O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

Również obecnie świadomi dziejących się i zapowiadanych wydarzeń trwają w ciszy, bólu i cierpieniu Wielkiej Soboty, przeplatających  się z niewzruszoną nadzieją,  szczęściem i pokojem świtu Wielkiej Niedzieli.

 

Trwa Wielka Sobota...

(...) Czuję się jak Mama zbolała i radosna, zraniona i uspokojona, pogrążona w oceanie cierpienia i ogarnięta płaszczem pokoju, wstrząśnięta płaczem i zanurzona w głębokiej i Boskiej szczęśliwości.

Wszystko już się wykonało.

 

Obecnie czuwam w akcie nieustannej modlitwy, a Moje Serce otwiera się na pewność zmartwychwstania Mojego Syna Jezusa. Mój duch jest rozjaśniony światłem Jego proroctwa i cała Moja istota czeka w napięciu na tę chwalebną chwilę.

 

To jest dzień Mojej matczynej samotności. To jest dzień Mojego ogromnego bólu. To jest dzień pełen Mojej niewzruszonej nadziei. To jest pierwszy dzień Mego nowego, duchowego macierzyństwa.

 

Wejdźcie (...) najmilsi, do kołyski Mego Niepokalanego Serca i przygotujcie się również i wy na nowe narodzenie.

 

W nowym grobie – w którym w tym jedynym dniu leży umarłe ciało Mojego Syna Jezusa – złóżcie tego człowieka, który musi w was umrzeć: złóżcie człowieka grzechu i zepsucia, nienawiści i egoizmu, chciwości i rozwiązłości, zarozumialstwa i pychy, niezgody i niewierności.

Niech umrze dziś w was wszystko, co odziedziczyliście po pierwszym człowieku!

 

Niech ukaże się wreszcie nowy człowiek, rodzący się w nowym grobie, w którym Jezus zmartwychwstał – w pełnym chwały blasku Swej Boskości:

– nowy człowiek łaski i świętości;

– nowy człowiek miłości i wspólnoty;

– nowy człowiek miłosierdzia i czystości;

– nowy człowiek pokory i miłości;

– nowy człowiek uległości i posłuszeństwa;

– nowy człowiek światła i świętości;

–nowy człowiek, uformowany w nowym grobie, otrzymujący życie w radosnej chwili zmartwychwstania Chrystusa.

 

Wasze nowe narodzenie dokonuje się w kołysce Mego Niepokalanego Serca – przy Mnie, waszej czułej Matce, zaczynającej w ten sposób nowe zadanie duchowego i powszechnego macierzyństwa.

 

Jedynie ten nowy człowiek – rodzący się w paschalnej tajemnicy Jezusa – może otworzyć drzwi grobu, w którym leży cała ludzkość, martwa obecnie, aby ją wskrzesić do życia w nowej epoce łaski i świętości. Zmartwychwstały Chrystus przyniósł ją wam w chwili Swego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią.

 

 


 

Refleksja

 

Wielka Sobota i Wielka Niedziela są tu symbolem okresu czasu, w jakim teraz żyjemy i w jaki wchodzimy.

 

Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, co się obecnie dzieje w tym naszym świecie, tej naszej cywilizacji zepsucia i śmierci. Świadomi wiedzą, że wszystko zmierza do jej tragicznego końca. Królowa Nieba i ziemi, Matka Kościoła i ludzkości w porządku łaski, ze swej perspektywy widzi, że cała ludzkość jest obecnie martwa, leży jakby  w grobie. To martwota duchowa  spowodowana powszechnym duchowym głodem, głodem Miłości, której wszyscy łakniemy, a nie potrafimy się na nią zdecydować - tak wciągnięci jesteśmy we wzajemną rywalizację, w ustawianie się w tym życiu.  Ogarnięci egocentryzmem i pychą nie potrafimy dostrzec Prawdy  o sobie, nie potrafimy zgodnie z nakazem dostrzec w drugim człowieku Jezusa, nie potrafimy nawet odróżnić człowieka (każdego bez wyjątku mieliśmy miłować tak, jak Jezus nas umiłował) od jego grzechu (wyłącznie z grzechem mamy walczyć). Walczymy więc z sobą nawzajem, poniżamy, zniesławiamy, ośmieszamy, potępiamy, dystansujemy się, patrzymy wyniośle lub zazdrośnie... 

