O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Światowe chrześcijaństwo.
 

Biblia (której prawo moralne ceni nawet wielu agnostyków i ateistów) mówi:

„Szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują”.


Oto przeczytałem tę przestrogę. Jaką ma dla mnie wartość? Nasza psychika tak działa, że najczęściej, nawet całkiem bezpodstawnie, sami przyodziewamy się w swoich myślach w jakieś pożądany wygląd, pożądany stan.  Najczęściej też nie chcemy wiedzieć, nie chcemy znać prawdy z obawy, by nie trzeba nyło potem czegoś robić wbrew własnym upodobaniom. Na jakiej jednak podstawie sądzę, że nie jestem na drodze swej zguby? Czy wiem o czym mowa, czy na co dzień szukam światła Prawdy? Czy dostrzegam, jak w swoim życiu dokonuję świadomych wyborów właściwej drogi? Czy raczej szukając dobrego mniemania o sobie zignoruję istotę rzeczy, w samozakłamaniu znajdę sobie kilka wybiegów i szybko usunę to czy inne światło mądrości ze swej świadomości?


 

Przechodzą przez ciasną bramę, podążają wąską drogą ci ludzie, którzy zdobyli się na odwagę bycia Wolnymi od tego świata, od tego wszystkiego, co świat ceni, za czym jak w jakimś amoku goni.

 

W swej Wolności żyją w pełni świadomie - bez potrzeby zagłuszania sumienia coraz intensywniejszym strumieniem bodźców dla swych zmysłów, męką ciągłego stwarzania pozorów, samooszukiwania się, szukania iluzji w wirtualnej "rzeczywistości" czy za pomocą środków chemicznych oferowanych przez świat.  

 

Genialny jest opis natury ludzkiej w baśni Andersena „Nowe szaty cesarza”. Tylko proste, niewyrachowane dziecko, które nie liczyło swych strat i zysków potrafiło bez obawy ośmieszenia krzyknąć na głos: „Król jest nagi!”. Tego nie chcieli dostrzec rozsądni, ani wypowiedzieć się grający rolę wielkich i mądrych tego świata. Ukazuje się tu jakże opłakany stan moralny i duchowy człowieka, który dla władzy i pieniędzy, politycznej poprawności,  ale także z obawy przed ośmieszeniem i odrzuceniem przez środowisko, dla odbierania chwały i fałszywego szacunku w tym zdeprawowanym świecie, skłonny jest tak bardzo się błaźnić. I to już nie baśń lecz fakt, że jesteśmy jednak zdolni do przyjęcia jako prawdy najbardziej nawet nieprawdopodobnego kłamstwa. Tym łatwiej im bardziej jest ono ludziom wygodne. Nazistowski mistrz propagandy mawiał że: „Wystarczy odpowiednio często powtarzać kłamstwo, by ludzie w nie uwierzyli” lub „Im większe kłamstwo, tym ludzie łatwiej je przyjmują”. I z powodzeniem zwodził cały naród, zwodził ludzi, którzy prawo moralne mają wypisane w swych sercach, zwodził chrześcijan, którzy znali Boże Prawo miłości. 

 

Bardzo często też bezmyślnie i bezkrytycznie przyjmujemy za prawdę to, co uznaje opinia większości. Czynimy tak z wygodnictwa, lenistwa, lęku przed złym osądem czy z obawy przed możliwością poniesienia jakichś strat. I historia ukazuje jak często zdecydowana nawet większość nie miała racji. Niestety również historia Kościoła ukazuje jak łatwo sami chrześcijanie ulegają kłamstwom świata i jak nisko cenią Prawdę. Dotyczy to również wydawałoby się tak ważnej dla wielu sprawy, jaką jest ich religia. I tak niestety jest również dziś wśród samych chrześcijan.

Od samego początku istnienia chrześcijaństwa pojawiały się w łonie samego kościoła niebezpieczne herezje.  Przynosiły one społecznościom straszliwe nieszczęścia i śmiertelne żniwo. Dobrze byłoby tu rozważyć choćby trzy smutne przykłady z życia Kościoła – dla dostrzeżenia swojego aktualnego stanu moralnego i duchowego, wartości jaką stanowi dla mnie Prawda i życie w Prawdzie oraz swej podatności na poddawanie się naciskom i zniewoleniom.

