O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 Łodzie apostołów, po przepłynięciu dość krótkiego odcinka jeziora, dzielącego Kafarnaum od Betsaidy, cumują w tym mieście. Inne łodzie podążały za nimi i wysiada z nich wielu ludzi. Przyłączają się do przybyłych z Betsaidy na powitanie Nauczyciela. Jezus wchodzi do domu Piotra, w którym... znowu jest jego małżonka. Wolała żyć raczej sama, niż słuchać nieustannych narzekań matki pod adresem swego męża.

Ludzie na dworze gromkimi okrzykami dopominają się o Nauczyciela. To denerwuje Piotra. Wychodzi na taras i przemawia do ziomków, a przynajmniej mówi im, że powinni [okazać] nieco szacunku i uprzejmości. On sam – gdy ma Jezusa w swoim domu – chciałby również nacieszyć się trochę spokojniej obecnością Nauczyciela. Tymczasem – choć kazał swojej małżonce przynieść wiele rzeczy – ma czas i przyjemność ofiarować Nauczycielowi jedynie odrobinę wody z miodem. Piotr gdera. Jezus patrzy na niego z uśmiechem i potrząsając głową mówi:

 

«Można by sądzić, że nigdy Mnie nie widujesz i że wyjątkowo jesteśmy razem!»

 

«Ależ tak właśnie jest! Czyż jesteśmy sami, tylko Ty i Ja, kiedy przebywamy pośród ludzi? Nigdy! Pomiędzy Tobą a mną są ludzie ze swymi chorymi, zatroskani, słuchacze, ciekawscy, oszczercy, wrogowie, ale nigdy nie jesteśmy sami – Ty i ja. Dziś natomiast jesteś ze mną, w moim domu, i powinni to zrozumieć.»

 

Piotr jest naprawdę nadąsany.

«Ależ Ja nie widzę różnicy, Szymonie. Moja miłość jest taka sama. Moje słowo jest takie samo. Czy mówię ci je prywatnie, czy kieruję je do wszystkich, czyż to nie to samo?»

Piotr wyraża swą wielką troskę:

 

«To dlatego, że jestem tępy i łatwo się rozpraszam. Kiedy mówisz na jakimś placu, na górze, pośród bardzo wielkiego tłumu, ja – nie wiem dlaczego – rozumiem wszystko, lecz niczego sobie potem nie przypominam. Powiedziałem to moim towarzyszom i przyznali mi rację. Inni – to znaczy słuchający Ciebie lud – rozumie Cię i pamięta, o czym mówisz. Ileż to razy słyszeliśmy czyjeś wyznanie: “Już więcej tego nie robiłem, bo Ty tak powiedziałeś.” Albo: “Przyszedłem, bo pewnego dnia usłyszałem, jak mówiłeś to czy tamto, i poruszyło to mojego ducha.”. My – przeciwnie... Hmmm! To jak bieg wody, która przepływa nie zatrzymując się. Na brzegu nie ma już tej samej wody, bo przepłynęła. Przychodzi nowa, ciągle nowa i wciąż jej tak wiele. Jednak przepływa, przepływa, przepływa... Myślę z przerażeniem, że jeśli stanie się tak, jak mówisz, i nadejdzie chwila, kiedy Ciebie już tu nie będzie, aby spełniać rolę rzeki i... i ja... Cóż dam tym wszystkim spragnionym, skoro nie zachowuję nawet jednej kropli z tego, co mi dajesz?»

 

Inni także przyłączają się do skarg Piotra. Rozpaczają, że nigdy nic nie odnajdują z tego, co słyszeli, kiedy chcą to sobie przypomnieć, by odpowiedzieć licznym pytającym. Jezus uśmiecha się i odpowiada:

 

«Nie sądzę, [że tak jest]. Ludzie są także z was zadowoleni...»

 

«O, tak! Z tego, co robimy!... Bo torujemy innym przejście i w tym celu rozpychamy się łokciami. Nosimy chorych, zbieramy jałmużnę i mówimy: “Tak. Nauczyciel to tamten!” Piękne zajęcie, naprawdę!»

