"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda. Witryna ta wymaga samodzielnego poznawania, wszystko może być tu przyciskiem.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                             br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!  

Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.   

(1 Tes5,21-22)

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Jedna z największych mistyczek Kościoła, pierwsza misjonarka, kobieta o wierze heroicznej.

Przyszła na świat w Tours (Francja) w 1599 r. jako córka Jeanne i Florenta Guyart, właściciela piekarni. 

We wspomnieniach wyznała, że to od swej matki nauczyła się rozmawiać o wszystkim z Bogiem. Gdy miała około 7 lat we śnie ukazał się jej Chrystus „najpiękniejszy z Synów ludzkich” i zapytał: „Czy chcesz być moją?”. Odpowiedziała: „tak”.  Odtąd nieustannie wzrastało w niej pragnienie Boga. W wielu 15 lat myślała już o życiu zakonnym, na ślepo pragnęła  poddawać się prowadzeniu Opatrzności Bożej. Posłuszna woli rodziców w wieku 17 lat wyszła za mąż za Claude Martina, właściciela przędzalni jedwabiu.  Dwa lata po ślubie jej mąż jednak zmarł, a jego przedsiębiorstwo okazało się na skraju bankructwa. Została niespełna dwudziestoletnią wdową z  kilkutygodniowym synem obarczoną likwidacją upadłego przedsiębiorstwa. Po ludzku myśląc jej życie legło w gruzach. W tej sytuacji wróciła do domu rodzinnego. Zajmowała się haftem.  

 

24 marca 1620 roku zaprzątnięta codziennymi sprawami, modliła się swoim zwyczajem słowami psalmu: „Panie do Ciebie się uciekam, niech nigdy nie doznam zawodu”, gdy na ulicy została zaskoczona nagłym Bożym nawiedzeniem. Bóg dał jej poznać, czym jest grzech, zobaczyła siebie całą zanurzoną we krwi Chrystusa. Poznała też, że Bóg jest oceanem czystości, nieznoszącym najmniejszej odrobiny brudu. Kiedy ocknęła się zauważyła, że stoi  przed kaplicą cystersów. Natychmiast weszła wyspowiadać się. Dzień ten nazwała  dniem swego nawrócenia.  Weszła na drogę, która doprowadziła ją aż do najgłębszej zażyłości z Chrystusem, z którym omawiała wszystkie bieżące sprawy.  Spotęgowało się pragnienie życia zakonnego, ale miała pod opieką małego synka.  Oddała się jednak Bogu bez zastrzeżeń, nie skorzystała z propozycji kolejnego małżeństwa, złożyła ślub czystości i ubóstwa,      .  

 

W 1621 roku jej siostra Klaudia i szwagier Paweł Buisson poprosili ją o pomoc w ich przedsiębiorstwie. Prowadzili wielką firmę transportową – lądowo-wodną, która wysyłała 360 statków rocznie. Maria przez dziesięć lat mieszkała w ich domu, przejmując stopniowo kierownictwo firmy. 

To właśnie w tym czasie – między 20 a 30 rokiem życia pośród licznych zajmujących ją obowiązków, nieustannie przebywając w towarzystwie woźniców, przewoźników i tragarzy    prowadziła w ukryciu życie pokuty, do czego skłaniało ją intensywne wewnętrzne życie duchowe. Po doświadczeniu Boga przyszły chwile bolesnych ciemności, w których była oczyszczana z miłości własnej, z najmniejszych niedoskonałości. Po czym doświadczała szeregu mistycznych łask,  towarzyszenia Boga, Który jest miłością, włącznie z mistycznymi zaślubinami z Chrystusem.

Dla pracowników i współpracowników stała się katechetką, wywierała na nich ogromny wpływ moralny.  Ujawnił się jej takt, zdolności dyplomatyczne, negocjacji, wprowadzania pokoju.