 

Przykład pierwszy. Większość wspólnoty Kościoła rzymskiego odmówiła posłuszeństwa Papieżowi św. Marcelowi I. Powstał bunt, polała się krew, a Papież został skazany na wygnanie, gdzie zmarł z wycieńczenia w 307r. Dziś uznajemy go za świętego. Zła, grzechu dopuściła się większość chrześcijan. Czy ja w tamtym czasie zadałbym sobie trud choćby szukania Prawdy i wytrwania w niej wbrew większości? Czy w tym przypadku opowiedzenie się za zdecydowaną większością byłoby trwaniem w jedności wspólnoty, czy też ważniejsze byłoby dla mnie odważne wytrwanie wbrew większości w jedności z osamotnionym papieżem?

 

Drugi przykład pozwalający również dostrzec czym dla mnie jest Kościół. W IV wieku herezja teologa, ks. Ariusza (tzw. arianizm, według którego Pan Jezus i Duch Święty nie jest Bogiem) rozprzestrzeniła się na cały Kościół. W pewnym momencie ogarnęła chrześcijańskich cesarzy, możnych tego świata, w końcu prawdopodobnie nawet 90 procent hierarchów Kościoła, którzy  podpisali heretyckie wyznanie wiary. Ci biskupi, którzy nie chcieli podpisać zostali usunięci z urzędu, skazani na wygnanie lub zamordowani.  W pewnym momencie nawet na tronie Piotrowym zasiadł ariański antypapież. Jedynie niewielka „Reszta” pozostała nieugięta, a wśród niej znoszący prześladowania biskup Atanazy z Aleksandrii.    Święty Bazyli, wielki doktor Kościoła, nazwał go „jedynym obrońcą Kościoła w czasach, kiedy szalał arianizm”.

Zatem był obrońcą Kościoła czy atakował Kościół? Służył jedności i pokojowi, czy przeciwnie? Bo św. Atanazy był potępiony i prześladowany nie z powodu herezji, lecz dlatego, że sprzeciwiał się większości hierarchii i wprowadzał podział do Kościoła. Został wyklęty przez dwa Synody biskupów (w 353 i 355 r. - w pierwszym również przez legatów papieża Liberiusza) i ścigany przez władze cesarską. Był moment, gdy myślał, że został potępiony również przez zniewolonego przez cesarza prawowitego Papieża. W roku 360 tryumf arian był niemal pewny – tak, że św. Hieronim zawołał: „Świat cały zadrżał, widząc się ariańskim!”.

A jednak ukrywający się biskup Atanazy wraz z wiernymi mnichami wytrwali w Prawdzie pomimo, że tyle razy był ekskomunikowany. Okazało się, że wiary dochowywał również prosty lud rzymski, który nie wchodził do kościoła antypapieża Feliksa II, a przybyłego do Rzymu cesarza Konstancjusza skłonił do uwolnienia prawowitego papieża Liberiusza. Po powrocie tegoż, Feliks II zmuszony był ustąpić. Cesarza arianina wkrótce Bóg powołał na Swój Sąd. Nowy cesarz Julian Apostata chcąc przywrócić pogaństwo użył podstępu i zezwolił na uwolnienie biskupów katolickich, mając nadzieję, że kościół sam się wyniszczy w wewnętrznych walkach. Lecz sam wkrótce zmarł. Papież Liberiusz ogłosił wyznanie wiary, przywrócił do jedności z Kościołem skruszonych „półarian”, a wszystkich przeciwników bezwzględnie wykluczył. I tak niespodziewanie karta odmieniła się. Pomimo - po ludzku myśląc - pewnej przegranej, bramy piekielne nie zwyciężyły Kościoła Chrystusowego. Choć w małej ewangelicznej „Reszcie”, ukrywający się lub fizycznie zniewolony - duchowo pozostał czysty i zjednoczony. To odstępcza większość stworzyła sobie fałszywy kościół i fałszywego chrystusa.