 

«Nie poniżaj się zbytnio, Szymonie.»

 

«Nie poniżam się, po prostu znam siebie.»

 

«To najtrudniejsza wiedza. Chcę jednak rozwiać twe obawy. Kiedy mówię, a wy nie możecie wszystkiego zrozumieć i zapamiętać, pytajcie bez lęku, że Mnie zanudzacie lub że Mnie zniechęcacie. Zawsze mamy chwile szczerości. Wtedy otwórzcie przede Mną serca. Tyle daję tak wielu ludziom. Czegóż nie dałbym wam, których Bóg nie może kochać bardziej niż Ja? Mówiłeś o biegu [wody w rzece], która płynie i brzegi jej nie zatrzymują. Nadejdzie dzień, kiedy zauważysz, że każda fala zostawiła ci ziarno, a z każdego ziarenka wyrosła roślina. Znajdziesz w zasięgu ręki kwiaty i rośliny na wszystkie okoliczności i będziesz sam zdziwiony mówiąc: “Cóż mi Pan uczynił?”. Wtedy też będziesz wybawiony z niewoli grzechu i twe obecne cnoty osiągną wysoką doskonałość.»

 

«Ty to mówisz, Panie, więc ufam Twemu słowu.»

 

«Teraz chodźmy odnaleźć tych, którzy na nas czekają. Chodźcie. Pokój tobie, niewiasto. Będę twoim gościem dziś wieczorem.»

 

Wychodzą. Jezus kieruje się w stronę jeziora, aby Go nie potrącał tłum. Piotr dba o to, by oddalić się łodzią na odległość kilku metrów od brzegu, tak że wszyscy mogą słyszeć głos Jezusa, a jest nieco przestrzeni między Nim a słuchaczami.

 

«[W drodze] z Kafarnaum do tego miejsca zastanawiałem się, co powinienem wam powiedzieć. I znalazłem wskazówkę w wydarzeniach tego ranka.

Widzieliście, że przyszło do Mnie trzech mężczyzn. Jeden spontanicznie, drugi – ponieważ Go poprosiłem, a trzeci – ogarnięty nagłym entuzjazmem. Widzieliście też, że z trzech pozostawiłem jedynie dwóch. Dlaczego? Czy może ujrzałem w trzecim zdrajcę? Nie. Naprawdę. Jednak on nie był przygotowany. Z pozoru najmniej przygotowanym wydawał się ten, który jest przy Mnie, a szedł pogrzebać ojca. Tymczasem najmniej przygotowanym był trzeci. Drugi był przygotowany na swój sposób, tak że potrafił dokonać ofiary naprawdę heroicznej. Heroizm w podążaniu za Bogiem jest zawsze dowodem mocnego duchowego przygotowania. To wyjaśnia niektóre zaskakujące wydarzenia, które mają miejsce wokół Mnie. Najbardziej przygotowani do przyjęcia Chrystusa – jakiekolwiek byłoby ich pochodzenie czy wykształcenie – są ci, którzy przychodzą do Mnie z gotowością i z całkowitą wiarą. Najmniej przygotowani widzą we Mnie człowieka, wybijającego się ze zwyczajności, albo też badają Mnie podejrzliwie i z ciekawością, lub atakują i poniżają różnorodnymi oskarżeniami. Różne sposoby zachowania zależą od stopnia 

braku przygotowania ducha.

