"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję tę witrynę z własnych środków, a służyć ma ona powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie. 

Strony mogą zawierać pliki cookies.      

                                                                                                                                                                                                  br.stanislaw@gmail.com

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

PODSTRONA W  BUDOWIE

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych
  • Zorganizowane kłamstwo z powodów ideologicznych, chciana ignorancja z obojętności i wygody, arogancja z głupoty.     

 

   W licznych publikacjach interpretujących odkrycia naukowe daje się zauważyć, że na siłę usiłuje się udowodnić, jak w drodze ewolucji z niczego powstało wszystko. Pod szyldem nauki bardzo często pojawiają się teorie raczej ze świata bajek, niemożliwe do wydedukowania z otaczającej nas rzeczywistości oraz do zweryfikowania np. „superświatów pączkujących”, „wieloświatów”, „czarnych dziur jako tuneli czasoprzestrzennych do innych rzeczywistości”, czy „spontanicznego, samoistnego powstania życia w kosmosie” (bo współczesna nauka już wykluczyła możliwość samoistnego zaistnienia życia na ziemi). Przy tym tylko czasem - najczęściej w tonie ironicznym, kpiącym czy prześmiewczym wspomina się o niepopularnej w środowiskach popularnonaukowych teorii o istnieniu jakiegoś „przedwiecznego zegarmistrza, który puścił wszystko w ruch”.

 

   Zagadywanie, kpiny i naciski z przesadną pewnością przynależą do środków manipulacji, a w tym temacie dominują w środkach przekazu.Te zastanawiające działania tym bardziej każą zwrócić uwagę na tę powszechnie przemilczaną, niepopularną, wyśmiewaną teorię, którą nazywa się Kreacjonizmem. Dzieje się tak w dużej mierze z winy części samych kreacjonistów – tych, którzy opierają się na literalnej interpretacji zapisów Biblijnych o stworzeniu świata. Pozostają oni głusi i ślepi na odkrycia naukowe. To samo dotyczy neodarwinowskich ewolucjonistów, których poglądy bliższe są wierzeniom, niż odkrywanej przez naukę rzeczywistości. A jednak pośród nich dominuje pogarda, wyśmiewanie się, patrzenie z przymrużeniem oka czy bagatelizowanie odmiennych poglądów niż te jedynie słuszne.  Zdaje się, że również chrześcijanie w większości tym naciskom świata ulegli i bez głębszej refleksji przyjmują teorię ewolucji. Samych zwolenników STWORZENIA Wszechświata i życia traktuje się więc powszechnie raczej jako nieuków i dziwaków.

 

   Tak więc Prawda, do której powinniśmy dążyć choćby przez szacunek dla swojego intelektu, jest powszechnie lekceważona i zakłamywana przez wierzenia czy to w ludzki rozum czy to ślepo w religię. Spójrzmy zatem obiektywnie na dane naukowe i odkryjmy tę Prawdę. Jednak, aby dojść do Prawdy, żyć w Prawdzie, trzeba naprawdę najpierw bardzo tego chcieć. Potrzeba minimum wewnętrznej wolności, by nie ulegać swoim własnym niezmiennym przekonaniom, jakimkolwiek naciskom, poczuciu zakwestionowania, lękom, chwilowym osobistym interesom, przyjętym i obowiązującym w jakiejś społeczności ideologiom, obawom przed ośmieszeniem się czy jakimkolwiek innym wpływom (np. arogancji, zarozumiałości, pychy intelektu, czy chorej wyobraźni) - jeżeli tylko będzie nas na to stać. To wszystko może stanowić filtr zniekształcający postrzeganą rzeczywistość. Potrzeba otwartości, dobrego nastawienia oraz na początek czystego racjonalnego myślenia opartego na najnowszych odkryciach naukowych. Wówczas - w takiej wolności rozważając, będziemy mogli wyciągać najbardziej realistyczne wnioski.

 

   Gdy wiedza zaszła już tak daleko, a wciąż powszechnie głosi się najbardziej niebezpieczne kłamstwa (i to często powołując się na naukę), wydaje się to wręcz konieczne. Tym bardziej, że mają one wielki wpływ na moralność społeczeństwa, na degenerowanie się tej naszej cywilizacji.

