O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

 

   Obecnie w naukach psychologicznych jak również w środowiskach medycznych i terapeutycznych coraz częściej propaguje się holistyczne (z gr. holos – całość) podejście do człowieka. I słusznie bowiem nie można zrozumieć najbardziej chyba we wszechświecie złożonego układu przez zbadanie jedynie poszczególnych jego części pomijając to, że wzajemnie  one na siebie  oddziaływają.  Dopiero teraz, gdy ludzkość pomimo tak spektakularnych postępów w medycynie nie radzi sobie z chorobami, dochodzi się do tych wniosków, gdy tymczasem stara hinduska maksyma głosi: "Człowiek jest jak dom o czterech pokojach - jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha". Jeżeli zajmienmy się dbałością tylko o jeden czy dwa pokoje, w trzecim pozostawimy toksyczne odpady, a czwarty w stanie zagrzybionym, to wpłynie to na stan całego domu   - człowieka, który jako całość będzie bardzo źle funkcjonował. Na zdrowie naszego ciała i jego wygląd (o co najbardziej się troszczymy) wpływa zatem również to, jak myślimy, jak odczuwamy, co mówimy, jak się zachowujemy, w co i jak wierzymy.

 

    By dobrze, pięknie, owocnie przeżyć swoje życie, trzeba zatem zechcieć stać się człowiekiem w pełni.

 

    Cóż może pomóc nam wyzwolić się ze złudzeń, by móc zacząć Żyć w pełni czyli świadomie, w wewnętrznej wolności, pokoju, dobru i radości – jednym słowem w szczęściu?

To szczęście, o którym tu mowa nie jest tym samym, co chwilowe uciechy, po których zawsze przychodzi złe samopoczucie.

Mowa tu będzie o czymś, czego  świat nie zna, nie ceni, zatem i nie może pragnąć. Chodzi tu o prawdziwą duchowość, która jest samą istotą naszego człowieczeństwa. Lecz dokładnie tak jak człowiekowi, który od urodzenia nie widzi, nie słyszy, nie mówi, tak i człowiekowi o upośledzonym duchu trudno zrozumieć i wytłumaczyć, czym w istocie to jest. Dlatego potrzeba, byśmy temu wieloznacznemu, abstrakcyjnemu dziś pojęciu nadali jedno, właściwe znaczenie i rozumienie.

 

    Duchowość w psychologii łączona jest najczęściej z wyższym wymiarem psychiki, w religiach kojarzona jest z działaniem jakichś sił nadnaturalnych, boskich czy też tzw. energii kosmicznych. Usłyszeć można o ludziach zajmujących się ezoteryzmem czy okultyzmem, którzy posiedli tajemną wiedzę dotyczącą rozwoju duchowego. Choć nie uznawani przez świat nauki, to jednak niewątpliwie istnieją bioenergoterapeuci, radiesteci, mistrzowie reiki (termin ten oznacza „duchowy wpływ), yogini,  osoby w transie, opętani itd., których stany świadomości i zdolności daleko (choć chwilowo) wybiegają poza to, co uznaje nauka, poza prawa rządzące światem materii. Słyszy się, że posiadają jakiegoś ducha, posługują się jakimś duchem czy wywołują duchy. Również dziś żyją tzw. mistycy chrześcijańscy o nadprzyrodzonych zdolnościach i widzący (mający tzw. prywatne objawienia). 

 

   Przykładem tych ostatnich niech będzie przebadana przez naukowców na wszelkie sposoby szóstka widzących z bośniackiej wioski Medziugorje. Wyniki tych badań zostały opublikowane. Nie stwierdzono u nich żadnych chorób, natomiast za pomocą zainstalowanej na ich ciałach specjalistycznej aparatury badawczej ustalono i  udokumentowano  m.in. synchronizm reakcji,  tzn. że bez żadnego zewnętrznego sygnału odbieranego przez zmysły, widzący stojąc obok siebie, jak na komendę, jednocześnie zaczynali wpatrywać się precyzyjnie w ten sam punkt w pustej dla nas przestrzeni. Oczywiście, że normalnie nie jest to możliwe.  Przy tym wówczas ich ciała przestają reagować na zewnętrzne bodźce np. na dźwięki, których człowiek nie mógłby znieść. Stwierdzono również brak reakcji podczas nakłuwania czy przypalania. Bez wątpienia kogoś widzą i z kimś się komunikują tracąc kontakt ze światem zewnętrznym. Z kim, tego już nauka nie potrafi stwierdzić. Można będąc przekonanym sceptykiem pewnym swoich racji te wszystkie przejawy tzw. nadprzyrodzoności zbagatelizować. Ale chyba każdy miewa w życiu takie chwile, gdy do świadomości przedostaje się coś, co nie pochodzi od ciała i materii choćby doświadczenie obecności zmarłej bliskiej osoby. Nie umiemy tego rozpoznać, zanalizować, stąd ten tak nowoczesny i ateistyczny świat wciąż pełen jest przeróżnych wierzeń, sekt, zabobonów, wróżb, przesądów, kultów, magii, talizmanów... Człowiek bez uprzedzeń szukający szczerze prawdy, prędzej czy później dochodzi do pewności istnienia poza sobą jakiejś wyższej formy życia i że sam jest kimś więcej niż najinteligentniejszym ze zwierząt zamieszkujących ziemię.  Czy to nie jest wspaniała nowina?

           

   Uprzedzonych żadna argumentacja nie przekona, otwarci odczują prawdę. Zatem bez wchodzenia w dalsze szczegóły pochodzenia tej wiedzy (o tym dalej), można na razie choćby intuicyjnie przyjąć istnienie tak naprawdę trzech sfer czy inaczej mówiąc - trzech wymiarów człowieka:

- cielesny (ciało ze zmysłami),

- moralny (psychika z wolą, rozumem i „sercem” jako siedliskiem uczuć, doznań, emocji, pragnień, cnót...) 

- duchowy (dusza i duch). 

 

     Obrazowo można te wymiary ukazać jako muzyka grającego na zaawansowanym technologicznie instrumencie. Gdy muzyk (duch) kieruje instrumentem (ciało), powstaje piękna melodia (doznania psychiki).

 

    Gdyby tak grano pod dyktando jednego „dyrygenta”, na świecie zapanowałby harmonia, piękno, radość i pokój. Duchowość zatem nie jest jakimś dodatkiem do zwykłego życia, ale jest prawdziwym życiem, najwyższym i najdoskonalszym jego wymiarem.  Bo tymczasem instrumenty wyrwały się spod kontroli muzyków, gardzą „dyrygentem” i każdy sam próbuje wydać ważniejszy, głośniejszy, mocniejszy dźwięk. Wspólnie zaś tworzą piekielny jazgot.  Zamiast piękna psychicznych doznań jest popadanie w smutek, przygnębienie, depresje, lęki, cierpienie, rozpacz, zniewolenia, aż po popełnianie samobójstw. Zamiast pokoju słodkiej harmonii, piękna, ładu, braterstwa, bliskich relacji – upodobanie w złu, rywalizacja, podziały, strach przed drugim człowiekiem, zdystansowanie, walka, uciekanie od wkradającego się poczucia bezsensu.

To obraz niemal każdego z nas i obecnie całej ludzkości.

 

     Na wagę wymiaru duchowego wskazuje również coraz bardziej rozwój psychologii. Wszystkie jej kierunki mają w tym swój udział (nawet te, które zaprzeczają istnieniu duszy, a mówią np. o nieświadomości), lecz szczególnie te najnowsze zwane psychologią humanistyczną i transpersonalną.  Również filozofia i religie opisują te wymiary człowieka, a samo ich istnienie i rozwój potwierdza nasz wymiar duchowy, bo zwierzęta nawet pomimo najdłuższego nawet tzw. rozwoju ewolucyjnego, nie mogą rozwinąć w sobie myślenia wyższego, abstrakcyjnego, niezbędnego do kształtowania wszelkich systemów filozoficznych czy religijnych.   Różnimy się od innych żywych istot właśnie sferą duchową. Z tym, że wystarczyć powinna zwykła logika, by odrzucić możliwość istnienia jakiejś inteligentnej nieosobowej energii kosmicznej, o jakiej mówią obdarzeni pewnymi nadprzyrodzonymi zdolnościami, która przecież na ich pytania udziela jak najbardziej inteligentne i trafne odpowiedzi (np. za pomocą wahadełka czy różdżki).  I dalej logika powinna nam podpowiedzieć, że pod te „energie” muszą podszywać się jakieś inteligentne byty osobowe. A skoro się podszywają muszą same żyć w kłamstwie, zatem mieć złą naturę. Skoro są złe, a dają czasem człowiekowi ulgę w bólach ciała, a nawet uzdrawiają je, potrafią wskazywać cieki wód, uczyć języków, zawieszać prawa rządzące światem materii itp., muszą z tego czerpać dla siebie jakąś korzyść. Rozpoznano już, że pod pozorem dobra dla naszych ciał te złe duchy wpływają negatywnie na nasz stan psychiczny, a wszystko po to, by opanować i zniszczyć naszą najwyższą sferę – duchową.  Już samo to powinno nam dać wiele do myślenia  -  jaką nasz duch ma wartość. Ale nie o tych sprawach i nie o tych „duchowościach” będzie dalej mowa. Nie będą również tu omawiane jakieś istniejące obecnie w świecie czy religiach rodzaje duchowości.

               

    Spojrzeć potrzeba najpierw na siebie, na duchowość osobistą. Powstaje ona na bazie odkrywania w sobie samym tego wszystkiego, co łączy te trzy nasze wymiary (sfery); tego, jak one na siebie nawzajem wpływają i oddziałują, i jak w nas skutkują. Przy tym to dzięki wejściu w prawdziwą duchowość uczymy się zauważać i odróżniać świat inteligentnych bytów duchowych dobrych i złych; z pierwszymi współpracować, drugich unikać i z nimi walczyć. Nad wszystkim zaś panuje Byt najwyższy, Najwyższa Inteligencja. Dowód Jej istnienia jest choćby w każdym z nas w postaci niezwykłego programu genetycznego zawartego w każdej żywej komórce. Zawiera on w sobie pełną informację dotyczącą powołania do życia jakiegoś organizmu,  jego rozwoju,  rozrodu, starzenia się i zatrzymania funkcji życiowych. A zatem od zaistnienia aż po jego naturalną śmierć po z góry określonym czasie. Jeżeli ktoś twierdzi, że coś tak niezwykle złożonego, czego sztaby najwybitniejszych naukowców wciąż nie są w stanie choćby w niewielkim procencie zgłębić jakoś samo się mogło  napisać, sam uwłacza swojej inteligencji.

 

   Zatem również dzięki rozwojowi psychologii możemy teraz  rozważyć, co łączy te nasze trzy wymiary (sfery),  jak one na siebie nawzajem wpływają i oddziałują, i jak w nas skutkują.

 

   W duszy (jak ktoś chce, może ją sobie nazywać np. nieświadomością) odkładają się związane z wydarzeniami naszego życia wrażenia i doznania psychiczne: uczucia, emocje, przeżycia, reakcje, zranienia, urazy, czynione czy doświadczone dobro lub zło. Pomimo że minęły, zostały może zapomniane, to wciąż z poziomu duszy oddziałują, wywierają silny wpływ. W związku z tym kolosalne znaczenie ma przede wszystkim odkrycie w sobie, uświadomienie sobie tego wszystkiego, co nas przygniata, dręczy, z czym nie umiemy żyć, nie wiemy jak sobie poradzić i dlatego też najczęściej istnienia tego nie chcemy dopuścić do swej świadomości.  My po prostu udajemy, że tych problemów nie ma, nie chcemy o nich pamiętać, wypieramy ze świadomości, ale one trwają w nas niczym niebezpieczne odpady zakamuflowane gdzieś w miejscu w którym żyjemy, a które wydzielają niebezpieczne promieniowanie czy toksyny.  Jako że wypracowaliśmy w sobie i uruchomiliśmy pewne mechanizmy wypierania tego wszystkiego w nieświadomość, z tego też względu nawet przy dojściu do pragnienia wyzwolenia, oczyszczenia, nie możemy łatwo tych rzeczy z siebie wydobyć, uświadomić i pozbyć. Szczególnie nie jest obojętna jakakolwiek forma zła, które to zło w duszy się „odkłada” i w pewien sposób w nas żyje, trwa, istnieje, dąży do wypłynięcia ku powierzchni świadomości niczym kłody drewna trzymane pod wodą.  Psycholodzy mówią tu o jakimś istniejącym w naszym mózgu i działającym potencjale energetycznym, ale w rzeczywistości jest to coś innego, ale o tym nieco później. Ważne jest by pamiętać, że to, co się w duszy gromadzi nieustannie wywiera wpływ na nasze myśli, uczucia, wolę, a więc i na reakcje, i podejmowane decyzje.   Zatem pochodzące z zewnątrz, ze świata, różne chwilowe doznania psychiki wpływają na duszę, a dusza – taka, jaką się staje - oddziałuje już trwale na psychikę, z której wywodzą się składniki naszej osobowości. Pośrednio więc dusza tworzy naszą osobowość. Istotą zaś naszej osobowości jest świadomość. Wpływając więc na świadomość wpływa się i na psychikę, i na duszę, kształtując/zniekształcając osobowość.

           

    Jako że - jak twierdzą psycholodzy - z nieświadomości (dla nas - duszy)  pochodzi ok. 90 procent naszych działań, można więc powiedzieć, że to z duszy wychodzi to, co kształtuje cały sposób działania jednostki.

Dusza organizuje nasze życie, decyduje o jego przebiegu, nadaje mu kierunek.  Z tym, że odbywa się to nie bez wpływu otaczającego świata.  Świat jednak gardzi wartościami duchowymi, tzn. tym wszystkim, co chroni duszę przed odkładaniem się w niej tego, co potem ma na nas zły wpływ. Tymczasem nawet już psychologia (humanistyczna) wskazuje, że owo kierowanie się kryteriami zewnętrznymi (wpływ świata) jest destrukcyjne dla człowieka i prowadzi wręcz do zaburzeń psychicznych. Szczególnie widoczne jest to w dzisiejszej dobie globalizacji, silnego wpływu tzw. kultury masowej -  płytkiej, kiczowatej, wręcz prostackiej, wulgarnej, ogłupiającej, pozbawionej głębszych wartości, przy tym skomercjalizowanej i  wychodzącej naprzeciw najniższym ludzkim instynktom i zboczeniom. To ta „kultura” powszechna powiększa na całym świecie błędne mniemania i wynikające z nich epidemie depresji, psychicznych załamań oraz wszelkiego rodzaju uzależnień i zniewoleń. 

 

    Zatem wpływ szczególnie tego dzisiejszego świata, jest dla naszej duszy rujnujący.

Dzieje się tak, gdy jest ona (dusza) pozbawiona troski, gdy nasza świadomość do niej nie dociera, gdy po prostu swoją duszą się nie zajmujemy. Wpływom świata można jednak przeciwstawić się właśnie duchowością będącą otwarciem się na rzeczywistość, wyzwalającą z trwania w błędach, zatem opartą na prawdziwych wartościach, wyzwalającą, pełną głębi. Otwiera się na nią ten, kto zaczyna prowadzić życie świadome, refleksyjne, decydując się na życie wewnętrzne kosztem zewnętrznego…

 

   Byłoby to też ratunkiem dla tego upadlającego się i ginącego świata. Zatem duchowość jest jak najbardziej potrzebna, ma wartość praktyczną, uzdrawiającą całego człowieka i ostatecznie ocalającą.

 

    Może jeszcze raz podkreślić trzeba, że w naszym życiu nie ma stałości, że ciągle, choć powoli i niezauważalnie zmieniamy się. Takie wzajemne oddziaływanie na siebie psychiki, duszy, sfery cielesnej oraz świata tworzy pewną spiralę wznoszącą lub opadającą. Wznoszącą przy praktykowaniu duchowości - dzięki rozwojowi cnót, które przeciwstawiają się atakom uczuć, zmysłów i świata. Z kolei dzięki temu możemy trwać lub szybko powracać do życia w dobru, pokoju, radości, zawierzenia Bogu, a poprzez nadanie naszemu życiu najwyższego celu i sensu – poczucia szczęścia.

Zaś przy bezkrytycznym przyjmowaniu  i  życiu  mentalnością świata – dla zadowolenia własnego „ego”, w wyniku zagnieżdżających się w nas wad wpadamy w spiralę opadającą, otwierającą na zło i nakręcają je. Powoduje to nie uświadamiane sobie poczucie winy, smutek, przygnębienie, zniechęcenie, zamknięcie się w sobie, apatię, złość, agresję, nienawiść, depresję… Wszystko to jest przyczyną życiowych porażek, potęgujących psychiczne załamania i zaburzenia.

 

    Jakość życia zależy więc przede wszystkim od stanu naszej duszy. Stan duszy z kolei od osiąganego poziomu świadomości i życia wewnętrznego, które z jednej strony zabezpiecza duszę przed odkładaniem się tego, co jej (a zatem mnie) szkodzi, a z drugiej uzdrawia z już nabytych zranień, chorób oraz usuwa wszelkie szkodliwe „odpady”. To wszystko ma również wielki wpływ na zdrowie naszego ciała. Duchowość jest zatem czymś najistotniejszym, nadaje najgłębszy sens i cel ludzkiemu życiu. Bez duchowości świadomość najczęściej pozostaje na poziomie zdawania sobie sprawy ze świata (poziom zwierząt), czasem może wzrasta do refleksji nad tym z czego zdajemy sobie sprawę.  Duchowość podnosi świadomość jeszcze wyżej nadając inny wymiar i wartość naszemu życiu, a przez to i nam samym.

Jednak zdecydowana większość ludzi nie wie, czym jest prawdziwa duchowość; myli ją z jakimiś wpojonymi zewnętrznymi praktykami religijnymi, z jakimś emocjonalnym „ciepełkiem”, nie posiadając przy tym nawet w nikłym stopniu rozwi­niętego życia duchowego.  A to często postrzegane jest jako dewocja. Człowiek zaś prawdziwie duchowy nie ulega złudnemu i znienawidzonemu przez Boga pustemu formalizmowi religijnemu i rutynie.       

 

    Współcześnie mówi się też i podkreśla konieczność zachowywania jakiejś równowagi pomiędzy tym, co w nas duchowe, a tym, co cielesne, co jednak również w różnym zakresie przeszkadza w rozwinięciu życia duchowego.

 

    Gdy dajemy się kierować swojej cielesności, zmysłowości, nasze życie rozgrywa się tylko na płaszczyźnie reakcji na bodźce pochodzące ze świata materialnego,  odbierane u człowieka przez zmysły (dotyk, ucisk, ból, wibracje, wzrok, słuch, smak, węch, równowaga ale i myśl, z  której również wykluwają się żądze). Żyjąc życiem cielesnym nastawieni jesteśmy na szukanie jedynie tych wrażeń zewnętrznych, które sprawiają nam przyjemność. Żyjąc dla zaspokojenia swoich zmysłów, musimy ciągle napełniać swoją świadomość tymi wraże­niami czy informacjami i nie potrafimy obyć się bez tego. Ożywia nas również ciekawość wydarzeń światowych - najczęściej złych.

Nie potrafimy znaleźć w sobie samym żadnej treści, która mogłaby nas zająć, zainteresować, poruszyć i dlatego musimy ciągle przyjmować w siebie potok wrażeń zewnętrznych. Jesteśmy nań otwarci, podatni, uzależnieni. A bardzo rozbudowane dzisiaj środki przekazu społecznego dbają o to, aby nigdy nie zabrakło nam sensacji, afer, wszelkich informacji, któ­re zaspokajałaby naszą ciekawość, próżność, żądze, nasze pragnienie zapełnienia czymś pustki, którą odczuwamy szczególnie wtedy, gdy do naszych zmysłów nie docierają zajmujące naszą świadomość bodźce. Mówimy wówczas o okropnej nudzie, bezczynności, pustce. Ludzie zaś religijni (ale nie duchowi) zaspokajają, zajmują zmysły jakimiś formami działania pod przykrywką powszechnego dobra, uczestniczą w akcjach, protestach, uroczystościach łączonych z obrzędami religijnymi, zgromadzeniami liturgicznymi, które również starają się czymś „ożywić”, uatrakcyjnić, by dać pożywkę swym zmysłom, odczuć jakieś estetyczne doznania i zaspokoić potrzebę spełnienia się. A gdy z uzyskanej pożywki są zadowoleni, poczuli jakieś emocjonalne „ciepełko”, przyjemność, mówią o pięknej oprawie i przeżyciu duchowym.

 

    Cóż, przy tym podejściu, w tym stanie, w tym przeświadczeniu, nasza percepcja może nie dopuszczać do świadomości niczego, co nie daje natychmiastowego zaspokojenia zmysłów, co nie pozwala spodziewać się wymiernych korzyści. A wówczas wypływa to z naszego „ego”-izmu. Takie przeżycia mogą więc być na poziomie uwiedzionej psychiki (samozadowolenie, satysfakcja, pycha), a nie przeżycia wznoszącej czystej radości duchowej z doświadczenia Bożej obecności czy poznania dla nas dotąd ukrytych (z powodu źle ukierunkowanej percepcji) Jego Prawd. Stąd mówi się o Bożych tajemnicach, pozostają one tajemnicami. Bo tylko duchem można je rozpoznać.  

 

   Teraz zastanówmy się nad tym, jak toczyłoby się nasze życie i w jakim stanie byłaby ludzkość, gdybyśmy weszli na tę wyższą - duchową świadomość. Gdy duch jest panem naszego bytu, zmysły stają się jedynie rodzajem narządów/przyrządów „technicznych” o określonej wrażliwości, czułości, zasięgu, którymi my (nasz duch) — poprzez fizyczne ciało — bada i odbiera swoje fizyczne otoczenie. Bez tych narządów zmysłu świat materialny pozostałby niedostępny dla ducha. Są one więc ważne, dobre i całkowicie wystarczające byśmy mogli właściwie kierując ciałem i utrzymując je w odpowiednim stanie, być dobrymi gospodarzami na tej naszej pięknej Ziemi (a już i poza nią). Duch, jako pan naszego bytu ma wówczas również do dyspozycji doskonalszy, twórczy aparat – umysł – który napływające informacje i dane selekcjonuje, koordynuje i wybiera wg. wagi, potrzeby i wartości w danej chwili. I duch według znanej sobie hierarchii ocen, czyli wartości oraz pod natchnieniem albo i kierownictwem innych dobrych bytów duchowych, dla zachowania powszechnej harmonii, dobra, szczęścia, miłości, informacje przetworzone w umyśle odpowiednio wybiera i wykorzystuje.

 

    Czym jest szukanie jakiejś równowagi pomiędzy tym, co cielesne i duchowe, czyli praktykowanie jakiejś religii, udział w obrzędach i modłach, gdy po nich stan naszej sfery duchowej nie polepsza się, nie uaktywnia? Gdy wciąż pozostaje zagłuszony, zaśmiecony, przygwożdżony coraz to większymi zazdrościami, pragnieniami, zmysłowością, żądzami, a tuż za nimi idącymi obsesjami i zniewoleniami. Gdy na równi z ateistami goni się za mamoną, sukcesem, za emocjonalnymi narkotykami, za byciem „kimś” w tym świecie. Najmniejszym zniewoleniem tłamsi się swego ducha będącego najwyższą formą świadomości (określaną przez psychologów mianem świadomości świadomości)  i wciąż pozostaje się na poziomie cielesnym czyli zwierzęcym.  Z tym, że człowiek wówczas nie kieruje się zakodowanym w zwierzętach przez Stwórcę instynktem (ten nie powoduje w zwierzęciu wewnętrznego bałaganu, zniewoleń, samozniszczenia) lecz wolną wolą i rozumem, który bez kierownictwa ducha (nawet pomimo praktykowania zewnętrznych form religijności) błądzi. 

Zepsute uczucia, chore pragnienia, zatwardziałe serca przytępiają rozum.

A wówczas siłami poruszającymi wolę staje się osobista korzyść, satysfakcja, pycha - a nie miłość.

 

   To praprzyczyny postępującej chorej rywalizacji, podziałów, nienawiści, zabójstw, wojen. Zdeprawowanie doszło do tego stopnia - powtarzajmy to sobie - że dziś ludzkość doprowadziła się na krawędź przepaści, kieruje się ku samozagładzie. Zauważając to zwykliśmy myśleć, że inni to czynią, inni są temu winni. Lecz jak ja, jako ten człowiek, który żyje na niskim poziomie świadomości i tym się zadowala, nie potrafiąc zapanować nad własnym ciałem, zmysłami, nerwami, uczuciami, pragnieniami, lękami - wpływam na otoczenie? Wprowadzam pokój, jedność, braterstwo, kształtuję czy też zniekształcam innych - szczególnie podatne na wpływy dzieci i młodzież? Bo nie chodzi o to, jaki zdobyłem dyplom i tytuł, nie o to nawet, co mówię i jaki strój czy makijaż nadaje mi wartość, ale czy to wszystko potwierdzam tym, co ze mnie emanuje. Czy mogę skutecznie pomagać innym, być autorytetem, wzorem, wychowawcą, gdy sam z sobą sobie nie radzę, sam sobie nie umiem pomóc? Gdy miotają mną przeróżne nastroje, których nie potrafię okiełznać?

 

    Prawdziwą mądrość i wolność (szczególnie od przewrażliwienia na swoim punkcie) może posiąść jedynie człowiek duchowy. Nie musi on (i nie chce) dowartościowywać się pozorami, zdystansowaniem, wyniosłością, sztywnością, nie kierują nim wyuczone maniery przy zaślepionym próżnością, wyrachowanym umyśle.

 

    Bez prawdziwego życia duchowego, wewnętrznego, łatwo poddajemy się bezmyślnie mentalności świata, jego „autorytetom”. Trzeba się z tego otrząsnąć, przebudzić do samodzielnego myślenia. Zapragnąć prawdziwej mądrości, którą można uzyskać od Boga, a nie poprzez przecenianie wykształcenia. 

„Wykształcenie mądremu pokazuje jak mało wie, głupiemu zaś daje złudzenie, że dużo wie” (J.Tuwim).   Wykształcenie niewiele ma więc wspólnego z mądrością.  Wraz z osiągniętym stanowiskiem skutkującym wzrastającym zdystansowaniem do gorszych od siebie, wzrastającą pychą - najczęściej jest wręcz zabójcze dla naszego ducha.

 

    Sam rozum tak podatny na złudzenia zatem nie wystarcza. Nie potrafimy wejść na wyższą świadomość, by dostrzegać rzeczywistość i adekwatnie reagować, gdy nasza percepcja przyćmiona jest np. strachem  i / lub  potrzebą uzyskania emocjonalnych „narkotyków”, którymi jest poczucie bycia lubianym, podziwianym, uznanym, cenionym… Widzimy innych ludzi na tyle, na ile stwarzają w nas nadzieję ich otrzymywania.  Póki je od nich czerpiemy potrafimy być serdeczni, mili i niezmiernie wyrozumiali. Ale jeśli nam ich nie mogą dostarczyć lub nie chcą? Przestają nas interesować, stronimy od takich, stajemy się niewdzięczni,  obojętni, wyniośli, zarozumiali, okazujemy niechęć, stwarzamy dystans... Gdy zaś rozczarowują nas, stanowią groźbę utraty naszego dobrego mniemania o sobie, potrafimy stać się zacięci, złośliwi, mściwi i bardzo okrutni w pragnieniu usunięcia sprzed oczu swoich prześladowców – bo tak ich wówczas postrzegamy. I za wrogów gotowi jesteśmy uznać nawet prawdziwych przyjaciół, którym na nas zależy, którzy chcieliby nam pomóc uwolnić się od naszych złudzeń, zaślepienia, zniewoleń. Za przyjaciół zaś uznamy pochlebców, którzy mają w tym swój własny interes, którzy na nas chcą odnieść swój sukces.  Ale tego już nie potrafimy dostrzec, albo dostrzegając usiłujemy w tej grze uczestniczyć zaspakajając w ten sposób potrzebę dostarczania sobie nawzajem emocjonalnych narkotyków tworząc jakieś towarzystwo wzajemnej adoracji.

 

    Czy przypadkiem duchowo nie jesteśmy niczym kaleki, obłożnie chorzy, anorektycy, ograniczeni?

Często człowiek psychicznie chory tę osobę, która chce mu prawdziwie pomagać – daje odpowiednie pożywienie, lekarstwa, ostrzega i chroni przed niebezpieczeństwem, dba na wszelkie sposoby - postrzega jako swego wroga. Wszystko to wydaje mu się zbędne, ograniczające, szkodliwe, złe.  Jeżeli sami jesteśmy tacy wobec pragnących nas duchowo przebudzić, w tym wobec samego Boga, to czy naprawdę potrafimy prawdziwie pomagać podobnym sobie nieszczęśnikom? Czy potrafimy skutecznie pomagać innym, dla ich dobra, płacąc cenę odrzucenia, wrogości, prześladowań?  I potrafilibyśmy uczynić prawdziwe dobro osobie, na której nam zależy, którą uważamy, że ją kochamy, którą uznajemy za przyjaciela, wiedząc, że wówczas uzna nas za swego wroga?

Zdaje się że we wszystkim jesteśmy interesowni. A wówczas nasze "dobre" czyny nie są zapisywane w naszej "Księdze życia". Rozczarowanie w Dniu Sądu może być więc straszne. Póki możemy - otwórzmy się na świat duchowy.

 

<><

             

Człowiek w pełni. 
Zapomniany wymiar istotą naszego człowieczeństwa.

05 października 2019
Doświadczenie Obecności Jezusa niesie ze sobą najgłębszy pokój i radość - to tajemnica szczęścia

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041