W narodzie wybranym wszędzie powinny znajdować się dusze gotowe przyjąć tego Mesjasza, na którego z niepokojem czekali Patriarchowie i Prorocy; tego Mesjasza, który wreszcie przybył, a którego poprzedziły i któremu towarzyszyły wszystkie znaki zapowiedziane przez Proroków; tego Mesjasza, którego duchowa sylwetka zarysowuje się coraz wyraźniej poprzez cuda widzialne, odnoszące się do ciał i żywiołów, poprzez cuda niewidzialne, w sumieniach, które się nawracają, i poprzez cuda dokonane dla pogan, zwracających się ku Bogu Prawdziwemu. Tak jednak nie jest. Stawia się silne przeszkody gotowości podążania za Mesjaszem właśnie dzieciom tego ludu i – rzecz bolesna do wypowiedzenia – jest ich tym więcej, im wyższa jest klasa w społeczeństwie. Nie mówię tego, aby was zgorszyć, lecz doprowadzić do modlitwy i zastanowienia. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego więcej jest pogan i grzeszników, którzy idą Moją drogą? Dlaczego ci przyjmują to, co mówię, a inni – nie? Dlatego że synowie Izraela są podobni do perłodajnych ostryg, które zakotwiczone są czy raczej wetknięte w rafę, na której się zrodziły. Są nasyceni, przepełnieni, nadęci swą wiedzą i nie potrafią zrobić miejsca dla nauki Mojej – odrzucając to, co zbędne, aby przyjąć to, co konieczne. Inni nie są tak zniewoleni. To ubodzy poganie lub biedni grzesznicy – podobni do dryfujących statków, których żadna kotwica nie utrzymuje na miejscu. To biedacy, nie posiadający skarbów – lecz jedynie bagaż błędów i grzechów. Pozbywają się tego ciężaru z radością, gdy tylko udaje im się pojąć, czym jest Dobra Nowina, i gdy kosztują tego wzmacniającego miodu, tak całkowicie odmiennego od odrażającej mikstury ich grzechów.

 

Posłuchajcie, a być może lepiej pojmiecie, jak odmienne mogą być owoce tej samej pracy. 

[por. Mt 13,1-9; Mk 4,19; Łk 8,4-8]

Siewca wyszedł siać. Jego pola były liczne i różnej wartości. Niektóre otrzymał w spadku po ojcu. Zaniedbanie sprawiło, że rozmnożyły się na nich kolczaste rośliny. Inne sam nabył: kupił je od niedbałego człowieka i pozostawił. Jeszcze inne poprzecinał drogami, bo człowiek ten lubił wygodę i nie chciał nakładać drogi, idąc z jednego miejsca na drugie. Były wreszcie takie, najbliższe domu, którym poświęcił całą swą troskę, aby mieć przed domem przyjemny widok. Te ostatnie były dobrze uprzątnięte z kamieni, cierni, chwastów i innych rzeczy.

Człowiek ten wziął worek z ziarnem – najlepszym ziarnem – i zaczął siać. Ziarno padło na pola najbliższe domu, na dobrą glebę, pulchną, zaoraną, oczyszczoną, dobrze nawożoną. Upadło też na pola poprzecinane ścieżkami i drogami, które urodzajną ziemię okryły brudem suchego pyłu. Inna część [ziarna] upadła na pola, na których nieudolność człowieka pozwoliła wyrosnąć ciernistym roślinom. Co prawda przeorał je pług i wydawało się, że już ich nie ma. Tymczasem chwasty te nadal istniały, gdyż tylko ogień, który niszczy je zupełnie, nie pozwala im się odrodzić. Reszta ziarna padła na kupione za bezcen pola, które człowiek pozostawił takimi, jakie były: niezbyt głęboko zaorane, nie oczyszczone z kamieni, rozrzuconych po ziemi. Tworzyły one na niej jakby twardy bruk, w który nie mogły wrosnąć delikatne korzenie.

Po zasianiu całego ziarna powrócił do domu i powiedział: “O! Jak dobrze! Teraz trzeba tylko czekać na żniwa.” Potem cieszył się, bo z upływem dni widział, jak kiełkuje ziarno na polach blisko domu i jak wyrasta... O! Jakie jedwabiste dywany! A potem kłosy... O, co za morze! Zboże następnie bielało i uderzając kłosami śpiewało niebu ‘hosanna’. Człowiek mówił sobie: “Wszystkie pola będą jak to! Przygotujmy sierpy i spichlerze. Ileż chleba! Ile złota!” I zachwycał się...

