"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a  usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                      br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Pan Bóg nie uczyni niczego, jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swym...   Am 3,7

 

 

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

Bioenergoterapia jest popularną metodą tzw. medycyny alternatywnej (inaczej nazywaną niekonwencjonalną czy naturalną) polegająca na przekazywaniu rzekomej energii, którą podobno ma posiadać bioenergoterapeuta. Energia ta jest różnie nazywana – bioenergia, bioprądy, biopole, energia witalna, kosmiczna..., a umieszczana w kontekstach kulturowych – określana jest jako ki, chi, mana, prana, kundalini, tumo... czy nawet jako Duch Święty. O istnieniu tej energii wnioskujemy jedynie na podstawie doświadczenia pewnych subiektywnych doznań, takich jak mrowienie czy uczucie ciepła, nie daje się ona jednak zmierzyć żadnymi przyrządami, nie ma ona nic wspólnego z fizyką (nikomu nie udało się udowodnić istnienia tej energii, pomimo wyznaczenia wysokich nagród). Mówi się tu o biopolu, aurze czy bioemanacji, nie są to pojęcia fizyczne, ale próbuje się za wszelką cenę nadać bioenergoterapii status wiedzy naukowej, ale są to tylko pozory naukowości. 

 

Uważa się, że bioterapeuta, poprzez nałożenie rąk, przywraca harmonię w organizmie, którego siły witalne zostały zachwiane, a one właśnie miałyby być przyczyną chorób. Różne są sposoby „wyrównywania energii”, jednym z nich jest polarity (uzdrawianie za pomocą rąk, angażując strumień siły życiowej), innym rodzajem terapii jest ściąganie energii z kosmosu (np. japońska sztuka leczenia reiki), tu bioenergoterapeuta jest przekaźnikiem tej energii. Panuje przekonanie, że nad tymi energiami można zapanować, tak jak np. nad energią elektryczną.

 

W Polsce bioenergoterapia sięga lat siedemdziesiątych XX w., a wprowadzana była głównie przez kręgi radiestetów, oni to organizowali kursy bioenergoterapii (rocznie kształcili kilkuset nowych bioenergoterapeutów). W 1983 roku, Biotroniczna Komisja Weryfikacyjna, która powstała przy Stowarzyszeniu Radiestetów w Warszawie, sformułowała następującą definicję bioenergoterapeuty: „człowiek posiadający dar przekazywania energii dobra w sposób skuteczny, a zarazem bezpieczny dla siebie i pacjentów. Ów dar nie musi być uświadomiony sobie przez bioenergoterapeutę, jak również nie musi znać on rzeczywistych mechanizmów przyczyny chorób i ich likwidacji”. I tu budzą się wątpliwości – skąd wiadomo, że ta energia jest dobra, skoro nie wiemy, skąd pochodzi i czemu służy, albo na jakiej podstawie twierdzi się, że jest skuteczna, skoro nawet sami bioenergoterapeuci przyznają, że nie zawsze są w stanie pomóc. 

 

Na przełomie lat 70. i 80. bioenergoterapię w Polsce wypromował słynny „uzdrowiciel” Clive Harris. Swoje seanse często prowadził w kościołach. Uczestniczyło w nich ok. 9 milionów osób. Znamienną rzeczą jednak był fakt, że przed swoim seansem często kazał zabrać Najświętszy Sakrament z ołtarza głównego, bo Jego obecność przeszkadzała mu w „gromadzeniu energii”. Nie potrafił on również pomóc osobom, które podczas „uzdrawiania” żarliwie się modliły. Osoba żyjąca sakramentami, która trafia do bioenergoterapeuty, nie może liczyć na udany seans, może jedynie usłyszeć, że „nie można się przebić przez jej biopole, coś hamuje przepływ energii”.

