O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Dwie noce tak bliskie, a postawy wielu tych samych ludzi tak różniące się niczym "hosanna" Niedzieli palmowej i "ukrzyżuj!" Wielkiego Piątku - noc wigilii Bożego Narodzenia i tzw. noc "sylwestrowa". 

Czy mamy świadomość, co tak hucznie świętujemy w tę najbardziej grzeszną noc roku, podczas której Bóg, Który powołał nas z nicości do istnienia by odbierać od nas chwałę, najbardziej ze wszystkich nocy w roku jest znieważany, podczas której Jezus Eucharystyczny w Tabernakulum czuje się najbardziej opuszczony i osamotniony?

 

Wybór tej daty nowego roku nie ma związku z żadnym większym wydarzeniem w historii ludzkości ani z naturą. W Układzie słonecznym, na Słońcu, czy w ziemskiej przyrodzie nie zachodzi absolutnie nic, co uzasadniałoby wybór tej daty. Skąd zatem się ona wzięła?

 

Historia jej sięga starożytnego Rzymu. Do roku 153 p.n.e. nowy rzymski rok urzędowy i sakralny zaczynał się 1 marca (rzym. martius). Ten wybór początku roku był chyba najtrafniejszy (podobnie było w narodzie Żydowskim), bo związany z naturą, z przesileniem wiosennym (po zrównaniu długości nocy i dnia). Był to czas budzącego się w przyrodzie życia. U Rzymian miesiąc ten poświęcony był Marsowi - jednemu z trzech najważniejszych rzymskich bogów.  Początkowo był to bóg pór roku, szczególnie wiosny, któremu  składano ofiary dla uzyskania jego wsparcia w plonach i ochronie wypasanych stad.

 

Z czasem, gdy Rzymianie podbijali coraz większe obszary Italii i zdobywali tereny poza nią (które dawały żołnierzom wielkie korzyści w postaci łupów i ziemi, a ich wodzom również sławę i miejsce w elicie władzy), wyrobił się w Rzymianach nawyk regularnego, corocznego wojowania - nieuniknionego niczym pory roku.  Tak Mars stał się bogiem wojny, gdyż w marcu rozpoczynał się czas wznawiania wojen przerywanych na okres zimowy lub zaczynania nowych podbojów.   W okresie Republiki Rzymskiej z nowym rokiem kalendarzowym zbierało się na Polu Marsowym zgromadzenie  tzw. Komicje centurialne, które decydowało o wojnach i pokoju oraz wybierało najwyższych urzędników:  dwóch konsulów (o niemalże nieograniczonej władzy, których kadencja trwała jednak tylko jeden rok) oraz pretorów i cenzorów.  W święto Id marcowych (15 marca) składano bogu ofiary, następował przegląd wojsk, po czym pod wodzą samych konsulów lub legatów i trybunów następował ich wymarsz. Ofiary składano czasem nawet z ludzi, znane jest złożenie w ofierze pary Greków i Galów, z którymi miano walczyć.

 

W ten sposób Imperium Rzymskie wciąż rozrastało się. Podboje sięgały Macedonii i Grecji, odległej Galii, Hiszpanii i wybrzeży Afryki. Sporo czasu zajmowało dotarcie do tak odległych ziem. W 153 r.pne. zdecydowano zatem o przesunięciu daty nowego roku o dwa miesiące, by móc wcześniej wybrać konsulów i aby wojska do wiosny zdołały dotrzeć do celu.

 

Choć datę rozpoczęcia nowego roku ustalono na dzień 1 stycznia, to jednak nie zmieniono nazw wszystkich miesięcy. I tak jest w wielu językach do dzisiaj. Stąd September = siódmy, jest dziś miesiącem dziewiątym, october = ósmy, jest dziś dziesiąty, november = dziewiąty jest dziś jedenasty, a december = dziesiąty, jest dziś dwunasty.

Rzymski imperator Juliusz Cezar w 46 r. pne. zreformował rozregulowany przez wieki kalendarz, aby zsynchronizować go lepiej z porami roku. Data rozpoczęcia nowego roku została wówczas ustanowiona urzędowo. I tak pozostało do dzisiaj, nawet po reformie kalendarza w 1582 roku wprowadzonego bullą przez Papierza Grzegorza XIII. Dziś tym Kalendarzem gregoriańskim posługuje się cały świat, łącznie z komunistycznymi Chinami czy krajami muzułmańskimi. 

