O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

PODSTRONA W  BUDOWIE

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

 

Widzę miejsce, które z pewnością nie jest równiną. Nie jest to też góra. Góry znajdują się na wschodzie, w pewnej odległości. Dalej jest jakaś mała dolina i wzniesienia niższe i bardziej płaskie, porośnięte równinną trawą. Wydaje się, że są to pierwsze stoki skupiska wzgórz. Teren jest raczej wysuszony i pozbawiony drzew. Trawa, krótka i rzadka, rośnie tylko gdzieniegdzie na kamienistym terenie. Tu i tam znajduje się kilka rzadkich ciernistych krzewów. Od strony zachodniej horyzont poszerza się mocno i rozświetla go światło. Nie widzę niczego innego. Jest jeszcze dzień, lecz wydaje mi się, że zbliża się wieczór. [Niebo] bowiem na zachodzie jest zaczerwienione z powodu zachodu słońca. Góry zaś, od strony wschodniej, są już fiołkowe w świetle zmierzchu. To początek zachodu. Sprawia on, że bardziej mroczne są głębokie rysy, a wyższe partie – niemal fioletowe.

Jezus stoi na wielkiej skale. Przemawia do tłumu bardzo licznego, rozproszonego po płaskowyżu. Otaczają Go uczniowie. On, stojąc wysoko tym prymitywnym podwyższeniu, góruje nad tłumem. Wokół Niego znajdują się osoby w każdym wieku i wszelkich stanów. Musiał dokonać cudów, gdyż słyszę, jak mówi:

 

«To nie Mnie, lecz Temu, który Mnie posłał, powinniście ofiarować pochwały i dziękować. A [prawdziwą] czcią nie jest ta, która wychodzi jak oddech z nieuważnych warg. Lecz ta, która wznosi się z serca i jest prawdziwym uczuciem waszego serca. Ona jest miła Bogu. Niech ci, którzy zostali uzdrowieni, kochają Pana miłością wierną. Niech Go kochają też krewni uzdrowionych. Nie czyńcie złego użytku z daru odzyskanego zdrowia. Bardziej niż chorób ciała lękajcie się chorób ducha. I chciejcie nie grzeszyć. Każdy bowiem grzech jest chorobą. A są wśród nich takie, które mogą doprowadzić do śmierci. A zatem wy wszyscy, którzy obecnie się radujecie, nie niszczcie przez grzech błogosławieństwa Bożego. Ustałaby bowiem wasza radość, gdyż złe działania odbierają pokój, a tam, gdzie nie ma pokoju, nie ma radości. Bądźcie święci, bądźcie doskonali tak, jak chce tego wasz Ojciec. On chce tego, bo was kocha. A tym, których kocha, chce dać Królestwo. Jednak do Jego świętego Królestwa wchodzą jedynie ci, których wierność Prawu uczyniła doskonałymi. Pokój Boży niech będzie z wami.»

 

[por. Mt 15,29-38; Mk 8,1-9]

Jezus milknie. Krzyżuje ramiona na piersi i w takiej postawie obserwuje trwający przy Nim tłum. Potem rozgląda się wokół Siebie. Wznosi oczy ku pogodnemu niebu, które – w miarę jak gaśnie światło – staje się coraz mroczniejsze. Zastanawia się. Schodzi ze Swojej skały. Mówi do uczniów:

«Żal Mi tych ludzi. Idą za Mną od trzech dni. Nie mają ze sobą zapasów [żywności]. Daleko stąd do wioski. Obawiam się, że najsłabsi będą zbytnio cierpieć, jeśli odeślę ich bez nakarmienia.»

 

«A jak chcesz to uczynić, Nauczycielu? Sam powiedziałeś: jesteśmy daleko od jakiejkolwiek wioski. Gdzież znajdziemy chleb w tym opustoszałym miejscu? I kto dałby nam tyle pieniędzy, żeby zakupić go dla wszystkich?» [– mówią Mu apostołowie.]

 

«Czy nic ze sobą nie macie?» [– pyta Jezus.]

 

«Mamy kilka ryb i kilka kawałków chleba: pozostałości naszego jedzenia. To jednak nie wystarczy dla nikogo. Jeśli dasz to tym najbliżej stojącym, wywołasz wrzawę. Nas tego pozbawisz. Nikomu nie uczynisz dobrze.» To powiedział Piotr.

 

[Jezus odpowiada:]«Przynieście Mi to, co posiadacie.»

 

Przynoszą mały koszyk. W środku jest siedem kawałków chleba. Nie są to nawet całe chleby. Wydaje się, że są to wielkie kawałki odkrojone od dużych bochenków. Jest też garść małych biednych rybek, usmażonych w ogniu. [Jezus wydaje polecenie:]

 

«Niech ludzie usiądą w grupach po pięćdziesiąt [osób] i niech zachowają spokój i milczenie, jeśli chcą jeść.»

 

Uczniowie usiłują zaprowadzić porządek, wymagany przez Jezusa. Jedni wchodzą więc na kamienie, inni – chodzą pomiędzy ludźmi. Wreszcie im się to udaje. Jakieś dzieci popłakują, gdyż są głodne i senne; inne – bo otrzymały klapsa od matki lub jakiegoś krewnego, aby były posłuszne.

Jezus bierze chleby, oczywiście nie wszystkie na raz. [Trzyma] po dwa w każdej ręce, ofiarowuje je. Potem kładzie i błogosławi. Bierze małe rybki. Jest ich tak niewiele, że trzyma je wszystkie w zagłębieniu Swych smukłych dłoni. Je również ofiarowuje, a potem kładzie i błogosławi. [Mówi:]

«A teraz bierzcie. Obejdźcie tłum i dajcie każdemu w obfitości.»

Uczniowie są posłuszni.

Jezus stoi. Jego biała sylwetka dominuje nad całym tym ludem siedzącym w dużych grupach. Zajmują cały płaskowyż. Obserwuje ich i uśmiecha się.

Uczniowie idą i idą, coraz dalej. Rozdają, wciąż rozdają. A koszyk jest ciągle pełen jedzenia. Ludzie jedzą. Zapada zmierzch, nastaje cisza i wielki pokój.

 

DUCHOWY CUD ROZMNOŻENIA SŁOWA

 

Mówi Jezus:

«Oto coś innego, co będzie drażnić wymagających doktorów: sposób, w jaki wyjaśniam tę wizję ewangeliczną. Nie każę ci rozmyślać ani nad Moją mocą, ani nad Moją dobrocią, ani nad wiarą i posłuszeństwem uczniów. Nic z tego. Chcę ci ukazać podobieństwo tego wydarzenia do działania Ducha Świętego.

 

Widzisz: daję Moje słowo. Daję wszystko, co możecie zrozumieć i w rezultacie przyswoić sobie to dla uczynienia z tego pokarmu dla duszy. Wy jednak – z powodu zmęczenia i głodu – staliście się tak ociężali w pojmowaniu, że nie potraficie przyjąć całego pokarmu znajdującego się w Moim słowie. Potrzebujecie go wiele, wiele, wiele. Ale wy nie potraficie go przyjąć w tak wielkiej ilości. Jakże mało macie sił duchowych. To wam ciąży, nie dając krwi ani sił. I oto wtedy Duch Święty czyni dla was cud. [Dokonuje] duchowego cudu pomnożenia Słowa. Rozjaśnia je dla was, a więc pomnaża je, [ukazując] różne najbardziej tajemne znaczenia. [A czyni to] tak, że nie obciąża was brzemieniem, które mogłoby was przygnieść nie dając umocnienia. Karmicie się [pokarmem słowa] i już nie upadacie wyczerpani na pustyni życia.

Siedem chlebów i kilka ryb!

Nauczałem przez trzy lata i - jak powiedział Mój umiłowany Jan – “gdyby miano opisać wszystkie słowa, które wypowiedziałem, i cuda, których dokonałem, aby wam udzielić obfitego pokarmu, zdolnego zaprowadzić was bez osłabienia do Królestwa, ziemia nie wystarczyłaby na pomieszczenie ksiąg o tym wszystkim”.  [por. J 21,25] A gdyby nawet to uczyniono, nie potrafilibyście przeczytać takiej ilości pism. Wy bowiem nie czytacie – tak jak powinniście – nawet tej odrobiny, która została o Mnie napisana. To jednak powinniście poznać, podobnie jak od najwcześniejszego dzieciństwa znacie słowa najbardziej konieczne.

 

Przychodzi więc Miłość [- Duch] i pomnaża. On także - jedno z Ojcem i ze Mną – ma “litość nad wami, umierającymi z głodu”. Poprzez cud, który się powtarza od wieków, podwaja, pomnaża dziesięciokrotnie, stokrotnie, znaczenia, światło – pokarm, którym jest każde Moje słowo. Oto bezmierny skarb niebiańskiego pokarmu. Jest wam dawany z Miłości Miłosiernej. Czerpcie bez obawy. Im bardziej wasza miłość będzie czerpać, tym dalej rozleje się owoc Miłości. Bogactwa Boga i Jego możliwości nie znają granic. Wy dajecie w sposób ograniczony. On nie. On jest nieskończony we wszystkich Swoich dziełach, także w dawaniu wam – w każdej godzinie, we wszystkich okolicznościach - tych świateł, których potrzebujecie w danej chwili. W dniu Pięćdziesiątnicy Duch wylany na apostołów sprawił, że ich słowo było zrozumiałe dla Partów, Medów, Scytów, dla mieszkańców Kapadocji, Pontu i Frygii, a dla Egipcjan i dla Rzymian, dla Greków i dla Libijczyków stało się podobne do ich języków ojczystych. Ten Duch i wam udzieli pociechy, gdy będziecie płakać; rady – jeśli o nią poprosicie. Da wam udział w radości, jeśli będziecie się cieszyć samym Jego Słowem.

 

O! Niech Duch naprawdę was oświeci, [co znaczy]: “Idź w pokoju i zechciej już więcej nie grzeszyć.” To słowo jest nagrodą dla tego, który nie grzeszył, zachętą dla słabego jeszcze człowieka, żeby chciał nie grzeszyć. Jest ono [znakiem] przebaczenia dla winnego, który się nawraca; wyrzutem złagodzonym przez miłosierdzie dla człowieka, w którym jest choćby tylko zalążek skruchy. A to jest tylko jedno zdanie. [Jedno] z najprostszych. A ileż jest ich w Mojej Ewangelii! Ileż jest [zdań] podobnych do pączków kwiatów, które po rzęsistej ulewie, w kwietniowym słońcu, otwierają się w wielkiej ilości na gałęzi drzewa, na której był najpierw tylko jeden kwiat. Okrywają je całe, sprawiając radość tym, którzy je podziwiają.

Teraz odpocznij. Pokój Miłości niech będzie z tobą.»

 

 

 

 

 

Cudowne rozmnożenie pokarmu (Mt 15,29-37) w wizji Marii Valtorty opisanej w Poemacie Boga-Człowieka (4,42-43).  Pan Jezus: Wyjaśniam tę wizję ewangeliczną. (...) Chcę ci ukazać podobieństwo tego wydarzenia do działania Ducha Świętego.

04 grudnia 2019

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję tę witrynę z własnych środków, a służyć ma ona powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie. 

Strony mogą zawierać pliki cookies.      

                                                                                                                                                                                                  br.stanislaw@gmail.com

DEO   OMNIA  GLORIA

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

Gorliwość i ufność