 

Nie potrafimy żyć zgodnie z oczekiwaniami Boga wobec nas. Wszak powołał nas z nicości do istnienia dla Siebie, to my istniejemy dla Niego, a nie Bóg dla nas, by spełniał nasze pomysły na życie, zachcianki i roszczenia.   W jednym ze swych objawień Maryja mówiła: "Czego najbardziej pragną i do czego mogą najbardziej tęsknić ci, którym nakazywano wierzyć tylko w „ciało”, podczas gdy dusze ich odczuwały nieustanny głód. Synu, głód duchowy jest tak straszny, że kiedy nie można go zaspokoić prawdziwym pożywieniem, człowiek gotów jest jeść każdą truciznę. I jedzą. Czym jest rozbujały seks, czym narkomania, czym wszelakie perwersje, jeśli nie próbą zaspokojenia głodu duchowego?" (Boże wychowanie; XII)

 

Identyfikujemy się z naszym śmiertelnym ciałem, a nie z naszą nieśmiertelną duszą. Żyjemy dla ciała nie dla duszy, a jednak z duszy dobija się do naszej świadomości ciągły tego wyrzut. Zagłuszając go cielesnymi bodźcami dla zmysłów dopuszczamy do tego, że to nasze ciało jak rozjuszone zwierzę zatraca naszą duszę.  

 

To całe zło, które wobec uporu człowieka i buntu wobec Bożego Prawa Miłości będzie teraz nieustanie narastać siejąc wszędzie choroby, kataklizmy, cierpienie i śmierć, to jeszcze nie koniec świata, nie koniec ludzkości, nie śmierć duchowa Kościoła Bożego (w którym pomieszało się to, co święte z tym, co całkowicie zepsute).

 

Ból i cierpienie z dostrzegania obecnie tak strasznego zagubienia się ludzkości, w której tryumf odnoszą wszelkie formy zła (przeciwko czemu bunt podnosi również przyroda), przeplata się z szczęściem i pokojem pewności rodzącego się świtu Wielkiej Niedzieli. Jest nią zapowiadana na setki sposobów i znaków  "nowa ziemia i nowe niebo", "epoka łaski i świętości", "Królestwo Boże na ziemi - o przyjście którego wszyscy Chrześcijanie modlą się w Modlitwie Pańskiej bardziej lub mniej świadomie od blisko dwóch tysięcy lat.  

Zmatrwychwstanie, zajaśnieje Bożym światłem Kościół Chrystusowy. Kościołem tym bowiem jesteśmy my, którzy "rodzimy się na nowo", bo nasze "martwe" dusze ożywają, wzrastają podporządkowując sobie naszą sferę cielesną i moralną.   

Jak się to dokonuje? Możemy odsuwać decyzję aż cierpienie nas przymusi do wołania Boga (pojawia się wówczas też niebezpieczeństwo zbuntowania się przeciwko Bogu, obwiniania Boga o własne nieszczęścia), możemy też się  zdecydować teraz, a mało czasu już zostało. Maryja mówi:

Wasze nowe narodzenie dokonuje się w kołysce Mego Niepokalanego Serca...

 

To oznacza, że sami nic nie możemy w tym kierunku uczynić. Jedyne, czego się od nas oczekuje, to umniejszenie się, pozwolenie Maryi wejść w nasze prywatnne życie, by mogła nas kształtować, wychowywać, uzdrawiać, prowadzić do Jezusa... My mamy tylko wciąż od nowa Jej się poświęcać, powierzać, wsłuchiwać w tak liczne przesłania,  dopóki nie nauczymy się sami duchowo słyszeć. Choć nie możemy tu samodzielnie się udoskonalać, samorealizować, samokształtować, nic planować, to jednak  możemy nieco poznać  pewne etapy na tej drodze, co pomoże nam coś nieco rozumieć, otworzyć się, wytrwać. 

 

 

 

Czym jest, jak dochodzi się do prawdziwego ożywienia duchowego na drodze życia wewnętrznego?

To spotkanie z Osobą, to poczucie przebudzenia...

 

W Kościele mówi się o różnych rodzajach duchowości (ignacjańskiej, karmelitańskiej, franciszkańskiej itp.), które w istocie są jakimiś uwidaczniającymi się formami religijności.   Życie duchowe, o którym tu mowa ma głębszy wymiar.  

Pan Jezus powiedział: 

 

Człowiekiem duchowym jest ten, w którym natura cielesna uporządkowana, posłuszna i karna ochoczo służy władzom duszy, uznając ich kierownictwo i nadrzędność. (PosM IV/6)

 

Do tego prowadzi właśnie droga życia duchowego, życia wewnętrznego na  której człowiek ma coraz bardziej ograniczane strumienie bodźców zmysłowych, za którymi jako istota cielesna wciąż gonił, które dawały mu poczucie życia - lecz tylko na poziomie zwierzęcym. A człowiek jest również istotą duchową.  Nie da się łączyć jednego i drugiego, życia dla ciała i dla ducha - co dzisiaj jako światowość uwidacznia się pośród chrześcijan z dramatycznym skutkiem. Wszak Chrześcijanie mieli nie być z tego świata.