 

Zebrał zboże z pól najbliższych domu, potem poszedł na te, które odziedziczył po ojcu, lecz pozostawił zdziczałe. Stanął z otwartymi ustami. Ziarno wzeszło co prawda obficie, bo pola były dobre, a ziemia – o którą dbał ojciec – żyzna i urodzajna, jednak jej żyzność sprawiła, że wzrosły również ciernie, poruszone wprawdzie przez pług, lecz wciąż żywe. Wyrosły one i stworzyły prawdziwy dach z gałązek tak najeżonych cierniami, że kiełki nie mogły się przez nie przedostać. Przebiło się tylko kilka rzadkich kłosów. Reszta była prawie całkowicie martwa, zaduszona.

Człowiek powiedział sobie: “Nie zadbałem o to miejsce. Gdzie indziej jednak nie było cierni, tam będzie lepiej”. I poszedł na pola niedawno nabyte. Zaskoczenie zwiększyło smutek. Cienkie i wyschłe listki zbóż leżały wszędzie jak suche siano. Suche siano! “Jak to? Jak to?” – pytał człowiek, jęcząc. “Przecież tu nie było cierni! Przecież ziarno było takie samo! Przecież zboże wyrosło gęste i piękne! Widać to po listkach dobrze uformowanych i licznych. Dlaczego zatem wszystko zmarniało i nie powstały nawet kłosy?” Z bólem zaczął ryć w ziemi, aby zobaczyć, czy znajdzie tam gniazda kretów lub inne szkodniki. Nie, nie było ani robaków, ani gryzoni. Ale ile kamieni, ileż kamieni, rumowisko! Pola były nimi zupełnie pokryte i odrobina ziemi, która je okrywała, wprowadzała w błąd. O, gdyby użył pługa w odpowiednim czasie! O, gdyby trochę pokopał, zanim nabył te pola, zanim je zakupił jako teren dobry! O! Gdyby przynajmniej – popełniwszy błąd ich zakupienia za proponowaną sumę, bez upewnienia się co do ich wartości – użyźnił je, nawet za cenę zmęczenia! Teraz było już za późno i żale były zbyteczne.

Człowiek podniósł się, upokorzony, i udał się na pola, które poprzecinał małymi ścieżkami dla swej wygody... I rozdarł z bólu szaty. Nie było tam nic, zupełnie nic... Ciemną ziemię pola okrywała lekka warstwa białego pyłu... Człowiek upadł na ziemię, jęcząc: “A tu, dlaczego? Tu nie ma cierni ani kamieni. Przecież to są nasze pola. Dziadek, ojciec i ja zawsze je posiadaliśmy i przez długie, długie lata użyźnialiśmy je. Zrobiłem na nich wprawdzie ścieżki, usunąłem ziemię z pól, lecz to nie mogło ich uczynić do tego stopnia nieurodzajnymi...” Płakał jeszcze, kiedy została mu udzielona odpowiedź na jego bolesne skargi. Ogromne stada ptaków uporczywie chodziły od ścieżek do pola, od pola do ścieżek, aby szukać, szukać, szukać ziaren, ziaren, ziaren... Pole stało się siatką dróżek, na których brzegi upadły ziarna i przyciągnęły stada ptaków. Zjadły najpierw ziarno, leżące na ścieżkach, a potem to z pola, aż do ostatniego ziarenka.

Tak więc ten sam zasiew na różnych polach przyniósł odmienny plon: tu stokrotny, tam sześćdziesięciokrotny, gdzie indziej trzydziestokrotny, a jeszcze gdzie indziej nie przyniósł go wcale. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha. Zasiew to Słowo, które jest takie samo dla wszystkich. Miejsca, na które ono pada, to wasze serca. Niech każdy to pojmie i zastosuje. Pokój niech będzie z wami.»

(...)