 

 

  • Pierwotna Osobliwość. O czym mówi język fizyki. Powstanie Wszechświata.  Niezwykle subtelne zwycięstwa materii. Niewysłowiony podziw...

 

 

   Jakże znamienne jest to, że dla fizyków, kosmologów, biologów molekularnych oraz specjalistów wielu innych dziedzin nauki, wyłaniający się z ich badań obraz otaczającej nas rzeczywistości nie staje się coraz bardziej czytelny, jasny czy prosty, lecz wręcz odwrotnie, coraz bardziej zagmatwany i trudny do uchwycenia.

   Im więcej wiemy, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, jak niezmiernie niewiele wiemy.

 

   Świat materii (nawet tej nieożywionej) okazał się o wiele bardziej złożony i skomplikowany, niż nam się to dotąd wydawało. W tej naszej ludzkiej pogoni za zaspokajaniem pragnienia poznania i maksymalizacją korzyści dawno już przekroczyliśmy możliwości rozumu pojedynczego człowieka. Zwróćmy uwagę, jak coraz bardziej zawężają się specjalizacje, powstają wciąż nowe dziedziny nauki. W dalszym ich rozwoju coraz bardziej liczy się współpraca coraz większych zespołów ludzkich. Od organizacji współpracy zależą dalsze osiągnięcia. Podziwiamy, stajemy się dumni z tych osiągnięć, z ogromnego postępu naukowego i technologicznego ostatnich dziesięcioleci. Ale nie uświadamiamy sobie tych ogromnych ograniczeń naszego intelektu, wręcz ludzkiej głupoty niszczącej Ziemię.

 

    Garściami, nieco bezrefleksyjnie z tych osiągnięć pragniemy czerpać (np. goniąc za nowościami, za samozadowoleniem),  aż wpadamy w przesłaniającą rzeczywistość megalomanię. To również są filtry zaciemniające nasz umysł (zobaczymy, że nie wywyższające, a wręcz poniżające nas).

Stąd na początku mowa będzie o czymś całkowicie różnym od znanej nam rzeczywistości. Choć to nie mieści się w naszej głowie, choć wykracza poza możliwości naszego rozumu, to jednak potrzeba o tym pomyśleć dla uzyskania obiektywizmu w sposobie patrzenia, by móc zrozumieć to, czego samym tylko subiektywnym, racjonalnym i zdeklarowanym sposobem myślenia pojąć nie możemy. Pozytywnym myśleniem nie jest uciekanie myślami od tego, co nas nieskończenie przerasta, a próba wyciągnięcia z tego dla siebie wniosków (zobaczymy, jak wręcz bezcennych). Wpadnięcie przy tym w ogromny podziw i zadziwienie jest jak najbardziej dobrym symptomem. Jednak jednym z elementów zdziwienia jest uznanie własnej niewiedzy. Nie jest to jednak łatwe w dzisiejszym świecie, w którym dominuje szpan i walka o samozadowolenie.

 

 

    Kosmolodzy i fizycy dziś już zgodnie twierdzą, że Wszechświat ma ustalony początek w czasie i przestrzeni oraz zaprogramowany koniec. Uznaje się za pewnik, że powstanie Wszechświata (na który  składa się energia, czas, materia i wielowymiarowa przestrzeń), nastąpiło wskutek tzw. Big-Bang - Wielkiego Wybuchu samej ENERGII  (z której dopiero z upływem czasu powstawała materia) nieskończenie skumulowanej w punkcie mniejszym od jądra atomu.

Skoro tak, to nasuwa się pytanie, skąd ta ENERGIA się wzięła, jak i gdzie mogła się aż tak skumulować? Choć nauka na ten temat w zasadzie nie chce się wypowiadać, to jednak nie jest to pytanie bezsensowne, bo okazuje się, że nie jest niemożliwe do zgłębienia. Potrzeba tylko minimum odwagi.

