiłem Go samego, mojego Jezusa! A potem uciekłem, kiedy ten przeklęty przyszedł ze swymi łotrami...»

«Janie, nie przeklinaj. Nie żyw nienawiści, Janie. Pozostaw Ojcu wydanie sądu. Posłuchaj: gdzie On teraz jest?»

Jan znowu upada twarzą do ziemi i płacze jeszcze głośniej.

«Odpowiedz, Janie. Gdzie jest Mój Syn?»

«Matko... ja... Matko, On jest... Matko...»

«Jest skazany, wiem o tym. Pytam cię: gdzie jest w tej chwili.»

«Uczyniłem wszystko, co możliwe, ażeby mnie zobaczył... Usiłowałem udać się do możnych, aby uzyskać łaskę, aby On... aby mniej cierpiał... aby nie zadali Mu wiele cierpienia...»

«Nie kłam, Janie, nawet z litości dla Matki. Nie uda ci się to... to daremne.

 

Ja wiem. Od wczorajszego wieczora towarzyszyłam Mu w Jego bólu. Ty tego nie widzisz, ale Moje ciało jest porozrywane przez biczowanie, na Moim czole znajdują się ciernie, czułam uderzenia... wszystko.

 

Ale teraz... już nie widzę. Teraz nie wiem, gdzie jest Mój Syn skazany na krzyż!... na krzyż!... na krzyż!... O, Boże, daj Mi siły! On musi Mnie widzieć. Nie powinnam odczuwać [i ujawniać] Mojego bólu dopóki trwa Jego ból. Kiedy potem wszystko... się skończy, wtedy odbierz Mi życie, Mój Boże, jeśli chcesz. Teraz, nie. Przez wzgląd na Niego – nie... aby Mnie widział. Chodźmy, Janie. Gdzie jest Jezus?»

«Wyszedł z domu Piłata. Ta wrzawa to tłum, który krzyczy wokół Niego, związanego, stojącego na schodach Pretorium, czekającego na krzyż lub idącego już na Golgotę.»

«Uprzedź twą matkę, Janie, i inne niewiasty. I chodźmy...


 

Który za nas cierpisz rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

I Ty, która współcierpisz, Matko bolesna przyczyń się za nami.

 


 

Jezus mówi:

 

 

"Krzyż jest znakiem zbawienia. Znakiem chwały i zwycięstwa. Dlatego jest ciężki - ciężarem doświadczeń trudnych i bolesnych - aby tym bardziej zaowocować łaskami, jakie czekają na ofiarnych i wytrwałych w miłości i ufności".

*

 

"Człowiek rodzi się po to, aby przejść drogę krzyżową oczyszczenia swojej skażonej grzechem natury. I niesie krzyż – znamię swej grzeczności. Krzyż będący skutkiem własnego egoizmu, zaślepienia egoizmem szukającym ciągle siebie samego zamiast Boga”.

 

*

 

„Dlaczego muszę walczyć z tobą o każdy krzyż, który mam dla twego i innych zbawienia?”

 

*

 

 „Zaprzyj się siebie i weź krzyż swój codzienny. Jeśli go odrzucisz - odrzucisz miłość Moją, która na ziemi jest ukrzyżowana po to, by zajaśniała pełnią chwały w duszy twojej.”

 

*

 

„Nie lękaj się, nie bój się, jesteś tylko Cyrenejczykiem".

 

*

 

„Usuwanie cierpienia bez prowadzenia do Boga jest bezsensem, bo cierpienie jest łaską daną dla nawrócenia”. (SP169)

 

*

 

„ Jeśli na swojej drodze życia spotkasz krzyż, to trzeba go wziąć i ponieść z miłością i pokojem ofiarowując mi swój trud i swoje cierpienie. Krzyż ofiarowany Mi w taki sposób namaszczony jest Moim błogosławieństwem. Jeśli go odrzucisz, krzyż cię nie ominie, bo jest wpisany w twoje życie na ziemi.  Niesiesz  wtedy cięższy krzyż bo nie namaszczony przeze Mnie. Najcięższy jest krzyż wzgardzony i odrzucony. I tego też nie unikniesz choćbyś zużył całe swoje ludzkie możliwości. Żyjesz przecież na ziemi, na której ludzie postawili krzyż i zawiesili na nim Boga. Krzyż będzie twoim udziałem ale rozważ, że może to być krzyż błogosławiony albo wzgardzony.