 

W kuchni Piotra. Posiłek był obfity, bo półmiski z resztkami ryby i mięsa, sera, suszonych lub przynajmniej pomarszczonych owoców, placków miodowych stoją na kredensie, przypominającym trochę nasze toskańskie skrzynie. Amfory i kubki są jeszcze w nieładzie na stole.

(...)

 «Kim jest, według ciebie, Bóg, o którym powiedziałeś: “Bóg immanentny w stosunku do naszego bytu, do nas, istot ziemskich”? Co chcesz powiedzieć? Nie rozumiem i to wydaje mi się herezją. Bóg jest tym, którego znamy poprzez Prawo i Proroków. Nie ma innego» – mówi dość surowo Judasz Iskariota.

(...)

Szymon Zelota mówi:

«Abyśmy coś zrozumieli, naszym zmysłom potrzeba zawsze jakiegoś określenia. Każdy z nas – mówię o nas, wierzących – przyjmuje mocą wiary Najwyższego Pana i Stwórcę, Boga wiecznego, który jest w Niebie. Jednak każda istota potrzebuje więcej niż tej wiary nagiej, dziewiczej, bezcielesnej, odpowiedniej i wystarczającej aniołom, którzy widzą i kochają Boga w sposób duchowy, dzieląc z Nim naturę duchową i mając zdolność widzenia Boga. My mamy potrzebę stworzenia sobie “obrazu” Boga. Ten obraz jest uczyniony z istotnych cech, jakie przypisujemy Bogu, aby nadać imię Jego absolutnej i nieskończonej doskonałości. Im bardziej dusza się skupia, tym dokładniej poznaje Boga. Oto, co rozumiem przez ‘Bóg immanentny’. Nie jestem filozofem. Być może to pojęcie nie jest tu odpowiednie. Jednak w sumie Bóg immanentny to odczucie Boga, spostrzeganie Boga w naszym duchu, odczuwanie Go i rozumienie nie tylko jako abstrakcyjnego pojęcia, lecz jako rzeczywistej obecności, dającej nam siłę i nowy pokój.»

 

«No dobrze. Ale właściwie to jak Go odczuwasz? Jaka jest różnica pomiędzy odczuciem przez wiarę i odczuciem przez immanencję?» – pyta Iskariota nieco ironicznie. Włącza się Piotr:

 

«Bóg jest bezpieczeństwem, chłopcze. Odczuwasz Go – jak mówi Szymon używając terminu, którego dokładnie nie rozumiem, lecz którego ducha pojmuję. Uważam, że nasza bolączka polega na rozumieniu litery zamiast ducha Bożych słów – to znaczy, że udaje ci się uchwycić nie tylko pojęcie straszliwego majestatu, lecz najsłodszego ojcostwa Boga. Odczuwać Go oznacza, że – kiedy cały świat cię niesprawiedliwie osądza i potępia – Ten Jedyny, On, Przedwieczny, który jest dla ciebie Ojcem, nie osądza cię, lecz odpuszcza ci i pociesza cię. Odczuwać Go oznacza, że kiedy cały świat cię znienawidzi, ty będziesz odczuwał na sobie miłość większą niż cały świat. To oznacza, że sam – w więzieniu lub na pustyni – zawsze będziesz czuł, że Ktoś do ciebie przemawia słowami: “Bądź święty, aby być jak twój Ojciec”. To oznacza, że przez prawdziwą miłość do Boga - Ojca ostatecznie dochodzi się do odczuwania Go jako takiej właśnie Istoty, uznaje się Go, działa, przyjmuje lub porzuca [wszystko] ponad ludzką miarę, myśląc jedynie o odpłaceniu miłością za miłość, o naśladowaniu – jak to tylko możliwe – Boga w działaniach Jemu właściwych.»

 

«Jesteś pyszałkiem! Naśladować Boga! Tego ci nie wolno» – osądza Iskariota.

 

«To nie pycha. Miłość prowadzi do posłuszeństwa. Naśladowanie Boga wydaje mi się jedną z form okazywania posłuszeństwa, bo Bóg mówi, że stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo» – odpowiada Piotr.

