"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a  usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                      br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Pan Bóg nie uczyni niczego, jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swym...   Am 3,7

 

 

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

12 września 2021 - czas zapewne nie przypadkowy. Opaczność Boża daje wzór a i być może przesłanie dla  biskupów, osób konsekrowanych i wszystkich chrześcijan na te nasze czasy w których coraz bardziej przyroda buntuje się przeciwko ludzkości i w których przyjdzie nam żyć w najstraszniejszym totalitaryzmie, który już szybko się rozwija. Jak na razie jeszcze jest nie dość rozpoznawany, skoro tak powszechnie sami go budujemy realizując (najczęściej jeszcze nieświadomie) cele elity światowej, cele masonerii podstępnie walczącej z Chrześcijaństwem. Oczywiście wszystko dzieje się pod pozorami dobra dla człowieka, dobra dla ludzkości czy "matki ziemi". Czas tzw. pandemii ujawnił też prawdę o naszej wierze... niestety najbardziej w nasz ludzki rozum, w światowych naukowców, w postęp technologiczny. Ujawnił zanik wiary w nadprzyrodzoność,  w Boga, którego można doświadczać, który jest Obecny, działający, wszechmogący... a traktowany w Eucharystii, jakby był czymś martwym.  Tymczasem o swoim osobistym doświadczaniu Obecności Boga świadczy nam dzisiaj bł. kard. Wyszyński... 

 

 S. Alberta  ze Zgromadzenia Sióstr założonego przez niewidomą Elżbietę Czacką powiedziała:   

„Myślę, że Matka Czacka na pewno mogłaby być patronką osób z problemami wzroku, doświadczonych dramatem cierpienia, ale być może także wszystkich, którzy mają problemy z zobaczeniem tego, co najważniejsze, poszukujących prawdy, poszukujących Boga, tych, których dusza potrzebuje światła, chociaż oczy widzą” .   

 

To święte słowa. Ale iluż takich jest, którzy choćby sami przed sobą przyznają się do problemów z zobaczeniem tego, co najważniejsze w życiu, do  poszukiwania światła, prawdy, Boga? Chyba większość z nas uważa, że nie ma problemu w dostrzeganiu rzeczy i spraw najważniejszych. Wielu uważa, że prawdę już  posiada, albo że nie ma jednej prawdy, albo też ona ich wcale nie interesuje, bo "mają swój rozum i nim się kierują". Pismo Święte jednak ostrzega, że jeżeli światło, które uważasz, że jest w tobie, w rzeczywistości jest ciemnością, jakże wielka to ciemność! (zob. Mt 6,23).   

 

Nie uznawajmy się za oświeconych, jakiekolwiek tytuły i stanowiska zdobyliśmy, zapragnijmy siebie sprawdzić, odkryć, dostrzec, dogłębnie uświadomić sobie to, co zostało zatracone, o czym w kościele najczęściej się już nie mówi, nie zauważa, nie jest w modzie, a co jednak jest najważniejsze w naszym ludzkim życiu, jest ową drogocenną perłą dla której warto poświęcić wszystko...

 

Bardzo trafnie napisali biskupi Polscy w liście  z okazji beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego  oraz Matki Elżbiety Czackiej, niewidomej założycielki Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach:

 

"Effatha – otwórz się.

(...) Trzeba otworzyć się na Bożą łaskę, która niezależnie od naszej kondycji fizycznej, życiowych przeciwności, cierpienia i przykrych doświadczeń może przynieść w nas i przez nas obfite owoce. Potrzebna też jest odwaga, dzięki której możemy pokonywać nasze słabości i lęki naszej codzienności.

(...)  Bóg mógł przez nich dokonać wielkich rzeczy, bo otworzyli się na Jego łaskę...".

 

Czy bez owej łaski Bożej nie można dobrze żyć? Zaznaczyć trzeba, że tak naprawdę wszystko jest łaską;  łaską zostaliśmy powołani z nicości do istnienia, łaska nieustannie podtrzymuje życie każdego człowieka z chwili na chwilę. Ale bez świadomej odpowiedzi na łaskę życie człowieka sprowadza się do poziomu (mało) inteligentnego zwierzęcia: najeść się, napić, wyspać, zabawić, powalczyć o dominację, zaspokoić zmysły i żądze... I tak w kółko ze szkodą dla swojego ciała, psychiki i duszy -  aż do śmierci, często w trwodze i rozpaczy. Jaki jest sens takiego życia? Tymczasem świadoma odpowiedź, otwarcie się na łaskę,  pozwala wznieść się wyżej, ponad swoje cielesne człowieczeństwo. Nawet albo i szczególnie osobom najsłabszym, najbardziej ułomnym.  Rozważając życie większości świętych będących po ludzku bez żadnych środków i możliwości, dostrzeżmy wagę "łaski", konieczność "otwarcia się na łaskę". Niewątpliwie wyczerpany chorobą płuc kleryk Stefan Wyszyński  (zastanawiano się nawet czy dożyje do święceń) i Elżbieta Róża Czacka, młoda arystokratka, która właśnie straciła wzrok - w jakimś stopniu otworzyli się na łaskę.  

