"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda. Witryna ta wymaga samodzielnego poznawania, wszystko może być tu przyciskiem.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                             br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!  

Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.   

(1 Tes5,21-22)

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

DZIECIŃSTWO

 

Urodziła się 12 marca 1878 roku w w Borgonuovo niedaleko Lukki (Włochy). Była piątym  z ośmiorga dzieci Aurelii i Henryka. Matka pochodziła ze znanego rodu florenckiego, a ojciec był aptekarzem. Na drugi dzień po narodzeniu otrzymała Sakrament Chrztu świętego na którym nadano jej imię Gemma. Imię to po włosku oznacza klejnot. Ksiądz wyraził wówczas nadzieję, że dziecko stanie się takim rajskim klejnotem. Dziś już wiemy, że dokładnie tak się stało. To szczególny klejnot pośród nas, ludzi żyjących na tym świecie, którzy mieliśmy nie być z tego świata. 

 

Tuż po jej narodzinach rodzina przeniosła się do Lukki, gdzie ojciec kupił aptekę. Już w dzieciństwie nie pociągały jej zabawy lalkami tak, jak słuchanie jak matka opowiada o Panu Jezusie. To właśnie mama przed swą przedwczesną śmiercią  najbardziej przyczyniła się  do zaszczepienia w niej pragnienia Boga i Nieba.  Pewnego dnia zastano małą Gemmę klęczącą w pokoju i ze złożonymi rękami modlącą się w skupieniu. Wujek poruszony tą sceną zapytał ją cicho: Co ty tu robisz? Dziewczynka odpowiedziała: „Odmawiam Zdrowaś Maryjo. Pozwól mi się modlić.”

W jednej z biografii czytamy: "Był jakiś dziwny wdzięk w tej dziewczynce już oddanej oczyszczającemu i oświecającemu działaniu Ducha Świętego. Zachowała ten wdzięk, który przemieniał jej oblicze aż do śmierci 11 kwietnia 1903 r. Miała zaledwie 25 lat, życie krótkie, lecz wypełnione zjawiskami mistycznymi o wielkiej różnorodności".

 

PIERWSZE DOŚWIADCZENIA BOGA (ŻYWEGO!)

 

Pierwsze nadprzyrodzone doznanie miało miejsce najprawdopodobniej około 26 maja 1885 r. Gemma tak to opisała: „Uczestniczyłam najlepiej jak potrafiłam we Mszy świętej  i modliłam się za mamę, kiedy nagle jakiś głos powiedział mi w sercu: „Czy zechcesz mi dać twoją mamę?”. „Tak, odpowiedziałam, pod warunkiem, że mnie też weźmiesz razem z nią” „Nie – mówił dalej głos – ty na razie musisz zostać z tatą. Ja ją zaprowadzę do Nieba. Oddaj mi chętnie twoją mamę.” Przytaknęła lecz kiedy po Mszy św. wróciła do domu rozpłakała się na widok mamy.

I mama wkrótce została zabrana do Nieba. Umarła na gruźlicę w wieku 39 lat.  

 

SZKOŁA I PIERWSZA KOMUNIA ŚWIĘTA

Od początku 1887 roku rozpoczęła naukę w pensjonacie Instytutu Oblatek Ducha Świętego. 

Atmosfera była tu głęboko religijna, sprzyjająca rozwojowi duchowemu. Przełożoną w niej była późniejsza błogosławiona Helena Guerra, założycielka tego zgromadzenia. Tam Gemma została dopuszczona do I Komunii Świętej. W przeddzień pierwszego pełnego uczestnictwa w Mszy Świętej zapisała w swoim dzienniczku:

"Postaram się, aby każdą spowiedź odprawiać i Komunię świętą przyjmować tak, jakby to był ostatni dzień w moim życiu. Będę często nawiedzać Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, zwłaszcza gdy będę strapiona".

 

Po przyjęciu I Komunii Świętej zwierzyła się swojemu kierownikowi duchownemu: 

"Wczoraj przeżyłam dzień w raju, byłam ciągle przy Jezusie, mówiłam tylko o Jezusie, byłam szczęśliwa z Jezusem i nawet płakałam przed Jezusem".