 

Zwykle wszystko zaczyna się od przeżycia duchowego przebudzenia. Jest nim wstrząsające wkroczenie Boga w nasze życie, osobiste spotkanie się z Osobą Boga. Nawiązuje się intymna relacja. Bóg staje się "żywy", bliski, działający w wyraźnie doświadczalny sposób. Nikt nie może tego przewidzieć, ani swojej ani czyjejś drogi zaplanować. Pan Bóg sam wybiera osoby, miejsce, czas i sposoby działania. Ale możemy tego pragnąć, na to się otworzyć - do. 

 

To dopiero wówczas rodzimy się jakby na nowo (por. J 3, 1-8). Duch Święty udzielając się, napełniając Swoją Miłością, daje nam nową świadomość, ukazuje nam nową rzeczywistość, właśnie rzeczywisto­ść Przenajświętszego  Boga – TEGO KTÓRY JEST.  Ta rzeczywistość Boga, zanurzenie w Bogu wprowadza człowieka w niewyrażalne duchowe rozkosze, czasem tak, że czuje, iż więcej już nie byłby w stanie znieść.Stąd też wie, że to tylko przedsmak Nieba. A z czasem wręcz pragnie umrzeć z tej, czy w tej miłości. Daje to niewyrażalne poznanie czym jest ta niepojęta ta czuła Miłość Jezusa. Taka Miłość nikogo nie może odrzucić, to człowiek sam się wyklucza. To doświadczenie daje zrozumienie, że On Sam jest nagrodą przewyższającą cały świat.  On staje się wówczas celem życia. Osiągniemy ten Cel, jeżeli poświęcimy siebie dla miłości. Odkrywamy wówczas zupełnie inne wymiary swego życia, dostrzegamy nowe problemy, nowe zagadnienia, wiele ze starych całkowicie traci sens, traci na znaczeniu, stają się wręcz śmieszne, bezwartościowe. Pragniemy tak bardzo tych chwil, tych doświadczeń, że wszystko, co dotąd ceniliśmy przestaje się liczyć, wszystko jest temu podporządkowane.  Są to najcudowniejsze dni w naszym życiu, których już nigdy nie zapomnimy. Pozostaną one w naszej pamięci chronione niczym bezcenne perły. Sięgać do nich będziemy w najcięższych momentach życia, dla których przejścia było potrzebne to doświadczenie. Bóg daje nam dowód swojej nieskończonej miłości bez względu na to, jacy wciąż jesteśmy i jacy się stajemy. Bo paradoksalnie te nadprzyrodzone doświadczenia nie sprawiają jeszcze, że stajemy się lepsi, lecz wydajemy sie gorsi niż byliśmy. Choć jesteśmy pełni entuzjazmu i gorliwości, to jednak również jako  jeszcze  nie uformowanym zagaża nam nieuświadamiana  duchowa pycha - bardziej niebezpieczna od tej intelektualnej. 

 

    Trzeba mieć tę świadomość, że to, co być może czyniliśmy  by wejść na drogę życia duchowego, ta nasza osobista  religijność, była tylko jakąś formą otwierania się, ale raczej z niczego nas nie oczyściła, ani też duchowo nie ożywiła.  Prawdziwe życie duchowe cechuje bojaźń Boża, oddanie się Bogu, pokora, na fundamencie których udziela się nam Duch Święty, gdyż inaczej wykorzystalibysmy Jego Dary przeciwko drugiemu człowiekowi, sobie i Bogu. Bojaźń, że można wewnętrznie błądzić, że można czymś Boga zasmucić, obrazić, że jesteśmy faktycznymi czy potencjalnymi grzesznikami. Prawdziwe życie duchowe cechuje też uczucie skruchy, pokory, uniżenia, cichości, pogarda dla siebie tak cielesnego i zmysłowego, niechęć do bycia podziwianym, znanym, a nade wszystko zawierzenie skutkujące brakiem przywiązania do własności.