 

«To On nas stworzył i my nie powinniśmy wznosić się wyżej.»

 

«Ależ, jesteś biedakiem, jeśli myślisz w ten sposób, drogi chłopcze! Zapomniałeś, że upadliśmy i Bóg chce nas doprowadzić do tego, czym byliśmy.»

 

Jezus zabiera głos:

«Więcej nawet, Piotrze, Judaszu i wy wszyscy. Doskonałość Adama mogłaby wzrastać jeszcze bardziej dzięki miłości, [nawet gdyby nie zaistniał grzech pierworodny]. Przez nią stawałby się on coraz wierniejszym obrazem swojego Stwórcy. Adam bez zmazy grzechu byłby najczystszym odbiciem Boga. Dlatego też Ja mówię: “Bądźcie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski”. Jak Ojciec – a więc jak Bóg. Piotr powiedział bardzo dobrze, także Szymon. Proszę was, abyście pamiętali o ich słowach i stosowali je do waszych dusz.»

 

Mało brakuje, by małżonka Piotra nie omdlała z radości, słuchając takich pochwał dla męża. Płacze za swą zasłoną, spokojna i szczęśliwa. Piotr tak poczerwieniał, że wydaje się przechodzić atak apopleksji. Oniemiał na chwilę, a potem mówi:

 

«Dobrze, daj mi więc nagrodę. Przypowieść z dzisiejszego poranka...»

 

[por. Mt 13,10n, Mk 4,10n, Łk 8,9n] Inni przyłączają się do Piotra, mówiąc:

 

«Tak. Obiecałeś to. Przypowieści są bardzo użyteczne, aby zrozumieć porównanie, lecz my pojmujemy, że mają one sens, który je przekracza. Dlaczego mówisz do nich w przypowieściach?»

 

«Im bowiem nie jest dane zrozumieć więcej niż to, co Ja wyjaśniam. Wam dane jest o wiele więcej, gdyż wy, Moi apostołowie, musicie poznać tajemnicę i dlatego jest wam dawane zrozumienie tajemnic Królestwa Niebieskiego. Mówię wam więc: “Pytajcie, jeśli nie rozumiecie ducha przypowieści”. Wy dajecie wszystko i wszystko też jest wam dawane, abyście wy z kolei mogli dawać wszystko. Oddajecie Bogu wszystko: uczucia, czas, interesy, wolność, życie. I Bóg daje wam wszystko dla wynagrodzenia i dla uzdolnienia was do dawania wszystkiego w Jego imię temu, kto do was przychodzi. Tak więc temu, kto daje, będzie dane, i to w obfitości. Jednak temu, kto daje tylko częściowo lub nie dał wszystkiego, zostanie odebrane nawet to, co ma.

Mówię do nich w przypowieściach, aby patrząc widzieli tylko to, co oświetla ich pragnienie przylgnięcia do Boga; aby słuchając – również dzięki swemu pragnieniu przylgnięcia – słyszeli i rozumieli. (...) Wielu słyszy Moje słowa, niewielu chce przylgnąć do Boga. Ich duchy pozbawione są dobrej woli. Na nich spełnia się proroctwo Izajasza: “Słuchać będziecie waszymi uszami, a nie usłyszycie. Patrzeć będziecie waszymi oczami, a nie ujrzycie.” Bo lud ten ma nieczułe serce, uszy zatwardziałe i oczy zamknięte, aby nie widzieć i nie słyszeć, aby nie słyszeć swym sercem i nie nawrócić się, abym ich uzdrowił.

 

[por. Łk 10,23n] Jednak wy błogosławieni jesteście z powodu waszych oczu, które widzą, i waszych uszu, które słyszą, z powodu waszej dobrej woli! Zaprawdę powiadam wam, że wielu Proroków i wielu sprawiedliwych pragnęło widzieć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, słyszeć to, co wy słyszycie, a wcale nie usłyszeli. Spaliło ich pragnienie zrozumienia tajemnicy słów, lecz kiedy zgasło światło proroctwa słowa, które pozostały, stały się – nawet dla świętego, który je otrzymał – jak wygasły węgiel.