 

    Czy możemy w ogóle mówić o jakimś punkcie albo o czasie poprzedzającym

Big-Bang? Cofając się jeszcze bardziej w naszym rozumieniu w jakąś „przeszłość” tzn. jeszcze przed zaistnienie czasu i materii stwierdzić musimy, że nie mogło

być tam też żadnej sceny, nie ma więc nawet punktu. Co więc było, albo też - czym jest to, w czym Wszechświat się rozwija? Zauważmy, że my teraz poruszamy się w środowisku ziemskim. Ziemia porusza się w środowisku czasoprzestrzeni Wszechświata. A w jakim środowisku powstała czasoprzestrzeń, w jakim rozszerza się Wszechświat?

 

   Wtajemniczeni mówią o istnieniu pewnej „pierwotnej osobliwości, w której nie istniało nic, co nasza ludzka percepcja mogłaby wychwycić”.   To przykład stwierdzenia nieco zaciemniającego prawdę. Bo chyba bardziej poprawnie byłoby powiedzieć, że niewątpliwie musiało istnieć COŚ, czego nasza ludzka, nazbyt ograniczona natura i rozum - nie jest w stanie wychwycić. Tu nawet nasza wyobraźnia zawodzi, bo jak wyobrazić sobie tę istniejącą pierwotną Osobliwość, jak wyobrazić sobie brak czasu, brak sceny, na której dokonać się ma coś niebywałego – i na której wciąż się dokonuje?

Nawet wymyślone określenie „Wielki Wybuch” nie wydaje się właściwe. Każdy wybuch kojarzy się z niszczycielską, chaotyczną siłą niszczącą uporządkowanie i niosącą śmierć wszelkiemu życiu. Nikt nie ma chyba też wątpliwości, że z chaosu samoistnie nie może powstać doskonałe uporządkowanie, wciąż będzie jedynie chaos. Tymczasem tu, jak sobie będziemy mogli to uświadomić, ta niepojęta ENERGIA wydaje się posiadać przedziwne, niespodziewane właściwości.

 

   Jak bowiem jest możliwe, by w wyniku wybuchu nieskończenie potężniejszego od wszystkich niszczycielskich wybuchów razem wziętych, jakie tylko możemy sobie wyobrazić, samoistnie powstało coś niezmiernie precyzyjnie uporządkowanego (o czym będziemy mogli się przekonać), tak niepojęcie twórczego, że powstały tak niezwykle skomplikowane, a przy tym doskonale skomponowane struktury materii, aż po niebotycznie złożone życie? W tym względzie akurat naukowcy nie mają żadnych wątpliwości, gdyż jasno stwierdzili, że: „Wszechświat rozpoczął się od struktury o bardzo wysokim stopniu uporządkowania. A ponieważ istnieje nieskończenie więcej możliwości na zaistnienie stanu nieuporządkowania niż uporządkowania, zatem w wyniku ewolucji Wszechświata istnieć winien naturalny trend do zwiększania nieporządku. A tak nie jest”.

  Uznano to zatem za wielką, nierozwiązaną zagadkę. I taką wciąż pozostaje.

 

   Czy rzeczywiście nie możliwe jest zgłębienie, skąd wzięły się we Wszechświecie uporządkowanie i wszelki rozwój powodujący powstawanie skomplikowanych struktur - nie tylko tej nam znanej materii?Skąd w Naturze wzięło się takie niepojęte zorganizowanie, ład, harmonia, proporcje, życie (i jego niezwykła organizacja), skąd instynkty kierujące życiem, skąd piękno, dobro, sumienie i miłość?  Niezaprzeczalnie tworzyć to wszystko od samego początku muszą jakieś prawidła, jakieś prawa, którym w jakiś sposób materia się poddaje.