 

Po kilku latach odżyło jej dawne pragnienie wstąpienia do zakonu.  Spowiednik i biskup Tours potwierdzali, że jej powołanie zakonne jest autentycznym wezwaniem Bożym. Wreszcie w 1631 roku zdecydowała się ostatecznie: poprosiła swoją siostrę o opiekę nad dwunastoletnim Klaudiuszem i wstąpiła do sióstr urszulanek.  Opuszczenie syna było dla niej nad wyraz bolesne, prawdziwie “abrahamowa ofiara”, ale wierzyła, że Bóg wymaga od niej całkowitego zawierzenia Jego Opatrzności.  Bóg dawał jej siły i pewność wewnętrzną, że zaopiekuje się chłopcem.  Była oskarżana o nieczułość, ale nigdy duchowo nie opuściła swojego syna, Bóg zaś naprawdę nim się zaopiekował, skoro został benedyktynem, asystentem przełożonego generalnego zakonu. A później biografem matki!

 

W klasztorze przyjęła imię Marii od Wcielenia. Był to zakon tak kontemplacyjny jak i czynny, takiego właśnie pragnęła. Choć normalnie powinna pozostać w tym klasztorze aż do śmierci, to jednak od początku przeczuwała, że  jest to tylko miejsce przejściowe, że Bóg przewidział dla niej coś innego. 

Chociaż ciałem przebywała w klasztorze,  duchem przebiegała cały świat towarzysząc misjonarzom. Pisała w swojej autobiografii: „Czułam się zjednoczona z nimi, ponieważ spalali się dla interesów mojego Boskiego Oblubieńca, aby zbawiać dusze i wydawało mi się, że to samo robię. (…) Duch Jezusa przenosił mnie do Indii, do Japonii, do Ameryki, na Wschód i na Zachód, do regionów ziemi w Kanadzie, do Huronów i do całej zamieszkałej ziemi, gdzie tylko żyły dusze rozumne. Pragnęłam pozyskać je dla Jezusa Chrystusa”.

 

W Boże Narodzenie 1633 roku, gdy Maria ukończyła nowicjat i złożyła profesję, miała kolejny proroczy sen: zobaczyła nieznany sobie kraj – rozległy, górzysty, pokryty lasami i gęstą mgłą...   Zrozumiała,  że krajem, do którego miała się udać, by „zbudować dom dla Jezusa i Maryi”, z którym związany będzie odtąd  jej los będzie Kanada.   

Po kilku latach niezależnie od niej pojawił się "zbieg okoliczności" w postaci możliwość podjęcia fundacji nowego klasztoru urszulanek w Nowej Francji; I Maria pozostawiając we Francji swego dorosłego już syna, wraz z dwiema innymi urszulankami udały się do Québec w Kanadzie.   

Była to wówczas osada składająca się jedynie z fortu oraz kilku domów licząca zaledwie 250 osadników francuskich. Wokół rozpościerał się nieprzebyty kraj gór i lasów, gdzie Huroni, Irokezi, Algokingowie, Montanowie i inne plemiona indiańskie żyły we wzajemnych wojnach.

Pragnąc wziąć czynny udział w ewangelizacji Indian pisała: „Słuszne jest, aby mój Oblubieniec był Panem; jestem wystarczająco przygotowana, aby uczyć wszystkie narody; daj mi głos tak donośny, aby usłyszano na krańcach ziemi, że mój Boski Oblubieniec jest godzien rządzić i być kochanym przez wszystkie serca”.

Została pierwsza przełożoną Urszulanek, podjęła się budowy klasztoru, a gdy ten spłoną rozpoczęła od nowa. Pisała wówczas:

„Gdy tylko rozpoczęłyśmy budowę, poczułam wyraźnie jej (Matki Bożej) pomoc i to w sposób zupełnie niezwykły. (…) ciągle czułam jej obecność. Nie widziałam jej, ale towarzyszyła mi wszędzie, gdzie szłam na budowie, od chwili gdy zaczęto usuwać zgliszcza, aż do wykończenia klasztoru. Przechodząc z miejsca na miejsce, rozmawiałam z Nią mówiąc: Chodźmy, Matko Boża, chodźmy zobaczyć, co robią robotnicy. Zależnie od okoliczności biegałam w górę i w dół po rusztowaniach bez lęku, rozmawiając z Nią w ten sposób”.

 

Maria od Wcielenia była w Kanadzie przełożoną przez trzy sześcioletnie kadencje, pełniła funkcję mistrzyni nowicjatu i ekonomki. Była wybitną wychowawczynią i nauczycielką. Prowadziła szkołę dla dziewcząt i wywierała wpływ zarówno na francuskich osadników jak i na Indian. Aby nauczać katechizmu kobiety indiańskie, uczyła się ich języków (Montanów, Algonkinów, Huronów, Irokezów). Opracowywała w tych językach katechizmy, historię biblijną, modlitewniki, słowniki.