 

Wszelkie zło - począwszy od ich korzeni w postaci naszej pychy, naszego egoizmu, który nie pozwala nam niczego co nas umniejsza we własnych oczach dopuścić do świadomości - choć pozostaje nieuświadomione, jednak skupia się w duszy i żyje w nas oddziałując, wpływając na uczucia, psychikę, na podejmowane decyzje, na nasze ciało. Jak możemy wyzwolić się z tego zła, którego nie widzimy, na które chcemy pozostawać jakby głusi i ślepi?  Musi wydarzyć się coś nadprzyrodzonego, co skruszy tę naszą zepsutą naturę, byśmy mogli sobie to wszystko uświadamiać, nazwać po imieniu, oddawać Bogu przez Maryję, by mógł nas uzdrowić. Wszechmogący nic nie może bez naszej zgody, tak szanuje naszą wolność.

 

Zatem po tych cudownych doświadczeniach Bożej Miłości nadchodzi moment, gdy Bóg się niejako ukryje – bo przecież przenika On zawsze i wszystko. Odczuwamy to, jako całkowite przez Niego opuszczenie. Tak dotkliwie to przeżywamy, że pozwala nam to uświadomić sobie, że całe nasze dotychczasowe życie, życie wszystkich ludzi na świecie, nawet Go negujących i nienawidzących, toczy się w atmosferze Jego miłości. Gdy teraz Bóg jakoś wyklucza nas nawet z tej „normalnej atmosfery”, przestaje ona nas w pewien sposób przenikać, zmierzamy ku rozpaczy, opuszczenie staje się udręką, wręcz piekłem na ziemi (zapewne tylko namiastką piekła).  Zresztą tym zapewne jest prawdziwe piekło – stanem, którego nie przenika Boża miłość, choć wciąż pozostaje w mocy Bożej. Wszelkie byty duchowe znajdujące się w piekle są  w całej pełni świadome co utraciły, przeraźliwie świadome swego położenia. Nie ma możliwości samooszukiwania się, przytępienia świadomości jak w naszym ziemskim życiu,  ani dokądkolwiek ucieczki, choćby w jakieś dające chwile zapomnienia doznania emocjonalne. Pozostaje cierpienie nie do zniesienia, bez nadziei zmiany swego losu.

 

Wracając na ziemię - gdyby nie pamięć niedawno przeżytych chwil szczęścia w Bożych objęciach, której się trzymamy jak koła ratunkowego, rozpacz odebrałaby nam życie. To, czego przez całe życie nie dopuszczaliśmy do świadomości, teraz w tymże świetle prawdy wrze w nas tak bardzo, że nie panujemy nad sobą. Dotyka nas niemalże obłęd, dostrzegamy siebie, jako jakiś brudny łachman, a cała nasza praca nad dobrym mniemaniem o sobie, dobrym obrazem w oczach innych rozsypuje się w proch, w nicość. Inni bowiem dostrzegają nasz stan.

Nic jednak lepszego na tej ziemi nie może człowieka spotkać (jeżeli nie wzrastał od początku życia w świętości), bo to prawda wyzwala nas z unieszczęśliwiających nas złudzeń, których kurczowo się trzymamy dopóki możemy. Każdy musi stanąć w tej Bożej Prawdzie, z tym że w tym życiu stopniowo ją poznając jest to dla nas  mniej bolesne, niż w chwili śmierci, niż w jednym momencie zapowiadanego "Ostrzeżenia", które wkrótce ma nastąpić. 

 

 Warto wiedzieć o tych pierwszych etapach rozpoczynających prawdziwe życie duchowe, gdyż wiedza ta pomaga w tych trudnych momentach nieco rozumieć co się z nami dzieje. Kierownictwo duchowe lub porady kogoś, kto przez to wszystko sam przeszedł, byłyby tu wielką pomocą.

Ten pierwszy etap - doświadczanie Bożej miłości jest już życiem duchowym, ale jest to raczej ślepe gonienie za uczuciem. Jeszcze nie Bóg się liczy, a Jego Dar.  To drugie, trudne i straszne doświadczenie zapoczątkowuje już jednak świadome życie wewnętrzne. Gdy znika Dar, wołamy wreszcie TEGO KTÓRY JEST. Stopniowe wychodzenie z tego stanu i to, co dzieje się później, to już w świetle tych doświadczonych rzeczywistości dogłębne oczyszczanie z wszystkiego, co w nas cielesne i zmysłowe oraz uświęcanie. Lecz jest to długi proces, który dokonuje się właśnie na drodze życia wewnętrznego, życia duchowego będącego świadomą współpracą z Bogiem w każdej chwili swej codzienności.  Spotkanie z Bogiem nie dokonuje się poza naszą świadomością, ale w naszej świadomości. Wyjść na spotkanie z Bogiem, to być świadomym i tu oczekiwać swego wspaniałego Oblubieńca, Przyjaciela, Króla. On tu nas nawiedza, tu oczekuje…

 

Toczące się Życie w bezpośredniej relacji z Bogiem Osobowym tworzy osobistą historię zbawienia.  Kiedy TEN, KTÓRY JEST, stał się dla nas wspaniałą rzeczywistością, wszedł w naszą świadomość, wtedy i my zaczynamy siebie dostrzegać w rzeczywistości, w prawdzie,  otrząsając się ze złudzeń i z zakłamania. Wtedy zaczynamy w prawdzie po­znawać siebie i Boga, Jego myśli, zamiary, wolę, Jego zawsze przebaczającą miłość ale i straszliwy Majestat. Rozumiemy czym jest bojaźń Boża, mamy wielkie pragnienie bycia sprawiedliwym, co otwiera na inne Dary Ducha Świętego. Jezus staje się dla nas nieskończoną kopalnią z której możemy wydobywać - jak mówił św. Paweł -  ukryte wszelkie skarby mądrości i wiedzy. Boskie Tajemnice i prawa duchowe, których poszukuje dusza na swej drodze i które pragnie poznać wkrótce stają się niezwykle jasne, a rzeczy proste. Widać wtedy, jak bardzo my sami wszystko w swym umyśle gmatwamy. Mądrość i Miłość towarzyszy duszy wprowadzając ją w zdumienie, zachwyt, rozpoczyna się wielka i wspaniała przygoda życia wewnętrznego. Można ją też porównać do wspinania się na górę wąską ścieżką, odkrywania światów, któ­rych istnienia nawet nie przypuszczaliśmy. Ogromne jest bogactwo tego wewnętrznego świata. Przychodzą momenty, że słowa i pieśni uwielbienia przestają wystarczać, w ciszy duch wpada w zachwyt, wewnętrzny ogień rozpala, świat przestaje istnieć, dusza rozpływa się w niewysłowionym szczęściu... Dzięki tym radosnym chwilom wszystko łatwo podporządkowuje się Bogu, Jego wola staje się potrzebą, trud radością, cierpienie zyskiem, to czego świat najbardziej się lęka, co nazywa śmiercią staje się pragnieniem, Jezus celem.  Gdy wracamy świadomością na ziemię, człowiek widzi biedny, dziwny, rozgorączkowany świat z braćmi i siostrami za czymś goniącymi, zatroskanymi o rzeczy nędzne, nieistotne, zbędne, błache, martwe, o coś walczącymi, szukającymi jakiś emocji w tym, co wydaje się niczym albo i brudem: na stadionach, imprezach, pokazach, występach, koncertach... To wszystko choćby po ludzku najpiękniejsze, staje się niczym, wręcz przesłania, oddziela od Nieskończonej Wspaniałości, którą ponad wszystko pragniemy posiąść!

 

Biedny jest ten człowiek, który nie zna tego wewnętrznego świata, który nie został jeszcze rozbudzony w życiu duchowym.  Ale jak go rozbudzić z jego złudzeń, gdy bezradny jest sam Bóg? Tłumaczyć, budzić z letargu na siłę, gdy z takim przekonaniem mówi od rzeczy? Czy też by nie ranić jego „ego” i uczuć, ze zrozumieniem dla jego duchowej choroby udzielać jedynie wsparcia, pocieszenia  dawką znieczulającego emocjonalnego narkotyku?   

Wołamy do Boga o Jego Mądrość i Miłość, by stały się naszymi stałymi towarzyszkami. 

Wyjątkowa delikatność, czułość ale i moc, umiejętność wykazywania błędów bez ranienia uczuć, wznosząc a nie dołując, zrozumienie lecz i ukazywanie wymagań, łagodność i stanowczość, odczuwalna życzliwość, troska i miłość łagodząca trudną prawdę, którą chce się powiedzieć – te cechy serca Niepokalanej Dziewicy, Matki Jezusa i naszej Mamy i Królowej stają się naszym niedościgłym wzorem do którego wszak dążymy. I tym samym wzrastamy w miłości, z której wielkości zostaniemy osądzeni.

Marana tha

        

Cała ludzkość "martwa obecnie". Zaproszenie do narodzenia się na nowo, by stać się "nowym człowiekiem" w "nowej epoce łaski i świętości"...   Wieczernik z Maryją (DK401)

26 kwietnia 2020
Matka Boża w Medziugorju  dla ratowania świata daje nam swoje orędzie ukazujące drogę ratunku.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041