Dla Gemmy to spotkanie z Jezusem Eucharystycznym było jednym z najważniejszych wydarzeń jej krótkiego życia. W swoim dzienniczku zanotowała:

"Nie sposób opisać tego, co w owym momencie zaszło pomiędzy mną, a Jezusem. Sprawił, że tak silnie odczułam Go w mej duszy. Uświadomiłam sobie wtedy, że rozkosze niebieskie różnią się od ziemskich, i ogarnęło mnie pragnienie utrwalenia tego mojego związku z Bogiem wiecznotrwałym".

 

W szkole Gemma była bardzo lubiana tak przez nauczycieli, jak i przez koleżanki. Z natury była  bardzo żywa lecz przejawiała ogromną samodyscyplinę i panowanie nad swoimi emocjami. Starała się być cichą, zachowywała pewną rezerwę w kontaktach ale zawsze była przyjaźnie nastawiona. Poszukiwała samotności, ciszy, skupienia, gdyż dzięki temu mogła spotkać „samego Jezusa”. Obecność Boga tak ją pochłaniała, że wspólnotowe życie coraz bardziej stawało się dla niej przykre.  

Jedna z nauczycielek tak ją scharakteryzowała: „Wyróżniała się od innych inteligencją.  Szczególnie łatwo uczyła się francuskiego i miała zdolności matematyczne.”  W wieku 13 lat Gemma była już jednak duszą spragnioną Boga. Świadczą o tym słowa jakie zanotowała:

„Czuję, jak rodzi się w mojej duszy wielkie pragnienie poznania w szczegółach całego życia i Męki Jezusa.”

„Pojęłam, że Jezus zsyłał mi okazję do dobrego poznania samej siebie i do większego oczyszczenia mnie, abym Mu się bardziej podobała.”

 

Pewnego razu przełożona sióstr poprosiła nauczycielkę, by cała klasa pomodliła się za konającego, który odmawiał przyjęcia Sakramentów. Kiedy modlitwa dobiegła końca, Gemma wstała, podeszła do nauczycielki i szepnęła jej na ucho: „Zostałyśmy wysłuchane”. Tego samego dnia wieczorem, dotarła do nich wiadomość, że ów człowiek rzeczywiście przed samą śmiercią nawrócił się. 

 

Pomimo dobrych wyników sytuacja zmusiła ją do przedwczesnego opuszczenia szkoły.  Gdy zachorował poważnie jej brat Eugeniusz, który był klerykiem, Gemma opuściła internat i szkołę, by go pielęgnować. Czuwała przy nim nieustanie aż do jego śmierci, co ją samą doprowadziło do choroby. Do pełnego zdrowia już nigdy nie powróciła.  

 

WRAŻLIWOŚĆ NA NĘDZĘ

 

Gemma była wrażliwa na ludzką nędzę. Opowiada: „Za każdym razem, kiedy wychodziłam z domu prosiłam mojego ojca o pieniądze, a gdy odmawiał prosiłam, aby mi pozwolił zabrać chleb, mąkę albo inne rzeczy. Zawsze na swojej drodze spotykałam biedaków. Tym, którzy przychodzili do domu dawałam ubrania i wszystko, co miałam pod ręką, lecz szybko mój spowiednik mi tego zakazał… Kiedy wychodziłam z domu spotykałam samych biedaków i oni wszyscy biegli za mną. Nie miałam im co dać. Płakałam z tego powodu stale ze smutku.

 

PRZYJAŹŃ Z ANIOŁEM STRÓŻEM

 

Gemma często widywała swego Anioła Stróża, utrzymywała z nim bardzo bliski kontakt. Czasem Anioł chronił ją i pocieszał, niekiedy udzielał rad, a nawet ganił mówiąc: „Wstyd mi za ciebie”. Czasem słyszano, jak się z Nim spierała tak, że nawet jej duchowy opiekun o. Germano przypominał jej, iż rozmawia z błogosławionym duchem, któremu winna jest szacunek.

Pierwsze widzialne działanie Anioła Stróża zanotowano we wrześniu 1895 r. Gemma otrzymała złoty zegarek i cieszyła się, że wyjdzie przyozdobiona tą „biżuterią”. Po jej powrocie do domu ukazał się jej Anioł mówiąc: „Pamiętaj, że kosztownymi przedmiotami, które służą do przyozdobienia się oblubienicy dla ukrzyżowanego Króla, mogą być wyłącznie ciernie i krzyż.”