 

Zatem co dziś tak hucznie obchodzimy? Czego oczekujemy w nowym roku? Co tak naprawdę dla nas znaczy  ciągłe pragnienie pomyślności czy szczęścia wyrażane w życzeniach, podczas gdy żyjemy w dobrobycie, jakiego nigdy dotąd w historii ludzkości nie było? Czyż nie dokonują  się one kosztem niepomyślności, nieszczęść innych? Czyż nawet w tej naszej najbardziej cywilizowanej erze (jak chyba większość z nas uważa), wciąż rywalizacja nie jest główną siłą ją napędzającą?  Czyż w związku z tym wciąż i sami pogubieni chrześcijanie nie hołdują zasadzie wybicia się ponad innych, zasadzie zwycięzców i przegranych, zasadzie pięcia się po szczeblach kariery kosztem innych? Zasadzie, że tym bardziej ja będę "Kimś", im więcej osób w moich oczach (i oczach mojego otoczenia) będzie nikim. Czyż nie pragniemy tego szczycenia się, wywyższenia ponad innych dla siebie i swoich najbliższych: dzieci i wnuków? Wciąż choćby w pragnieniach dokonujemy podbojów - choć bardziej subtelnych, skrytych, wyrachowanych, często  pod płaszczykiem dobra.  

 

Jeżeli nie kroczymy drogą prawdy, drogą miłości i pokory, to musimy kroczyć drogą prowadzącą do pychy rodzącej wyniosłość i zdystansowanie od gorszych od siebie - dla podkreślania różnicy. U siebie tych skutków pychy nie potrafimy dostrzec, ale u innych, bardziej nią nadymanych i emanujących  już tak.  Potrzeba nam zatem szukania prawdy o sobie, prawdy, która wyzwala z tego zachipnotyzowania, zauroczenia przez ten świat, w którym i tak wszyscy tak myślący  stają się w końcu przegranymi. Tak naprawdę - przy duchowym sposobie myślenia, dobrem staje się dla człowieka np. konieczność poddawania się wymianie pampersów - co pomaga w przywracaniu stanu pokory, niezbędnej do przeciśnięcia się przez tę ciasną bramę prowadzącą do Nieba. 

 

Ta światowa zasada - zasada rywalizacji pochodzi wprost od władcy tego świata - szatana. Chrześcijanie mieli nie być z tego świata, mieli nie mieć nic z nim wspólnego, być jego absolutnym przeciwieństwem. Wszak siłą napędzającą wolę chrześcijanina nie miała być rywalizacja, ludzka pycha, egocentryzm, zamozadowolenie, satysfakcja, zemsta, złość itp. lecz Miłość. I tu znów konieczne jest uściślenie - nie taka miłość, której hołduje ten świat, a będąca  jedynie odwzajemnieniem czy nagrodą dla lubiących mnie czy sprzyjających mi. Chodzi o  dawczą, ofiarną Miłość (która według świata komuś się wcale nie należy), dawaną każdemu bez wyjątku jako lekarstwo na martwotę duchową. Chrześcijanie mieli bowiem kierować się "Nowym przykazaniem", jakie dał im Jezus Chrystus: "byście się miłowali tak, jak Ja was umiłowałem". Wzorem, punktem odniesienia dla oceny samego siebie nie ma być więc podłość tego świata, a Miłość Chrystusa.  Porównując się zawsze do tej Miłości nie zagrozi nam zabójcza dla naszego ducha wyniosłość, zawsze zachowamy pokorę - naczynie wszelkich cnót, które z kolei pozwalają nam wzrastać w łasce, mądrości i świętości (może uda się wówczas uniknąć na starość pampersów).

A wówczas, będąc w tym stanie nie pozwolimy zwodzić się temu biednemu pogubionemu światu ani fałszywym naukom i doktrynom głoszonym dzisiaj w kościele. Będziemy nawet nieświadomie światłem dla tonącego świata i solą ziemi. 

 

Ta noworoczna noc jest nocą, w której ludzkość (w tym i chrześcijanie) popełniają najwięcej zła, w której człowiek najbardziej zatraca sam siebie, swoją nieśmiertelną duszę. Jaka zatem powinna być właściwa postawa rzeczywistych Chrześcijan w tę noc pełną szaleństw? 