 

   Zgodnie z obowiązującym w dzisiejszym świecie tzw. racjonalnym i naturalistycznym podejściem uznaje się, że przed zaistnieniem czasu, przestrzeni, materii nie było jeszcze żadnych praw nią zarządzających, porządkujących, rozwijających. Że owe prawa fizyki nie mogły istnieć jeszcze przed zaistnieniem czasoprzestrzeni lecz że rozwinęły się samoistnie wraz z nią. I znów, czy naprawdę pomimo tego, że według naszych pojęć wynikających z możliwości naszej percepcji, był wówczas stan niczego, pozostaje to nie do zgłębienia, nie do określenia? Niekoniecznie, ale przy podejściu ściśle racjonalistycznym owszem. Bo dla każdego inteligentnego człowieka jasne jest, że z niczego, z zera nic nie może powstać, z zera zawsze powstanie tylko kolejne zero – nic. Ludzkość w największym choćby czasie swojego intelektualnego i technologicznego rozwoju, nigdy nie będzie miała takiej mocy, by to zmienić, by stworzyć coś z niczego. Jakim więc cudem samoistnie zaistniały te niezwykle skomplikowane i inteligentne prawa fizyki (które najinteligentniejsi ludzie z trudnością mogą tylko w niewielkim zakresie zgłębiać), a z nich ta rzeczywistość, którą postrzegamy i którą wydaje się nam, że sami tworzymy? Bo tak naprawdę to istniejąca od miliardów lat fizyka jest fundamentem, źródłem wszystkich nauk - od przyrodniczych po techniczne. Fizyka nie tyle (jak się powszechnie twierdzi) znajduje zastosowania w nauce, co wręcz tworzy naukę i technikę, będąc ich istotą.

 

   Co zatem dla naszego intelektu jest bardziej prawdopodobne? Czy to, że stałe i niezmienne prawa fizyki wraz z powstającym właśnie czasem, w tysięcznych częściach sekundy (bo tak musiałoby być) same się precyzyjnie wymyśliły i utworzyły, by uporządkować tę nieokiełznaną energię rozprzestrzeniającą się z niepojętą prędkością ale tak, by w odległej przyszłości móc utworzyć z niej materię i ją ożywić? Czy też raczej, że musiały istnieć już wcześniej, w owej Pierwotnej Osobliwości zanim powstał czas? Wszak wygląda na to, że ruch tworzy czas, a prawa fizyczne tworzą ruch. Fizycy zaś twierdzą, że w osobliwościach (tzw. czarne dziury będące w rzeczywistości kulami, z których nic, nawet światło nie może się wydostać) znane nam prawa fizyki nie obowiązują, nie działają. Cóż zatem? Może wydaje się, że inteligencja człowieka jest tu zbyt ograniczona, by dojść do Prawdy, bo rzeczywistość przerasta nasze możliwości pojmowania. A jednak ucieczka od tego zagadnienia na pewno nie przysporzy nam mądrości. Z determinacją odkryjmy zatem Prawdę. Zastanówmy się, co tworzy same prawa fizyki. 

 

   Rozwijającej się od wielu tysięcy lat ludzkości udaje się w końcu odkrywać prawa rządzące Wszechświatem – prawa fizyki (w makroskali) i prawa kwantowe (w mikroskali). A to dzięki temu, że udało się odkryć i rozumieć ich język. Tym językiem jest matematyka. To właśnie odkrywanie prawideł matematyki pozwala te prawa zgłębiać. Ludzki geniusz Albert Einstein był jedynie teoretykiem. Wszystko wyliczał matematycznie. Wówczas nie było jeszcze możliwości technicznych sprawdzania eksperymentalnego poprawności tych wyliczeń. Dziś wielorakie eksperymenty, testy i obserwacje potwierdzają wyliczenia matematyczne.

Za pomocą matematyki możliwe stało się np. opisanie mikroskopowego ruchu pojedynczej cząstki np. gazu, w określonej przestrzeni. Jednak przy pomocy takich matematycznych równań nie sposób, by człowiek był w stanie odtworzyć i przewidzieć skutki oddziaływania na siebie zbioru ogromnej ilości jakichś określonych cząstek. Odkrywanie praw fizycznych z powodu ograniczoności człowieka zatrzymałoby się więc na tej barierze (nie ma potrzeby starać się to dogłębnie zrozumieć).

Zatem jakże niezwykle ważnym, a dla fizyków całkowicie nieoczywistym jest fakt, że najbardziej istotne przejawy oddziaływania na siebie jakiegoś zbioru cząstek są jakby „zakodowane” w zaledwie kilku opisach (np. temperaturze czy ciśnieniu).   