Nie bądź tak pyszny, by samodzielnie wyszukiwać sobie krzyże sądząc, że doprowadzi cię to do świętości lub że pomożesz innym. Do świętości prowadzi tylko pokorne i radosne przyjmowanie Mojej Woli, bo w niej zawsze jest najwyższe dobro dla ciebie i dla innych.” (SP 183)

 

*

 

„Weź krzyż, który ci dałem, w nim jest zbawienie twoje. Przyjmując krzyż Mnie przyjmujesz.”

 

*

 

„Krzyż jest znakiem zbawienia. Przez przyjmowanie go w codzienności życia ziemskiego zdąża się do osiągnięcia zbawienia i życia ze Mną w wieczności. Ta prawda dotyczy każdego człowieka.

Ale są przeznaczeni do szczególnej łaski: niesienia krzyża innych braci swoich – tych, którzy nie są w stanie unieść własnego krzyża, którzy potrzebują pomocy.

Dlatego też wybrani Moi pomocnicy doznają wiele cierpień i wielu trudów w życiu doczesnym, aby wszystko to wraz z własnym ciałem i duszą złożyć Ojcu Niebieskiemu na odkupienie za wszystkich ludzi. Tak jak uczyniłem to Ja - Mesjasz Jezus Chrystus.

Przyjmowany przez nich krzyż jest ich uświęceniem, albowiem nie ma świętości bez przyjmowania krzyża własnego i innych -  z pokojem i miłością w sercu.

Nie potępiaj więc tych, którzy upadają. Nie osądzaj! Weź krzyż, pokutuj i módl się za nich, aby powstali i poszli drogą zbawienia - wsparci na twoim miłosierdziu, na miłości jaką dla nich wlewam w serce twoje.”

 

*

 

„Nie odbieraj nikomu Krzyża, lecz go umacniaj aby uniósł.”

 

*

 

„Przyjęte z miłością zło, które niszczy twoje ciało i odbiera to, co może dać ci świat ubogaca i uświęca twoją duszę, i udoskonala twoje życie wewnętrzne.”

 

*

 

„Przez trudne sytuacje sprawiam, że wracają do Mnie i idą za Mną dzieci Moje.”

 

*

 

Co jest moim krzyżem?

- pokonać zło własnego serca.”

 

 

Dziękuję Ci Panie jezus za twoje Słowa i błogosławię Tobie, że przez krzyż i mękę Swoją odkupiłeś świat.

 


Opatrz Moje Rany miłością zrodzoną przez Mojego Świętego Ducha.

Szukaj zawsze Mojego Świętego Ducha

 

 

Refleksja

 

W tych czynach i słowach Pana Jezusa odnajdujemy sens cierpienia, którego wciąż jako chrześcijanie nie potrafimy choć na tyle zgłębić, by go nie marnować. 

Czy Pan Jezus został zmuszony do wzięcia krzyża? Został nim "obarczony" jak się niekiedy tytuuje tę stację?

Nie. Jezus czekał na krzyż, wziął go z pokojem i miłością, pragnął go, po to się wcielił, dla tego momentu żył, na to oczekiwał wielokrotnie zapowiadając.

 

Czy istnieje większe bohaterstwo, większe poświęcenie, większa ofiara? 

 

Mało w nas wdzięczności, niewiele zrozumienia, nikła odpowiedź... Krzyż, który sami dźwigamy jest skutkiem naszego własnego egoizmu, zaślepienia, które i we własnej religijności szuka samego siebie zamiast Boga. 

 

Szukając szczerze Boga, poznając Boga zaczynamy Go naśladować, żyć życiem duchowym, stawać się nowymi ludźmi w Chrystusie, nowym stworzeniem, z wcielonego ducha stając się uduchowionym ciałem, ukształtowanym  dzieckiem Boga, by po tym życiu wejść do Jego Nieba.

Lecz jakże daleka jest droga od poznania oczekiwań Boga do stania się takim.

 

 

 

 

 

 

 

POWRÓT

 

DROGA KRZYŻOWA - WZIĘCIE KRZYŻA, w wizji mistyczki Marii Valtorty z nauczaniem Pana Jezusa.  

05 marca 2020
To Duch Boga, wlany w was, daje wam Życie. Kochaj Go, przyzywaj Go, bądź Mu wierna. Posiądziesz Życie i Pokój - wezwania z Nieba

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041