O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Fragmenty Poematu Boga - Człowieka 6,1-5

 

Mówi Jezus:

(...) Żadnego cierpienia Mi nie zaoszczędzono. Ani cierpienia ciała, ani umysłu, ani serca, ani ducha. Doznałem wszystkich, wszystkich zakosztowałem, napoiłem się wszystkimi – aż na śmierć. Gdybyś wsparła na Moich wargach twoje usta, odczułabyś, iż zachowują jeszcze gorycz tego wielkiego bólu. Gdybyś mogła teraz zobaczyć Moje Człowieczeństwo, tak jaśniejące, ujrzałabyś, że ta jasność pochodzi z tysiąca tysięcy ran, które okryły szatą żywej purpury Moje członki zranione, wykrwawione, uderzone, przebite z miłości ku wam. Teraz Moje Człowieczeństwo jaśnieje. Ale był dzień, gdy podobne było do trędowatego, tak było pokryte ranami i poniżone. Bóg-Człowiek, który był doskonale piękny jako Syn Boga i Niepokalanej, ukazał się wtedy oczom wszystkich – brzydki: był bowiem jak ‘robak’... wzgardzony od ludzi, odrzucony przez lud. Miłość ku Ojcu i ku stworzeniu Mojego Ojca doprowadziła Mnie do poddania Mego ciała uderzeniom, do poddania Mego oblicza policzkowaniu i opluciu. A tym, którzy sądzili, że dobrze czynią, pozwoliłem wyrywać Mi włosy, targać brodę, przebijać głowę cierniami. Wspólnikiem udręk zadawanych swemu Zbawicielowi uczynili nawet ziemię i jej owoce. Wywichnęli Mi członki, obnażyli Moje kości, zerwali ze Mnie szaty, zadając tym Mojej czystości największą z udręk. Przybili Mnie do drzewa i podnieśli, jak baranka zarżniętego na haku u rzeźnika. Ujadali wokół Mnie, konającego, jak stado zgłodniałych wilków, które czując zapach krwi stają się jeszcze dziksze. Oskarżony, skazany, zabity. Zdradzony, wydany, sprzedany. Opuszczony nawet przez Boga, bo ciążyły na Mnie przestępstwa, którymi się obarczyłem. Stałem się uboższym od żebraka ograbionego przez zbójców, bo nie zostawili Mi nawet odzieży, by okryć Moją posiniaczoną nagość męczennika. Nie oszczędzono Mi nawet po śmierci zniewagi zranienia [boku] i oszczerstw nieprzyjaciół.

Zalany byłem błotem wszystkich waszych grzechów, pogrążony w głębinach ciemności bólu, wtedy gdy światło z Nieba nie odpowiadało na spojrzenia Umierającego ani głos Boży nie dawał odpowiedzi na Moje ostatnie wołanie...

 

Izajasz wyraża powód takiego bólu: “On naprawdę obarczył się naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści”

Nasze boleści! Tak, ze względu na was je dźwigał! Aby wasze cierpienia uczynić lżejszymi, łagodniejszymi, aby je usunąć, jeśli będziecie Mi wierni. Ale nie chcieliście być tacy.

Cóż z tego miałem? “Patrzyliście na Mnie jak na trędowatego, jak na chłostanego przez Boga”. Tak, był na Mnie trąd waszych niezliczonych grzechów, był na Mnie jakby szata pokutna, niby włosiennica. Jak to się jednak [stało, że] nie potrafiliście ujrzeć Boga przebijającego się w Swojej nieskończonej miłości przez tę szatę narzuconą ze względu na was na Jego świętość?

“Zraniony z powodu naszych nieprawości, przebity dla naszych niegodziwości” – mówi Izajasz, który prorockimi oczyma widział Syna Człowieczego będącego jednym sińcem, aby uleczyć ludzkie zranienia.

I gdyby to były tylko rany zadane Mojemu Ciału! Uczucie i duch zostały we Mnie jeszcze bardziej zranione. Z jednego i z drugiego uczyniliście igraszkę i obiekt żartów. Dotknęliście Mnie – poprzez Judasza – w przyjaźni, jaką was obdarzyłem; w wierności, której oczekiwałem od was, poprzez Piotra, który zaparł się; we wdzięczności za Moje dobrodziejstwa – poprzez tych, którzy krzyczeli: “Na śmierć!”, chociaż wyzwoliłem ich z tylu chorób. Dotknęliście Mnie w miłości – przez cierpienie zadane Mojej Matce; w religii – poprzez uznanie Mnie za bluźniącego Bogu, Mnie, który z powodu gorliwości o sprawę Bożą wydałem się w ręce człowieka wcielając się, cierpiąc przez całe życie i oddając się okrucieństwu ludzkiemu bez wypowiedzenia słowa lub skargi.

 

A przecież wystarczyłoby spojrzenie Moich oczu, by spopielić oskarżycieli, sędziów i katów. Przyszedłem jednak dobrowolnie, by dopełnić ofiary jako baranek – gdyż byłem Barankiem Bożym i jestem nim na wieki. Dałem się prowadzić, by zostać ogołoconym i zabitym, i uczynić z Ciała Mego – Życie wasze. Gdy zostałem podniesiony, byłem już wyniszczony przez niewysłowione udręki, mające wszelkie nazwy. Zacząłem umierać już w Betlejem, ujrzawszy tę ziemię, tak dotkliwie inną dla Mnie, który byłem Mieszkańcem Nieba. Umierałem potem dalej w ubóstwie, na wygnaniu, w ucieczce, w pracy, w niezrozumieniu, w umęczeniu, w zdradzie, w podeptaniu Moich uczuć, prześladowany, obrzucony kłamstwami i bluźnierstwami. To dał Mi człowiek, którego przyszedłem na nowo połączyć z Bogiem!