Czym jednak jest owe otwarcie się?

 

Niewątpliwie łaska Boża daje też tę wspomnianą w liście odwagę (jak Apostołom w dniu Pięćdziesiątnicy), ale od czego to zależy, skoro tak trudno dziś dostrzec tych otwierających się (również pośród kapłanów i najwyższych hierarchów kościoła). Bo przecież kościół coraz bardziej pogrąża się w straszliwym kryzysie, kapłani publicznie występują przeciwko kapłanom, biskupi przeciwko biskupom i papieżowi, powiększa się chaos i zamęt przeciwstawnych poglądów, nauk i doktryn, na jaw wychodzą afery powodujące zgorszenia, jakich dotąd nie bywało!  Pan Jezus nigdy dotąd nie był w Eucharystii na taką skalę lekceważony (np. usuwanie Tabernakulum z centralnych miejsc świątyń i wstawianie w to miejsce tronów dla człowieka), nie był tak bardzo znieważany, nie było tyle świętokradztw, nie był traktowany, jakby był czymś martwym...

A przecież Pismo Święte mówi, że gdzie wzmaga się grzech, tam jeszcze obficiej rozlewa się łaska. (Zob. Rz5,20).

Gdzie jest ta łaska, dlaczego nie wspomaga, nie uświęca zauważalnie kościoła?

 

Problem nie jest w samej łasce, bo niewątpliwie zalewa nas niczym słońce, które świeci dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Nie uzyskujemy z niej owoców, gdyż coś w naszym sposobie myślenia, w naszych pragnieniach, intencjach i działaniach przeszkadza jej w nas wzrastać. Co? Czego łasce potrzeba, by powstrzymać tę postępującą ruinę kościoła i deprawowanie się świata, i doprowadzić do zaistnienia zapowiadanego "nowego nieba i nowej ziemi" (zob. Ap 21), tego "Królestwa Bożego na ziemi", o które wszyscy Chrześcijanie bardziej lub mniej świadomie  od samego początku modlą się w danej nam od samego Boga-Człowieka "Modlitwie Pańskiej"?   

Potrzeba każdemu z nas nie oglądania się na innych, nie walki o "wartości" ludzkimi sposobami, a osobistego otwarcia się na łaskę. Czyli konkretnie czego?

Wróćmy do fragmentów listu biskupów polskich, bo w nim znajdziemy odpowiedź.

 

" Róża Czacka, późniejsza Matka Elżbieta, urodziła się w Białej Cerkwi – dziś Ukraina – 22 października 1876 r., w znanej arystokratycznej rodzinie. (...) W wieku 22 lat straciła wzrok. Jej ślepota stała się wielką traumą dla rodziny, która nie umiała przyjąć jej niepełnosprawności. Jak zaakceptować to, na co nie potrafili się zgodzić nawet najbliżsi? Po trzech dniach modlitwy i rozmyślania Róża zrozumiała, że może liczyć tylko na Boga, któremu ufała i na siebie. Na szczęście posłuchała rady doktora Gepnera, który powiedział jej prawdę: Wzrok jest na zawsze stracony, ale zarazem wskazał jej drogę mówiąc, że nikt do tej pory w Polsce nie zajął się niewidomymi. Zrozumiała, że otrzymała wskazówkę na przyszłość. Postanowiła stworzyć instytucję, w której niewidomi będą się kształcić i przygotowywać do samodzielnego życia. Po latach napisała: Tak jak doktor Gepner był moim wielkim dobroczyńcą, tak 
 
moim największym szczęściem jest to, że zostałam niewidomą. Cóż by ze mnie było, gdyby nie to kalectwo? Jakie byłoby moje życie, życie bez niego?
 
Jej ślepota stała się skałą, na której Bóg mógł wybudować piękny dom. Nadano mu nazwę: Dzieło Lasek lub też Triuno – na cześć Trójcy Przenajświętszej. A dewizą tego Dzieła było: niewidomy człowiekiem użytecznym. Po raz pierwszy w Polsce podjęto pracę z niewidomymi, a nie tylko dla niewidomych. Matka Czacka chciała, aby przygotowujący się do samodzielnego życia niewidomi zrozumieli, że mogą być szczęśliwi, mimo swojej ślepoty.
 