Ogarnięte bojaźnią serce Gemmy przeczuło teraz, czym się miała stać: oblubienicą ukrzyżowanego Króla.

Zapisała: „Chcę iść za Tobą, Jezu, za cenę wszelkiego bólu, chcę iść za Tobą z gorliwością.

 

Wzmianki o Aniele Stróżu znajdują się na niemal każdej stronie dziennika Gemmy. Opisała kiedyś, że diabeł bił ją w ramię przez prawie pół godziny. „Potem przyszedł mój Anioł Stróż i zapytał, co się dzieje; błagałam go, by spędził ze mną tę noc, on jednak odpowiedział: Muszę iść spać. Nie – powiedziałam. – Aniołowie Jezusa nie sypiają! A jednak – stwierdził uśmiechając się – powinienem odpocząć. Gdzie mnie położysz? Prosiłam, by pozostał blisko mnie. Poszłam do łóżka; potem miałam wrażenie, że rozpostarł skrzydła i uniósł się nad moją głową. Rano jeszcze był”.

 

Jedną z najbardziej zadziwiających rzeczy jest fakt, iż Gemma często wysyłała swego Anioła Stróża, zazwyczaj do Rzymu. Prosiła go, by doręczył ojcu Germano list lub jakieś ustne przesłanie. Odpowiedzi nierzadko doręczał Anioł Stróż owego kapłana. Uświadamiając sobie jakie to niezwykłe, ojciec Germano prosił Niebo o znak, iż jest to zgodne z wolą Bożą. Po śmierci Gemmy napisał: „Iluż próbom nie poddawałem tego fenomenu, by się upewnić, że mam do czynienia z nadnaturalną interwencją! A jednak żadna z moich prób nie dała wyniku negatywnego; coraz bardziej nabierałem przekonania, że to, jak i wiele innych nadzwyczajnych zjawisk związanych z jej życiem dowodziło, iż Niebu sprawia radość zabawa z tą niewinną i wspaniałą panną”.

 

Pewnego dnia po przyjęciu Komunii św. Gemma usłyszała głos Pana Jezusa: Odwagi, Gemmo, czekam na ciebie na Kalwarii. Następnie ukazał się jej Anioł Stróż, który trzymał w ręku dwie korony – jedną z cierni, drugą z białych lilii. Spytał się Gemmy, którą wybiera. Ta wybrała koronę cierniową Jezusa.

 

CHOROBA I ŚMIERĆ OJCA

  

Choć apteka ojca dobrze prosperowała, to jednak  częste kredytowanie ludziom znajdującym się w ciężkiej sytuacji materialnej, pożyczanie pieniędzy bez dopominania się zwrotu, pozwolenie, by nie płacono za dzierżawę fermy stopniowo prowadziło do coraz trudniejszej sytuacji materialnej.  W roku 1897 ojciec ciężko zachorował i wkrótce zmarł.  Nazajutrz po jego śmierci zapisała: „Po śmierci mojego ojca zostaliśmy bez niczego. Nie mieliśmy już za co żyć.” Na Gemmę mającą wówczas 19 lat spadł obowiązek zajmowania się rodzeństwem. W miarę ich dorastania – na krótko zamieszkała ze swoją ciotką i wujkiem. I chociaż w ich wspólnym mieszkaniu było dużo miłości i przejawów dobroci, to jednak trudno znosiła ich barwne życie towarzyskie.  Otrzymała wówczas dwie propozycje małżeństwa, jednak ceniła ciszę i spokój, a nade wszystko pragnęła modlitwy i obecności Boga. Małżeństwo według niej to uniemożliwiało – więc odrzuciła obie propozycje.

W tym czasie Gemma  zachorowała na zapalenie opon mózgowych. Ręce i nogi miała całkowicie sparaliżowane. Pozostawała więc w łóżku przez prawie rok. Martwiło ją jedynie to, że sprawia kłopot opiekującym się nią krewnym. Odwiedzające ją osoby darzyła uśmiechem i serdecznym słowem. 