Jedynie Bóg Sam Siebie objawia. Kiedy odchodzi Jego światło, po osiągnięciu swego celu rozjaśnienia tajemnicy, niezdolność zrozumienia ściska – jak bandaże mumii – królewską prawdę otrzymanego słowa. Dlatego też powiedziałem ci tego ranka: “Pewnego dnia odnajdziesz wszystko, co ci dałem”. Teraz nie możesz zapamiętać. Jednak później światłość zstąpi na ciebie nie na chwilę, lecz na [czas] nierozerwalnego małżeństwa Ducha Przedwiecznego z twoim. Uczyni ona nieomylnym twoje nauczanie w tym, co dotyczy Królestwa Bożego. I jak stanie się to dla ciebie, tak będzie też dla twych następców, jeśli żyć będą [karmiąc się] Bogiem jako swoim jedynym chlebem.

 

[por. Mt 13,18n, Mk 4,14n Łk 8,11n]

Posłuchajcie teraz ducha przypowieści. Mamy cztery rodzaje pól: urodzajne, zarośnięte cierniami, pokryte kamieniami i pełne ścieżek. Tak samo mamy cztery rodzaje duchów.

Są duchy szlachetne, duchy o dobrej woli, przygotowane swą pracą i dobrą pracą apostoła – ‘prawdziwego’ apostoła. Istnieją bowiem tacy, którzy noszą to imię, lecz nie posiadają apostolskiego ducha. Ci są groźniejszymi zabójcami dla kształtującej się woli niż ptaki, ciernie i kamienie. Wprowadzają taki zamęt swym nieprzejednaniem, pośpiechem, naganami, groźbami, że na zawsze oddalają od Boga. Są inni, którzy przeciwnie – przez stałe podlewanie łagodnością nie na miejscu – sprawiają, że nasienie gnije w zbyt wilgotnej ziemi. Przez swój brak siły pozbawiają mocy dusze, którymi się zajmują.

 

Pozostańmy jednak przy prawdziwych apostołach, którzy są czystymi zwierciadłami Boga. Oni są ojcowscy, miłosierni, cierpliwi i równocześnie silni jak ich Pan. Duchy przygotowane przez nich oraz przez wysiłek własnej woli podobne są do pól urodzajnych, pozbawionych kamieni i cierni, wolnych od chwastów i życicy. W nich rozwija się słowo Boże i wszelkie słowo. Ziarno kiełkuje i wytwarza kłos, dając tu plon stokrotny, tam sześćdziesięciokrotny, a jeszcze gdzie indziej – trzydziestokrotny.

Czy są tacy pośród idących za Mną? Oczywiście, i oni będą świętymi. Należą do nich [osoby] z wszystkich klas, z wszystkich krain. Są także poganie i nawet oni wydadzą plon stokrotny – dzięki swej dobrej woli, jedynie dzięki niej albo też dzięki niej oraz woli apostoła lub ucznia, który Mi ich przygotowuje.

 

Pola pełne cierni to takie, na które niedbalstwo pozwoliło przeniknąć ciernistej plątaninie własnych spraw, które tłumią dobre ziarno. Trzeba zawsze się pilnować, zawsze, zawsze. Nigdy nie można powiedzieć: “Och! Już jestem uformowany, obsiany i mogę być spokojny, bo wydam plon na życie wieczne”. Trzeba być czujnym, gdyż walka pomiędzy Dobrem a Złem jest stała. Czy kiedykolwiek obserwowaliście rodzinę mrówek, które wchodzą do domu? Oto są na palenisku. Niewiasta nie zostawia już na nim pożywienia i kładzie je na stole. Mrówki jednak je wywęszą w powietrzu i szturmują stół. Niewiasta stawia je w kredensie, a one przechodzą przez zamek. Niewiasta zawiesza zapasy na suficie, a one przebywają długą drogę wzdłuż murów i belek, schodzą po sznurkach i zjadają wszystko. Niewiasta je pali, zalewa wrzątkiem lub zatruwa i potem jest spokojna, sądząc, że je wyniszczyła. O! Jeśli nie czuwa, jaką ma niespodziankę! Oto wychodzą te, które właśnie się urodziły, i wszystko zaczyna się od nowa. Tak jest jak długo żyjemy. Trzeba mieć się na baczności, wykorzeniać wschodzące chwasty, w przeciwnym razie robią zadaszenie z cierni i duszą ziarno. Troski tego świata, ułuda bogactw wytwarzają gąszcz, duszą zasiane przez Boga rośliny i przeszkadzają im uformować kłosy.

 

Oto teraz pola pełne kamieni. Ileż ich jest w Izraelu! To ci, którzy należą do synów “praw”, jak powiedział bardzo słusznie Mój brat Juda. Nie ma w nich jedynego kamienia Świadectwa, nie ma w nich kamienia Prawa. Jest kamienisty grunt utworzony z małych, nędznych ludzkich praw ustanowionych przez ludzi. Tak bardzo ich wiele. Swoim ciężarem przywaliły nawet Kamień Prawa. To rumowisko, przeszkadzające jakiemukolwiek zakorzenieniu się ziarna. Korzeń nie jest już odżywiany. Nie ma już ziemi, nie ma odżywczych soków. Woda wywołuje gnicie, bo stoi jakby na kamiennej posadzce. Słońce ogrzewa ją i pali małe roślinki. To duchy tych, którzy złożonymi ludzkimi doktrynami zastąpili prostą naukę Boga. Oni przyjmują – i to nawet z radością – Moje słowo. W danej chwili ono ich porusza i przyciąga. Ale potem... Trzeba by heroizmu mozolnej orki w celu oczyszczenia pola, duszy i umysłu, z całej warstwy kamieni krasomówców. Wtedy ziarno wypuściłoby korzeń i uformowałoby silny pęd. Inaczej... nic nie wyda. Wystarczy lęk przed ludzkim prześladowaniem. Wystarczy myśl: “A co potem? Co zrobią mi mocni?” – i biedne ziarno usycha bez pożywienia. Wystarczy, że całe to kamieniste podłoże poruszy się z pustym hałasem wielu setek przepisów, które zajęły miejsce Przepisu, i oto człowiek ginie wraz z otrzymanym ziarnem... Izrael jest ich pełen. To wyjaśnia, w jakim stopniu droga ku Bogu idzie w kierunku przeciwnym drodze ludzkiej potęgi.

 

Wreszcie na koniec – pola pełne ścieżek, zakurzone, ogołocone. To ludzie tego świata, egoiści. Wygoda stanowi dla nich prawo, przyjemność jest ich celem. Nie trudzić się, spać, śmiać się, jeść... Duch tego świata jest ich królem. Pył światowości pokrywa teren, który staje się jałowy. Ptaki, czyli różne formy rozwiązłości, rzucają się na tysiące ścieżek utworzonych, aby ułatwić nam życie. Duch świata, to znaczy Zły, wydziobuje i niszczy wszelkie ziarno, które pada na ten teren otwarty dla wszelkich form zmysłowości i lekkomyślności.

Zrozumieliście? Czy macie jeszcze jakieś pytania? Nie? Możemy więc udać się na spoczynek...

PRZYPOWIEŚĆ O SIEWCY (MK4,1-20) zapisana przez Marię Valtortę.
Poemat Boga-Człowieka (fragmenty 3,39-40)
"Mówię do nich w przypowieściach, aby patrząc widzieli tylko to, co oświetla ich pragnienie przylgnięcia do Boga. (...) Wielu słyszy Moje słowa, niewielu chce przylgnąć do Boga. Ich duchy pozbawione są dobrej woli..."

29 stycznia 2020
Jednocz się z Moją modlitwą... - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041