 

Wiele mówiąca (choć już w okresie mniej nasilonej walki) była postawa biskupa św. Bazylego Wielkiego z Cezarei, który nigdy nie przestał być doskonale prawowierny. A jednak, aby zachowując wolność utrzymać zwierzchnictwo nad swym Kościołem św. Bazyli unikał stosowania drażliwych formuł pomimo oskarżeń o przypochlebianie się arianom. Taką swą postawą potrafił łagodnie przyciągać wahających się i nie zmykał drogi powrotu heretykom. W odniesieniu do Jezusa Chrystusa, któremu arianie odmawiali sformułowania „współistotny Ojcu”, czy do Ducha Świętego nie uznawanego za Boga, sam nie używał wyrażenia „Theos” – Bóg  (jak i Sobór Nicejski nie wyraził się na temat boskości Ducha Świętego). Póki co zadawalało go stwierdzanie, że nie są stworzeniami i stosował wyrażenie homotymii tzn. (równości uwielbienia i czci). Tę jego postawę inni wielcy święci tamtego okresu - Atanazy i Grzegorz z Nazjanzu nazwali „ekonomią” św. Bazylego. Gdy ustał nacisk władzy Sobór Konstantynopolitański używając wyrażeń św. Bazylego ostatecznie przezwyciężył tę straszliwą herezję, która przyniosła tak wiele zła. Taki był ówczesny świat. Dziś z tego powodu już nikt by się nie zabijał, dziś niestety hierarchią zawładnęła inna skrajność – obojętność, nie nazywanie zła po imieniu. W Kościele nastaje coraz większy zamęt.


I znów trzeba sobie samemu zadać pytanie - po której byłbym stronie w czasach szalejącego arianizmu - obojętnej, wygodnej  i wynagradzanej większości czy prześladowanej mniejszości? Czy dla sprawy Bożej zaryzykowałbym utratę majątku, wygnanie a nawet śmierć, gdy otwierała by się przede mną możliwość światowej kariery? Wówczas przemogła wierność Prawdzie niezłomnego biskupa z zjednoczonymi z nim mnichami oraz zmysł wiary prostego ludu Bożego w Rzymie. Czy trudno jest dostrzec różnice w postawie rzymian w pierwszym i drugim przykładzie? Głośne protesty, wzbudzanie rozdrażnienia, wzmaganie podziałów, nienawiści, wyjście na ulicę, przelewanie krwi w pierwszym przykładzie. I wytrwanie w Prawdzie jaką jest milczące, ciche, ofiarne trwanie w zjednoczeniu z wygnanym prawowitym papieżem. Dochowanie mu wierności pomimo tego, że wszyscy obsadzeni biskupi byli arianami.

Ten zmysł wiary prostego ludu Bożego przezwyciężył też niewiarę i prześladowania Prawdy w Lourdes czy Fatimie. Gdyby posłuchano wezwań Maryi, gdyby hierarchia za Jej wezwaniem sama dała przykład i wzywała Kościół do pokuty i nawrócenia nie doszłoby do wybuchu II wojny światowej, a komunizm nie zalałby świata. W przeciągu 30-40 lat zginęło więcej ludzi niż łącznie w całych dziejach ludzkości. Jakaż straszliwa odpowiedzialność! Dziś jest jeszcze większa, bo jest zapowiedź, że miliony będą ginąć w przeciągu sekund.  Zginął zaś miliardy.  Kto przejmuje się tak naprawdę wezwaniami Maryi w  Medziugorju i innych miejscach? Kto przejęty jest cichym i pokornym wprowadzaniem ich w swoje życie?

 

Dzisiejsi chrześcijanie – działacze mówią, że walczą o chrześcijańskie wartości. Tymczasem to już nie wartości, a  ideologie. Podstawową wartością jest Prawda, która wyzwala z wszelkich błędów. Prawda zaś pozostaje Prawdą gdy jest zbawcza, jedynie w Miłości i pokoju. Lecz dzisiaj nie tylko Miłość się opatrznie pojmuje, nie rozumie się bezcennej wartości wewnętrznego pokoju (wartością są emocje), ale i nie szuka się Prawdy. A nawet twierdzi, że obiektywnej Prawdy nie ma i być nie może. A jednak ta Prawda ostatecznie będzie sądzić każdego ze swych sędziów.