To nowe, rewolucyjne odkrycie, które Matka Elżbieta zawdzięczała własnej niesprawności, było elementarnie proste, bo odwoływało się do nauki Krzyża. Zmagając się ze swoim kalectwem i pytając, jak własną biedę przekształcić w źródło pomocy dla innych, żyjących w trudniejszej sytuacji, zrozumiała, że cierpienie może stać się uprzywilejowanym miejscem spotkania z Bogiem i dotarcia do prawdy, którą trudno dostrzec ludziom fizycznie sprawnym i zaaferowanym problemami dnia codziennego. Z pełną jasnością widziała, że najbardziej zbliżamy się do Boga, kiedy jesteśmy blisko człowieka, który cierpi i jest w potrzebie. Podstawowe zadanie polega na tym, aby usłyszeć głos ludzi, których zagłusza cierpienie i zgiełk świata, i stworzyć przestrzeń, w której człowiek znajdzie spokój i miejsce do refleksji, a z czasem też drogę, która prowadzi do Boga.

 Laski stały się takim miejscem, gdzie oprócz przygotowania dzieci i młodzieży do samodzielności, znaleźli miejsce poszukujący Boga i sensu życia. Byli to ludzie z różnych środowisk społecznych i politycznych. To dzięki Matce i ks. Korniłowiczowi – ojcu duchowemu Dzieła – mogli się czuć w Laskach, jak w domu. Mogli tam zobaczyć, jak owocuje Ewangelia wcielona w życie i jak wygląda współpraca niewidomych, sióstr, świeckich i księży. Wcielona w życie Ewangelia przygotowuje miejsce, w którym jest możliwe podejmowanie wspólnych zadań, przezwyciężanie niezdrowych ambicji i nieporozumień.

 

Z takim ewangelicznym Kościołem spotkał się w Laskach ksiądz Stefan Wyszyński i z ogromnym przejęciem pisał o tym do Matki Czackiej: Uderzyło mnie to, że ludzie Matki mają ten jakiś szczególny wzrok. Oni patrzą z pogodnym bohaterstwem. W takie chrześcijaństwo ksiądz Wyszyński wpisał swoje kapłaństwo.

Przyszły prymas urodził się 3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. W kraju zniewolonym i prześladowanym, gdyż Polska była jeszcze pod zaborami, małego Stefana – podobnie jak młodą Różę – rodzina nauczyła miłości do Boga, Kościoła, Ojczyzny i Matki Najświętszej. Po wstąpieniu do seminarium duchownego we Włocławku okazało się, że jest chory na ciężkie zapalenie płuc. Choroba postępowała tak szybko, że zarówno on sam, jak i jego przełożeni bali się, że nie dożyje do święceń kapłańskich. Stefan modlił się do Matki Najświętszej, aby wyprosiła mu łaskę święceń i aby mógł odprawić przynajmniej kilka Mszy Świętych. Cierpienie, którego doświadczył w czasie seminarium, nauczyło go, jak sam powie, patrzeć z pokorą na drugiego człowieka.

W czasie studiów seminaryjnych spotkał księdza Władysława Korniłowicza, o którym powiedział, że wywarł on ogromny wpływ na całe jego życie duchowe i kapłańskie. Ta znajomość, która podczas studiów na KUL-u przerodziła się w głęboką przyjaźń, przetrwała aż do śmierci księdza Korniłowicza. (...)

 

Święcenia kapłańskie otrzymał Wyszyński 3 sierpnia 1924 r. w katedrze włocławskiej. W czasie studiów w Lublinie działał w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”. W marcu 1946 r. papież Pius XII mianował księdza Wyszyńskiego biskupem lubelskim, a 12 listopada 1948 r. arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim, Prymasem Polski. 27 listopada 1952 r. został mianowany kardynałem. Niestety ówczesne władze komunistyczne nie wyraziły zgody na jego wyjazd do Rzymu na konsystorz, na którym miał odebrać kapelusz kardynalski. Mógł to uczynić dopiero 6 maja 1957 roku.

 

Pierwsze spotkanie księdza Wyszyńskiego z matką Czacką miało miejsce w lipcu 1926 roku w Laskach, gdzie przyjechał na zaproszenie księdza Korniłowicza. Zapoczątkowana wtedy przyjaźń z Dziełem Niewidomych i jego założycielami przetrwała aż do końca dni wielkiego Prymasa. Jego relacje z matką Czacką zacieśniły się szczególnie w czasie okupacji. Po wybuchu wojny ksiądz Wyszyński musiał opuścić Włocławek, gdyż był poszukiwany przez Gestapo. Ukrywał się najpierw u rodziny we Wrociszewie, później w Żułowie i Kozłówce na Lubelszczyźnie. W czerwcu 1942 roku przyjechał do Lasek na miejsce księdza Jana Ziei, jako kapelan sióstr, opiekun niewidomych, a także jako kapelan Armii Krajowej i duszpasterz okolicznej ludności.

 

O wielkim wpływie, jaki matka Czacka wywarła na jego życie, najlepiej świadczy kazanie, które wygłosił w czasie jej pogrzebu, 19 maja 1961 r. w Laskach: W tej chwili moim obowiązkiem jest stanąć przy tym obfitym źródle wody żywej i z pomocą nieudolnych słów pochwycić przynajmniej odrobinę ożywczych wspomnień z bogatego życia Matki naszej, Matki naszych serc (…), czerpaliśmy z bogatego ducha naszej Matki i duchowości tego ubłogosławionego przez Boga miejsca.