Opowiadała: „Pewnego wieczoru  bardziej zaniepokojona niż zwykle skarżyłam się Jezusowi, że skończę nie mogąc się wcale modlić, jeśli mnie nie uzdrowi. Pytałam, dlaczego pozostawiał mnie tak chorą. Wtedy Anioł mi odpowiedział: "Jeśli Jezus umartwia twoje ciało, to czyni tak, aby lepiej oczyścić twoją duszę".

 

Rano 3 marca 1899 r. Gemmę odwiedził jej spowiednik, prałat Volpi. Napisała:

Wyspowiadałam się i rano, wciąż przykuta do łóżka przyjęłam Komunię świętą. O, słodkie chwile, jakie spędziłam z Jezusem… odnowiłam moje przyrzeczenia Jezusowi, który mnie zapytał: "Gemmo, czy chcesz wyzdrowieć?". Łaska została mi udzielona. Wyzdrowiałam.”

 

Gemma nie mogła sobie wyobrazić, jak można wierzyć w Jezusa i nie kochać Go całym sercem. W swoich notatkach pisała:

"Jezus jest kochanym Oblubieńcem, któremu oprzeć się nie można. Miłosierdzie Jezusowe całą mnie porywa w tej chwili. Jak można nie kochać Jezusa z całej duszy, ze wszystkiego serca?"

 

 

PO UZDROWIENIU 

 

Teraz życie powróciło do normalnego biegu. Jej nadprzyrodzona gorliwość prowadziła ją przed Tabernakulum. Każdego ranka śpieszyła przyjąć Jezusa, który napełniał ją tyloma łaskami.

Pisała: „W drugi piątek marca 1899 r. wyszłam po raz pierwszy przyjąć Komunię św. I od tej chwili nigdy jej nie opuściłam…”

Jezus obecny w Eucharystii stawał się dla Gemmy biegunem całego życia duchowego.

Pewnego razu przed wizerunkiem Serca Jezusa Gemma powiedziała: „O, mój Jezu, chciałabym tak bardzo Cię kochać, nie wiem jednak, jak to uczynić!” Usłyszałam głos  który mi mówił: „Czy chcesz zawsze kochać Jezusa? Zatem nie przestawaj ani na chwilę cierpieć dla Niego. Krzyż jest tronem prawdziwie kochających Jezusa. Krzyż jest dziedzictwem wybranych w tym życiu.”

 

8 czerwca 1899 roku Gemma miała przeczucie, iż dostąpi jakiejś niezwykłej łaski. Opowiedziała o tym swemu spowiednikowi. W wigilię uroczystości Serca Pana Jezusa, Gemma otrzymała dar stygmatów. Tak o tym napisała: 

Poczułam wewnętrzny ból z powodu moich grzechów. Nigdy nie odczuwałam tego tak silnie jak wtedy. Ten ból niemal mnie przygniatał, jakbym miała umrzeć. Czułam jakby w tym uczestniczyły wszystkie władze duszy: rozum nie wiedział, że moje grzechy obrażały Boga; pamięć wszystkie je przede mną stawiała i sprawiała, że widziałam wszystkie udręki, jakie Jezus przeszedł, aby mnie zbawić; wola nakłaniała mnie, aby je wszystkie znienawidzić i obiecać, że wycierpię wszystko, żeby je wynagrodzić. Mnóstwo myśli przelatywało mi przez głowę. To były myśli bolesne, kochające, bojaźliwe, pełne nadziei i ufności. Kiedy się uspokoiłam, weszłam w stan ekstazy i ujrzałam Niebieską Mamę, która miała po swej prawicy mojego Anioła Stróża, który nakazał mi odmówienie aktu żalu. Kiedy to uczyniłam Mama Niebieska skierowała do mnie te słowa: „Córko, w imię Jezusa, są ci odpuszczone wszystkie grzechy.” Potem dodała: „Jezus, mój Syn tak bardzo cię kocha, że chce cię obdarzyć łaską. Czy potrafisz być jej godna?”