 

Potrzeba więc podkreślić jeszcze raz.  Żyć w Prawdzie nie znaczy głosić ją w jałowych dyskusjach, w protestach, w demaskowaniu afer, przekrętów i zbrodni, co czynią nazbyt często „katolickie media”. Nie zmieniamy rzeczywistości na lepszą emocjonując się złem, broniąc „prawdy” poprzez skakanie sobie do gardeł bez  zachowania szacunku, życzliwości i szczerej troski. Pokój powinien być podstawową więzią łączącą wszystkich ludzi. To jest Prawda. Chrześcijanie nie są zbawicielami, jeden jest Zbawiciel. Zaprowadźmy w sobie Pokój i Miłość, i wzywajmy, oczekujmy działań Pana historii. 

Tak, trzeba do tego wiary, a ta już też wygasa.  Tak stajemy się niestety sami zdrajcami Prawdy.

Najważniejsze jest trwanie w niej wiernie samemu.  Nie da się jej narzucać siłą, bo Prawda każdemu, z szacunku - daje wolną wolę. 

 

Zamiast bez Bożego upoważnienia angażować się działania wzbudzające złe emocje, powiększające wzajemną wrogość i podziały, trzeba dla Prawdy umieć naprawdę poświęcić siebie – umrzeć dla siebie stając się „tylko” ukrytym wynagradzającym nasieniem, zasiewem który dopiero obumarłszy wydaje plon obfity. To trudne, to heroizm, ale to owa wąska droga, która wznosi się ku świętości, ku wiecznemu szczęściu. A jest pochodną owej wewnętrznej Wolności. Moje osobiste zewnętrzne działanie musi wynikać ze stałego pragnienia serca wypełniania jedynie Woli Bożej. Królowa Pokoju w Medziugorju w swych tak licznych orędziach nie wzywa do większego poświęcenia się, zwielokrotnienia działań, do lepszego wykorzystania zdobyczy techniki, do organizowania i udziału w akcjach protestacyjnych, konferencjach, odczytach, dyskusjach czy do zaliczania uroczystości patriotycznych i religijnych. Wzywa jedynie (a wydaje się, jakby to było „aż”) do modlitwy sercem i pokuty! Prawdziwie trwałe nawrócenia pochodzą od Boga – On dzięki naszej ofierze wpływa na ludzkie serca,  które dziś niestety w znacznym stopniu żądzą człowieczą „wolną” wolą.  Nasza modlitwa i pokuta dają Pośredniczce Łask moc wstawienniczą i wynagradzającą u Jej Syna, u Oblubieńca, u Ojca Niebieskiego. Ale żeby przyjąć to jako światło Prawdy, trzeba odrobiny wiary. Wiara jest darem, trzeba jej pragnąć i pozostawać w poczuciu bycia małym, słabym, nieużytecznym  narzędziem, którym Bo może się posłużyć jeśli zechce. 

 

Zatem dalsze rozważania powinny być również nauką życia Prawdą, nie zdradzaniem jej własnym osądem, potępianiem, dzieleniem. Będąc na drodze Prawdy należy zachowywać przede wszystkim stałe pragnienie jedności i pokoju w Kościele, będącego podstawową więzią łączącą wszystkich.

 

I oto trzeci przykład z bliższych nam czasów. Pośród wszystkich herezji występujących do tej pory, bez wątpienia najbardziej niebezpiecznym i zaraźliwym jest modernizm, który na przełomie XIX i XX w. z jakimś niespotykanym zaślepieniem zaatakował same podstawy religii katolickiej siejąc zamęt wśród duchowieństwa i wiernych. Watykan w 1907 r. wydał dwa dokumenty - dekret Lamentabili oraz encyklikę papieża, św. Piusa X Pascendi dominici gregis, w których ostro potępiono modernizm w Kościele oraz rozpoczęto z nim zdecydowaną walkę. Jak niebagatelna i wstrząsająca była to sprawa niech świadczą choćby te drastyczne słowa świętego papieża ze wspomnianej encykliki:

„Moderniści wszelkimi możliwymi sposobami manifestują swoje poglądy, i naprawdę wydaje się jakby się miało do czynienia z opętanymi. (…) Niszczą pobożne tradycje, będące w powszechnym użyciu. (…) I przekonani są że w ten sposób najlepiej służą Bogu i Kościołowi, w rzeczywistości wyrządzają mu ogromne szkody. Ukazują swoje posłuszeństwo Ojcu Świętemu, nadają jednak jego słowom sens według swoich uczuć”;

„Pisma modernistyczne są bardziej zgubne od druków pornograficznych gdyż zatruwają życie chrześcijańskie u źródła. To wszechświatowa powódź błędów”;

„Te zasady, to zbiór wszystkich herezji”.


 

Kapłani musieli złożyć anty modernistyczną przysięgę, a tych, którzy pomimo potępienia pozostali oporni ekskomunikowano. I wydawało się, że dzięki zdecydowanym działaniom Kościoła doktryna modernizmu została zwycięsko odparta. Jednak jak po paru latach oceniono , pozostał on, choć fizycznie niewidoczny - jako stan dusz modernistycznych.  

 

Można zadać sobie pytanie. Czy dziś to straszliwe niebezpieczeństwo samo minęło, nie istnieje? Dlaczego dziś na tym tle nie jest się dostatecznie czujnym i o wspomnianych dokumentach i potępionej herezji modernizmu nie mówi się wcale? Dlatego, że nie ma już tego zagrożenia, czy może z tego powodu, że pośród chrześcijan zapanował ten pochodzący od kultu rozumu, zgubny duch tego świata? Niewidoczny jest on dla przeciętnych chrześcijan zajętych światowymi sprawami, ale dla żyjących życiem duchowym, otwartych na Prawdę uwidacznia się on w poglądach racjonalistycznych, w błędach naturalizmu, w fałszywym ekumenizmie, w sekularyzmie… Jako dobro, jako postęp przystosowujący naszą wiarę i religijność do współczesnego świata, ten duch niepostrzeżenie opanowuje świadomość i podświadomość większości.

 

Historia Kościoła ukazuje z jakimi trudnościami i prześladowaniami musieli zmierzyć się reformatorzy, by odbudowywać co jakiś czas rujnujące się wadami wspólnoty kościoła, z jakimi oporami przychodziło wprowadzać reformy. Tymczasem wgłębiając się choćby np. w przebieg rozpoczętych po Soborze Watykańskim II reform liturgicznych zauważyć można z jakąż łatwością, jak wręcz samoistnie rozprzestrzeniły się tak istotne zmiany. Nie trudno było chrześcijaninowi duchowemu przewidzieć następstwa tego. Ale i chrześcijanie cieleśni mogą dziś po latach wyraźnie dostrzec owoce tychże zmian – kryzys w Kościele.

 

Kapłaństwo, pomimo intelektualnego rozkwitu, jest w kryzysie moralnym i duchowym jakiego chyba nigdy dotąd nie było. Dominuje niestety wyniosłość i zdystansowanie. Brak powołań sprawia, że wymierają nawet całe zakony. Świątynie opustoszałe, chrześcijanie coraz mniej liczni, w większości letni, obojętni, formalistyczni, pozbawieni ducha pobożności i bojaźni Bożej, co uwidacznia się najbardziej właśnie podczas Liturgii Mszy św. Dziś już nie dostrzega się zła nawet w nie respektowaniu podstawowych Dziesięciu przykazań. Wszystkie są powszechnie łamane. Bardzo wiele przykładów ich zdrady, ale i milczenia odpowiedzialnych za obronę wiernych można by przytaczać, jednak nie chodzi tu przecież o wzbudzanie złych emocji, a o zachętę do szukania Światła Prawdy. Spójrzmy więc tylko na jeden przykład – ten chyba najbardziej zabójczy dla dusz. Pracuje się, sprzedaje, kupuje, kształci, zajmuje wieloma innymi światowymi sprawami w Święty Dzień Pański, który jako jeden na siedem dni miał być cały poświęcony Bogu, dołożeniu starań w poznawaniu Go, nawiązywaniu głębokich relacji, co samo w sobie jest rozkoszą i wypoczynkiem dla wszystkich sfer człowieka. Tymczasem poświęcając Dni Święte sobie samemu (swojemu ego i swoim sprawom) tak naprawdę poświęcamy go własnym bożkom. Kto pracuje w Dzień Pański bez rzeczywistej potrzeby, w pozostałe dni traci. Jednak dzisiejszy chrześcijanin nie umie już skojarzyć czynionego zła z doświadczanym złem. I nic tu nie pomoże walka o wprowadzenie świeckiego prawa zakazu handlu, bo dusze ludzkie pozostają niezmienione - modernistyczne. 

 

Dlaczego my, którzy może uważamy się za prawowiernych, dobrych chrześcijan, nie podejmujemy przynajmniej minimalnego starania o światło Prawdy? Czy pragniemy żyć czystą Prawdą, czyli tym, jak Bóg widzi ten świat i swój Kościół? Jak widzi mnie i czego ode mnie osobiście oczekuje? Czy na pewno nie jestem choćby mimowolnym narzędziem sił ciemności przeciwko sobie samemu, Świętemu Kościołowi i swemu Bogu? Oczywiście w tym minimalnym już świetle duchowym takich pytań nie dopuszcza się nawet do świadomości, bagatelizuje, z góry odrzuca, uznaje za głupstwo. Ale jeśli to jednak jest prawda, która mnie osobiście dotyczy!? Czy zostanę wówczas usprawiedliwiony, gdy powodowany brakiem dobrej woli i konformizmem, wybiorę duchową ślepotę i pozwolę się prowadzić również ślepej – choćby zdecydowanej większości? Czy gdy wszyscy razem w dół wpadniemy, i w przepaść piekielną pociągniemy za sobą innych, dojdziemy do usatysfakcjonowania zwalając winę na siebie nawzajem?

Przechodzą przez ciasną bramę, podążają wąską drogą ci, którzy zdobyli się na odwagę bycia Wolnymi od tego świata.   I to pomimo tego, że Prawda, na którą się otworzyli, ukazała im straszliwą obrzydliwość grzechu, jakiej się nie spodziewali. Pomimo tego, że cierpią zmuszeni do bezradnego patrzenia w jak wielkie bagno zanurzył się ten świat. Bezradnego, bo po ludzku nic  nie mogą zrobić z powodu chcianej ślepoty i głuchoty - nawet dobrych chrześcijan! A dobrzy tylko według tego świata to bezgrzeszne potwory (jak to powiedział któryś święty),  które w swych pragnieniach i dążeniach nie różnią się od ateistów. Płynąc z prądem, z nurtem tego świata zmieniają się wraz ze zmieniającą się mentalnością świata, przyzwyczajają się do wzrastającego zła, stają się coraz mniej wrażliwymi na obrzydliwość grzechu, pozbawieni ducha ofiary chcą „dobrze” przeżyć swe życie!

A może jednak takie spojrzenie jest przesadą, czarnowidztwem, pesymizmem, niewiarą w człowieka? Można więc żyć dobrze podążając przestronnymi drogami tego świata? Można marzyć o bogactwie, zazdrościć lepiej ustawionym,  „dorabiać się”, a na luksusowym samochodzie nakleić rybkę – symbol gorliwych chrześcijan pierwszych wieków? I jesteśmy wtedy świadkami Chrystusa, wybraną „resztą”? Czy też wystarcza nam, że za takich będziemy uchodzić?

 

 

 Wszystko, co potrzebne jest dla tryumfu zła na tym świecie, to dobrzy chrześcijanie skupieni na sobie lub co najwyżej na swoich rodzinach i wspólnotach. Duchowa zazdrość i rywalizacja jest bardziej zabójcza od każdej innej. Skąd aż takie zaślepienie?

 

Bo Bóg w świecie goniącym za przyjemnościami dla chrześcijan wyzbytych z prawdziwej duchowości, nie czujących uroków Łaski, zaczął wydawać się mało atrakcyjny. Trzeba więc uatrakcyjnienia, zmniejszenia wymagań. Zwraca na to uwagę Papież Benedykt XVI. Przestrzega by Kościół nie „dostosowywał się do kryteriów świata”, lecz odnalazł wierność swej misji i podjął wysiłek oderwania się od „światowości świata”. Wówczas uwolniony od tego brzemienia może lepiej i w sposób naprawdę chrześcijański poświęcić się całemu światu…

 

Uczciwie dążący do Prawdy z przerażeniem i z bólem stwierdzają, że po XX wiekach chrześcijaństwa i my dziś jesteśmy katami Boga-Człowieka, i pomimo niejednokrotnie pobożności Maryjnej - przyczyną Jej łez - i to nawet krwawych! Niedawny cud eucharystyczny w Sokółce nie ukazuje radosnego Serca Bożego, ale jak stwierdzili, opisali i sfotografowali niezależnie od siebie dwaj wybitni naukowcy, profesorowie nauk medycznych - część hostii stała się fragmentem tkanki serca ludzkiego (ich struktury ze sobą są ściśle zespolone), tkanki żyjącej, cierpiącej, będącej w stanie agonalnym!

Nigdy nie było lepszych metod badawczych, takich przyrządów do mierzenia, ważenia, prześwietlania, powiększania, fotografowania, powielania, rozpowszechniania… A jednak ten udowodniony naukowo cud eucharystyczny nie wzruszył specjalnie nikogo. Nie słychać zbytnio głosów zastanowienia, kto lub co jest przyczyną aż takiego cierpienia, które doprowadziło Serce Boga do stanu agonalnego?

 

Czyż Jezus Chrystus nie ukazuje tu wyraźnie swej prawdziwie żywej Obecności w swym Ciele i Krwi, Duszy i Bóstwie? Nie ukazuje jasno naszym cielesnym zmysłom, naszemu doskonałemu rozumowi stanu swego Mistycznego Ciała jakim jest Kościół na Ziemi, na tej naszej ziemi? Ale co chce mnie osobiście przez to zdarzenie powiedzieć?

Do Szawła Pan zawołał: „Szawle, Szawle dlaczego mnie prześladujesz?”. Czy możliwe by nas pytał o to samo? Wszak my sami jesteśmy chrześcijanami, jego wyznawcami. Co więc nam dziś może mówić z wnętrza pozamykanych kościołów stojących pośród nieraz tłumnie odwiedzanych nocnych lokalów? O co może pytać nas Bóg nie zrozumiany, nie chciany, nie przyjmowany, deptany czy zamknięty w więzieniu Tabernakulum? Nie chcemy, by przeszkadzał nam adorować swoje ekrany stojące najczęściej w najważniejszych miejscach naszych domów, w które się pilnie wsłuchujemy,  przez które mówi do nas bestia bluźniąca  nieustannie Bożemu Prawu miłości. Tak stajemy się wręcz    zahipnotyzowani kłamstwem, upajamy się tym, co nas zniewala, rujnuje i zabija.

Nie, nie jesteśmy Szawłami, bo on choć zbłądził, to jednak był gorliwym wyznawcą Boga. Stan agonalny Serca Chrystusa w Sokółce wskazuje, że bliżej nam do Kaina i Judasza...

 

„Dlaczego Mnie prześladujecie, wy moi wybrani, narodzie święty, ludu na własność Bogu powierzony! Dlaczego stajecie się Judaszami Boga i Kainami siebie samych?”.

 

Nieszczęsny jest człowiek, który Go nie chce usłyszeć i zauważyć. Kto przejrzał niech zada sobie pytanie, jak długo jeszcze tak Dobry, Miłosierny lecz i Sprawiedliwy Bóg pozwoli z Siebie szydzić?

 

„Dążcie do tego co w górze, nie do tego co na ziemi.” Kol 3,2nn

„Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca”. 1J2,15


 

Chrześcijaństwo światowe

14 września 2020
Najświętsza Maryja Panna zaprasza na Wieczernik

  W tych czasach wytycza się tak wiele dróg, łatwiejszych i przemierzanych przez wielu.  Prowadzą one jednak do spotkania ze Złym - ojcem kłamstwa. 

Droga Prawdy wyzwala z jego zniewoleń i wpływów, i prowadzi do spotkania z Osobą Boga Żywego.

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041