 

Po śmierci Matki ksiądz Prymas często wracał do grobów założycieli Dzieła. Przed wyjazdem do Rzymu na sesje soborowe, przed trudnymi rozmowami z ówczesną władzą komunistyczną, niepostrzeżenie i bez zapowiadania się, chociaż na chwilę przyjeżdżał do Lasek, aby tam się modlić. Co roku, z wyjątkiem uwięzienia czy choroby, po wielkoczwartkowym Mandatum w archikatedrze, jechał do Lasek, by tam razem z niewidomymi, siostrami i świeckimi pracownikami Dzieła trwać na adoracji i napełniać się mocą płynącą z paschalnego krzyża światła i zwycięstwa Chrystusowej miłości, aby potem mieć ją dla każdego. (...)

 

Szczególnie ważny etap w jego życiowej misji rozpoczął się wraz z nominacją na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego i warszawskiego oraz prymasa Polski, gdy wziął na siebie odpowiedzialność za dwie archidiecezje i cały Kościół w Polsce. W konfrontacji z totalitarnym systemem komunistycznym z jednej strony wzywał do włączenia się Polaków w odbudowę zrujnowanego przez wojnę kraju, a z drugiej napominał rządzących, by respektowali prawa człowieka. Odznaczał się cnotą męstwa, która ujawniła się zwłaszcza wtedy, gdy – wobec nasilanych prześladowań Kościoła – wypowiedział władzom komunistycznym zdecydowane: „Non possumus”. 25 września 1953 r., po kazaniu w kościele św. Anny został aresztowany. Nie załamał się. W więzieniu powstały dwa największe dzieła: Jasnogórskie Śluby Narodu i Wielka Nowenna przed Tysiącleciem Chrztu Polski.

 

Kiedy przygotowujemy się do beatyfikacji warto postawić sobie pytanie – skąd czerpał do tego siły? Najpełniej dają na nie odpowiedź jego więzienne zapiski. Całkowicie zjednoczony z Bogiem, nieustannie z Niego czerpał, aby potem dawać innym. Ten zwykły człowiek otwarty na potrzeby innych, był niezwykły swoją wiarą, swoim zaufaniem Bogu i Matce Najświętszej. Był niezwykły swą miłością przebaczającą każdemu, nawet tym, którzy go uwięzili. Mimo doznanych krzywd – jak sam mówił – nie miał wrogów. Z jednej strony prymas bolał, że nie może wypełniać swojej biskupiej posługi, nie może brać czynnego udziału w życiu Kościoła i domagał się swoich praw, z drugiej zaś stwierdza, że przeżywa te trzy lata, jako szczególny dar Boga, który przygotowuje go na późniejszą trudną służbę Kościołowi i Polsce. Ta głęboka wiara w Opatrzność była źródłem jego zaufania człowiekowi. Miał świadomość mocy Bożej w sobie. Mówił: Udzielasz jej nieustannie, gdy idziemy z krzyżem, choć nieraz czujemy się tacy samotni. Ale, gdy zamknę oczy, gdy wsłucham się w poruszenie duszy, czuję Ciebie (…). Wystarczy się zwrócić choć na chwilę ku Tobie, by odnaleźć Ciebie w sobie.

 

Świętość nie jest luksusem

Kiedy przeglądamy katalog świętych Kościoła katolickiego, zauważamy, że są tam osoby różnych stanów, powołań i zawodów: osoby świeckie, konsekrowane i księża. Gdybyśmy mieli szukać wspólnego mianownika, to można powiedzieć, że potrafili oni rozpoznać wolę Bożą i ją wypełniać w sytuacjach i w czasie, w jakim przyszło im żyć. Tak też było w życiu m. Elżbiety Czackiej i ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Oboje dobrze wiedzieli, że Bóg bliski w cierpiącym człowieku i sakramentach Kościoła, to dwa filary wiary, która pomaga rozpoznać wyzwania, jakie niesie powołanie w konkretnym czasie i wydarzeniach. Niewidoma, młoda dziewczyna i młody, chory kleryk. Do tego trudne czasy, w jakich przyszło im żyć – odbudowywania niepodległej ojczyzny, później lata okupacji i coraz bardziej agresywnego komunizmu. Można było się załamać i zwątpić, ale dzięki temu, że potrafili zaufać Ewangelii, każde z nich na swoją miarę umiało podejmować stojące przed nimi zadania, torować nowe drogi i otwierać nowe perspektywy działania w Kościele w Polsce. Uczynili tyle dobra, ponieważ całe życie oddali Bogu i na serio przyjęli słowa św. Pawła: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13).

 

Każde z nich tę swoją drogę do świętości zawierzyło Matce Najświętszej i chcieli służyć Bogu i człowiekowi tak, jak Maryja. Matka Elżbieta złożyła swój akt ofiarowania Matce Bożej 8 grudnia 1921 roku, mówiąc: Obieram Cię dzisiaj za moją Matkę, Opiekunkę… Zaś ksiądz Prymas, uwięziony w Stoczku Warmińskim, 8 grudnia 1953 r. mówił: Tobie poświęcam ciało i duszę moją (…) wszystko, czym jestem i co posiadam.

 

Bóg złączył tych dwoje ludzi, tak przecież różnych i przez nich dokonał wielkich rzeczy. (...)

 

Fragmenty listu biskupów polskich z okazji beatyfikacji

Kard. Stefana Wyszyńskiego i M. Elżbiety Róży Czackiej

 

 

Czym zatem jest owe otwarcie się na łaskę i czym jest Łaska? 

Odpowiedź przybliżyły nam uwypuklone zdania. 

Potrzeba nam najpierw "stworzyć przestrzeń, w której człowiek znajdzie spokój i miejsce do refleksji, a z czasem też drogę, która prowadzi do Boga". W zgiełku słów i zalewie obrazów jakie serwuje nam ten wrogi Bogu i Jego Prawu świat, które najczęściej bezkrytycznie przyjmujemy,  potrzeba organizować sobie miejsce i czas na osobistą refleksję, na pomyślenie skąd się wziąłem, jaki jest sens i cel mojego życia, dokąd zmierzam, co ze mną będzie po śmierci.  Trzeba postawić pod znakiem zapytania własne poglądy i przekonania, i zgodzić się je zweryfikować,  zapragnąć "spotkania z Bogiem i dotarcia do prawdy".  Chodzi tu nie o jakąś przenośnię, a  o rzeczywiste osobiste spotkanie z Osobą Boga Żywego. To nie jest niemożliwe, ale jak najbardziej dla każdego człowieka na ziemi realne. Te spotkania wiążą się z doświadczeniem nieznanej światu (stąd wzgardzonej)  Miłości  Boga do siebie, dającej poczucie niewysłowionej szczęśliwości.  To niepojęte odczucie, które serce ledwie wytrzymuje, to tylko część prawdy, jakiej się doświadcza. Tej o sobie jeszcze wówczas nie widzimy... 

 

Ale gdzie dochodzi do tego spotkania? Czy trzeba szukać jakichś szczególnych miejsc, sanktuariów, charyzmatyków? 

 

"Gdy zamknę oczy, gdy wsłucham się w poruszenie duszy, czuję Ciebie (…). Wystarczy się zwrócić choć na chwilę ku Tobie, by odnaleźć Ciebie w sobie" - pisze kard. Wyszyński.

 

A także: „Bóg jest bliżej nas, niż o tym myślimy. Szukamy Go zazwyczaj za daleko”.  

 

Odnaleźć, spotkać osobiście Boga trzeba  w sobie. Co oznacza odnaleźć Boga w sobie? Tyle tylko, co uświadomić sobie Jego Obecność w sobie. Tylko tyle i aż tyle. Będąc w stanie prawdziwej Łaski uświęcającej jak najbardziej jest to dla każdego możliwe. A jednak czy tego tak naprawdę chcemy?  Czy wręcz nie uciekamy od uświadomienia sobie tego? Chowamy się jak Adam i Ewa po popełnionym pierwszym grzechu. W czym, za czym się chowamy? Za strumieniem bodźców zmysłowych, za działactwem, za środkami otumaniającymi naszą świadomość, za tysiącami rzeczy, które pochłaniają nasz umysł, naszą uwagę. 

Bóg naprawdę jest we mnie! Uświadomienie sobie tego może budzić przerażenie. Bóg będący we mnie słyszy co mówię, co myślę, widzi co czynię, wie w jakich intencjach, odczuwa każde poruszenie mojego serca... Sprawiam Mu radość lub zadaję cierpienie... Powinienem być dla Niego Niebem, a nie golgotą!  

 

Żyjąca w tym samym czasie, co nasi błogosławieni s. Faustyna zanotowała w swoim Dzienniczku (887):

"Życie w obecnej chwili upływa mi w cichej świadomości Boga. Nim żyje moja dusza milcząca, a to świadome życie Boga w mej duszy, jest mi źródłem szczęścia i mocy. Nie szukam szczęścia poza głębią swej duszy, w której mieszka Bóg, jestem tego świadoma. Czuję, jakoby potrzebę udzielania się innym, odkryłam w duszy źródło szczęścia, to jest Boga...".

 

Doświadczając niewyrażalnie wspaniałej Miłości Boga rodzi się w nas  pragnienie odpowiedzenia miłością na Miłość. Pragniemy podobać się Bogu, zanika pragnienie przypodobania się ludziom. Okazuje się jednak, że sami z siebie  nie możemy nic dobrego wykrzesać, tak jesteśmy zmienni, niestali, słabi. Potrzebujemy łaski, daru miłości...  Skłania nas to do przyjmowania bolesnej dla naszego ego prawdy o sobie, dzięki czemu otwieramy się na uzdrowienie z własnego egocentryzmu i pychy. Wolimy, żeby nas Bóg nawet bez miłosierdzia oczyszczał, niż byśmy mieli Go czymkolwiek obrazić. Ubolewamy nad swoją nieudolnością, niezdolnością do samodzielnej przemiany, oczyszczenia i uświęcenia się. To skłania nas do uczenia się rozeznawania i życia Wolą Bożą w coraz większych szczegółach własnej codzienności. Dusze na tej drodze - jak piszą biskupi: potrafią rozpoznać wolę Bożą i ją wypełniać w sytuacjach i w czasie, w jakim przyszło im żyć.

 

Czym zatem jest ta drogocenna perła, co jest najważniejsze w naszym życiu, od czego zależy reszta? Od czego zależą owoce naszego życia?

Od naszej zażyłości z Bogiem. Bóg tego od każdego z nas pragnie, tego oczekuje, po to nas stworzył. Nasza nędza Go nie obrzydza.  To zażyłość jest ową drogocenną perłą dla której warto poświęcić wszystko.  Poświęcamy wszystko co przemijające, umieramy nawet dla siebie i świata, ale uzyskujemy też Wszystko co święte i niezniszczalne - na wieczność. A to Wszystko uzyskujemy dzięki łasce. Bóg od nas oczekuje jedynie dobrej woli. I stańmy w prawdzie, nie można mieć pośredniej woli. Jeżeli nie mamy dobrej, ukazujemy Bogu złą wolę. Rozpoznamy siebie po pokoju, wszak "pokój ludziom dobrej woli" głosili aniołowie pasterzom w Betlejem. Rozważmy słowa siostry Elżbiety:

 

"Biedna ludzkość schylona ku ziemi, zajęta drobniutkimi swoimi sprawami, zaślepiona pychą, ślepa jest na to jedno, co warte jest widzenia, co warte jest uwagi, co warte jest miłości. A tajemnice życia i Męki Pana Jezusa wciąż za nami wołają do Boga. Ale ludzkość ślepa nie patrzy nawet w górę. Oczy duszy zamknięte nawet u tych, którzy wodą chrztu świętego obmyci. Zamknięte są także oczy duszy tych, którzy siebie szukają w pobożności swojej, których „litera zabija”, a Duch, Miłość nie ożywia. Którzy, zamiast żyć wielkimi tajemnicami Chrystusowymi, zamykają się w ciasnych formułkach osobistej pobożności. Ze Mszy świętej, wysłuchanej bezmyślnie, dusze te wychodzą równie twarde, suche i martwe. Potoki łask spływają po tych duszach, nie zatrzymują się w nich, nie dostają się do głębi duszy, nie budzą z uśpienia tych biednych dusz, bo nie wpatrzone i rozmiłowane w Panu Jezusie, ale wpatrzone w siebie i pełne miłości własnej".            

 

Trzeba więc koniecznie zwrócić się ku łasce, bo bez niej nawet nasza religijność może nas zaślepiać: 

 

"Co to jest łaska? (...)  Chcę ci na mój sposób wyjaśnić łaskę, jej naturę i skutki.

 

Łaska to posiadanie w sobie światła, mocy, mądrości Bożej. Inaczej mówiąc jest to posiadanie podobieństwa duchowego do Boga – tego, co jest niepowtarzalnym znakiem waszego Boskiego synostwa. Bez łaski bylibyście po prostu zwierzęcymi stworzeniami, które doszły do takiego punktu rozwoju, że są wyposażone w rozum i duszę, lecz duszę na poziomie ziemskim, zdolną postępować w warunkach ziemskich, lecz niezdolną do wzniesienia się ku sferom, w których żyje [swoim] życiem duch. [Bylibyście] zatem naprawdę niewiele więksi od zwierząt, które często was przewyższają swoim zachowaniem, chociaż ich reagowaniem kieruje tylko instynkt.

 

Łaska jest więc najwyższym darem, największym darem, jaki Bóg, mój Ojciec, mógł wam ofiarować. I On udziela wam go darmo, gdyż Jego ojcowska miłość jest nieskończona, jak nieskończony jest On sam.

 
Chcieć powiedzieć o wszystkich atrybutach łaski znaczyłoby chcieć napisać długą listę przymiotników i rzeczowników, a i to jeszcze nie wyjaśniłoby doskonale tego daru.
 

Pamiętaj tylko o tym:

łaska to posiadanie Ojca, życie w Ojcu;

łaska to posiadanie Syna, radowanie się nieskończonymi zasługami Syna;

łaska to posiadanie Ducha Świętego, korzystanie z Jego siedmiu darów.