 

   To wszystko znów uznaje się, za niezwykle szczęśliwy zbieg okoliczności – już kolejny. Podobnie również i zaistnienie Wszechświata w środowiskach naukowych uznawane jest za taki „szczęśliwy, przypadkowy zbieg okoliczności”. Fizycy ot tak, po prostu uznali jakieś samoistne zaistnienie praw fizyki w momencie Wielkiego Wybuchu, nie zajmując się tym, nie wnikając w to, jak te powstały. Naukowcy bazują bowiem wyłącznie na naturalizmie, który wymaga, by badania prowadzić jedynie tak, jakby poza naturą nic nie istniało. Dalej nie chcą się zagłębiać, gdyż uznają, że byłoby to już wejście na grunt metafizyki, filozofii czy nawet duchowości. A przecież naturalizm to również jedynie doktryna filozoficzna, która obecnie, wobec zatracenia się w nauce granicy między tym, co naturalne i ponadnaturalne (jak to będzie można dostrzec) powinna zostać jakoś zweryfikowana. Przecież prawa istniejące we Wszechświecie, które człowiek z takim mozołem odkrywa, są nie czym innym jak tylko istniejącymi, w jakiś sposób niezwykle precyzyjnie ustanowionymi zależnościami. Któż to mógł ustanowić i jaką mocą one zaczęły działać i wciąż działają? Czyż dla nas nie odwiecznie?

 

   Człowiek tak naprawdę jest jedynie twórcą wyrazów, nadaje tylko nazwy odkrywanym przez siebie, odwiecznie istniejącym prawom i rzeczom. Przy tym, co jest kolejną prawdą, bardzo nieudolnie próbuje je wykorzystać - bo najczęściej ze szkodą dla siebie. Wyraża się jednak tak, jakby posiadał najwyższą wiedzę i mądrość. Gloryfikacja jest tak wielka, jakby był samym twórcą tego, co odkrył jako przecież istniejące odwiecznie. Obecnie mówi się np. o „szybkim rozwoju matematyki”. A przecież bardziej adekwatne byłoby mówienie o mozolnym zgłębianiu matematyki, która istnieje we Wszechświecie od samego jego początku, a tak naprawdę jeszcze przed jego zaistnieniem (jak będziemy sobie to mogli uświadomić). Tu więc rodzi się pytanie, czy prawidła matematyki rządzącej owymi prawami fizycznymi, mogły się jakoś samoistnie, przypadkowo ustalić podczas czy zaraz po Wielkim Wybuchu? Dziwne i wręcz żenujące wydaje się to, że ludzie zafascynowani badaniami naukowymi zajęci są głównie śledzeniem krok po kroku „jak” coś powstawało, nie uważając za wystarczająco ważne i celowe, by odkrywając istniejące zależności wyciągać również wnioski - „SKĄD, DLACZEGO, PO CO?”. Czyż to dla naszego intelektu jest niemożliwe do zgłębienia?

 

   Sami go zaciemniamy zasłaniając się racjonalnym myśleniem, jakże opacznie to pojmując.

Bo przecież według Encyklopedii naukowej racjonalnie myślący znaczy: „opierający się na logicznym rozumowaniu, kierujący się rozumem”.

 

   Uświadamiać sobie przy tym jednak trzeba, że wiedza zawarta w naszym umyśle, choć niemierzalna, to jednak jest o wiele bogatsza od tego, co tylko doświadczalne, mierzalne i wyliczalne. Co to oznacza? Czyż nie to, żeby posługiwać się wszystkimi zdolnościami naszego rozumu, o jakich mówią np. nauki psychologiczne? Czyli:

myśleniem - również tym perspektywicznym (układanie w psychice faktów, zdarzeń, ale i wrażeń), rozumowaniem (uświadomienie sobie czegoś, zdawanie sobie sprawy),

pojmowaniem (logiczne wnioskowanie i wyciąganie sądów)

poznaniem prawdy (wiedza i mądrość – której to początkiem jest uznanie własnej ograniczoności), zapamiętywaniem (istnieje też zdolność umysłu do niedopuszczania do świadomości czyli zakłamywania rzeczywistości np. selektywnym brakiem uwagi),

rozróżnianiem (np. ładu i nieporządku, harmonii i skonfliktowania, jakości/nowości i starości, piękna i brzydoty, prawdy i kłamstwa, a co za tym idzie dobra i zła.