 

      Słowa Królowej Nieba i ziemi oraz Matki Kościoła, dane nam przez ks. Gobbi:

 

 

Najmilsi (...), spędźcie ze mną ostatnie godziny tego dobiegającego końca roku. Zobaczcie, jak wielu przeżywa te godziny w rozproszeniu i na rozrywkach. Oczekują nowego roku w pogańskiej atmosferze, często przekraczając w sposób demonstracyjny święte Prawo Pana.

 

Przeżywajcie te godziny ze Mną na modlitwie i w ciszy, na rozważaniu Mego słowa i w wielkiej ufności wobec Niebieskiego Ojca. (…)

 

Odczytajmy razem w tę noc znaki, które daje nam Ojciec w Swojej Miłosiernej Miłości.

Ja jestem wielkim znakiem Bożego miłosierdzia, dlatego ukazuję się w sposób tak silny i nadzwyczajny poprzez Moje objawienia, liczne łzy i orędzia. Wkładam je w serce Mojego małego syna (ks. Gobbi), którego prowadzę po wszystkich drogach świata w poszukiwaniu grzesznych, chorych, upadających, zagubionych, zrozpaczonych, ulegających pokusom grzechu i zła.

 

To dlatego zapraszam was wszystkich do poświęcenia się Mojemu Niepokalanemu Sercu. Przekazuję Moją prośbę aż po krańce ziemi poprzez Mój Kapłański Ruch Maryjny.

Tym sposobem ofiarowuję wam bezpieczne schronienie, które Najświętsza Trójca przygotowała dla was na burzliwe czasy wielkiego ucisku i bolesnej próby, która przyszła na Kościół i całą ludzkość.

 

To dlatego ponawiam Moje usilne zaproszenie do powrotu do Pana, Który na drodze nawrócenia oraz przemiany serca i życia czeka na was ze Swoją Ojcowską Miłością. Porzućcie grzech i zło, przemoc i nienawiść, coraz większy kult oddawany szatanowi, bożkom przyjemności i pieniądza, pychy i próżności, rozrywek i nieczystości.

 

Kroczcie odnowionymi drogami miłości i dobroci, wspólnoty i modlitwy, czystości i świętości. W ten sposób w obecnych czasach, w których wielki ucisk osiąga szczyt, staniecie się sami znakami Bożego miłosierdzia dla ludzkości wstrząsanej huraganem niewypowiedzianych boleści. To dlatego każdego dnia wzywam was do pójścia za Mną.

Ja jestem Matką pięknej miłości i świętej nadziei. Ja jestem królową pokoju i jutrzenką zapowiadającą nową czekającą was erę, która zbliża się coraz bardziej.

 

Wszędzie szerzcie Wieczerniki modlitwy, o które zabiegałam. Przede wszystkim – wieczerniki rodzinne, o które proszę jako o środek ocalenia rodziny chrześcijańskiej od wielkich, zagrażających jej niebezpieczeństw.

 

Ja jestem Matką życia. Ja jestem Królową rodzin.

 

Kapłani, moi umiłowani synowie, odpowiedzcie na moją prośbę o poświęcenie się Memu Niepokalanemu Sercu, gdyż jestem waszą Mamą wyrozumiałą i miłosierną. Moje zadanie polega na obmyciu was z wszelkiej plamy, na pocieszeniu was w boleściach, na przywróceniu ufności w waszym wielkim zniechęceniu i mocnej nadziei w waszym osamotnieniu. Pomagam wam być w świecie, a nie być ze świata, ponieważ pragnę, abyście wszyscy należeli zawsze i wyłącznie do Mego Syna Jezusa.

 

Inne orędzie na tę noc:

 

Najmilsi synowie, w modlitwie i skupieniu spędzajcie ze mną te ostatnie godziny roku. Chwile te przeżywane są w tak wielkim hałasie słów i obrazów, przeszkadzających zrozumieć powagę i bliskie niebezpieczeństwa czasu, w jakim żyjecie.

 

Jestem matką bolejącą i zatroskaną.

Jestem matką bolejącą na widok tej biednej ludzkości, tak oddalonej od swego Pana.

W powszechnej nieświadomości i obojętności kroczy ona drogą grzechu i zła, nieczystości i bezbożności, nienawiści i wojny.

Jakże wielkie jest dla ludzkości niebezpieczeństwo! Ryzykuje ona zniszczenie siebie własnymi rękoma. Widzę wasze drogi skąpane we krwi, a przemoc i nienawiść spada jak straszliwy huragan na życie rodzin i narodów.

 

Jestem matką bolejącą na widok Kościoła, mojego umiłowanego dziecka, leżącego pod krzyżem bardzo bolesnej agonii.

Jakże wielu wypiera się go i zdradza go, jak wielu go opuszcza i potępia, jak wielu go poniża i krzyżuje.

Pomiędzy nimi są także niektórzy z moich najmilszych synów: biskupi i kapłani. Powtarzają oni i odnawiają albo gest Judasza, który zdradza, albo Piotra, który się zapiera, albo Apostołów, którzy uciekają tchórzliwie.

 

Jesteście wezwani, aby być nowymi Janami, pozostającymi ze Mną u stóp krzyża, na którym Kościół jest znowu krzyżowany i składany w ofierze dla zbawienia świata.

Jestem Matką zatroskaną, ponieważ Moje nadzwyczajne interwencje – jakich dokonywałam, aby doprowadzić was do nawrócenia i do zbawienia – nie były przyjmowane ani słuchane. (…)

To na te chwile [wielkiego ucisku] wzbudziłam wszędzie Mój Kapłański Ruch Maryjny. To w tym celu niosłam wszędzie to małe dziecko, po całym świecie, aby pozwolić wam wszystkim wejść do niezawodnego schronienia Mego Niepokalanego Serca.

 

Przeżyjcie w tym schronieniu czas wielkiej próby, która przyszła na was wszystkich. Otwórzcie wasze serca na nadzieję...

 


 

Matka Boża w tej sytuacji, kiedy Kościół "leży pod krzyżem bardzo bolesnej agonii" - co dziś jest już powszechnie przez wszystkich  dostrzegalne (choć ten duchowo agonalny stan nie pozwala dostrzec przyczyn tego) -  wzywa najpierw Kapłanów do poświęcenia się Jej Niepokalanemu Sercu i poprowadzenia ludu do tego poświęcenia, jako osobistego ratunku. Bo to tych poświęconych Sobie,  wsłuchujących się w Jej Orędzia i realizujących je za pomocą udzielanej łaski,  Matka Boża przygotowuje i wprowadza do owej biblijnej wiernej  "Reszty", którą duchowo tworzy (choć jest teraz rozproszona i tylko Jej znana). To dzięki niej gdy Pan Jezus przyjdzie i objawi się w Swej porażającej Chwale,  zastanie jeszcze wiarę na ziemi, i to dzięki niej cały Kościół Zmartwychwstanie w tym świecie jak Chrystus. I jak On Kościół będzie lśnił na całej ziemi czystością, miłością, prostotą, ubóstwem, wiernością... w Bożym Królestwie na tej ziemi, w które już tylko nieliczni wierzą. 

 

Wszystko zależy od naszej własnej wolnej woli - by uczynić ją dobrą wolą...

Otrząśnijmy się z marazmu, niedowierzania, letniości, nie odkładajmy decyzji na później, bo czas w zasadzie już się skończył. Wszak nawet Bogu zajmuje wiele lat doprowadzenie każdego, kto nawet stale tego pragnie, do zmiany sposobu myślenia, do otwarcia serca i uszlachetnienia pragnień, dążeń, opanowania sztuki miłosiernej Miłości...

 

Wszystkim bez żadnyh wyjątków, tak Katolikom jak i innowiercom, tak agnostykom, ateistom jak i masonom, tak Żydom, Arabom, całej Rosji (do których wielu Polaków czuje niechęć), wszelkim "narodom i językom" szczerze, z życzliwością tego zapragnięcia Osoby Boga i otwarcia Mu swego serca życzę... z okazji tego nowego roku.

Z darem modlitwy o pokój i jedność... 

Marana tha 

<><

Co tak hucznie świętujemy w noc "sylwestrową" - najbardziej pogańską  noc roku?

28 grudnia 2019
Rozpoznanie prawdy o sobie, by żyć świadomie i otrzymać uwolnienie od złych skłonności.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041