Łaska zatem to posiadanie Nas, Boga Jedynego w Trójcy,

i posiadanie wokół waszej śmiertelnej osoby zastępów aniołów, które adorują Nas w was.

 
Dusza, która traci łaskę, traci wszystko. Dla niej nadaremno Ojciec ją stworzył; niepotrzebnie Syn ją odkupił; na próżno Duch Święty wlał w nią swe dary; dla niej bezowocne są Sakramenty. Jest martwa. To zgniła gałąź, która wskutek grzechu wywołującego psucie – odrywa się i spada z życiodajnego drzewa, i kończy rozkładając się w błocie.
Gdyby dusza umiała zachować siebie taką, jaką jest przy Chrzcie i Bierzmowaniu – kiedy jest dosłownie nasączona łaską – byłaby niewiele mniejsza od Boga. Niech ten fakt wszystko ci powie.
 
Jesteście zaskoczeni, czytając o cudach moich świętych. Jednak, moja droga, nie ma się czemu dziwić. Moi święci posiadali łaskę. Byli więc bogami, bo łaska przebóstwia. Czyż Ja sam nie powiedziałem w mojej Ewangelii, że należący do Mnie będą czynić te same cuda co Ja? Ale aby należeć do Mnie, trzeba żyć moim Życiem, czyli życiem łaski.
Gdybyście tego chcieli, wszyscy bylibyście zdolni do cudów, czyli do świętości. Także Ja bym tego chciał, gdyż to by oznaczało, że moja Ofiara została uwieńczona zwycięstwem i że naprawdę wyrwałem was spod panowania Złego, strącając go do jego piekła i kładąc mu na usta kamień nie do usunięcia, na którym postawię tron mojej Matki – jedynej, która stawia piętę na smoku, a on nie umie Jej zaszkodzić.
 

Nie wszystkie dusze w stanie łaski posiadają łaskę w tym samym stopniu. Nie dlatego, że My wlewamy ją w różnej mierze, lecz dlatego, że w różnym stopniu umiecie ją w sobie zachować.

Grzech śmiertelny niszczy łaskę, grzech powszedni ją kruszy, niedoskonałości ją osłabiają.

 

Są dusze, niezupełnie złe, które marnieją wskutek duchowej oziębłości. Z powodu swojego bezwładu – który sprawia, że stale popadają w niedoskonałości – pomniejszają w sobie łaskę, zmniejszając ją do stanu przypominającego cieniutką nitkę, ledwie tlący się płomyk. Ona zaś powinna być ogniem, żywym pożarem, pięknym, oczyszczającym.
 

Świat się wali, bo łaska niemal upada w większości dusz, a w innych – słabnie.

Łaska wydaje rozmaite owoce według tego, czy jest bardziej lub mniej żywa w waszym sercu. Ziemia jest bardziej urodzajna, kiedy jest bogata w składniki i korzysta ze słońca, z wody, z powiewów wiatru. Są również gleby nieurodzajne, ubogie, chociaż zrasza je [deszcz], ogrzewa słońce, owiewa wiatr.
 
Tak samo jest z duszami. Są dusze, które przez każdy wysiłek napełniają się żywotnymi składnikami i w konsekwencji udaje im się korzystać w stu procentach ze skutków łaski.
 
Żywotne składniki to życie według mojego Prawa, życie czyste, miłosierne, pokorne, w miłości do Boga i bliźniego, życie modlitwą ‘żywą’. Wtedy łaska wzrasta, rozkwita, zapuszcza głębokie korzenie i wyrasta jako drzewo życia wiecznego.
 
Wtedy Duch Święty jak słońce zalewa swymi promieniami, swymi siedmioma darami;
wtedy Ja, Syn, przenikam was deszczem mojej Krwi;
wtedy Ojciec patrzy na was łaskawie, widząc w was swoje podobieństwo;
wtedy Maryja do łona, które Mnie nosiło, tuli pieszczotliwie was, swoje dzieci mniejsze, lecz drogie, drogie Jej Sercu;
wtedy dziewięć anielskich chórów przygotowuje koronę dla waszej duszy, świątyni Boga, i wyśpiewuje wzniosłe ‘Gloria’;
wtedy wasza śmierć to Życie, a wasze Życie to szczęście w moim Królestwie".
(KCz)

 

https://odrodzedoprawdy.pl/co+to+jest+laska+-+mowi+pan+jezus

 

 

 

"Tymczasem wy (...) niszczycie się nawzajem przez przyjaźnie, które – jeśli nawet nie są niegodne, (a czasami takie właśnie są) – prawie zawsze są niepotrzebne i przekształcają się w próżny lub szkodliwy zgiełk słów – samych przyziemnych słów.