Gdy Najbardziej wojowniczy Irokezi wymordowali misjonarzy i atakując osiedla  doprowadzili do wydawałoby się beznadziejnej sytuacji, tak, że podjęto już projekt, aby wszystkiego zaniechać i wezwać okręty z Francji dla ocalenia tych, którzy pozostali, wówczas  Maria złożyła siebie na ofiarę jako „całopalną hostię dla Bożego Majestatu, aby być strawioną za ten nieszczęsny kraj, w taki sposób, w jaki Bogu się spodoba”.  Indianie bowiem byli jej „największym skarbem, jej braćmi i siostrami, których kochała więcej niż własne życie i wszystkie dobra, jakie są pod niebem”. I sytuacja uległa zmianie, Irokezi poprosili o pokój, a kraj z czasem odnowił się. 

 

Autorytet czarnych sukien, jak nazywano urszulanki, a zwłaszcza przełożonej, Marii od Wcielenia, tak wzrósł, że po radę i wskazówki przychodzili do niej Jezuici. Przychodzili naczelnicy szczepów, w pióropuszach na głowie, aby przed udaniem się na łowy prosić o błogosławieństwo i modlitwy. Kiedyś przybył cały szczep Attikameków po pouczenie w wierze.

 

Jest autorką wyjątkowo licznych (12 tysięcy), wartościowych i  ciekawych pism, listów i relacji będących cennym świadectwem życia kolonii francuskiej w XVII wieku w Nowej Francji. Prowadziła również nieustanną korespondencję z synem, który prosił matkę o wskazówki dotyczące życia wewnętrznego.  Pisała do niego w 1655 roku:

„Pytasz mnie, czy się jeszcze kiedyś zobaczymy? Nie wiem tego i Bóg, który jest tak dobry, niech będzie w tym uwielbiony. Chciałabym tego nie mniej niż ty, ale nie chcę niczego chcieć, jak tylko w Bogu i dla Boga. Straćmy naszą wolę dla Jego miłości. (...) Trwajmy w Jezusie i będziemy widzieć siebie w Nim”.

 

Pisma duchowe pisane na polecenie spowiednika i korespondencja z synem są arcydziełem literatury mistycznej, a ich autorka, Maria od Wcielenia, zaliczana jest do największych mistyczek Kościoła katolickiego. 

Odeszła do Nieba 30 kwietnia 1672 roku, w 72 roku życia. Do końca przytomna, na dwie godziny przed śmiercią prosiła o przyprowadzenie do siebie Indianek, aby je mogła pożegnać i ostatni raz pobłogosławić.

 

Papież Jan Paweł II wyniósł ją do grona błogosławionych w 1980 roku.  

W czasie beatyfikacji  powiedział: „Mistrzyni życia duchowego i promotorka dzieła ewangelizacji, Maria od Wcielenia, łączy w sobie kontemplację i czyn w zdumiewającej harmonii. Zrealizowała w pełni powołanie kobiety chrześcijańskiej i to z rzadką równowagą, w różnych jej stanach życia. Małżonka, matka, utalentowana dyrektorka przedsiębiorstwa, zakonnica, misjonarka, zawsze w wierności Chrystusowi, zawsze w ścisłym zjednoczeniu z Bogiem. (…) W ciągu swego długiego życia Maria od Wcielenia wykazała, że nie istnieje opozycja między kontemplacją Boga i aktywnością apostolską, ale przeciwnie, ta ostatnia staję się płodna dzięki tej pierwszej

Papież Franciszek w 2014 roku  rozszerzył jej kult na cały Kościół i ogłosił, że odtąd przysługuje jej tytuł świętej.  

 

 

 

 

 "Doświadczenie mistyczne wprowadziło ją w świat, którego wspaniałości nie podejrzewała". 

 

Dziś mistycyzm nie jest w modzie, nie wierzymy w te wspaniałości nawet, gdy tak liczni mistycy dają o tym swoje świadectwo. Uważa się najczęściej, że dotyczy to wyłącznie osób specjalnie wybranych przez Boga. A jednak to nie jest prawda. Wciąż jeszcze nie znamy Serca Jezusa. Gorąco oczekuje od każdego imiennie jakby był jedyny na świecie bliskich, zażyłych relacji. To powinność tych, którzy mienią się Chrześcijanami. Inaczej ranimy, zawodzimy Pana Jezusa.

Do św. s. Faustyny Pan Jezus powiedział:

Dziś sprowadź Mi dusze oziębłe i zanurz je w przepaści Miłosierdzia Mojego. Dusze te najboleśniej ranią Serce Moje. Największej odrazy doznała dusza Moja w  Ogrójcu od duszy oziębłej. One były powodem, iż wypowiedziałem - Ojcze, oddal ten kielich, jeżeli jest taka wola Twoja. Dla nich jest ostateczna deska ratunku, uciec się do Miłosierdzia Mojego... (Dzienniczek 1228)

 

Innym razem: Człowiek zamiera w nędzy, gdy brakuje mu autentycznego życia kontemplacyjnego.  Życie kontemplacyjne nie polega na przezywaniu ekstaz. To jest życie, w którym Ja liczę się dla człowieka, w którym człowiek liczy się ze Mną i zawsze może na Mnie liczyć. To jest życie w zjednoczeniu ze Mną, w którym jednoczysz się myślami czy pragnieniem z Moją Miłością, czcią, uwielbieniem, dziękczynieniem, z Moją nieustanną Ofiarą Zbawczą, która podnosi cię na duchu, oraz z Moimi wielkimi pragnieniami względem ciebie, które odpowiadają twoim wielkim potrzebom. (...) [GPm108]  

 

 

 

https://odrodzedoprawdy.pl/Kazdy+moze+uslyszec+glos+Boga

 

 

Możemy wierzyć w Boga, ale żyć egocentrycznie i pogrążać się w złu pragnąc pychy tego świata.

Potrzeba zapragnąć nie brać wzoru z tego świata wrogiego Bożemu Prawu i uwierzyć Bogu. Uznawanie siebie za wierzącego i szukanie tylko potwierdzenia tego staje się naszym samozakłamaniem. Stanąć w prawdzie, sprawdzić się można uświadamiając sobie czym jest ów brak wiary. A przejawia się w dawaniu pierwszeństwa ziemskim radościom i bogactwom zamiast duchowym.

Bogactwem duchowym jest już szczere pragnienie dojścia do zażyłości z Jezusem, co jest ową Ewangeliczną  drogocennej perłą, dla której warto poświęcić wszystko. 

Uwierzmy słowom świadków - mistyków, że to naprawdę największy nasz zysk, największe możliwe szczęście. Pragnijmy, szukajmy  tej "perły":

- wczorajsza patronka św. Katarzyna z Sieny stwierdziła: Im więcej szukam, tym więcej znajduję.

- św. Edyta Stein: Moja tęsknota do prawdy była moją jedyną modlitwą.

- św. Hiacynta Marto z Fatimy: Gdyby ludzie wiedzieli, co to jest wieczność, uczyniliby wszystko, żeby zmienić sposób życia

- bł. Karol de Foucauld: „Niech jedynym naszym skarbem będzie Bóg, niech nasze serce będzie w całości skierowane ku Bogu, całe w Bogu, całe dla Boga..., dla Niego samego. Bądźmy wyzuci ze wszystkiego, wszystkiego, wszelkiego stworzenia, wyzbyci nawet dóbr duchowych, nawet łask Bożych, opróżnieni ze wszystkiego..., by móc być całkowicie pełnymi Boga. On ma prawo do wszystkiego, do całego naszego serca: zachowajmy je całe w całości dla Niego samego.”

 

 

O Miłości!!! Gdyby dusza wiedziała jaka jesteś, nie lękała by się śmierci

 lecz tysiąc razy chciałaby umrzeć!

Maria od Wcielenia (Guyard-Martin) - święta Kościoła, wspominana 30 kwietnia.
Doświadczenie mistyczne wprowadziło ją w świat, którego wspaniałości nie podejrzewała. 


30 kwietnia 2021
Matka Boża w Medziugorju  dla ratowania świata daje nam swoje orędzie ukazujące drogę ratunku.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)