O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Dla owocnego przeżycia święta OFIAROWANIE JEZUSA BOGU OJCU W ŚWIĄTYNI   

 
"Widzę, jak z bardzo skromnego domku wychodzi para ludzi. [To domek jednego z pasterzy w Betlejem, gdzie po kilku dniach z groty przeniosła się Święta Rodzina]. Po zewnętrznych schodkach zstępuje młodziutka Matka, trzymająca w ramionach dziecko, owinięte białym płótnem. Poznaję, że to nasza Mama. Jak zawsze jest blada, jasnowłosa, zwinna i w całej postaci tak pełna wdzięku. Ubrana na biało i osłonięta bladoniebieskim płaszczem. Na głowie ma biały welon. Niesie bardzo ostrożnie Swe Dziecko. U stóp schodów czeka na Nią Józef trzymający szarego osiołka. Ubranie Józefa jest jasnobrązowe, tak szata jak i płaszcz. Patrzy na Maryję i uśmiecha się. Kiedy Matka Jezusa podchodzi do osła, Józef przekłada przez lewe ramię wodze i bierze na chwilę śpiące spokojnie Dzieciątko, żeby Maryja mogła wygodnie usiąść w siodle. Potem podaje Jej Jezusa i ruszają w drogę. (...)
 
Józef skręca w lewo w nieco szerszą, ładniejszą ulicę. W jej głębi widzę znany mi już pas murów [Jerozolimy] uwieńczonych blankami.
 
Maryja zsiada z osiołka przy bramie, gdzie znajduje się coś w rodzaju miejsca postoju dla zwierząt. Mówię “miejsce postoju”, bo jest to rodzaj szopy lub raczej wiaty usłanej słomą i zaopatrzonej w paliki z kółkami, które są przeznaczone do przywiązywania czworonogów. Józef daje nadbiegającemu chłopcu kilka monet, żeby kupić trochę siana, po czym czerpie kubeł wody ze znajdującej się w kącie prymitywnej studni i poi osiołka.
 
Potem wraca do Maryi. Razem wchodzą w obręb Świątyni. Udają się najpierw do krużganków, gdzie znajdują się ci, których Jezus później tak wychłostał: sprzedawcy synogarlic i baranków oraz wymieniający pieniądze. Józef kupuje dwa białe gołębie. Pieniędzy nie wymienia. Sądzę, że ma już to, czego potrzebuje.
 
Józef i Maryja idą w stronę bocznej bramy, do której prowadzi osiem schodów, takich jakie zdają się posiadać wszystkie [pozostałe] bramy, bo sześcian samej Świątyni jest wyżej niż pozostała część gruntu. Brama ta ma duży przedsionek, mniej więcej taki – żeby dać jakieś wyobrażenie o niej – jaki mają bramy w naszych miejskich kamienicach. Jest jednak szerszy i ozdobiony. Wewnątrz, po prawej i lewej stronie, znajdują się dwie czworokątne konstrukcje, jakby dwa ołtarze. Trudno od razu zrozumieć, do jakiego celu służą. Wyglądają jak płytkie misy, gdyż ich wnętrze jest niższe od brzegu zewnętrznego, podwyższonego o kilka centymetrów.
 
Nadchodzi kapłan. Nie wiem, czy przywołał go Józef, czy sam przyszedł. Maryja podaje mu dwa biedne gołąbki, a ja – domyślając się, jaki los je czeka – patrzę w inną stronę. Przyglądam się zdobieniom bardzo masywnego portalu, sufitu i przedsionka. Dostrzegam kątem oka, że kapłan chyba kropi Maryję wodą. Z pewnością jest to woda, gdyż nie widzę plam na Jej ubraniu. Potem Maryja wraz z Józefem – po oddaniu kapłanowi gołąbków i garstki monet (o czym zapomniałam powiedzieć) – wchodzi na teren właściwej Świątyni. Przed Nią idzie kapłan.
 
Rozglądam się na wszystkie strony. To miejsce jest bardzo ozdobione. Rzeźby głów anielskich, palmy i ornamenty na kolumnach, ścianach, suficie. Światło wślizguje się przez umieszczone w ścianach osobliwe, wąskie i długie – oczywiście bez szyb – ukośnie wycięte okna. Sądzę, że są wykonane w ten sposób, aby uniemożliwić wlewanie się wody podczas gwałtownej ulewy.
 
Maryja idzie aż do pewnego miejsca, potem zatrzymuje się. Kilka metrów przed Nią znajdują się następne schody, na których stoi inny rodzaj ołtarza, a za nim – jakaś odmienna konstrukcja.
 
Spostrzegam, że dotąd mylnie sądziłam, iż znajduję się w Świątyni. Teraz widzę, że jestem w tym, co okala prawdziwą i właściwą Świątynię – czyli [Miejsce] Święte – dokąd, jak się zdaje, nie może wejść nikt, poza kapłanami. To, co zdawało mi się Świątynią, jest tylko zamkniętym przedsionkiem. Otacza on z trzech stron samą Świątynię, w której znajduje się Tabernakulum. Nie wiem, czy wyrażam to dobrze, bo nie jestem ani inżynierem, ani architektem.
 
Maryja ofiarowuje Dziecko. Przebudziło się Ono i niewinnymi oczkami patrzy wokół Siebie i na kapłana. Spogląda zdumionym spojrzeniem niemowląt, mających niewiele dni. Kapłan bierze Je na ręce i podnosi, wyciągając w górę ramiona. Twarz ma zwróconą w stronę Miejsca Świętego. Stoi przy czymś w rodzaju ołtarza, umieszczonego na tych schodach. Obrzęd zakończył się. Dziecię wraca do Mamy, a kapłan odchodzi.
 
[por. Łk 2,25-35] Są tam ludzie, którzy przyglądają się z zaciekawieniem. Pośród nich toruje sobie z trudem drogę zgarbiony, wsparty na lasce starzec. Musi być bardzo stary. Myślę, że ma ponad osiemdziesiąt lat. Zbliża się do Maryi i prosi, żeby mu na chwilę podała Maleństwo. Maryja zgadza się z uśmiechem.
 
Symeon – o którym zawsze myślałam, że należał do klasy kapłanów – jest zwykłym wiernym, przynajmniej sądząc po szacie. Bierze Dziecko na ręce, całuje. Jezus uśmiecha się do niego Swoim niemowlęcym sposobem. Zdaje się obserwować go z zaciekawieniem, bo starzec śmieje się i równocześnie płacze. Jego łzy, wpływające pomiędzy zmarszczki, tworzą połyskliwy haft i perlą długą białą brodę, ku której Jezus wyciąga rączki. To Jezus, ale też maleńkie dziecko. Wszystko więc, co się przed Nim porusza, przyciąga Jego uwagę. Bardzo chce to chwycić, żeby lepiej zrozumieć, co to jest. Maryja i Józef uśmiechają się, a obecni podziwiają piękno Maleństwa.
 
Słyszę słowa świętego starca i widzę zaskoczone spojrzenie Józefa, wzruszenie Maryi oraz to, co się dzieje w małym tłumie. Jedni są zdumieni i poruszeni, w innych słowa starca wywołują wesołość. Do nich należą między innymi nadęci, brodaci mężczyźni, członkowie Sanhedrynu. Kiwają oni głowami i patrzą na Symeona z drwiącym współczuciem. Zapewne myślą, że mu się ze starości pomieszało w głowie.
 
Uśmiech Maryi gaśnie i twarz oblewa się większą bladością, kiedy Symeon przepowiada Jej cierpienie [por. Łk 2,34-35]. Chociaż Maryja wie, to jednak te słowa ranią Jej ducha. Staje więc bliżej Józefa, żeby dodać sobie otuchy. Tuli z miłością Dzieciątko do piersi i ze spragnioną duszą chłonie słowa Anny, [córki Fanuela, która była nauczycielką Maryi, gdy była jeszcze w świątyni]. Niewiasta ta lituje się nad Jej cierpieniem i zapowiada, że w godzinie boleści Przedwieczny złagodzi je nadprzyrodzoną mocą. Mówi:
 
«Niewiasto! Temu, który dał Zbawiciela Swemu ludowi, nie zabraknie mocy, by dać Ci Swego anioła i ukoić Twój płacz. Wielkim niewiastom w Izraelu nie zabrakło nigdy pomocy Pana, a Ty jesteś znacznie większa niż Judyta i Jael. Nasz Bóg da Ci serce z najszczerszego złota, żebyś mogła wytrwać w morzu boleści, przez co staniesz się największą Niewiastą pośród stworzeń: Matką. A Ty, Dziecię, wspomnij na mnie w godzinie Twej misji.»
 
I na tym widzenie ustaje".
 
***
Refleksja
 
Najczęściej,  jeżeli przychodzi nam do głwy refleksja na temat jakiegoś biblijnego wydarzenia czy Kazania kapłana. to odnosimy ją do wszystkich innych, a bardzo rzadko do siebie. Stąd, jeżeli nawet tym nie grzeszymy, to pozostajemy bez owoców.

By odnieść osobistą korzyść z tego wydarzenia, z tego święta kościelnego potrzeba nam stanąć w prawdzie i uzmysłowić sobie, jaka byłaby moja postawa i moje miejsce przebywania, gdyby opisane wydzarzenia dokonywały się w obecnym czasie? 

 

Czy pozostałbym nieświadomy dokonujących się wielkich dzieł Boga, bo zbyt zajęty jestem sobą, własnymi sprawami, interesami, obowiązkami podjętymi bez rozeznania Woli Bożej, swoją osobistą religią jaką jest np. polityka, biznes, pasja, rodzina...?  Jeżeli moje pragnienia i dążenia związane są jedynie z tym światem, napewno w Świątyni by mnie nie było. 

 

Może jestem jak wówczas kupczący w Świątyni i na religijności innych, na świętach np. Bożego Narodzenia spodziewam się osiągać jak największe materialne korzyści? A może wypełniam jedynie religijne obowiązki, cenię ludowy folklor, spełniam tradycyjne obrzędy i zwyczaje, i stąd nie przeszkadza mi np. sprzedawać czy kupowac w święty Dzień Pański podczas "parafialnego odpustu"?  Zło pod płaszczykiem dobra nie przybliża do autentycznej wiary. 

Może znalazłbym siebie w owym tłumie gapiów, których ciekawość ściąga w miejsca, gdzie coś się dzieje, gdzie mogą otrzymać kolejną dawkę emocji, dzięki której zapominają o kłopotach, niespełnionych pragnieniach i dręczących żądzach?  Ci nie są zainteresowani dziełami Boga, słowa natchnionego przez Ducha Świętego starca wywołują w nich wesołość.

A może nie uświadamiona sobie wyniosłość i pycha pobudzała by mnie do drwiącego współczucia z "dewotów"?

Może duch racjonalizmu czy naturalizmu, który zawładną i dzisiaj również osobami konsekrowanymi sprawia, że kiwamy z niedowierzaniem głowami? Może rutyna i obojętność na sprawy Boga nie pozwalają mi rozpoznać jak ówczesnemu kapłanowi, że ma do czynienia z samym Bogiem?  

A może utożsamiam siebie z Symeonem i Anną, którzy absolutnie nie przypadkiem  znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie? 

 

By odkryć swoją własną postawę, by stanąć w wyzwalającej i uzdrawiającej ze złudzeń Prawdzie o sobie,  potrzeba spojrzeć na swoją obecną postawę wobec Tajemnicy Eucharystii. W niej również dzisiaj Bóg Syn wciela się, rodzi oraz ofiarowuje się Bogu Ojcu za nas, dla naszego zbawienia. Nic w Oczach Trójjedynego Boga się nie zmieniło. Choć jedynie wówczas wszystko dokonywało się fizycznie, to jednak dziś to samo dokonuje się mistyczne w Eucharystii jako urzeczywistnienie, uobecnienie tamtych wydarzeń. Wszak Bóg Żyje poza czasem i materialną przestrzenią. 

 

Czy zatem uznaję, wierzę w rzeczywistą Obecność Ciała i Krwi, Duszy i Bóstwa Boga w Eucharystii? Czy jest dla mnie ponad wszystko, co jest tylko krótkotrwałe, co tylko ludzkie i ziemskie? Czy miłuję Go bardziej niż siebie samego jak tego ode mnie oczekuje? Czy jestem na tyle Jego spragniony, na tyle wyciszony, że odpowiadam na natchnienia Ducha Świętego i pojawiam się w w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie tak, jak Bóg tego odemnie oczekuje?

Z obecnego wówczas w Świątyni tłumu, jedynie dwie osoby rozpoznały w Dzieciątku Mesjasza.

A może osłabia mego ducha rutyna (jak kapłana, który przecież miał w ręku samego Boga, a tego nie spostrzegł. Wielkie musiało być jego zdziwienie, ból i "pukanie się po głowie",  gdy zapewne w chwili Sądu ujrzał siebie w prawdzie!).

Może bywam obecny w świątyni z obowiązku, dla świętego spokoju, bo ktoś tego ode mnie oczekuje, może zachodzę dla zaspokojenia ciekawości, dla  rozrywki? Na przykład dla ujrzenia pięknej architektury, dzieł sztuki czy usłyszenia koncertu, jak to obecnie staje się modne pośród tych, którzy w Świątyni nie odczuli nigdy Bożego Majestatu. Majestatu Boga  Wszechmogącego, przed którym drżą Aniołowie, Który jednak przed naszą słabością ukrywa się, byśmy mogli do Niego bez obaw się zbliżać. Bez obaw ale z szacunkiem, czcią, pełnią delikatnej zażyłości jak Józef i Maryja, jak Symeon i Anna.

 

Może pośpiech, sprawy ciała i świata tak zajmują mój umysł, że nie bywam na Eucharystii dostatecznie skupiony?  

 

Może gonię za dostarczaniem swoim zmysłom strumienia bodźców zmysłowych i wrażeń, stąd Liturgia Mszy świętej, to dla mnie nudy. Dlatego pragnę uatrakcyjnienia, które jednak zagłusza naszego  ducha, nie pozwala mu wznieść się na pola kontemplacji Boga samego. A większa "Atrakcja" ni rozpoznanie Go i odczucie Jego niepojetej Miłości w całym Wszechświecie nie istnieje!  

Może uległem duchowi tego świata, duchowi naturalizmu i racjonalizmu zabijającego  wrażliwość własnej duszy, zabijającego wiarę w nadprzyrodzoność, poczucie sakrum i może patrzę z politowaniem na ludzi śmiesznie dla mnie religijnych "przesiadujących" w kościele? Wreszcie może patrzę z drwiącym współczuciem na jeszcze wierzących, głęboko uniżających się przed Jezusem Chrystusem, wierzącym w Jego rzeczywistą Obecność w Najświętszym Sakramencie.

 
Ilu z nas katolików korzysta z tej Chrystusowej Ofiary i stało się prawdziwie żywymi duchowo, oddającymi cześć Bogu Ojcu w duchu i prawdzie? Owocem takiego stanu byłoby wszak rozpoznanie i głoszenie Mesjasza tak, jak uczynił to wyśmiany starzec Symeon i Anna córka Fanuela. Owocem takiego stanu byłaby świadomość Nieskończonego Majestatu Boga pokornie Obecnego w Postaciach Eucharystycznych, któremu należny jest najwyższy szacunek, bez którego nie może być przecież mowy o jakiejkolwiek miłości. To wiara i siła miłości każe nam być czcią przejętym wobec "Ciała i Krwi, Duszy i Bóstwa" Chrystusa. To wiara i siła miłości pozwala na ukształtowanie w nas przez Osoby Boskie i Maryję właściwej postawy pokory, bojaźni i prostoty dziecka Bożego. To zaś prowadzi nas do odkrycia tego największego skarbu, tej drogocennej perły dla której zapragniemy poświęcić wszystko - delikatnej zażyłości z samym Bogiem.
Jest tu ukryty pewien klucz do odkrycia i zrozumienia głębszych tajemnic Bożych. Tym kluczem jest PRAGNIENIE zażyłości, pragnienie przylgnięcia do Boga. On daje każdemu tyle Swego Światła, ile potrzeba do rozświetlenia naszego pragnienia przylgnięcia do Niego.  Inni, nawet doktorzy teologii patrzą i słuchają ale nie rozumieją tajemnicy Eucharystii. 
 
Ilu z nas współczesnych chrześcijan otacza Boga bezgraniczną czcią? Ilu w związku z tym potrafi Go rozpoznać, odczuć w Hostii konsekrowanej, odróżniając ją duchowo od opłatka jeszcze nie konsekrowanego? Wielu świętych posiadało tę zdolność. Poznałem nawet pewną opętaną osobę (pragnącą i dążącą szczerze do wyzwolenia się), która wykradała Najświętrzy Sakrament dla Jego bezczeszczenia, a która poddawana próbie  rozpoznawała Hostię konsekrowaną od niekonsekrowanej. To nie bajki, nie ludowa tradycja, nie symbol, a rzeczywistość. Nawet cuda eucharystyczne już na katolików nie działają i zachowują się w świętej Świątyni Bożej jak na estradzie, jak na sali koncertowej, kinowej, balowej, jak w barze,  muzeum czy nawet cyrku. 
 
To jest wszak wyznacznik dla naszego prawdziwego stanu duchowego. Kto uznaje prawdę o sobie, kto ma święte pragnienia i nie chce ograniczać Boga w Jego niepojętych darach niech nie śpiewa na coraz weselsze melodie, a woła  ze skruchą "Panie zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nademną grzesznym". Niech prosi najpierw o Dar pobożności i Bojaźni Bożej, bo to na nich Bóg składa następne Swe Dary. Niech woła: "Panie, chcę się Tobie podobać, dlatego bardzo potrzebuję Ciebie, zajmij się mną! Maryjo, Tobie w związku z tym cały się poświęcam! Niebieska Mamo ofiaruj i mnie Bogu na chwałę". Amen.
<>< 

OFIAROWANIE JEZUSA BOGU OJCU W ŚWIĄTYNI - fragment wizji mistyczki i genialnej pisarki Marii Valtorty opisany w Poemacie Boga-Człowieka. Z rozważaniem.

02 lutego 2020
Jednocz się z Moją modlitwą... - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041