 

Mario [Valtorta], spójrz na twego Zbawiciela. Nie ma białej szaty ani jasnej głowy. Nie ma szafirowego, znanego ci spojrzenia. Szata Jego jest czerwona od krwi, podarta, pokryta nieczystościami i plwocinami. Oblicze Jego obrzękło, spojrzenie zasłania krew i łzy. I przez to wszystko, i przez kurz, obciążający Jego powieki patrzy na ciebie. Ręce Moje – czy widzisz? – są już jedną raną i czekają jeszcze na ranę ostatnią.

Spójrz, mały Janie, tak jak patrzy na Mnie twój brat Jan. Moje kroki zostawiają krwawe ślady. Pot zmywa krew, która sączy się z rozdarć od biczów, która pozostaje jeszcze z agonii w Ogrodzie [Oliwnym]. Z warg, rozpalonych i poranionych, wyrywa się słowo. Serce, któremu brak tchu, dyszy i już umiera z powodu udręki noszącej wszelkie nazwy.

Odtąd często będziesz Mnie widziała w takim stanie. Jestem Królem cierpienia i w Mojej królewskiej szacie przyjdę ci mówić o Moim cierpieniu. Pójdź za Mną przynajmniej w twojej agonii. Będę umiał – bo jestem Litościwy – postawić przed twoimi wargami zatrutymi Moją boleścią pachnący miód najbardziej spokojnej kontemplacji. Ale powinnaś bardziej pragnąć [kontemplować tę] krew, bo przez nią masz Życie i dzięki niej doprowadzisz innych do Życia. Ucałuj Moją zakrwawioną rękę i czuwaj, medytując o Mnie, Odkupicielu.»

Widzę Jezusa w takim stanie, jaki opisał... Dziś wieczorem sama jestem naprawdę w agonii.

 

***

 

«Moje spojrzenie czytało w sercu Judasza Iskarioty. Nikt nie powinien myśleć, że Mądrość Boża nie była zdolna zrozumieć tego serca. Ale, jak powiedziałem Mojej Matce, on wszystkiego chciał. Biada mu, że stał się zdrajcą! Ale zdrajca tego chciał. Dwulicowy, przebiegły, zachłanny, zmysłowy, nikczemny, inteligentny i wykształcony bardziej od wielu, umiał się narzucać wszystkim. Był śmiały, dlatego równał Mi drogę, nawet gdy była trudna. Podobało mu się nade wszystko wyróżniać się i ukazywać, że [zajmuje] przy Mnie miejsce osoby godnej zaufania. Nie był usłużny z powodu instynktownej miłości, lecz jedynie dlatego, że należał do tych, których nazwalibyście ‘aktywistami’. To mu pozwalało także trzymać trzos i zbliżać się do kobiety. Te dwie rzeczy – razem z trzecią: stanowiskiem ludzkim – kochał w sposób niepohamowany.

 

Czysta, Pokorna, Oderwana od bogactw ziemskich nie potrafiła nie odczuwać wstrętu do tego węża. I Ja również go czułem. Tylko Ja sam i Ojciec, i Duch Święty wiedzieliśmy, ile musiałem przezwyciężyć, by znieść go przy Sobie. Ale to wytłumaczę ci kiedy indziej.

Znałem też wrogość kapłanów i faryzeuszy, uczonych w Piśmie i saduceuszy. Byli przebiegłymi lisami, które usiłowały wepchnąć Mnie do swej nory, aby Mnie rozszarpać. Byli spragnieni Mojej Krwi. I usiłowali zastawiać pułapki wszędzie, aby Mnie ująć, aby mieć broń do oskarżenia, aby usunąć Mnie spośród siebie. Trzy lata były jedną wielką pułapką i nie mogli zaznać spokoju, dopóki nie upewnili się o Mojej śmierci. Tego wieczoru spali, szczęśliwi. Głos ich oskarżyciela na zawsze został wygaszony. Tak sądzili. Nie. Nie zamarł. Nie wygaśnie nigdy i grzmi. Grzmi i grozi im podobnym obecnie. Ileż bólu miała Moja Matka z ich powodu! I Ja tego bólu nie zapominam.

 

Tłum był zmienny – to nic nowego. Jest on jak zwierzę, które liże rękę pogromcy, gdy trzyma bat i rzuca kawał mięsa do pożarcia; ale gdy tylko człowiek upadnie i nie ma przy sobie bata ani mięsa, zwierzę natychmiast rzuca się na niego i rozszarpuje go. Wystarczy mówić prawdę i być dobrym, żeby po pierwszej chwili entuzjazmu tłum znienawidził. Prawda jest naganą i napomnieniem. Dobro rezygnuje z posługiwania się batem, dlatego niedobrzy już się nie boją. I tak po: ‘hosanna’ następuje: ‘ukrzyżuj’. Moje życie Nauczyciela nasyciło się tymi dwoma głosami. A ostatnim było: ‘ukrzyżuj’. Hosanna jest jak wdech, który robi śpiewak, aby mieć wystarczająco dużo powietrza dla wyśpiewania najwyższego tonu. Maryja w wieczór Wielkopiątkowy słyszała w sercu to zakłamane ‘hosanna’, które przekształciło się w domaganie się śmierci Jej Syna, i to Ją poraziło. Tego też nie zapomnę.

 

A ludzka natura Moich apostołów! Jacyż oni byli! Nosiłem ich w ramionach, aby wznieść ich do Nieba, [jak] głazy, które ciążą ku ziemi. Nawet ci – którzy nie widzieli siebie jako sług króla ziemskiego jak Judasz Iskariota, ci którzy nie myśleli jak on o wspięciu się, z konieczności, zamiast Mnie na tron – byli zawsze żądni chwały. Nadszedł dzień, gdy nawet Mój Jan i jego brat zapragnęli tej chwały, która was zaślepia jak złudzenie nawet w sprawach niebieskich. Pragnę, aby było w was tylko święte wzdychanie za Rajem, [zamiast] ludzkiego pragnienia, by wasza świętość została uznana. Ale [jest w was] nie tylko to. Macie w sobie jeszcze skąpstwo lichwiarza, chcecie bowiem za trochę miłości danej Temu, któremu powinniście oddać się całkowicie, mieć w Niebie miejsce po prawej stronie Jego tronu.

Nie, dzieci, nie! Najpierw trzeba umieć wypić cały kielich, który Ja wypiłem. Cały, płacąc miłością za nienawiść, zachowując czystość wbrew głosom zmysłów, będąc bohaterskim w doświadczeniu, oddając się Bogu w ofierze miłości za braci. A gdy się wykona całą powinność, [należy] mówić: “Sługami nieużytecznymi jesteśmy” [por. Łk 17,10] – i oczekiwać, że Ojciec Mój i wasz da wam w Swej dobroci miejsce w Niebie. Trzeba ogołocić się – tak jak Ja w Pretorium – ze wszystkiego co ludzkie, zachowując tylko wdzięczność dla Boga za dar życia i dla braci, którym możemy być bardziej pożyteczni w Niebie niż na ziemi. I trzeba pozwolić Bogu przyoblec nas szatą nieśmiertelną, wybieloną we Krwi Baranka. (...)

 

***

 

«Również tego bólu Maryi, Mojej Matki, nie zapomniałem, że musiałem Ją dręczyć oczekiwaniem na Moje cierpienie. Musiałem patrzeć na Jej łzy. I dlatego nie odmawiam Jej niczego. Ona dała Mi wszystko. Ja także daję Jej wszystko. Ona doświadczyła każdego bólu. Ja daję Jej każdą radość.

Chciałbym, byście – myśląc o Maryi – pamiętali o tym, że Jej konanie trwało trzydzieści trzy lata i osiągnęło szczyt u stóp Krzyża. Maryja cierpiała dla was. Dla was znosiła szyderstwa tłumu, uważającego Ją za Matkę obłąkanego. Dla was znosiła wymówki krewnych i znaczących osób. Dla was było to pozorne odsunięcie Jej przeze Mnie: “Moją Matką są ci, którzy pełnią wolę Bożą” [por. Mt 12,50, Mk 3,33-35, Łk 8,21]. A któż bardziej od Niej spełniał tę wolę straszną, nakazującą Jej oglądanie Męki Syna? Dla was było Jej umęczenie podążania za Mną wszędzie. Dla was te ofiary: opuszczenie Jej domku i wmieszanie się w tłum, pozostawienie Galilei dla hałasu Jerozolimy. Dla was była konieczność obcowania z tym, który knuł w sercu zdradę. Dla was było cierpienie słuchania głosów oskarżających Mnie o diabelskie opętanie, o herezję. Wszystko, wszystko dla was.

 

Nie wiecie, jak bardzo was kochała Moja Matka. Nie zastanawiacie się nad tym, jak bardzo Serce Syna Maryi było wrażliwe na uczucia. Sądzicie, że Moja udręka była tylko fizyczna. Najwyżej myślicie jeszcze o duchowej męce opuszczenia na końcu przez Ojca.

Nie, dzieci. Doświadczyłem także [bolesnych] ludzkich uczuć. Cierpiałem, widząc boleść Mojej Matki. Doznawałem bólu, bo musiałem prowadzić Ją, jak cichą owieczkę, na męczarnię. Cierpiałem, gdyż musiałem Ją dręczyć następującymi po sobie pożegnaniami: w Nazarecie przed rozpoczęciem ewangelizacji; przed Moją bardzo bliską Męką, jak wam to ukazałem [w wizji]; wtedy gdy męka już trwała z powodu zdrady Judasza, przed Ostatnią Wieczerzą; i straszliwym pożegnaniem na Kalwarii.

Cierpiałem z powodu szyderstw, nienawiści, oszczerstw, otoczony niezdrową ciekawością, która nie przeobrażała się w dobro, lecz przeciwnie – w zło. Cierpiałem z powodu wszystkich kłamstw, które musiałem słyszeć lub oglądać u Mego boku. Były to kłamstwa obłudnych faryzeuszy, którzy nazywali Mnie Nauczycielem i stawiali Mi pytania nie z powodu wiary w Moją inteligencję, ale by zastawiać na Mnie pułapki; kłamstwa obdarowanych przeze Mnie, którzy zamienili się w Moich oskarżycieli w Sanhedrynie i w Pretorium; kłamstwo Judasza, to kłamstwo przemyślane, długotrwałe, subtelne. Sprzedał Mnie i nadal udawał ucznia, wskazał Mnie katom znakiem miłości. Cierpiałem z powodu kłamstwa Piotra ogarniętego ludzkim strachem.

 

Ileż kłamstwa! Jaką odrazę te kłamstwa budziły we Mnie, który jestem Prawdą! Ileż jest ich i teraz w odniesieniu do Mnie! Mówicie, że Mnie kochacie, a Mnie nie kochacie. Macie Moje Imię na ustach, a w sercu czcicie szatana i idziecie za prawem sprzecznym z Moim.

 

Cierpiałem myśląc, że mimo nieskończonej wartości Mojej Ofiary, Ofiary Boga, zbyt mało zostanie zbawionych. Miałem wtedy obecnych przed Sobą wszystkich – mówię wam – wszystkich, którzy przez wieki istnienia ziemi będą woleli śmierć niż życie wieczne, czyniąc próżną Moją Ofiarę. I z tą świadomością poszedłem na spotkanie śmierci.

Zobacz, mały Janie, co twój Jezus i Matka dotkliwie wycierpieli w Swoim duchowym Ja. I długo... Cierpliwości zatem, gdy będziesz musiała cierpieć. “Nie jest uczeń nad Mistrza” – powiedziałem. Jutro będę mówił o cierpieniach ducha. Teraz odpocznij. Pokój tobie.»

 

Potem mówi Maryja, odpowiadając na jedną moją modlitwę, która wytrysnęła mi z serca po przeczytaniu napisu umieszczonego pod obrazkiem Niepokalanego Serca: “Nasza Najczulsza Matko, ukaż nam tajemnice Twego Niepokalanego Serca. Spraw, by jeden Twój promień, najsłodszy i czysty, przeniknął nasze serca i przemienił je, i przygotował na boskie nawiedzenie przez Ducha Świętego.” Dodałam do tego: “Tak, Mamo Jezusa i moja, odsłoń przede mną tajemnice Twojego Serca i Jego Światłem przygotuj moje serce.”

Maryja powiedziała:

 

«Dopuściłam cię do Mojego Serca, abyś poznała Jego radości i łzy. Przeszyłam ci serce promieniem Mojej miłości, aby uczynić cię zdolną do rozumienia głosu Mojego Syna i oświeceń Boskiego Ducha. Bez oświeceń bowiem Pocieszyciela mrok i cisza trwa w sercach. Zawsze Duch, którego jestem Oblubienicą, jest Tym, który pozwala wam pojąć Prawdę. On też uświęca was dla Boga. Ojciec, Syn i Duch Święty powinni być w sercach waszych, abyście mogli zrozumieć tajemnice Boga w Jego potrójnym objawieniu: Potęgi, Odkupienia, Miłości. Ojciec jest zawsze obecny w Swych prawdziwych dzieciach przez Swą Dobroć; Syn – przez Swą Naukę; a Duch Święty – przez Swe Światło. On bowiem jest zawsze obecny tam, gdzie dokonuje się uświęcenie, a słowo Mojego Jezusa uświęca, jak na to zezwala wola kochającego was Ojca.»

 

***

 

«W wieczór Czwartkowy oglądałaś cierpienia Mojego duchowego konania. Widziałaś, że twój Jezus pochylił się – jak śmiertelnie zraniony człowiek, który czuje, iż życie ucieka przez rany, przez rozerwane żyły; lub jak stworzenie przytłoczone ciężarem psychicznym przekraczającym jego siły. Widziałaś, jak stopniowo uraz ten wzrastał, dochodząc do szczytu wraz z upływem krwi spowodowanym brakiem równowagi krążeniowej wywołanym wysiłkiem pokonywania siebie i opierania się ciężarowi, który Mnie przygniatał.

Byłem i jestem Synem Boga Najwyższego. Ale byłem też Synem Człowieczym. Chcę, żeby te stronice oddały wyraźnie tę Moją podwójną Naturę, jednakowo pełną i doskonałą.

O Moim Bóstwie dały świadectwo Moje Słowa, zawierające akcenty, które tylko [słowo] samego Boga może posiadać. O Moim Człowieczeństwie [zaświadczyły] potrzeby, uczucia, cierpienia, które wam ukazuję. Doświadczyłem ich w Moim ciele prawdziwego Człowieka. Przedstawiam je wam jako wzór człowieczeństwa i pouczam waszego ducha Moją nauką prawdziwego Boga.

W ciągu wieków Moje najświętsze Bóstwo, jak i Moje najdoskonalsze Człowieczeństwo – pod ujemnym wpływem ‘waszego’ niedoskonałego człowieczeństwa – zostały pomniejszone, zniekształcone przy ich wyjaśnianiu. Uczyniliście nierzeczywistym Moje Człowieczeństwo, uczyniliście je nieludzkim, tak jak pomniejszyliście Moją Boską Postać, zaprzeczając Jej w tak wielu punktach, których nie chcieliście uznać lub których nie mogliście już pojąć umysłami, zepsutymi wskutek wad, ateizmu, humanizmu i racjonalizmu.

 

Przychodzę w tej tragicznej chwili, zwiastującej powszechne nieszczęścia. Przychodzę odnowić w waszym umyśle Moją podwójną postać: Boga i Człowieka. Chcę bowiem, byście ją poznali, jaką jest; byście ją rozpoznawali po tym, jak przysłoniliście ją w waszych umysłach tak wielką dozą obskurantyzmu; byście ją pokochali i powrócili do niej, i zostali przez nią zbawieni. Taka jest postać waszego Zbawcy, a kto ją pozna i pokocha – będzie zbawiony.

 

W tych dniach dałem ci poznać Moje cierpienia fizyczne. One udręczyły Moją ludzką naturę. Dałem ci poznać Moje cierpienia duchowe, złączone, splecione, zespolone z cierpieniami Mojej Matki. [Nie można ich było rozdzielić,] tak jak nie do rozplątania są liany lasów równikowych, których nie da się rozłączyć przez odcięcie tylko jednej: trzeba je przeciąć jednym uderzeniem siekiery, aby utorować sobie drogę, uśmiercając je wspólnie. [Z Naszymi cierpieniami było] tak, jak jest z żyłami w jednym ciele: nie można pozbawić krwi tylko jednej [z nich], bo jeden i ten sam płyn je wypełnia. Może jeszcze lepiej [da się przedstawić zespolenie Naszych cierpień]: nie można zapobiec śmierci dziecka, które się formuje w łonie matki, gdy matka umiera. Krew matki bowiem jest życiem, ciepłem, pożywieniem. Rytmem – zharmonizowanym z drgnieniami matczynego serca – dociera ona poprzez wewnętrzne błony do dziecka, które ma się urodzić, czyniąc z niego istotę żyjącą.

 

Ona, o! Ona, Moja czysta Matka, nosiła Mnie nie tylko przez dziewięć miesięcy – jak każda kobieta nosi owoc ludzki – lecz przez całe życie. Nasze serca były zjednoczone duchowymi włóknami i biły zawsze razem. Nie było przelanej matczynej łzy, która by nie zarysowała Mi serca swą solą. I nie było żadnej Mojej wewnętrznej skargi, która by nie rozbrzmiała w Niej, rozbudzając Jej boleść.

Sprawia wam ból widok matki jakiegoś dziecka skazanego na śmierć przez nieuleczalną chorobę, lub matki dziecka skazanego na śmierć przez surowość ludzkiej sprawiedliwości. Pomyślcie jednak o Mojej Matce, która od chwili, gdy Mnie poczęła, drżała na myśl, że będę Skazańcem. Myślcie o Matce, która przed pierwszym pocałunkiem, złożonym na delikatnym i różowym ciałku Nowonarodzonego, odczuwała przyszłe rany Swego Dziecięcia. [Miejcie przed oczyma] Matkę, która oddałaby dziesięć, sto, tysiąc razy Swe życie, żebym nie stał się dorosłym Mężczyzną i nie doszedł do chwili Ofiary. Ta Matka wiedziała, że musi pragnąć nadejścia tej strasznej godziny, by przyjąć wolę Pana, dla Jego chwały i dobra ludzkości. Nie, nie było dłuższego konania, zakończonego większą boleścią, niż agonia Mojej Matki.

I nie było też większego ani pełniejszego cierpienia niż Moje. Byłem Jedno z Ojcem. Ukochał Mnie od wieków miłością, jaką tylko Bóg potrafi kochać. Upodobał Mnie sobie i znalazł we Mnie Swą Boską radość. I Ja kochałem Go, jak tylko Bóg może kochać, i znalazłem w zjednoczeniu z Nim Moją Boską radość. Niewyrażalnych relacji, które wiążą odwiecznie Ojca z Synem, nie może wam wytłumaczyć nawet Moje Słowo. Chociaż ono jest doskonałe, to jednak wasza inteligencja taka nie jest i nie potraficie zrozumieć ani poznać, kim jest Bóg, dopóki nie będziecie z Nim w Niebie. Tymczasem [przed zbliżającą się męką] czułem, z godziny na godzinę, że wzrasta surowość Ojca wobec Mnie – jak woda, która piętrzy się i napiera na wydmę.

 

Na świadectwo dla nierozumnych ludzi – którzy nie chcieli pojąć, kim byłem – Ojciec podczas Mego publicznego życia trzy razy otworzył Niebo. Stało się to nad Jordanem, na Taborze i w Jerozolimie w przeddzień Mojej Męki. Ale uczynił to dla ludzi, nie dla ulżenia Mi, bo Ja byłem wtedy Wynagradzającym za grzechy.

Wielokrotnie, Mario, Bóg daje poznać ludziom jakiegoś Swego sługę, aby nimi wstrząsnąć i pociągnąć za jego pośrednictwem do Siebie. To jednak dokonuje się także przez cierpienie tego sługi. To on płaci naprawdę, jedząc gorzki chleb surowości Bożej, [za] umocnienie i zbawienie braci. Czyż nie tak? Ofiary wynagradzające znają surowość Boga. Potem przychodzi chwała, ale dopiero wtedy, gdy Sprawiedliwość jest złagodzona. Ze względu na Moją miłość On daje Swoim ofiarom pocałunki. Jestem Jezusem, jestem Zbawicielem, który cierpiał i wie z własnego doświadczenia, jaki ból sprawia surowe spojrzenie Boga i opuszczenie przez Niego. Dlatego też nie jestem nigdy surowy i nigdy nie porzucam. I Ja niszczę – ale w płomieniu miłości.

 

Im bardziej zbliżała się godzina zadośćuczynienia, tym mocniej czułem Moje oddalenie od Ojca. Coraz bardziej oddalone od Ojca Moje Człowieczeństwo czuło się coraz słabiej podtrzymywane Boskością Boga. I cierpiałem z tego powodu na wszelkie sposoby.

Oddalenie od Boga niesie ze sobą strach, niesie ze sobą przywiązanie do życia, niesie ze sobą osłabienie, zmęczenie, znużenie. Im jest głębsze, tym silniejsze są jego następstwa. Kiedy jest całkowite, prowadzi do rozpaczy. A im bardziej ktoś, na mocy Bożego dekretu, doświadcza tego oddalenia – nie zasłużywszy na to – tym bardziej z tego powodu cierpi, bo żywy duch odczuwa odłączenie od Boga, jak żywe ciało odczuwa odcięcie jakiejś części. Jest bolesnym osłupieniem, przytłaczającym, którego nie pojmie ten, kto go nie doświadczył. Ja go doświadczyłem. Wszystko musiałem poznać, aby móc z powodu wszystkiego wstawiać się przed Ojcem w waszej obronie. Także wasze smutki. O, doświadczyłem tego, co znaczy: “Jestem sam. Wszyscy mnie zdradzili, opuścili. Nawet Ojciec, nawet Bóg mi już nie pomaga”.

 

I dlatego właśnie czynię tajemnicze cuda łaski dla biednych serc, uciskanych przygnębieniem, i proszę Moich umiłowanych o wypicie Mojego kielicha tak gorzkiego doświadczenia, aby oni, ci, którzy toną w morzu rozpaczy, nie odrzucili krzyża, który ofiarowuję jako kotwicę zbawienia, lecz by się jej uchwycili, abym mógł ich doprowadzić do szczęśliwego brzegu, gdzie żyje tylko pokój.

 

W czwartkowy wieczór tylko Ja wiedziałem, jak potrzebowałem Ojca! Duchowo już konałem z powodu wysiłku, bo musiałem pokonać dwie formy największego bólu dla człowieka: pożegnanie z ukochaną Matką i bliskość niewiernego przyjaciela. Były to dwie rany, które paliły Mi serce. Jedna – swoimi łzami, druga – swoją nienawiścią. Byłem zmuszony łamać Mój chleb z Moim Kainem. Musiałem rozmawiać z nim jak z przyjacielem, aby go nie oskarżyć przed innymi, bo mogłem obawiać się ich gwałtowności, i aby przeszkodzić zbrodni, bezużytecznej zresztą, gdyż wszystko zostało już zapisane w wielkiej księdze życia: i Moja święta Śmierć, i samobójstwo Judasza. Nie były potrzebne inne zabójstwa, potępione przez Boga. Żadna inna krew, która nie byłaby Moją, nie miała być przelana i nie została przelana. Powróz zadusił to życie zamykając w nieczystym worze ciała zdrajcy jego nieczystą krew, sprzedaną szatanowi – tę krew, która nie miała się mieszać, spływając na ziemię, z najczystszą krwią Niewinnego.

Te dwie rany już by wystarczyły, by wywołać konanie Mojego Ja. Ale byłem Wynagradzającym, Ofiarą, Barankiem. Baranek, zanim zostanie ofiarowany, zna palące piętno żelaza, zna uderzenia, zna odarcie, zna sprzedanie rzeźnikowi. Dopiero na końcu poznaje chłód noża, który wnika mu w gardziel, wylewa krew i zabija. Najpierw musi wszystko pozostawić: pastwisko, gdzie wyrósł; matkę i pierś, która go karmiła, ogrzewała; towarzyszy, z którymi żył. Wszystko. Doznałem tego wszystkiego Ja, Baranek Boży.

Gdy Ojciec odchodził do Niebios, przyszedł szatan. Zbliżył się już na początku Mojej misji, aby spróbować Mnie od niej odciągnąć. Teraz powracał. To była jego godzina. Godzina szatańskiego sabatu. Tej nocy zebrały się na ziemi liczne zgraje demonów, aby doprowadzić do końca zwodzenie serc i uczynić je gotowymi, by jutro zażądały zabicia Chrystusa. Każdy członek Sanhedrynu posiadał swego [demona]. Swojego miał też Herod i swojego – Piłat. Swojego miał każdy poszczególny żyd, żeby domagał się na siebie Mojej Krwi. Także apostołowie mieli swych kusicieli u boku, którzy ich usypiali, podczas gdy Ja opadałem z sił. Oni ich przygotowywali do tchórzostwa.

Spójrz na potęgę czystości. Jan, czysty, jako pierwszy ze wszystkich wyzwolił się ze szponów diabelskich i zaraz powrócił do swego Jezusa. Zrozumiał Go w Jego nie wyrażonym pragnieniu i przyprowadził do Niego Maryję.

 

Judasz jednak miał [samego] Lucyfera i Ja miałem Lucyfera. On – w sercu, a Ja – u boku. Byliśmy dwoma głównymi postaciami tragedii, dlatego szatan osobiście zajął się nami. Doprowadziwszy najpierw Judasza do stanu, z którego nie potrafił się już wycofać, zwrócił się ku Mnie.

Ze swą doskonałą przebiegłością, z realizmem niezrównanym przedstawił Mi męczarnie cielesne. Także na pustyni zaczął od ciała. Zwyciężyłem go modlitwą. Duch przezwyciężył lęk ciała.

Wtedy przedstawił Mi nieużyteczność Mojej śmierci. Ukazał Mi korzyść z życia dla Siebie, bez zajmowania się niewdzięcznymi ludźmi: życia bogatego, szczęśliwego, otoczonego miłością. [Miałem] żyć dla Mojej Matki, aby nie zadawać Jej bólu. [Radził Mi] żyć, aby doprowadzić do Boga, poprzez długą działalność apostolską, bardzo wielu ludzi, którzy – jeśli teraz umrę – zaraz o Mnie zapomną; gdy zaś będę Nauczycielem nie przez trzy lata, lecz przez całe dziesięciolecia, doprowadzę do tego, że przeniknie ich Moja nauka. Jego aniołowie pomogą Mi zwodzić ludzi, bo przecież – czy tego nie dostrzegłem? – aniołowie Boży nie przyszli Mi na pomoc. Na końcu Bóg Mi wybaczy, widząc żniwo wierzących, których przyprowadzę do Niego. Również na pustyni [szatan] skłaniał Mnie do wystawiania Boga na próbę nieroztropnością. Pokonałem go modlitwą. Duch zapanował nad pokusą duchową.

 

[Potem Kusiciel] przedstawił Mi opuszczenie przez Boga: Ojciec już Mnie nie kocha. Byłem obarczony grzechami świata. Budziłem w Nim odrazę. Był nieobecny, pozostawił Mnie samego. Wystawił Mnie na pośmiewisko dzikiego tłumu i nie udzielił Mi nawet Swej Boskiej pociechy. Byłem sam, sam, sam! W owej chwili tylko szatan był przy Chrystusie. Bóg i ludzie byli nieobecni, bo nie kochali Mnie. Nienawidzili lub byli obojętni. Modliłem się, by Moją modlitwą zagłuszyć słowa szatana. Ale modlitwa Moja [jakby] nie wznosiła się już ku Bogu. Spadała na Mnie jak głazy kamienowania i przygniatała Mnie swoim ciężarem. Modlitwa, która dla Mnie była zawsze pieszczotą okazywaną Ojcu, głosem, który wstępował, któremu odpowiadała pieszczota i słowo ojcowskie, była teraz martwa, ciężka, wznoszona bezużytecznie w stronę zamkniętych Niebios.

Poczułem wtedy gorycz pozostałości kielicha. Smak rozpaczy. Tego pragnął szatan. Doprowadzić Mnie do rozpaczy, by uczynić ze Mnie swego niewolnika. Zwyciężyłem rozpacz i pokonałem ją Moimi siłami, bo chciałem ją pokonać. Samym wysiłkiem Człowieka, gdyż byłem wtedy [jakby] tylko człowiekiem – człowiekiem, któremu Bóg już nie pomaga.

 

Kiedy Bóg pomaga, łatwo jest unieść świat i trzymać go jak dziecięcą zabawkę. Ale gdy Bóg nie pomaga, nawet ciężar kwiatu wywołuje zmęczenie.

Zwyciężyłem rozpacz i jej sprawcę – szatana, by służyć Bogu i wam, by dać wam Życie. Ale zaznałem śmierci. Nie [tylko] śmierci fizycznej ukrzyżowanego – była ona mniej okrutna – ale Śmierci całkowitej i świadomej walczącego, który upada po odniesionym zwycięstwie, ze zranionym sercem, a krew tryska gwałtownie z nadludzkiego wysiłku. Wtedy wystąpił u Mnie krwawy pot. Pociłem się krwią, chcąc być wiernym woli Bożej.

Oto dlaczego anioł Mojej boleści ukazał Mi nadzieję wszystkich zbawionych dzięki Mojej ofierze – jako lekarstwo na Moje konanie. Wasze imiona! Każde stało się dla Mnie kroplą leku wprowadzonego do Moich żył, aby im przywrócić pulsowanie i działanie. Każde [imię] stało się dla Mnie życiem, które powraca, światłem, które powraca, siłą, która powraca. W tych nieludzkich torturach – by nie krzyczeć z boleści jako Człowiek, by nie stracić ufności w Bogu, nie mówić, że jest zbyt surowy i niesprawiedliwy dla Swej Ofiary – powtarzałem wasze imiona, widziałem was. Odtąd błogosławiłem was. Odtąd nosiłem was w Moim Sercu. A kiedy nadeszła godzina waszego przebywania na Ziemi, wychyliłem się z Niebios, aby towarzyszyć waszemu przyjściu. Radowała Mnie myśl, że nowy kwiat miłości narodził się na świecie i że będzie żył dla Mnie.

 

O, Moi błogosławieni! Pociecho umierającego Chrystusa! Moja Matka, Uczeń i pobożne niewiasty otaczały Mnie, gdy umierałem. Ale i wy tam byliście. Moje konające oczy widziały udręczone oblicze Mojej Matki i wasze miłujące twarze. I tak się zamknęły – szczęśliwe, że się zamknęły dla zbawienia was, którzy jesteście warci Ofiary Boga.»

 

***

 

«Znasz już wszystkie cierpienia, które poprzedziły Moją właściwą Mękę. Teraz dam ci poznać boleści Mojej rozpoczętej Męki, te cierpienia, które bardziej poruszają wasze umysły, kiedy je rozważacie. Jednak zbyt mało nad nimi rozmyślacie. Nie zastanawiacie się nad tym, ile Mnie kosztowaliście i z jakich udręk powstało wasze zbawienie.

Lamentujecie nad skaleczeniem, nad uderzeniem się, nad bólem głowy, a nie rozmyślacie nad tym, że Ja cały byłem jedną raną; że Rany te były zatrute wieloma rzeczami; że nawet różne przedmioty służyły do zadawania bólu ich Stwórcy, bo torturowały one już udręczonego Boga - Syna, bez szacunku wobec Tego, który – jako Ojciec Stworzeń – je ukształtował.

Ale te rzeczy nie były winne. Ciągle i zawsze winien był człowiek. Winien od dnia, w którym usłuchał szatana w Raju ziemskim. Do tej chwili te rzeczy stworzone dla człowieka – stworzenia wybranego – nie posiadały ani cierni, ani trucizny, ani okrucieństwa. Bóg uczynił królem tego człowieka, stworzonego na Swój obraz i podobieństwo, i w Swojej ojcowskiej miłości nie chciał, by rzeczy [przez Niego stworzone] mogły stanowić zasadzkę dla człowieka. To szatan zastawił tę pułapkę. Najpierw w sercu ludzkim. [Za jego to sprawą] zrodziły się dla człowieka, jako kara za grzech, udręki i ciernie.

I oto Ja, Człowiek, musiałem cierpieć z powodu rzeczy i od rzeczy, a nie tylko od ludzi. Ludzie obrzucili Mnie zniewagami i znęcali się, rzeczy zaś służyły im za broń.

 

Ta ręka – którą Bóg dał człowiekowi, by go odróżnić od zwierząt, ręka, którą Bóg nauczył człowieka się posługiwać, ręka, którą Bóg utworzył jako poddaną rozumowi, czyniąc ją wykonawczynią rozkazów umysłu, ta część was, tak doskonała, która powinna mieć tylko pieszczoty dla Syna Bożego, od którego otrzymała jedynie pieszczoty i uzdrowienie, jeśli była chora – zbuntowała się przeciw Synowi Bożemu i spoliczkowała Go. Zadawała Mu ciosy, uzbroiła się w bicze, zrobiła kleszcze, by wyrywać włosy i brodę, oraz młotek, aby wbijać gwoździe.

 

Nogi człowieka – które powinny były jedynie biec szybko, by uczcić Syna Bożego – pośpieszyły, ażeby [człowiek mógł] Mnie schwytać, popychać i wlec drogami do Moich katów; aby [mógł] Mnie kopać w sposób niedozwolony nawet wobec upartego osła.

 

Usta człowieka – które miały posługiwać się słowem, słowem będącym darem udzielonym jedynie człowiekowi, [stawiającym] go ponad wszelkie stworzone zwierzęta, aby uwielbiał i błogosławił Syna Bożego – napełniły się bluźnierstwami i kłamstwami, pluły nimi wraz ze śliną na Moją Osobę.

 

Umysł człowieka, świadczący o jego niebiańskim pochodzeniu, wyczerpał sam siebie na wymyślaniu mąk niezwykle okrutnych. Człowiek, cały człowiek, używał całego siebie – wszystkiego, co go stanowi – by dręczyć Syna Bożego.

 

I przywołał ziemię, w każdej jej postaci, na pomoc do zadawania tortur. Kamienie z potoku uczynił pociskami dla zranienia Mnie. Z gałęzi roślin zrobił kije, żeby Mnie bić; z poskręcanych konopi – powróz, żeby wlec Mnie, rozcinając Mi ciało; z cierni – koronę palącą dotkliwie Moją wyczerpaną głowę; z rud [metali] – straszliwy bicz; z trzciny – narzęzędzie do torturowania; z kamieni przydrożnych – zasadzkę dla chwiejących się nóg Tego, który konając wspina się, by umrzeć na krzyżu.

A z przedmiotami ziemskimi połączyły się rzeczy niebieskie. Chłód poranka [dręczył] Moje ciało, już wyczerpane konaniem w Ogrodzie. Wiatr jątrzył Moje rany. Słońce zwiększało silne pragnienie i gorączkę, przyciągało owady i kurz, który zasypywał zmęczone oczy, a uwięzione ręce nie mogły ich osłonić.

Do rzeczy niebieskich dołączyły się włókna, dane człowiekowi dla okrycia jego nagości; skóra, która stała się biczem; wełna szaty, która się przyklejała do ran otwartych po biczowaniu i sprawiała udrękę przez ocieranie i rozdzieranie przy każdym ruchu.

Wszystko, wszystko, wszystko służyło dręczeniu Syna Bożego. Wszystkie rzeczy stały się nieprzyjazne dla Tego, dla którego wszystko zostało stworzone – w godzinie, gdy stał się Hostią ofiarowaną Bogu. Żadna rzecz, Mario, nie przyniosła pociechy twemu Jezusowi. Wszystko, co istnieje, jak wściekłe żmije zaczęło gryźć ciało i zwiększać cierpienie.

 

O tym powinniście myśleć, kiedy cierpicie. A porównując wasze niedoskonałości z Moją doskonałością i Mój ból z waszym, [powinniście] uznać, że Ojciec okazuje wam miłość, a Mnie nie okazywał j w owej godzinie. Powinniście więc ze wszystkich sił Go pokochać, tak jak Ja Go kochałem pomimo Jego surowości

 

Nie zastanawiacie się nad tym, ile Mnie kosztowaliście i z jakich udręk powstało wasze zbawienie - Pan Jezus mówi o cierpieniu swoim i swojej Matki, o swej męce i śmierci.  

11 kwietnia 2020
Matka Boża w Medziugorju  dla ratowania świata daje nam swoje orędzie ukazujące drogę ratunku.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                                                              br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

                            AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 027320