Ale przecież także wyobraźnią, poczuciem sensu lub bezsensu, poczuciem przestrzeni (wielkości i małości), głębi (poznawanie dalsze niż bezpośrednia rzeczywistość), wielości (uchwycenia dużej liczby elementów), proporcji (dostrzeganie różnic w skali fizycznej), ruchu (odkrywanie rozwoju ukrytego w tym co najpowolniejsze).

 

   Przy tym niezmiernie ważne jest zdawanie sobie sprawy, jak bardzo te przecież jakże niesamowite zdolności naszego umysłu są wobec wielkości i skomplikowania Wszechświata ograniczone. Chodzi o to, by do swojego poznania zachować taki dystans, by nie ulegać niezmiennym przekonaniom. Lub wyzwalając się z nich stać się wolnym poszukiwaczem, zdolnym do zadziwienia odkrywcą istnienia pewnej uniwersalnej Prawdy. Ona istnieje!

Obecna ciemnota, niemalże powszechna ślepota ludzkości wobec niej, nie jest przecież rzeczą nieprzezwyciężalną.

 

   Zatem przez szacunek dla własnego intelektu, po to, by go właściwie i w pełni wykorzystać dla własnego i powszechnego dobra, posłużmy się tymi wszystkimi zdolnościami. Ignorancja nie pochodzi z jakichś trudności w samodzielnym myśleniu, rozumowaniu czy pojmowaniu. Każdy bowiem zdrowy (i niezepsuty) na umyśle człowiek jest wystarczająco uzdolniony do rozróżniania prawdy od fałszu, do odczuwania dobra i zła. Ignorancją nie jest niewiedza „jak” coś powstało, bo zobaczymy, że niemal cała ludzkość - szczególnie przy obecnie powszechnym stosowaniu mechanizmów samozaślepiania się (w psychologii zwanych mechanizmami obronnymi człowieka) - w rzeczywistości praktycznie nic nie pojmuje. Stąd coraz więcej zła, niszczenia przyrody (a nawet już kosmosu), wzajemnej rywalizacji, niechęci, nienawiści, podziałów i wojen.

 

   Ignorancja wynika z często nieuświadamianej sobie do końca niechęci do przyjęcia odczuwanej Prawdy tym „czymś” istniejącym w nas, co nauki psychologiczne nazywają najwyższą świadomością czy świadomością świadomości (o czym będzie jeszcze mowa). Można uznać się za umysł oświecony i dla utrzymania dobrego mniemania o sobie zamknąć się samemu w więzieniu samozakłamania (w tym celu np. kogoś bardziej świadomego rzeczywistości nazywać np. ciemnogrodem), lecz zmarnować swoje życie, a u jego kresu palić się ze wstydu i żalu. Ileż ludzie poświęcają czasu dla przeróżnych pasji, które wszak najpóźniej w świadomości bliskości śmierci okazują się fatamorganą. Jakże inaczej rzecz ma się z tymi, którzy stają się pasjonatami… Prawdy!

 

   Na razie nie pozostaje zatem nam nic innego, jak przyjąć, że istnieje poza naszym czasem i przestrzenią pewna OSOBLIWOŚĆ, z której wyłonił się ten również osobliwy, jak się uznaje, niepojęcie dla nas mały punkt osobliwości o nieskończonej gęstości i oszałamiającej temperaturze. A było naprawdę gorąco, bo obliczono, że 10^32 (kwintyliard) stopni Celsjusza. To z niego - jak się przyjmuje, w przeciągu ok. 13,8 miliarda lat wyłoniło się to, czym jesteśmy, co postrzegamy i co usiłujemy zrozumieć. I chyba nic więcej nie możemy o tym co było wcześniej teraz powiedzieć, co - przy podejściu naturalistycznym - miałoby jakiś racjonalny sens. