O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

12(XII) Jezus na krzyżu umiera

 

 

Wzgórze Golgoty ma swe trofeum i swą gwardię honorową. Na krańcu najwyższym - krzyż Jezusa. Obok - dwóch rzezimieszków. Połowa centurii zbrojnych żołnierzy - u stóp, wokół szczytu. Wewnątrz tego kręgu uzbrojonych mężczyzn [widać] dziesięciu jeźdźców, którzy zeszli z koni i grają w kości o ubrania skazańców. Między krzyżem Jezusa a tym z prawej stoi Longin. Wygląda jakby pełnił wartę honorową przy Królu Męczenników. Rozglądając się, widzi Maryję, z obliczem rozdartym i zwróconym ku Swemu Synowi. Woła jednego z grających żołnierzy i mówi:  "Jeśli Matka chce podejść, niech przyjdzie."

 

I Maryja z Janem, przechodzi poza kordon żołnierzy, aby dojść do stóp krzyża. Tłum zaraz wylewa na Nią najbardziej obraźliwe zniewagi, dołączając je do bluźnierstw przeciw Jej Synowi. Ona jednak, z wargami drżącymi i sinymi, usiłuje tylko Jego umocnić rozdartym uśmiechem, na którym osuszają się łzy. Wszelka nikczemność, okrucieństwo, cała nienawiść i szaleństwo, wszystko, do czego zdolny jest ludzki język, wychodzi falami z piekielnych ust tłumu. Najbardziej rozwścieczeni są członkowie Świątyni i faryzeusze, którzy ich wspomagają. Krzyczą: "I cóż? Ty, Zbawco rodzaju ludzkiego, dlaczego nie zbawiasz Siebie? Opuścił Cię Twój król Belzebub? Wyparł się Ciebie?"; "Bluźnierca! Ty, Synem Bożym? W takim razie zejdź stamtąd. Ciskaj w nas gromami, jeśli jesteś Bogiem..."; "Ocal Siebie, jeśli to prawda, że jesteś Wybranym!"

A żołnierze: "Ocal więc Siebie! Zmieć na proch tę straszliwą hołotę! Zrób to! Rzym umieści Cię na Kapitolu i będzie Cię czcił jak bóstwo!" Łotr z lewej strony kontynuuje swe zniewagi z wysokości krzyża.

Drugi łotr - ten z prawej, który ma Maryję niemal u swych stóp, od jakiejś chwili płacze, szepcząc: "matka". Potem mówi [do drugiego złoczyńcy]: "Zamilcz. Nie boisz się Boga nawet teraz, gdy taką karę cierpisz? Dlaczego znieważasz Tego, który jest dobry? Jego kara jest większa od naszej, a On nic złego nie uczynił."

Jezus milczy. Ciężko oddycha z powodu wysiłku, jaki wywołuje Jego pozycja, z powodu gorączki i Swego stanu. Usiłuje znaleźć ulgę zmniejszając ciężar znoszony przez stopy i podciąga się mocą ramion. Być może robi to dla przezwyciężenia kurczu, jaki już dręczy stopy i ujawnia się przez drżenie mięśni. To samo drżenie dotyka włókien ramion, które są w tej wymuszonej pozycji. Krew z trudem dochodzi do nadgarstków i wylewa się przez dziury po gwoździach, pozostawiając palce bez krążenia. Nawet palce stóp podnosząc się i opuszczając wskazują na męczarnię.  Tułów ujawnia cały Swój ból ruchem szybkim, lecz nie głębokim, który bardziej męczy niż przynosi ulgę, bo nie zmniejsza wysiłku związanego z oddychaniem. Przekrwienie i duszenie się wzrasta z minuty na minutę. Od czasu do czasu po tym biednym, poranionym i umierającym Ciele przebiegają konwulsje. Pragnienie wywołane utratą krwi, gorączką i słońcem musi być tak dotkliwe, że Jezus mimowolnym ruchem pije krople potu i łez, a także krople krwi, które spływają z czoła aż na wąsy. Dzięki temu zwilża język... Korona cierniowa przeszkadza Mu oprzeć się o trzon krzyża, aby mógł zawisnąć na ramionach i odciążyć stopy. Całe plecy i okolica nerek wyginają się. Powyżej miednicy są one oderwane od drzewa krzyża, z powodu siły bezwładu. 

 

Żydzi, wyrzuceni poza małą polanę, nie zaprzestają zniewag, a nie skruszony łotr powtarza je jak echo. Drugi, patrząc teraz na Matkę z coraz większą litością, płacze i szorstko mu odpowiada. Zauważa bowiem, że i Ją dotykają obelgi: "Milcz! Przypomnij sobie, że też się zrodziłeś z niewiasty. Pomyśl, że nasze [matki] płakały... bo my jesteśmy łotrami. Nasze matki umarły... Chciałbym ją prosić o przebaczenie... Ale czy mogę? Była święta... Zabiłem ją bólem, jaki jej zadawałem... Jestem grzesznikiem... Kto mi wybaczy? Matko, w imię Twego umierającego Syna, proszę, módl się za mną." Maryja podnosi na chwilę udręczoną twarz i patrzy na tego nieszczęśnika, który dzięki wspomnieniu o swej matce i patrzeniu na Matkę [Jezusa], zbliża się do nawrócenia. Maryja wydaje się głaskać go Swym gołębim spojrzeniem.

Dyzma płacze mocniej, co jeszcze bardziej pobudza do szyderstw jego kompana i tłum. Ludzie z tłumu krzyczą: "Brawo! Weź Ją za matkę. W ten sposób będzie miała dwóch synów przestępców!" 

 

Jezus mówi po raz pierwszy: "OJCZE, WYBACZ IM, BO NIE WIEDZĄ, CO CZYNIĄ!Ta modlitwa zwycięża wszelki strach u Dyzmy. Ośmiela się spojrzeć na Chrystusa i mówi: "Panie, wspomnij na mnie, gdy będziesz w Swoim królestwie. Ja słusznie tu cierpię. Okaż mi jednak miłosierdzie i daj mi pokój poza tym życiem. Jeden raz słyszałem Cię, jak przemawiałeś, lecz odrzuciłem Twe słowo. Teraz się nawracam. Z moich grzechów nawracam się przed Tobą, Synu Najwyższego. Wierzę, że przychodzisz od Boga. Wierzę w Twoją moc. Wierzę w Twe miłosierdzie. Chrystusie, przebacz mi w imię Twej Matki i Twego Najświętszego Ojca."

 

Jezus odwraca się i patrzy na niego z głęboką litością. Potem uśmiecha się - wciąż pięknie, choć usta są udręczone. Mówi: "MÓWIĘ CI: DZIŚ BĘDZIESZ ZE MNĄ W RAJU."

Nawrócony łotr uspokaja się, a nie znając już modlitw, których nauczył się w dzieciństwie, modli się powtarzając akt strzelisty:

"Jezu Nazarejski, królu żydów, miej litość nade Mną. Jezu Nazarejski, królu żydów, ufam Tobie. Jezu Nazarejski, królu żydów, wierzę w Twoje Bóstwo."

 

Niebo ogarnia coraz większy mrok. (…) Twarze przyjmują dziwny wygląd. (…) Jezus staje się straszliwie siny. Głowa zaczyna Mu opadać na pierś. Gwałtownie zaczyna Mu brakować sił. Drży, pomimo spalającej Go gorączki. I w Swej słabości szepcze: "MAMO!" "MAMO!" Wyszeptuje to cicho, w westchnieniu. A Maryja za każdym razem nie może się powstrzymać, by nie wyciągnąć rąk do Niego, jakby Mu chciała pomóc. Okrutni ludzie śmieją się z tego dotkliwego bólu Umierającego i z Tej, która go dzieli.

W tym świetle, zanikającym i przerażającym, Jezus mówi do Matki: "NIEWIASTO, OTO TWÓJ SYN."

 [A do Jana:] "SYNU, OTO TWOJA MATKA." Maryja ma twarz jeszcze bardziej wstrząśniętą po tych słowach. Są one testamentem Jej Jezusa. Łzy płyną pomimo wysiłków, jakie czyni, by je zahamować, pomimo rozdzierającego uśmiechu, który utrwaliła na Swych wargach dla Jezusa, aby Go umocnić... 

 

Cierpienia nie przestają wzrastać, a światła coraz bardziej ubywa. Ciało doświadcza pierwszych wygięć tężcowych, a każdy wrzask tłumu jeszcze je pogłębia. Zamieranie włókien mięśni i nerwów rozszerza się od umęczonych kończyn do tułowia. Barwa twarzy Chrystusa przechodzi kolejno od intensywnie czerwonej do bladozielonkawej, jak u człowieka umierającego od utraty krwi. Kręgosłup wygina się coraz bardziej do przodu, bo członki stają się coraz cięższe, jak w martwym ciele. Ludzie widzą niewiele i niewyraźnie, bo światło jest teraz w kolorze ciemnopopielatym. Jedynie ci, którzy stoją u stóp krzyża, mogą jeszcze widzieć dobrze. Jezus w pewnej chwili całkiem bezwładnie [osuwa się] do przodu i w dół, jakby był martwy. Nie oddycha już, nieruchoma głowa zwisa do przodu. Ciało powyżej bioder jest całkowicie odchylone.

Maryja krzyczy: "On umarł!" To tragiczny krzyk, który rozchodzi się w ciemnym powietrzu. I Jezus naprawdę wygląda jak umarły. Zamglone światło jest bardzo słabe. Można by rzec, że wszystko otacza gęsty obłok wulkanicznego popiołu. "To niemożliwe - krzyczą kapłani i żydzi. - To tylko pozór, abyśmy się oddalili”. I grad kamieni i brył ziemi leci ku krzyżowi, uderzając Męczennika. "Lekarstwo" - jak mówią ironicznie żydzi - dokonało "cudu". Z pewnością jakiś kamień uderzył bezpośrednio w ranę dłoni lub nawet głowy. Jezus wydaje żałosny jęk i odzyskuje przytomność. Klatka piersiowa zaczyna poruszać się z wielkim trudem. Odwraca głowę ze strony prawej na lewą, szukając pozycji, w której by mniej cierpiał. Nie znajduje nic poza jeszcze większym cierpieniem. Wspiera się znowu z wielkim trudem na Swych umęczonych stopach. Zastyga na krzyżu. Potem prostuje się, podnosi oblicze, patrząc z otwartymi oczyma na ludzi u Swych stóp, na odległe miasto, które ledwie widać, na czarne niebo, z którego znikł wszelki lazur i jakikolwiek ślad światła. I ku niebu zamkniętemu, zwartemu, niskiemu, kieruje głośny okrzyk. Siłą Swej woli i potrzebą Swej duszy pokonuje przeszkodę, wywołaną przez zesztywniałe szczęki, powiększony język, napuchnięte gardło, i woła: "ELOI, ELOI, LAMMA SEBAKTENI!"   Żeby takim krzykiem dać poznać ojcowskie opuszczenie, musi czuć, iż umiera - i to w całkowitym opuszczeniu przez Niebo. Ludzie śmieją się i drwią. Znieważają Jezusa: "Bóg nie wie, co z Tobą zrobić! Demony są przeklęte przez Boga!". Inni krzyczą: "Zobaczymy, czy Eliasz, którego wzywa, przyjdzie Go ocalić." A inni: "Dajcie Mu trochę octu, aby sobie przepłukał gardło.!" I śmieją się jak hieny, jak demony. To agonia Wielkiej Ofiary: samotna, całkowita, okrutna, nawet nadprzyrodzenie okrutna. Rozpaczliwy ból, który przytłoczył Go już w Getsemani, nadciąga jak lawina. Zalew grzechów całego świata uderza niewinnego rozbitka, aby Go zalać goryczą. A przede wszystkim powraca odczucie, że Bóg opuścił Go, że Jego modlitwa nie wznosi się ku Niemu... Uczucie to jest bardziej krzyżujące niż sam krzyż, bardziej budzące rozpacz niż wszelka tortura. I to jest końcowa udręka: ta, która przyspiesza śmierć. To jest pierwsza przyczyna śmierci mojego Jezusa, o Boże, któryś uderzył Go z powodu nas!

 

  Tymczasem ciemność stała się jeszcze gęstsza. Jerozolima całkowicie ukryła się. Nawet zbocza samej Kalwarii wydają się znikać. Widać tylko szczyt, jakby ostatnie ocalałe światło. I z tej światłości, która nie jest już światłem, dochodzi bolesny głos Jezusa: "PRAGNĘ!" Rzeczywiście jest wiatr, rozbudzający pragnienie nawet u zdrowych. Zaprawdę wszystko się sprzysięgło, aby dręczyć Męczennika. Żołnierz podchodzi do wazy, bierze gąbkę, macza ją w occie z żółcią, wkłada ją na cienką, ale sztywną trzcinę. Podaje gąbkę Umierającemu. Jezus ssał chciwie cierpki i gorzki napój, wreszcie odwraca głowę ze wstrętem. Płyn ten przez swą gorycz wzmaga wydzielanie śliny u skazańców, musi jednak palić Jego poranione i popękane wargi. Całe ciało ciąży na stopach i ku przodowi. Zranione kończyny odczuwają straszliwy ból, otwierając się pod ciężarem wiotczejącego ciała. Nie ma już żadnego ruchu dla ulżenia w tej boleści. Od miednicy w górę wszystko jest oderwane od drewna i tak pozostaje. Oddech jest coraz bardziej dyszący i przerywany. To już raczej nierównomierne rzężenie niż oddech. Od czasu do czasu atak dotkliwego kaszlu wywołuje pojawienie się na wargach piany w kolorze lekko różowym. Przerwy pomiędzy dwoma wydechami stają się coraz dłuższe. Brzuch już się nie porusza. Jedynie tors jeszcze się podnosi, lecz z wielką trudnością i bólem... Paraliż płucny zaznacza się coraz mocniej. I nadchodzi coraz cichsze, zamieniające się w dziecięcą skargę wołanie: "MAMO!" A Nieszczęśliwa szepcze: "Tak, Mój Skarbie, jestem tutaj."

A kiedy coraz bardziej zamglony wzrok sprawia, że Jezus mówi: "MAMO, GDZIE JESTEŚ? NIE WIDZĘ CIĘ JUŻ. CZY TY TEŻ MNIE OPUŚCIŁAŚ?" - to już nie jest nawet słowo, lecz szept z ledwością słyszany przez kogoś, kto raczej sercem niż słuchem, zbiera wszystkie westchnienia Umierającego.

Maryja odpowiada: "Nie, nie, Synu! Ja Cię nie opuszczam! Posłuchaj Mnie, Mój umiłowany... Mama jest tutaj, Ona jest tutaj... i jedyną Jej męką jest to, że nie może podejść tam, gdzie jesteś..."

To udręka... I Jan płacze, nie panując nad sobą. Jezus musi słyszeć jego szloch, lecz nic nie mówi. Myślę, że bliska śmierć sprawia, iż nie pojmuje, niestety, ani matczynej pociechy, ani miłości Umiłowanego.

 

Longin bezwiednie porzucił postawę spoczynku, wyprężył się w pozycji na baczność. Lewą rękę trzyma na mieczu, prawą - przy boku, jakby był na stopniach cesarskiego tronu. Usiłuje nie okazywać wzruszenia. Jednak jego twarz zmienia się w wysiłku, jaki czyni, aby przezwyciężyć wzruszenie. W jego oczach błyszczy łza, którą powstrzymuje jedynie żelazna dyscyplina.

 

Cisza... A potem wyraźne w całkowitej już ciemności słowa: "WSZYSTKO JEST WYKONANE!"

I potem dyszenie coraz bardziej rzężące, z coraz dłuższymi przerwami.. Cierpi się słysząc Go... cierpi się nie słysząc Go... Mówi się: "Dość już tego cierpienia!" i mówi się też: "O, Boże! Żeby to nie był Jego ostatni oddech!" Cały tłum zamilkł, aby uchwycić rzężenie Umierającego. Jeszcze chwila milczenia, a potem - modlitewne słowa, wypowiedziane z nieskończoną słodyczą:

"OJCZE, W TWOJE RĘCE ODDAJĘ DUCHA MEGO!" A potem ostatnia konwulsja Jezusa - konwulsja straszna. Wydaje się, że chce zerwać z drzewa ciało. Przebiega trzy razy od stóp do głowy, ogarnia wszystkie biedne udręczone nerwy, podnosi niezwyczajnie trzy razy brzuch. [Konwulsja] podnosi, napina, [a potem] tak mocno ściska klatkę piersiową, że skóra zapada się między żebra. Te, naprężone, pokazują się spod skóry i otwierają na nowo rany po biczowaniu. Jezus odrzuca gwałtownie w tył głowę - jeden, dwa, trzy razy - uderzając nią mocno o drzewo. Zaciskają się w jednym skurczu wszystkie mięśnie twarzy, wywołując wykrzywienie ust na prawo. Otwierają się, rozszerzają i powiększają powieki, pod którymi widać krążące gałki oczne i ukazuje się twardówka. Całe ciało napręża się. W ostatnim z trzech skurczów jest ono wygiętym, drgającym łukiem, na który trudno patrzeć bez przerażenia. A potem potężny, tak niespodziewany okrzyk wyrywa się z tego wyczerpanego ciała. Przeszywa powietrze ten "donośny głos", o którym mówią Ewangelie, a który jest pierwszą sylabą słowa: "MAmo!..." A potem nic...

 

Głowa opada Mu na pierś, ciało przechyla się do przodu, drżenie ustaje i nie ma już oddechu. Skonał. Najświętsza Śmierć, Śmierć całkowicie niewinnego. Umarł ten, który był Życiem, zabity przez opuszczenie i przez nasze grzechy.

 

Ziemia odpowiada na krzyk Tego, którego zabito, budzącym lęk przerażającym hukiem. Rozdzierające błyskawice znaczą niebo we wszystkich kierunkach. Spadają na miasto, na Świątynię, na tłum. Sądzę, że byli ludzie rażeni piorunami, gdyż biły one w tłum. Błyskawice są jedynym, nieregularnym światłem, pozwalającym coś widzieć. A potem nagle, gdy trwają jeszcze wyładowania piorunów, ziemia trzęsie się w wirze cyklonowej wichury. Trzęsienie ziemi i trąba powietrzna łączą się, by spuścić apokaliptyczną karę na bluźnierców. Szczyt Golgoty kołysze się i tańczy, jak taca w ręku szaleńca. Wstrząsy wywołują drżenie i falowanie i tak potrząsają trzema krzyżami, iż wydaje się, że je przewrócą. Longin, Jan, żołnierze chwytają się, czego mogą, jak mogą, żeby nie upaść. Jan jedną ręką trzyma się krzyża, a drugą podtrzymuje Maryję, która z powodu bólu i wstrząsów, opadła na jego pierś. Złoczyńcy krzyczą z przerażenia. Tłum woła jeszcze głośniej i chciałby uciec. Ludzie upadają jedni na drugich, depczą się, wpadają ‘w szczeliny ziemi, odchodzą od zmysłów. Trzy razy powtarza się trzęsienie ziemi i trąba powietrzna, a potem świat całkowicie nieruchomieje. Tylko błyskawice, lecz bez grzmotów, znaczą jeszcze niebo i oświetlają żydów. Uciekają we wszystkich kierunkach, z rękami we włosach lub wzniesionymi ku niebu, aż dotąd pogardzanemu, którego teraz się lękają. Ciemność zmniejsza się nieco pod wpływem przebłysku światła, wspomaganego przez milczące i magnetyczne wyładowania. Pozwala to zobaczyć wielu leżących na ziemi - nie wiem, czy martwych, czy też nieprzytomnych. Jeden dom płonie w obrębie murów. Płomienie wznoszą się prosto w nieruchomym powietrzu, wyrzucając swą żywoczerwoną barwę w ciemny popiel atmosfery.  Maryja podnosi głowę z piersi Jana i patrzy na Swego Jezusa. Woła Go, bo źle Go widzi w słabym świetle Swymi biednymi oczyma, zalanymi łzami. Trzy razy woła Go: "Jezu! Jezu! Jezu!"

Wreszcie w błysku, tworzącym jakby koronę wokół Golgoty, widzi Go znieruchomiałego, całego pochylonego do przodu. Głowę ma tak wygiętą do przodu i na prawo, że policzkiem dotyka ramienia, a żeber - Swą brodą. Wtedy pojmuje. Wyciąga ręce, które drżą w mrocznym powietrzu, i wydaje okrzyk: "Mój Synu! Mój Synu! Mój Synu!"  Nie może uwierzyć, że Jej Jezusa już nie ma... Również Jan patrzy i słucha, i rozumie, że wszystko jest skończone.

Wtedy Longin podchodzi do Jana i mówi mu coś. Potem bierze włócznię od żołnierza, staje naprzeciw Ukrzyżowanego, dobrze rozważa cios, a potem zadaje go. Szeroka włócznia wnika głęboko od dołu w górę, od prawej strony na lewą. Jan - który walczy pomiędzy pragnieniem patrzenia i przerażeniem tym widokiem - odwraca na chwilę głowę. "Zrobione, przyjacielu - mówi Longin. - Tak będzie lepiej... To jak jeźdźcowi... i bez łamania kości... To naprawdę był Sprawiedliwy!"

Z rany sączy się wiele wody i strużka krwi, która już krzepnie.

 


 

Z Orędzi "Do Kapłanów umiłowanych synów Matki Bożej":

 

Mój Syn staje się równocześnie Żertwą i Kapłanem, Ołtarzem i Darem Ofiarnym w krwawej Ofierze nowego i wiecznego Przymierza. (...) Ileż krwi oglądały Moje oczy tamtego dnia! Jego włosy są całkowicie nią przesycone, skąpana jest w niej twarz. Jego dłonie i stopy porozrywane, a całe Jego Ciało żłobią głębokie rany. Jego krew płynie teraz po drzewie Krzyża i zrasza ziemię. To krew Mojego Syna, obmywająca wszystkie grzechy świata. To krew prawdziwego Baranka Bożego, ofiarowanego dla waszego zbawienia. 

Jego Krew może również dziś oczyścić świat. Jego i wasza krew, synowie Moi najmilsi! Ponieważ to dzięki wam Jezus naprawdę odżywa, z wami odnawia Swoją ofiarę wiecznego Przymierza, w was codziennie nadal składa Siebie w ofierze jako Żertwa i Kapłan, Ołtarz i Ofiara. To Jego i waszą krwią Kościół zostanie oczyszczony. Jego i waszą krwią cały świat zostanie odnowiony. (DK151)

 

Powodem Mojego płaczu – płaczu waszej Mamy – są Moje liczne dzieci, które żyją zapomniawszy o Bogu, zanurzone w przyjemnościach cielesnych i biegnące bez ratunku ku swemu zatraceniu. Dla wielu z nich – z powodu ich obojętności – Moje łzy płynęły zupełnie na próżno. 

Główną jednak przyczyną Mojego płaczu są Kapłani, synowie najmilsi, źrenica Moich oczu, ci synowie Mi poświęceni. Widzisz, że Mnie już nie kochają, że Mnie już nie chcą? Czy widzisz, że nie słuchają już słów Mojego Syna, że często Go zdradzają? Jak bardzo Jezus – obecny w Eucharystii – jest przez wielu zapomniany, pozostawiony samotnie w Tabernakulum. Często obrażają Go świętokradztwami i łatwo popełnianymi zaniedbaniami. (DK4)

 

W Eucharystii Jezus jest prawdziwie obecny ze Swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem. (...) Moje matczyne Serce jest na nowo rozdzierane. Widzę bowiem, że nawet wśród samych Kapłanów szerzą się wątpliwości co do Boskiej obecności Mego Syna Jezusa w tajemnicy Eucharystii. Przez to szerzy się obojętność wobec Sakramentu Eucharystii, zanika adoracja i modlitwa. Mnożą się z dnia na dzień świętokradztwa popełniane przez tych, którzy zbliżają się do tego Sakramentu w stanie grzechu śmiertelnego. Niestety, wzrasta liczba Kapłanów, którzy sprawują Eucharystię, chociaż już w nią nie wierzą. Jedni z nich przeczą rzeczywistej obecności Mojego Syna Jezusa, inni chcieliby tę obecność ograniczyć tylko do czasu celebrowania Mszy św. Jeszcze inni sprowadzają ją do obecności czysto duchowej i symbolicznej. Błędy te szerzą się, mimo że właściwa nauka została jasno potwierdzona przez nauczanie Kościoła – szczególnie przez Papieża (JPII).

Niestety przyjdzie czas, że ten błąd będzie miał jeszcze więcej zwolenników, a w Kościele prawie zaniknie woń adoracji i Najświętszej Ofiary. Przez to ohyda spustoszenia – która już weszła do Świętej Świątyni Bożej – osiągnie swój szczyt. (...) 

Zapraszam was do pochylenia się wraz ze Mną nad ołtarzem, na którym również wy rodzicie Jezusa w tajemnicy Eucharystii. Adorujcie Go ze Mną. Razem ze Mną okażcie Mu bezgraniczną miłość. Ze Mną Go pocieszajcie, ze Mną Mu dziękujcie, ze Mną wynagradzajcie Mu zniewagi, oziębłość i wielką obojętność, która Go otacza. Ze Mną brońcie Go swoim życiem – gotowi przelać za Niego własną krew. (DK141)

 

Powierzono wam cenne zadanie (...) odnawiania Ofiary dokonanej na Kalwarii przez celebrowanie Mszy św. Zlecono wam przekazywanie łaski w Sakramentach ustanowionych przez Jezusa. Sprawcie, aby Jego Krew zstępowała nadal dla obmywania wszystkich grzechów świata. Sprawujcie codziennie Ofiarę Mszy św., z miłością i bólem uczestnicząc w niej głęboko swoim życiem. Ma ona zdolność wynagradzania i niszczenia ogromu zła w świecie. (...) Iluż jest zranionych grzechem, zamienionych w niewolników przez zło! Ileż ofiar nienawiści! Iluż jest biednych, wykorzystywanych, słabych i cierpiących!... Wszystkie cierpienia Moich dzieci – to jak rozpaczliwe wołanie o pomoc, które dochodzi do Mnie i napełnia głębokim bólem Moje matczyne Serce. (DK271)

Jezus odkupił was na zawsze na Krzyżu, cierpiąc i umierając za was. Jego Ofiara ma nieskończoną i ponadczasową wartość. Jego Krew, Rany, bolesne konanie i okrutna śmierć na Krzyżu mają wartość zbawczą też dla waszego pokolenia, które bez Niego potępiłoby się. Jego Ofiara odnawia się mistycznie w czasie każdej celebrowanej Mszy św.  Powtarzana i pełna udręki modlitwa Jezusa: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią...», odpowiada ciągle – z nieskończoną zdolnością do wynagradzania – na powszechne i ponawiane odrzucanie okazywane Bogu. Niewinna Krew prawdziwego Baranka Bożego, który gładzi wszystkie grzechy świata, jest dziś na nowo ofiarowywana Bożej Sprawiedliwości jako odpowiedź na szerzący się grzech i zło. Odpowiedzią na zagrożenie wojną i zniszczeniem jest pewność rzeczywistej obecności wśród was Jezusa w Eucharystii. Jest On Życiem, które na zawsze zwyciężyło grzech i śmierć. (DK281)

 

Jestem zawsze u waszego boku, kiedy sprawujecie Ofiarę Mszy św., będącej odnowieniem Ofiary dokonanej przez Jezusa na Krzyżu. Z Jezusem, spełniającym dziś przez was Swoją Ofiarę, jestem zawsze przy każdym Ołtarzu, aby ofiarować z wami Ojcu Niebieskiemu, na Niepokalanym Sercu, drogocenną Żertwę naszego Odkupienia. Trzeba dziś ukazać w całym blasku wartość Mszy świętej jako Ofiary odnawiającej – w sposób bezkrwawy, lecz prawdziwy – Ofiarę dokonaną przez Jezusa na Kalwarii. (DK291)

 

  Nie samym chlebem żyje człowiek. Człowiek żyje również Chlebem życia zstępującym z Nieba dla nasycenia głodu serca. Iluż żyje dziś w straszliwej niewoli pychy, niepohamowanego egoizmu, chciwości, nienawiści, przemocy, wielkiej niezdolności miłowania. Jedyną drogą wiodącą was do Zbawienia jest komunia i miłość. W tym celu Jezus udzielił wam nieocenionego daru Przenajświętszej Eucharystii.

Jezus jest obecny w Eucharystii, aby być pokarmem dla waszego duchowego życia i aby kształtować w was prawdziwą zdolność miłowania. Jezus udziela się wam w Eucharystii, aby kochać w was, z wami i poprzez was.

Jezus Eucharystyczny jest żywym Chlebem zstępującym z Nieba. Jest pokarmem usuwającym głód i Napojem, którego picie gasi pragnienie. Jezus Eucharystyczny pragnie dziś stać się Dobrym Samarytaninem dla waszego Kościoła, tak podzielonego i tak bardzo cierpiącego, oraz dla waszej ojczyzny – tak chorej i zagrożonej.

Jezus Eucharystyczny pragnie wprowadzić was wszystkich na drogę miłości, pojednania, wspólnoty, pokoju, miłosierdzia i zbawienia. Uczcie się od Jezusa, który jest cichy i pokornego serca, a znajdziecie odpoczynek dla waszych dusz. 

(...) Proszę was  (...) o doprowadzenie wszędzie do rozkwitu kultu Przenajświętszej Eucharystii, polegającego na adoracji, wynagradzaniu i miłości do niej. Wystawiajcie znowu w waszych kościołach Przenajświętszy Sakrament w czasie uroczystych godzin publicznej adoracji. Niech Eucharystia stanie się centrum waszej modlitwy, waszego życia, waszego kultu i waszych kościelnych zgromadzeń.  Dzięki temu już dziś Jezus Eucharystyczny zaspokoi Swoim Słowem głód umysłów. Głód dusz nasyci Swoją łaską, a głód waszych serc – Swoją Miłością.

Jezus w Eucharystii udzieli wam wielkiego daru prawdziwego wyzwolenia z wszelkiej formy niewolnictwa fizycznego, duchowego i moralnego. Wtedy zabłyśnie w was wszystkich wielka godność dzieci Bożych, stworzonych przez Boga, przez Niego kochanych, odkupionych, uświęconych i zbawionych. (...) (DK443)

 

 

Kościół jest życiem, ponieważ daje Łaskę i jedynie on posiada skuteczne środki udzielania łaski – siedem sakramentów. Jest on życiem zwłaszcza dlatego, że jedynie jemu została udzielona moc sprawowania Eucharystii – dzięki kapłaństwu służebnemu, hierarchicznemu. W Eucharystii Jezus Chrystus jest rzeczywiście obecny ze Swoim chwalebnym Ciałem i Swoim Bóstwem.

Masoneria kościelna usiłuje na wiele podstępnych sposobów zaatakować w Kościele kult sakramentu Eucharystii. Uznaje w niej jedynie aspekt uczty, a usiłuje pomniejszyć jej wartość jako Ofiary i zanegować rzeczywistą i osobową obecność Jezusa w konsekrowanych Hostiach. W tym celu stopniowo zostały zniesione wszelkie zewnętrzne oznaki wyrażające wiarę w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii, np. przyklękanie, godziny publicznej adoracji, święty zwyczaj otaczania Tabernakulum światłami i kwiatami. (DK406)

 

Moje dzieci, Jezus ukrzyżowany jest zbawieniem dla was wszystkich, wystawionych na tak wielkie niebezpieczeństwa potępienia. Jego ofiara odnawiająca się w każdym momencie, od wschodu aż do zachodu słońca, ciągle przynosi Ojcu słuszne wynagrodzenie. Sprawia, że wszędzie zstępuje rosa Bożej łaski. Udziela w Jego Duchu ognia miłości, odnawia serca i dusze wszystkich. (DK 551)

 

 

W Eucharystii Jezus jest tak samo prawdziwie obecny na ziemi jak w Niebie: ze Swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem. Jego Chwalebne Królestwo zajaśnieje przede wszystkim w tryumfie eucharystycznym, gdyż Eucharystia stanie się ponownie sercem i centrum całego życia Kościoła. Jezus w Eucharystii stanie się szczytem każdej waszej modlitwy, która powinna być modlitwą adoracji, dziękczynienia, uwielbienia i przebłagania. Jezus w Eucharystii stanie się ponownie centrum całej działalności liturgicznej, która rozwinie się – jak hymn na cześć Trójcy Przenajświętszej – dzięki nieustannej funkcji kapłańskiej Chrystusa, aktualizującej się w misterium eucharystycznym. (...)

Synowie najmilsi, dziś ciemność ogarnęła nawet Tabernakulum. Wokół niego istnieje tak wielka pustka, tak wielka obojętność, tak wielkie lekceważenie! Z każdym dniem wzrastają wątpliwości, zaprzeczenia i świętokradztwa. Eucharystyczne Serce Jezusa jest na nowo ranione przez swoich we własnym domu: w miejscu, w którym ustanowił Swoją Boską siedzibę wśród was. 

Stańcie się na nowo doskonałymi czcicielami i gorliwymi sługami Jezusa Eucharystycznego, który za waszym pośrednictwem staje się znów obecny, składa Siebie w ofierze i oddaje duszom.

Prowadźcie wszystkich do Jezusa w Eucharystii, prowadźcie wszystkich na adorację, do Komunii świętej, do coraz większej miłości! Pomagajcie wszystkim, aby zbliżali się w sposób godny do Jezusa w Eucharystii. W tym celu wyrabiajcie u wiernych świadomość grzechu, proście ich, by przystępowali do Komunii sakramentalnej w stanie łaski. Uczcie ich częstej spowiedzi. Dla duszy znajdującej się w stanie grzechu śmiertelnego jest ona konieczna do przyjęcia Komunii świętej. Najmilsi synowie, powstrzymajcie wzrost świętokradztw! Nigdy tak często jak dziś nie przystępowano do Komunii św. w sposób tak niegodny.  Kościół doznaje głębokich ran przez mnożenie się świętokradzkich Komunii! Nadszedł czas, kiedy wasza Niebieska Mama mówi: «Dosyć już tego!»

Ja sama wypełnię wielką pustkę otaczającą Mego Syna Jezusa obecnego w Eucharystii. Zbuduję barierę miłości wokół Jego Boskiej obecności. Wzniosę ją przy waszej pomocy, umiłowani synowie. Pragnę was postawić jako straż miłości przy wszystkich Tabernakulach ziemi. (DK176)

 

Uczyńcie Mszę Świętą centrum całej waszej pobożności, szczytem waszego kapłańskiego dnia, sercem waszej apostolskiej działalności. Odprawiajcie ją z miłością, zachowując ściśle przepisy liturgiczne. Przeżywajcie ją, uczestnicząc osobiście w Ofierze, którą Jezus odnawia za waszym pośrednictwem. Otaczajcie światłami i kwiatami Tabernakulum, w którym przechowywany jest Jezus Eucharystyczny. Przychodźcie często przed Tabernakulum na wasze osobiste, pełne miłości spotkania z czekającym na was Jezusem. Niech On stanie się dla was jedynym i najcenniejszym skarbem, który jak magnes przyciągnie wasze kapłańskie serca. Wystawiajcie Jezusa Eucharystycznego na ołtarzu w czasie uroczystych, publicznych godzin adoracji i wynagrodzenia. (...) Eucharystia jest znakiem Jezusa, który również dziś miłuje was aż do końca. On prowadzi was do końca czasów, w których żyjecie, aby was wprowadzić w nową epokę świętości i łaski. Ku tej epoce właśnie kroczycie, a rozpocznie się ona, gdy Jezus ustanowi Swoje Chwalebne Królestwo pośród was. (DK421)

 

 

 Moje małe dzieci, niech wasze serca zanurzą się zupełnie w Jego Eucharystycznym Sercu, byście mogli wejść w osobową wspólnotę życia z Nim. Wtedy Jezus weźmie wasze małe serca, otworzy je, powiększy, napełni Swoją miłością. To On kocha przez was, a wy kochacie w Nim. Jesteście zatem coraz bardziej zanurzeni w zdumiewającym ognisku Jego Boskiej i doskonałej miłości. Na wzór Jana – umiłowanego apostoła, powołanego do głębokiej jedności życia z Jezusem żyjącym w Swym ludzkim Ciele – staniecie się nowymi Janami, wezwanymi do głębokiej jedności życia z Jego chwalebnym Ciałem, rzeczywiście obecnym jako ofiara i ukrytym pod postaciami konsekrowanego Chleba, przechowywanego we wszystkich Tabernakulach świata.

Najmilsi synowie, szukajcie Jezusa, aby zaspokoić wasze pragnienie szczęścia. Idźcie do Niego, aby ugasić wasze wielkie pragnienie miłości. Złóżcie również głowę na Jego Sercu, by usłyszeć Jego bicie. Żyjcie zawsze w Nim, zostaliście bowiem wezwani do bycia Janami Jezusa Eucharystycznego.

Wyrażam wam obecnie Moją matczyną wolę, by Jezus Eucharystyczny znalazł w waszych kościołach Swój królewski tron, przy którym – stale otoczony niezliczonymi zastępami Aniołów, Świętych i dusz czyśćcowych – byłby również czczony i adorowany przez wiernych. Zróbcie tak, by Najświętszy Sakrament był otoczony kwiatami i światłem – znakami wyrażającymi waszą miłość i waszą pobożność. Często wystawiajcie Go, aby doznawał czci ze strony wiernych. Mnóżcie godziny publicznej adoracji dla wynagrodzenia za obojętność, zniewagi, liczne świętokradztwa i straszliwą profanację, będącą celem czarnych mszy, kultu szatana i świętokradztw. Szerzą się one coraz bardziej i osiągają szczyt w ohydnych i bezwstydnych aktach wobec Najświętszej Eucharystii. Dlatego właśnie świat pogrążony jest w najgłębszej nocy, w ciemności grzechu i nieczystości, egoizmu i nienawiści, chciwości i bezbożności. Obecnie wydaje się, że nie ma już nic, co byłoby zdolne powstrzymać go przed upadkiem w przepaść bez dna.

Wielka godzina sprawiedliwości i Bożego miłosierdzia właśnie nadeszła. Do was, Moi umiłowani Kapłani, nazwani światłością świata, należy teraz oświetlanie ziemi w tych dniach nieprzeniknionej ciemności. (DK377)

 

Moje macierzyńskie zadanie polega również na wynagradzaniu za wielkie zło, które ciągle dziś popełnia się na świecie. Łączę się z każdą odprawianą Mszą św., aby ofiarować Ojcu Niebieskiemu drogocenną Krew Mego Syna Jezusa, który składa Siebie w ofierze i poświęca się ciągle za was na każdym ołtarzu świata. Jedynie Boska Krew, przelana za was, może obmyć wszelkie zło, grzech, nienawiść, nieczystość i nieprawość okrywającą świat. (DK396)

 

Wiele razy wam ogłaszałam, że zbliża się koniec czasów i przyjście Jezusa w chwale. Pragnę wam dziś pomóc w zrozumieniu znaków opisanych w Bożym Piśmie, które wskazują na wielką bliskość Jego chwalebnego powrotu. Znaki te – jasno ukazane w Ewangeliach, Listach św. Piotra i Pawła – realizują się w obecnych latach. 

Pierwszy znak to rozszerzanie się błędów, prowadzących do utraty wiary i odstępstwa.

Błędy te rozszerzają fałszywi nauczyciele, słynni teolodzy, którzy nie nauczają już prawdy Ewangelii, lecz głoszą zgubne herezje – oparte na błędnym i ludzkim rozumowaniu. Z powodu tego głoszenia błędów gubi się prawdziwa wiara i rozszerza się wszędzie wielkie odstępstwo.

 (...)

Drugi znak to wybuch wojen i walki bratobójcze. Doprowadzą one do szczytu przemoc i nienawiść, a miłość – do powszechnego wystygnięcia. Będą się też mnożyć katastrofy naturalne, takie jak epidemie, głód, powodzie i trzęsienia ziemi. 

(...)

Trzeci znak to krwawe prześladowanie tych, którzy pozostaną wierni Jezusowi oraz Jego Ewangelii i będą niewzruszenie trwać w prawdziwej wierze.

(...)

Czwarty znak to straszne świętokradztwo dokonane przez tego, który sprzeciwia się Chrystusowi, to znaczy przez Antychrysta. Wejdzie on do Świętej Świątyni Bożej i zasiądzie na swoim tronie, każąc siebie adorować jako Boga.

«...objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć... Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, działanie z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości...»

«...ujrzycie ‘ohydę spustoszenia’, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie».

Najmilsi synowie, aby zrozumieć, na czym polega ohyda spustoszenia, przeczytajcie to, co zostało przepowiedziane przez proroka Daniela:

«Idź, Danielu, bo słowa zostały ukryte i obłożone pieczęciami aż do końca czasu. Wielu ulegnie oczyszczeniu, wybieleniu, wypróbowaniu, ale przewrotni będą postępować przewrotnie i żaden z przewrotnych nie zrozumie tego, lecz roztropni zrozumieją. A od czasu, gdy zostanie zniesiona codzienna ofiara, zapanuje ohyda ziejąca pustką, upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni. Szczęśliwy ten, który wytrwa i doczeka tysiąca trzystu trzydziestu pięciu dni.»

Msza Święta jest codzienną ofiarą – ofiarą czystą składaną Panu na wszystkich ołtarzach od wschodu aż do zachodu słońca. Ofiara Mszy Świętej uobecnia ofiarę, którą Jezus złożył na Kalwarii.

Przyjmując protestancką naukę, będzie się mówić, że Msza nie jest ofiarą, lecz jedynie świętą ucztą – to znaczy tylko pamiątką tego, czego dokonał Jezus w czasie Swojej Ostatniej Wieczerzy. Zniesie się w ten sposób odprawianie Mszy Świętej. Na tym właśnie zniesieniu codziennej ofiary polega straszliwe świętokradztwo dokonane przez Antychrysta. Trwać to będzie około trzy i pół roku, to znaczy tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni.(DK485)

 

WIĘCEJ

 


 

Który za nas cierpisz rany Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.

I Ty, która współcierpisz, Matko bolesna przyczyń się za nami.

 


 

Mówi Pan Jezus:

 

„Ja ratuję cię ciągle. To, co dokonane zostało na Golgocie dwa tysiące lat temu, było i jest znakiem tego, co trwa nieustannie, bo istnieje poza czasem, jakiemu ty podlegasz jako człowiek żyjący na ziemi”.

 

*

 

„Tym, co cię krzyżuje jest twój egoizm.”

 

*

 
"Krzyż będący skutkiem własnego egoizmu - zaślepienia egoizmem - szukającycm ciągle siebie samego zamiast Boga..."
 
*
 
"Najwięcej zagrożeń posiada człowiek w samym sobie. Sytuacje zewnetrzne to wydobywają."
 
*
 

„Pozwól, abym zwyciężył twoją miłość własną”

 

*

 

„Wywyższenie na krzyżu. Jeżeli chcesz czegokolwiek dokonać dla Królestwa Bożego - dla swego i innych zbawienia - to nie masz lepszego narzędzia niż krzyż, by to uczynić. To jest jedyne, najdoskonalsze narzędzie, jakie daje Ojciec umiłowanym dzieciom Swoim, które chcą współdziałać ze Mną. Wywyższenie miłości jest na krzyżu. Krzyż, to jedyne miejsce, gdzie miłość jest autentyczna, wywyższona i gdzie podnosi i unosi wszystkich. Tylko krzyż wywyższa twoją duszę ponad zniewolenie cielesnością. Krzyż oczyszcza, uzdrawia, uświęca duszę twoją i dusze tych, których ze sobą tam uniosłeś. Oddanie Ojcu ducha w akcie ofiary za bliźnich może najdoskonalej, najowocniej dokonać się w tym najwyższym miejscu ziemi, jakim jest krzyż i wznieść ku Niebu to, co na nim zawisło. Moje serce tam zostało otwarte dla świata, tam jest miejsce, gdzie bije źródło wody życia i gdzie płynie Krew zbawienia. Przybliż się do źródła, aby z niego czerpać życie dla braci”.

 

*

 

„Pozwól, aby przebili twoje serce - aby zadali śmierć twojemu ciału. Cielesności twojej. Umrzyj dla siebie, aby dusza twoja wolna była w Bogu i aby Bóg wolny był w duszy twojej. Pozwól, aby przez ranę twego serca płynęła krew Moja - krew zbawienia dla wielu”.

 

*

 

„Umieranie z miłości jest wyzwoleniem dla ciebie, wielu, z którymi połączyła się miłość Moja”.

 

*

 

 „Czy przebaczyłaś już wszystkim to, co uczynili i jacy są? Czy wdzięczna jesteś Bogu i ludziom za wszystko, co cię spotkało? Czy kochasz] nie licząc się z sobą?”.

 

*

 

„Umrzyj dla siebie, abym żył w tobie dla wszystkich dzieci Moich, ranę Mego serca zakryj sercem twoim”.

 

*

 

„I żebyś oddając życie za braci, odzyskał je we Mnie.”

 

*

 

„Dusza twoja niech spoczywa w Bogu, bo jest Jego.”

 

*

 

 Co ma umrzeć?

- Egoizm

 


 

Dziękuję Ci Panie Jezu za Twoje Słowo i błogosławię Tobie, że przez krzyż i mękę Swoją odkupiłeś świat.

 


 

Opatrz Moje Rany miłością zrodzoną przez Mojego Świętego Ducha.

Szukaj zawsze Mojego Świętego Ducha

 

Maryja przeszła poza kordon żołnierzy, stanęła pod krzyżem wystawiając się na widok całego oszalałego z nienawiści tłumu żądnego krwi dla rozrywki. Niepojęcie miłujący ludzkość Bóg - Człowiek i  najmilsza Córka, Oblubienica i Matka Boga wystawieni na zniewagi, bluźnierstwa, szyderstwa, kpiny, złorzeczenia, urąganie, wyśmiewanie... 

"Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią" - to pierwsze słowa Syna Bożego przybitego grzechami do krzyża przez tych, których w jedności z Ojcem i Duchem świętym powołał z nicości do istnienia, i czynił im jedynie dobro. Nie to jednak było największą torturą dla Jezusa lecz poczucie, że Ojciec Go opuścił..., a także, że tak niewielu skorzysta z jego Ofiary.  Miał moc, by zejść z krzyża, a jednak wytrwał dla otoczenia Chwałą Ojca, dla całkowitego wynagrodzenia za nas, by otworzyć nam Niebo, dla naszego zbawienia.

 

I dziś Msza Święta - uobecnienie Ofiary Golgoty dzięki której jeszcze powstrzymywany jest gniew Boga Ojca - jest tak niezrozumiana, niedoceniona, zlekceważona. Miłość ostygła, bezgraniczna cześć zanikła, poczucie sakrum zniszczone... Wdarła się niewiara, wstyd wiary, oziębłość, rutyna, formalizm religijny. Prawdziwa religia katolicka schodzi do poziomu pięknej tradycji, folkloru, środka do pokazania się rodzinie i sąsiadom. Jezus Chrystus ponownie profanowany, biczowany, krzyżowany... cierpi wraz ze współodkupicielką obecną na każdej Mszy Świętej.

Ludzie ulegli kultowi samych siebie, kultowi rozumu, ulegli  racjonalizmowi i naturalizmowi nie zawracają ze złej drogi. Wielu nie chce słuchać, usłyszeć co Maryja mówi, wielu nie interesuje to, że Matka Boża czuje się zlekceważona, ale śpiewa regularnie "...jestem przy Tobie, pamietam czuwam...", czy "hołd Ci oddaje wierny Twój lud". 

Straszliwe proroctwa więc wypełniają się... Oby ci, którzy jeszcze nie wierzą, dla któych to wszystko głupstwem się wydaje, którzy jeszcze kpią - zdążyli się nawrócić i przemienić, gdy w skutek znaków czasu i własnego cierpienia w końcu uwierzą. Jest powiedziane, że niestety dla zbyt wielu będzie już za późno. 

 

Marana tha 

 

 


 

 

 

POWRÓT

 

 

DROGA KRZYŻOWA - JEZUS UMIERA - w wizji Marii Valtorty z nauką Pana Jezusa. Bolesne wezwania Maryi przez  ks. Stefano Gobbi 

02 kwietnia 2020
To Duch Boga, wlany w was, daje wam Życie. Kochaj Go, przyzywaj Go, bądź Mu wierna. Posiądziesz Życie i Pokój - wezwania z Nieba

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041