"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda. Witryna ta wymaga samodzielnego poznawania, wszystko może być tu przyciskiem.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                             br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Błąd 404

Przepraszamy, 

prosimy spróbować skorzystać z wyszukiwarki umieszczonej w stopce.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Człowiek świadomie i uważnie patrzący na to, co się dzieje z współczesnym światem zapewne dostrzega, że nadchodzą niezmiernie ciężkie czasy związane z totalitaryzmem, jakiego ludzkość jeszcze nie doświadczyła. Potrzeba pilnie świadomie przygotować się, a nie wciąż uciekać myślami od tego, co już się dokonuje. Tylko Chrześcijanie o żywej wierze wytrwają psychicznie i duchowo. 

Jaki powinien być współczesny Chrześcijanin uznający się za wierzącego? Jak godnie żyć? Jak uzyskać taką wolność od siebie i tego świata, by gdy zajdzie taka potrzeba z godnością poświęcić to ziemskie życie?

 

Dobry wzór mamy w Marcelim - dzisiejszym patronie. 19 marca 1944 roku został skazany przez hitlerowców na obóz koncentracyjny, a dokładnie rok później 19 marca 1945 roku zmarł. Co jednak spośród setek milionów ludzi wówczas prześladowanych tak go wyróżniło, że do dzisiaj jest wspominany? 

Skazany został nie za walkę, opór, jakiś czyn czy działania propagandowe wrogie wobec nazistów ale za całą swoją chrześcijańską  postawę. Skazany został za to, że był: "za bardzo katolicki". 

Wydaje się, że  niewiele osiągnął w swym życiu, a jednak nie został zapomniany. W  1987 roku został uznany za błogosławionego Kościoła Katolickiego. Ale nie za jakieś wielkie życiowe dzieło czy jednorazowy heroiczny czyn. Więc za co? 

Jakie musiał dawać świadectwo w swoim krótkim 23 letnim życiu,  skoro zasłużył sobie na takie uzasadnienie wyroku i takie wyróżnienie Kościoła? Takiej postawy życiowej nie uzyskuje się w przeciągu krótkiego okresu czasu. Świadomie ją w sobie musiał kształtować od młodości.  A mówiąc językiem bardziej duchowym: świadomie współpracować z Łaską Bożą dla własnego uświęcenia i udziału w zbawieniu dusz ludzkich.       

 

     

    Urodził się 6 grudnia 1921 r. w ubogiej rodzinie w Rennes we Francji.  Miał starszego brata Jeana, który został później księdzem oraz siedmioro młodszego rodzeństwa (jedna siostra jednak wcześnie zmarła). Ojciec pracował w fabryce. Marceli od wczesnego dzieciństwa starał się pomagać mamie w domu. Mama uczyła go wiary katolickiej. W wieku 12 lat podjął pracę w drukarni, żeby pomóc rodzicom finansowo. Był bardzo wrażliwy duchowo, skoro bolał nad panującą tam atmosferą. Osoby z którymi przyszło mu pracować raziły go wulgaryzmem i sprośnymi rozmowami. Próbowano go "uświadamiać" ale nie uległ wpływom świata. Wręcz przeciwnie, sam chciał kształtować otoczenie. Za jego sprzeciw wobec takiego postępowania wyśmiewano go i przezywano "Jezusek". Powierzał się wówczas Maryi modlitwą jaką nauczyła go mama: "Dobra Matko, pamiętaj, że należę do Ciebie. Opiekuj się mną i broń mnie jak swojego dobra i własności".

W swojej parafii przyłączył się do Krucjaty Eucharystycznej, której dewizą było: "Módl się, przystępuj do Komunii świętej, ofiaruj się i bądź apostołem". Z czasem przestał się bać docinek i gorszyć. Zapisał się do harcerstwa, gdzie uczył się służby i odpowiedzialności. Wkrótce sam zaczął przewodniczyć zastępowi harcerskiemu. Chodził też na zajęcia  prowadzonego przez Jezuitów Stowarzyszenia Młodych Robotników Katolickich (JOC - Jeunesse Ouvriere Chretienne).   W wieku 14 lat sam wstąpił do JOC, by apostołować wśród robotników.  Zdecydował się wówczas zrezygnować z harcerstwa, w którym tak dobrze się czuł i z którym był już zżyty.  Chcąc jednak być apostołem w środowisku pracy potrzebował lepszej formacji chrześcijańskiej. Z czasem stał się bardzo cenionym, w końcu został liderem w JOC, organizował przeróżne spotkania, również zawody sportowe i wieczorki taneczne. Był normalnym młodym chłopakiem, a jednak coś go wyróżniało. W drukarni zaczęto dostrzegać jego zdolności oraz uczciwość i prawość pomimo wcześniejszego wyśmiewania.   

 

Tymczasem wybuchła wojna i Bretania dostała się pod hitlerowską okupację.  Marcel nadal działał w podziemnych strukturach JOC. W wieku 20 lat  zakochał się z wzajemnością w koleżance Margueritte Derniaux. Po kilku miesiącach zaręczyli się. Przyrzekli sobie, że będą się za siebie modlić i tak często jak to możliwe uczestniczyć we Mszy św. i przystępować do Komunii św.  Marcel wyznał później, że do tego czasu nie miał żadnej dziewczyny, bo chciał być dojrzały i dobrze przygotowany zanim komuś wyzna miłość. Powiedział później: "Wiedziałem, że muszę czekać na prawdziwą miłość. Trzeba doskonalić serce, zanim się je ofiaruje komuś, kogo wybrał mi sam Chrystus".

 

Wkrótce potem Marcel został  wezwany do stawienia się na przymusowe roboty do Niemiec. Przez 8 dni walczył z sobą co uczynić. Brał pod uwagę ukrywanie się, ucieczkę, jednak ostatecznie nie zdecydował się narażać na niebezpieczeństwo rodziny. Swoim bliskim oświadczył: "Jadę tam nie jako robotnik, ale jako misjonarz". Podjął tę decyzję pomimo wielkiego cierpienia związanego z rozstaniem się z ukochaną. Kiedy żegnali się na dworcu oboje przeczuwali, że już więcej się nie zobaczą. Z ust Margueritte usłyszał wówczas prorocze słowa, że zostanie męczennikiem. Na co stwierdził: "Nigdy na to nie zasłużę".  Margueritte została wierna swemu narzeczonemu. Kontynuowała swoje zaangażowanie w JOC, a później była urzędniczką na poczcie. Zmarła w roku 1997.

     

W obozie pracy przymusowej w Zella-Melhis do którego Marcel się stawił życie było ciężkie. Robotnicy mieszkali w zatłoczonych barakach, pracowali po kilkanaście godzin dziennie i dostawali głodowe racje żywnościowe. Mieli jednak trochę swobody, mogli spotykać się po pracy i wspólnie organizować sobie wolny czas.

Na początku Marcel przeżył duchowy czy psychiczny kryzys. Wszystko zmieniło się, gdy spotkał w obozie księdza, który zgodził się odprawiać Mszę św. w baraku, gdzie mieszkali młodzi Francuzi. Marcel odzyskał duchową siłę i radość. Do swojej Margueritte napisał:

"Pewnego dnia Chrystus zareagował i uzmysłowił mi, że nie wolno mi poddawać się rozpaczy. Pokazał mi, że mam się zająć kolegami, i wtedy wróciła mi radość".

 

Marcel znów był czynnym Katolikiem. Mieszkańcy baraku stali się małą wspólnotą. Wspólnie spożywali skromne posiłki, razem się modlili i uczestniczyli w Mszy św.   Sam arcybiskup Paryża kard. Suhard, napisał do nich: "Dziękuję Wam za dobro, jakie czynicie wśród swoich kolegów. Błogosławię Wasz trud i modlę się za Was".

Pomimo ostrożności, by zbytnio nie zwracać na siebie uwagi 19 marca 1944 r. Marcel Callo został aresztowany i oskarżony o zbytnią katolickość, która była postrzegana jako nazbyt niebezpieczna dla potęgi Trzeciej Rzeszy.  

Przewieziono go obozu koncentracyjnego. Te życiowe próby sprawiały, że wzrastał i doskonalił się duchowo, jego miłość do Chrystusa stawała się coraz większa, stał się dla niego Kimś żywym, bliskim, dającym radość pośród takich doświadczeń. Napisał do brata, który został właśnie wyświęcony na kapłana: "Na szczęście jest On Przyjacielem, który ani na chwilę mnie nie opuszcza, który mnie wspiera i pociesza. Z Nim można znieść wszystko, nawet te straszne godziny pełne udręki. Jakże jestem wdzięczny Chrystusowi, że wyznaczył mi drogę, którą teraz idę". Tam też potajemnie otrzymał ostatnią w życiu Komunię św. W swoim dzienniczku zanotował: "16 lipca... Komunia... wielka radość".  

 

Po przeniesieniu do obozu w Mauthausen, Marcel coraz bardziej chorował na żołądek. 19 marca 1945 r. o świcie dyzenteria nie pozwoliła mu już na samodzielne skorzystanie z latryny. Pomógł mu płk. Tibodo, który przeniósł umierającego na pryczę. Potem wspominał: "Miał spojrzenie świętego. Nigdy przedtem nie widziałem nikogo, kto by tak patrzył".  

 

W dniu 4 października 1987 roku w homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej Jan Paweł II powiedział o Marcelim Callo:  

"Do nas wszystkich, świeckich, zakonników, kapłanów i biskupów, kieruje powszechne wezwanie do świętości: świętości i młodości ducha, której nasz stary zachodni świat tak bardzo potrzebuje, by nadal głosić Ewangelię w porę i nie w porę (2 Tm 4, 2)".   A dalej: "...Pełen dobrej woli, musiał stoczyć długą walkę z duchem świata, z samym sobą, z ciężarem rzeczy i ludzi. Był jednak w pełni otwarty na łaskę i pozwolił, by Pan stopniowo prowadził go aż do męczeństwa. Jego miłość do Chrystusa osiągnęła dojrzałość pośród prób. (...) Osiągnąwszy wieczną radość w Bogu, Marcel Callo świadczy, że wiara chrześcijańska nie oddala ziemi od Nieba.

Niebo przygotowuje się już tutaj, na ziemi, w sprawiedliwości i miłości. Kiedy kochamy, jesteśmy «błogosławieni»".

 

Całe nasze jakże stosunkowo krótkie życie powinno być żarliwym przygotowaniem się na ten najważniejszy, ostatni dzień tego  naszego ziemskiego życia. My tymczasem żyjemy, by ustawiać się, by odnosić sukcesy w tym świecie, tak  wrogim Bogu i Jego Prawu Miłości. Przebudźmy się z tego hipnotyzowania nas, stańmy nie po stronie świata, a po stronie Boga - wzorem Marcela. 

 

Amen.

                                       

Niebo wzywa:

 

Wargi mojego Chrystusa są jeszcze skurczone od żółci i od octu tego zuchwałego pokolenia i Ojciec jest przejęty bólem Syna. Ta udręka zamienia się w gniew przeciw wam, ludzie, którzy już nie posiadacie ducha wiernego waszemu Bogu. Ofiara, która powtarza się na ołtarzach ziemi, już nie jest dla was ocaleniem. Jak z Golgoty Krew Syna spłynęła na Jego zabójców, wołając do Mnie o Jego bólu i przyzywając Mojej kary, tak dziś spada ona na was – ludzi zakłamanych i bluźnierców, kontestatorów i nałogowców, nienawidzących Boga i człowieka, waszego brata – i znaczy was krwią i ogniem na potępienie.

 

Ziemia wyje jak stworzenie wystraszone przez potwory, które na niej żyją. Wszechświat drży z przerażenia na widok zbrodni, które okrywają Ziemię. Ja, Bóg wasz, drżę od Boskiego gniewu z powodu waszego zepsucia ciała, umysłu, ducha. Ani litość Zbawcy, ani prośby Dziewicy i Świętych nie uśmierzają mojego gniewu. Zaprawdę, jak za czasów Mojżesza mówię: „Tego, kto zgrzeszy przeciw Mnie, wymażę z mojej Księgi, a jeśli przyjdę między was, wyniszczę was”.

 

Zaprawdę powiadam wam, że jak do przyjaciół mówię tylko do dzieci, które Mi zostały, ponieważ ich wierność znalazła łaskę w Moich Oczach. Ukażę im Moje Dobro i zlituję się nad nimi.

Bóg Ojciec; Koniec czasów; M. Valtorta

                                          

 

 

Dziś świat bawi się, tańczy, śpiewa, ale już idą dni wielkiego utrapienia, narzekania. Zamiast śpiewu słychać będzie w każdym domu płacz, ucichnie radosna i krzykliwa muzyka. Dadzą się słyszeć krzyki, jęki i błagania. Oto idą te dni do was, grzesznych, bezmyślnych. Mówię wam, jeśli wszyscy nie nawrócicie się do Boga Świętego – zginiecie! Czy nie wiecie, że Sąd nad świa­tem już się rozpoczął?
Wszystko sobie umiecie wytłumaczyć: że to są ruchy tektoniczne ziemi, skorupa ziemi przesuwa się i stąd te częste trzęsienia ziemi, wichury, tajfuny huragany. Tak to sobie tłumaczycie… A to są znaki na ziemi zbliżającego się Sądu Pańskiego nad wami! Na niebie też wiele znaków widzieliście, ale i to umieliście wytłumaczyć sobie na swój sposób. Twarde są wasze serca, nie chcecie zrozumieć, że grzech ściąga wielką karę, a kara ma różną postać.
Zapisz: Syn mój, Jezus Chrystus, już rychło przyozdobi świat swoją Ko­roną. I przez Koronę Chrystusa świat będzie zbawiony. Sam siebie świat zba­wić nie może, ale może go zbawić Korona Męczeństwa mojego Syna."

  Orędzia Zbawienia -  Zofia Nosko

      

bł. Marcel Callo - obok św. Józefa patron dnia 19 marca. Łączy ich nie jakieś wielkie dzieło, jednorazowy bohaterski czyn ale świadoma postawa całego życia... 

19 marca 2021
Czy dzisiaj przestrzegamy DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH ? - mówi Jezus Chrystus - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)