W mojej nędzy nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Ona zaś dodała: „Ja będę ci Matką, a czy ty będziesz umiała być mi prawdziwą córką?” Ujęła swój płaszcz i okryła mnie nim. W tej samej chwili ukazał się Jezus, który miał otwarte wszystkie rany. Z jego ran jednak nie płynęła już krew, lecz strumienie ognia, które dotknęły moich dłoni, stóp i serca. Odczułam, że umieram. Upadłam na ziemię, lecz Mama mnie podniosła i znowu okryła mnie swoim płaszczem. Na kilka godzin pozostałam w takiej pozycji. Potem Mama pocałowała mi czoło i wszystko znikło. Odczuwałam jednak nadal silny ból w stopach, dłoniach i sercu. Wstałam, aby się położyć i zauważyłam, że z miejsc, które mnie tak bolały płynie krew. Owinęłam te miejsca i potem, wspomagana przez Anioła Stróża położyłam się. Ból i udręki, jakie mi wcześniej dokuczały, zastąpił doskonały pokój. Rankiem ledwo trzymałam się na nogach, aby iść przyjąć Komunię św. Włożyłam rękawiczki, aby zakryć dłonie. Ledwie powłóczyłam nogami. Sądziłam, że lada chwila umrę. Jakiż ból towarzyszył mi w ten piątek, w Uroczystość Najświętszego Serca Jezusa.

 

Potem pokazała stygmaty jednej z ciotek, mówiąc: „Popatrz tylko, co zrobił mi Jezus!”

W każdy czwartkowy wieczór Gemma wchodziła w stan ekstazy i wtedy pojawiały się stygmaty. Utrzymywały się do piątkowego wieczoru lub sobotniego ranka. Potem krwawienie ustawało, rany zasklepiały się, a miejsce głębokich ran zajmowały białe blizny. W późniejszym okresie jeden z opiekunów duchowych Gemmy zwrócił się do przedstawicieli nauki, prosząc o zbadanie jej stygmatów. Zgodnie z przewidywaniami Gemmy, lekarz uznał je za swoisty objaw choroby: urojenie zbyt pobożnej duszy. Pomimo takiego werdyktu stygmaty wciąż się pojawiały. Przestały dopiero na trzy lata przed jej śmiercią. W tym czasie opiekun Gemmy zabronił jej akceptować ten fenomen, prosiła więc Boga, żeby stygmaty ustąpiły. I rzeczywiście to wymodliła, choć białe ślady widoczne były aż do dnia jej śmierci.

 

Dzięki pomocy spowiednika prałata Volpi, Gemma zamieszkała z rodziną Giannini w Lukka, gdzie mogła więcej czasu poświęcać życiu duchowemu, była otoczona troską, a równocześnie ukryta przed światem. Rodzina ta liczyła wtedy jedenaścioro dzieci.  Gemma odczuwała wielką wdzięczność wobec tej przybranej rodziny i niejeden raz słyszano, jak trwając w ekstazie modliła się za jej członków. Radośnie wypełniała obowiązki domowe i pomagała w nauce dzieciom swych gospodarzy. To, co Gemma mówiła wówczas w ekstazie zostało dość dobrze udokumentowane. W tym stanie uniesienia dusza tak bardzo zespala się z Bogiem, że normalna aktywność zmysłów ulega zawieszeniu. Spowiednik oraz krewna przybranej rodziny, Cecylia, często słuchali słów Gemmy i zapisywali jej rozmowy z Niebem. Ojciec Germano słyszał kiedyś, jak się spierała z Najwyższym Sędzią o kwestię zbawienia pewnej duszy. Mówiła: „Szukam nie Twej sprawiedliwości, ale Twej łaski. Wiem, że przez niego roniłeś łzy, ale….nie możesz myśleć o jego grzechach. Musisz myśleć o Krwi, którą przelałeś. Odpowiedz mi teraz, Jezu; powiedz, że zbawiłeś mojego grzesznika”.

Gemma podała nazwisko człowieka, o którego się modliła. Tuż potem zawołała radośnie: „Został zbawiony! Zwyciężyłeś; Jezu zawsze tak triumfuj”.

Potem stan uniesienia ustąpił. Ledwie o. Germano opuścił pokój, usłyszał pukanie. Jakiś obcy chciał z nim rozmawiać. Kiedy człowiek znalazł się przed kapłanem upadł na kolana zalewając się łzami: „Ojcze, chcę się wyspowiadać”. Kapłan ze zdumieniem stwierdził, że ma do czynienia z „grzesznikiem Gemmy”.

 

Podczas badania jej apostolstwa wszyscy świadkowie zeznawali, iż w sposobie jej bycia nie było sztuczności. Kiedy kończył się stan ekstazy, powracała do normalnego życia, cicho i radośnie zajmując się sprawami domu. Większość tych, którzy ją znali nie miała pojęcia o wielu surowych pokutach, jakie sobie zadawała i ofiarach jakie podejmowała. Nieliczni mieli ten przywilej, iż uświadamiali sobie, jak bardzo została wyróżniona. Pomimo wszystkiego co się jej przytrafiło, Gemma umiała znaleźć w tej trudnej drodze życia prawdziwą radość. Powiedziała kiedyś:

„Kiedy jesteśmy ściśle związani z Jezusem, nie ma ani krzyża, ani smutku”.

 

Gemmę często kusił diabeł, nawet dręczył ją w postaci widzialnej. O pomoc modliła się również do Gabriela Possenti (założyciela zgromadzenia Pasjonistów, który później został kanonizowany). Ów pasjonista pojawiał się w jej snach i obiecywał opiekę, nazywając ją „siostrą”. Dzięki jego wstawiennictwu Gemma została uzdrowiona. W czasie jednego z tych objawień Gabriel naznaczył ją znakiem pasjonistów. Wyznała wtedy, że pragnie wstąpić do klasztoru, na to ten powiedział jej, aby złożyła ślub religijności, ale nic więcej nie robiła. Wyjaśnił jej, że choć będzie wieść życie zakonnicy, to jednak nigdy nie będzie w żadnym zakonie.  I rzeczywiście prośba Gemmy o przyjęcie do klasztoru  została odrzucona ze względu na jej słabe zdrowie. Rozczarowanie z tym związane ofiarowała Bogu. Spowiednikami i kierownikami duchowymi Gemmy byli ojcowie pasjoniści. I to na ręce jednego z nich złożyła cztery śluby, właściwe zakonowi.

 

Będąc obdarzona również darem proroctwa przepowiedziała, iż siostry ze zgromadzenia Gabriela Possentiego – Pasjonistki utworzą klasztor w Lucca.  Powiedziała też: Pasjonistki nie chciały mnie przyjąć, ale mimo to, jako że pragnę przebywać z nimi, dostąpię tego po śmierci.  I tak też się stało. W dwa lata po jej śmierci utworzono taki klasztor w Lucca. A dziś w tym klasztorze znajduje się jej ciało. Można w nim oglądać również skromne sprzęty, których używała św. Gemma, oraz narzędzia pokuty, lekturę i fotografie.

 

W roku 1902, w dniu uroczystości Zesłania Ducha Świętego  Gemma bardzo poważnie zachorowała, przestała nawet słyszeć. Po chwilowym polepszeniu się zdrowia, nastąpiło gwałtowne pogorszenie. Wezwany spowiednik udzielił jej ostatnich sakramentów. Agonia trwała jednak jeszcze przez szereg długich miesięcy, bo aż do 11 kwietnia 1903 roku. W Wielką Środę Gemma przyjęła wiatyk, a w Wielką Sobotę cicho odeszła z tego świata w obecności księdza z miejscowej parafii. Tenże ksiądz powiedział: Wielokrotnie stawałem przy łożu śmierci, nigdy jednak nie widziałem nikogo, kto by umierał tak jak Gemma; nie zapowiadając tego żadnym gestem, żadną łzą ani nawet urywanym oddechem. Umarła z uśmiechem, który pozostał na jej wargach; nie mogłem uwierzyć, że naprawdę nie żyje.

 

Przeżyła zaledwie 25 lat. Życie pełne mistycznych, nadprzyrodzonych doświadczeń i specjalnych dowodów łaski. Stoczyła wiele walk duchowych z szatanem, a podczas ekstaz zdarzało się jej lewitować. Częstokroć spotykała się  z niezrozumieniem otoczenia, a nawet z drwinami. Wyśmiewana (w tym przez młodszą siostrę…) bywała także traktowana obcesowo przez hierarchię. Znosiła to jako jedną z form pokuty, pamiętając, że Pana naszego również nie wszyscy rozumieli, a niejeden z Niego drwił.

 

Po śmierci Gemmy, kierownik duchowy napisał jej biografię. Beatyfikowana została przez Piusa XI w 1933 r., a kanonizowana przez Piusa XII w 1940 r.

 

 

Śmierć ciała nie zakończyła jej odziaływania na świat. Stała się wzorem dla innych ludzi jak żyć, jak traktować choroby i cierpienie. Wciąż jest to niezwykle cenny przykład dla nas współczesnych ludzi, którzy najczęściej zdrowie uznajemy za najwyższą wartość.

Była wzorem między innymi dla świętego Maksymiliana Kolbego. Obrał ją sobie obok świętej Teresy z Lisieux jako nauczycielkę życia wewnętrznego. I to na długo zanim Kościół ogłosił ją świętą.  Ojciec Kolbe zainteresował się jej osobą jeszcze zanim został kapłanem. Usiłował wykryć tajemnicę serc tych świętych, która związała ich z Matką Bożą – pisał o nim jeden z jego franciszkańskich współbraci. W krakowskiej celi ojca Kolbego – obok figury Niepokalanej znajdowały się obrazki Gemmy Galgani i Teresy od Dzieciątka Jezus.

Ojca Kolbe zachwyciła jej prostolinijność – jej nieskomplikowana droga do świętości. Rozczytywał się w „Głębiach duszy” – duchowym „pamiętniku” Gemmy. Studiował tę książkę wielokrotnie. Czytał ją w czasach seminaryjnych i po powrocie z Rzymu, podczas leczniczego pobytu w Zakopanem w 1921r. "Głębie duszy już po raz trzeci czytam i bardzo mi się podoba. Więcej mi dobrego zrobiła niż rekolekcje" – zwierzał się w liście do matki. Często cytował dewizę Świętej – że "Boga należy kochać bez granic”. Uczył się od niej doskonałego posłuszeństwa woli Bożej, podziwiał jej pełne cierpienia, poddane woli Bożej życie. Poprzez rozpamiętywanie jej życia zrozumiał co znaczy „kochać cierpienie”, pojął również, że heroiczne i konsekwentne posłuszeństwo woli Bożej jest najkrótszą i najprostszą drogą do Nieba. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie po to jest światło, by pod korcem stało, dzielił się zatem swoją fascynacją z innymi.  

 

I my również dzielimy się tą fascynacją, prosząc świętą Gemmę o wstawiennictwo w tym najtrudniejszym okresie istnienia ludzkości i najstraszliwszym kryzysie kościoła spowodowanego postępującym racjonalizmem. Mistycyzm i nadprzyrodzoność dziś nie są już w modzie, są negowane. Ogarnięci duchem naturalizmu, będąc w ciemności własnego racjonalnego myślenia coraz mniej dostrzegać będziemy nadprzyrodzoność w kościele, wszelka prawdziwa duchowość jest i będzie coraz bardziej negowana, kwestionowana, wyśmiewana. Żyjemy w złudzeniu samowystarczalności. Nie doświadczając Boga, nie żyjąc w świadomości Bożej Obecności w Tabernakulum, w sobie, w drugim człowieku - wypaczać będziemy wiarę katolicką. Bez tego doświadczenia duchowego nie będziemy też Bogu wdzięczni, nie będziemy wzrastać w prawdziwej wierze, nadziei i ufności, w Jego nieustanne zbawcze działanie, w nadprzyrodzone Orędzia i wezwania z Nieba. Bez tego nie wytrwamy w wierności prawdziwemu magisterium Kościoła, bowiem racjonalizm jest największym wrogiem i nieszczęściem człowieka. Jest najstraszniejszym zabójcą, pułapką niosącą człowiekowi śmierć wieczną.

Święta Gemmo módl się za nami. 

 

(Kompilacja różnych opracowań).

Św. Gemma Galgani - dziewica, mistyczka, stygmatyczka. Zaprzeczenie panoszącego się dziś ducha racjonalizmu - zabójcy prawdziwej duchowości. Wspominana 11 kwietnia. 

11 kwietnia 2021
Matka Boża  wzywa do modlitwy różańcowej dla ratowania świata i do poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu dla otrzymania Jej pomocy.  Orędzia dawane ks. Gobbi

  W tych czasach wytycza się tak wiele dróg, łatwiejszych i przemierzanych przez wielu.  Prowadzą one jednak do spotkania ze Złym - ojcem kłamstwa. 

Droga Prawdy wyzwala z jego zniewoleń i wpływów, i prowadzi do spotkania z Osobą Boga Żywego.