 

W ostatnich latach Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej wpisało zawód wróżbity i bioenergoterapeuty na listę zawodów. Obecnie działa w Polsce ok. 70 tysięcy różnego rodzaju „uzdrowicieli”. Pomimo „zapewnień”, udowodniono, że owi terapeuci czasem pomagają, a czasem szkodzą, nie mamy więc tutaj do czynienia z działaniem neutralnym i bezpiecznym. Na Pierwszym Sympozjum Stowarzyszenia Radiestetów określono cechy bioenergii, wg nich owa energia ma m.in. własną inteligencję przewyższającą inteligencję człowieka, przechodzi przez wszystkie przeszkody (np. mury, ekrany), a odległość dla niej nie odgrywa żadnej roli. W definicji tej szczególnie zastanawiające jest, że bezosobowa energia ma własną inteligencję i w dodatku przewyższa ona inteligencję człowieka. Demonolog i znawca problematyki okultystycznej, o. Aleksander Posacki, w książce „Kuszenie dotyczy każdego”, podkreśla, że takie określenie bioenergoterapii daje podstawy, aby mówić już nie tylko o jakiejś ideologii, ale wręcz o wyznaniu wiary w jakiegoś bezosobowego boga zwanego „Energią”.

 

W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy: „Wszelkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągnąć nadnaturalną władzę nad bliźnim – nawet w celu zapewnienia mu zdrowia – są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności”. (KKK 2117)

 

Osoba chora zrobi wszystko, aby wyzdrowieć, szuka wszędzie ratunku, chwyta się każdej iskierki nadziei, za wszelką cenę chce odzyskać zdrowie. Wystarczy usłyszeć: „On mi pomógł.” czy: „Byłam chora, jestem zdrowa.” Te słowa często stają się „dowodem” na to, że bioenergoterapeuta może uzdrowić. 

Bywa, że wierzymy w to, że to Pan Bóg działa przez tego człowieka, zwłaszcza wtedy, gdy w gabinecie „uzdrowiciela” wisi krzyż albo święte obrazki. Wiemy, że Jezus uzdrawiał i udziela tego charyzmatu uzdrawiania mocą Ducha Świętego również dzisiaj. Ale czy bioenergoterapeuci przekazują Ducha Świętego i uzdrawiają Jego mocą? 

 

Ciekawe świadectwo daje Ojciec Jacques Verlinde (czyt. żak werlę), obecnie kapłan, a w młodości przez wiele lat był uczniem hinduskiego guru. Uprawiając jogę i medytacje osiągnął wysoki stopień wtajemniczenia. Po powrocie z Indii wykorzystywał swoje „cudowne moce” do „leczenia energią”. Sądził, że jest to dar od Boga. Stawiał diagnozy za pomocą wahadełka, miał dar jasnowidzenia, widział jasno, co w badanym człowieku jest chore, uzdrawiał przez dotyk. Nie wiedział on jeszcze wtedy, że to jest coś złego. Gdy pojawiały się u niego wątpliwości, czy te zdolności uzdrowicielskie rzeczywiście pochodzą od Boga, jaką mocą działa, wówczas jego znajomi uspokajali go, że jest to przyjazny, uzdrawiający duch i nie może być inaczej, bo przecież pomaga ludziom.

Kiedy jednak Verlinde uczestniczył we Mszy św., podczas konsekracji ten niby „przyjazny”, uzdrawiający duch zaczął przeraźliwie bluźnić. Był to dla niego oczywisty znak, że ma do czynienia ze złym duchem. Aby się od niego uwolnić, musiał poddać się całej serii modlitw u księdza egzorcysty, trwało to dziewięć lat. Po uwolnieniu od złego ducha stracił całkowicie zdolności rozpoznawania chorób i uzdrawiania bioenergoterapeutycznego i już nie miał żadnych wątpliwości, jaką mocą tego dokonywał. 

 

Później ojciec Verlinde, wraz z grupą naukowców na uniwersytecie w Lyonie, przez dłuższy czas prowadził badania ludzi uzdrowionych za pomocą metod niekonwencjonalnych. Scenariusz wszystkich rzekomych uzdrowień był jednakowy: najpierw pewna poprawa, objawy uzdrowienia, a potem pojawienie się nowych, groźniejszych schorzeń, u osób tych następowało przenoszenie symptomów choroby na inne części ciała. Pojawiały się problemy psychiczne (niepokój, lęki, depresje, myśli samobójcze, drażliwość, kłótliwość, agresja, problemy emocjonalne, rodzinne, problemy ze snem, koncentracją), duchowe (zaniedbanie praktyk religijnych, problemy z modlitwą, złe samopoczucie w czasie Mszy Świętej, niechęć do sacrum, dręczenia demoniczne, itp.). Znane też są przypadki zgonów bezpośrednio po „terapii” (w nocy, po telewizyjnym seansie znanego rosyjskiego uzdrowiciela Anatolija Kaszpirowskiego – 8.10.1989 r. – w Moskwie zanotowano cztery razy więcej zgonów niż w inne dni). 