 

Czyż nie powiedziałem: “Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał Moją naukę, a Ojciec Mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i uczynimy sobie w nim mieszkanie”? (J 14,23)

 

Dusza w stanie łaski posiada miłość. Kiedy zaś ma miłość, posiada Boga, to znaczy Ojca, który ją zachowuje, Syna, który ją poucza, i Ducha, który ją oświeca. Dusza ma więc Poznanie, Wiedzę, Mądrość. Posiada Światło. Pomyślcie tylko, jak wzniosłe rozmowy mogłaby prowadzić z wami wasza dusza. To one wypełniały ciszę więzień, ciszę cel [zakonnych], ciszę w pustelniach i ciszę w pokojach chorych świętych. To one umacniały więźniów oczekujących na męczeństwo, zakonników poszukujących Prawdy, pustelników pragnących już wcześniej poznać Boga, umacniały chorych w znoszeniu – cóż mówię? – w umiłowania swego krzyża.

 

Gdybyście umieli zadać pytanie waszej duszy, powiedziałaby wam, że znaczenie prawdziwe, dokładne i głębokie słów odnoszących się do stworzenia: “niech panuje”, jest następujące:

 

Człowiek powinien mieć władzę nad wszystkim – nad wszystkimi trzema sferami swojego bytu: nad sferą najniższą, zwierzęcą; nad sferą pośrednią, moralną; nad sferą najwyższą, duchową. A wszystkie trzy niech zwraca ku jedynemu celowi, którym jest

posiadanie Boga.”

 

Więcej https://odrodzedoprawdy.pl/trzy-sfery-swojego-bytu...

 

"Pragnę jednoczyć się z duszami ludzkimi; rozkoszą Moją jest łączyć się z duszami. Wiedz o tym, córko Moja, kiedy przychodzę w Komunii świętej do serca ludzkiego, mam ręce pełne łask wszelkich i pragnę je oddać duszy, ale dusze nawet nie zwracają uwagi na Mnie, pozostawiają Mnie Samego, a zajmują się, czym innym. O jak Mi smutno, że dusze nie poznały Miłości. Obchodzą się ze Mną, jak z czymś martwym". 

 (Dzienniczek s. Faustyny 1385)

 

"Moje drogi są drogami wspaniałymi, prowadzącymi do doskonałości. Jesteście wezwani do bycia doskonałymi".

(PŻwB 02.05.2001).

 

"Pielęgnuj zażyłość wewnętrzną ze Mną jako największy skarb, jaki można znaleźć będąc na ziemi. To wewnętrzne obcowanie ze Mną rodzić będzie w tobie wszystkie Dary  i Owoce Ducha Świętego, a nade wszystko Pokój i Miłość, które przemieniać będą ludzi i świat wokół ciebie i za twoim wstawiennictwem". 

*

"Obdarzać Miłością i Dobrocią mogą tylko ludzie szczęśliwi, bo tylko tacy mają Dobroć i Miłość w swym sercu - i dlatego są szczęśliwi"

     Jezus  (Słowo pouczenia; A. Lenczewska)

 

 

 

W cytowanym liście czytamy: Każde z nich tę swoją drogę do świętości zawierzyło Matce Najświętszej.

Zacznijmy więc od przezwyciężenia się do  codziennego aktu ofiarowania się Maryi - jak ks. Stefan i s. Elżbieta.

Dzięki temu damy swojej Matce i Królowej w porządku łaski prawo do wkroczenia w swoje życie

i poprowadzenie do świętości.

Dobrej woli życzymy, o dobrą wolę dla każdego prosimy.

 

 

 

 

 

***

 

Z modlitw do Ducha Świętego:

        Błagam Cię Święty Duchu Zrozumienia, poprowadź kroki ludzkości, do ofiarowywanego nam Królestwa Niebieskiego. Niechaj wszyscy zapragniemy odziedziczyć to,  co trwa na zawsze.  Objaw nam Swoje Tajemnice, których sami racjonalistycznym umysłem pojąć nie możemy.

        Zstąp na Kościół walczący i jak świecące słońce oświeć nas w naszej słabości promieniami uzdrawiającymi, by wszystkie rzeczy, które wydają się nam zaciemnione i niedostępne, stały się zrozumiałe. Potrzebujemy Twoich pouczeń przekraczających naszą ludzką inteligencję, pomóż nam wniknąć w to, co nieprzeniknione i  niezniszczalne, dosięgnąć głębokości Boga.

        W mej nicości Święty Duchu Zrozumienia poprowadź mnie ku tajemnicy Bożej Prawdy.  Oświeć Swoim Boskim Światłem mojego ducha i umysł, byś przez kontrast z moją nicością stał się dla mnie wszystkim. 

Ożyw mą duszę zażyłością, jakiej Ty Trójjedyny Boże pragniesz ode mnie wobec Ciebie.

 

 

Valere Nihil

Amen

 

 

 

 

Prymas tysiąclecia Kard. Stefan Wyszyński i s. Elżbieta Róża Czacka - rozważania, by nie zmarnować korzyści, jakie z ich beatyfikacji można uzyskać dla siebie, dla Kościoła i świata!

12 września 2021
Walka duchowa o dogmat

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)