 

Często ludzie są nieświadomi, że za tymi praktykami stoi zły duch. W bioenergoterapii dla niepoznaki nazywany jest on „energią”. Największym podstępem zła jest ukrywanie się pod pozorem dobra dla uzyskania większego zła w przyszłości. Diabeł jest bardzo przebiegły. „Małpuje” on Pana Boga dokonując rzeczy nadzwyczajnych, ale tylko po to, żeby jeszcze bardziej zaszkodzić. Szatan walczy z Bogiem o dusze ludzkie posługując się w tym celu złudnym dobrem, stwarza iluzje szczęścia. Św. Ignacy Loyola w „Ćwiczeniach duchowych” podkreśla fakt, że szatan na początku zawsze będzie nam dawał takie skutki, które będą wyglądały na dobro, bo gdyby tak nie było, nikt nie szedłby za jego głosem. Ale później stopniowo będzie wprowadzał na drogę, którą zaplanował.

Pewna kobieta – lekarz medycyny – dawała świadectwo, jak utraciła prawo do wykonywania zawodu. Bioenergoterapią „leczyła” chorą na raka kobietę, która uczestnicząc w jej seansach, przerwała leczenie konwencjonalne i przestała brać leki. Objawy choroby zniknęły, kobieta przez pewien czas czuła się lepiej, aż nagle jej stan nagle się bardzo pogorszył i zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że chociaż objawy zniknęły, to rak bardzo postępował i żadnego uleczenia nie było. 

 

W internecie i w prasie możemy natrafić na różne kursy dla „uzdrowicieli”. Każdy może odbyć taki kurs, niekiedy w kilka dni, a po nim „osiągnąć” to, co lekarz po sześciu latach studiów, a zarobić nawet w ciągu jednego dnia tyle, ile lekarz zarabia przez miesiąc. To bardzo pociągająca pokusa...

Nie można jednak kupić Bożego daru uzdrawiania. Tym darem – charyzmatem uzdrawiania – Chrystus także dziś obdarza niektórych chrześcijan. Uzdrowienia, o których czytamy na kartach Pisma Świętego nigdy nie wiążą się z jakąkolwiek zapłatą. Pan Jezus przekazując Apostołom władzę uzdrawiania, powiedział: Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy! Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie! (Mt 10, 8) 

W Piśmie Świętym mamy bardzo konkretne instrukcje: Synu, w chorobie swej nie odwracaj się od Pana, ale módl się do Niego, a On cię uleczy. Usuń przewrotność – wyprostuj ręce i oczyść serce z wszelkiego grzechu! Potem sprowadź lekarza, bo jego też stworzył Pan, nie odsuwaj się od niego, albowiem on jest ci potrzebny. (Syr 38, 9-12)

 

Prawdziwe problemy i dramaty ludzkie zaczynają się, kiedy ludzie przestają wierzyć, że tylko u Jezusa Chrystusa możemy znaleźć uzdrowienie, również przez medycynę konwencjonalną, która jest dorobkiem rozumu ludzkiego oświeconego przez Ducha Świętego. Egzorcyści i byli pacjenci bioenergoterapeutów zgodnie mówią, że konsekwencjami bioenergoterapii są rozmaite tajemnicze niepowodzenia i nieszczęścia dotykające całe rodziny, które kończą się dopiero po odprawieniu egzorcyzmów. Jeden z egzorcystów mówi, że na każde dziesięć osób, nad którymi się modli, dziewięć było u bioenergoterapeuty czy innego „uzdrowiciela”. A jedynym skutecznym sposobem uzdrowienia jest poddanie się terapii, którą za darmo ofiaruje nam Jezus Chrystus. Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie. (Jk 5, 14-15a)

 

Oprac. Iwona Skorupska

Miesięcznik Kościelny 10-11/2013

DUCHOWE ZAGROŻENIA - BIOENERGOTERAPIA

2021/05/03
Dowody na istnienie Boga - Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?  Część 4. Czy matematyka rządzi Wszechświatem i życiem? Kto wymyślił matematykę? Niezwykłość i tajemniczość królowej nauk.   Zgłębienie prawdy.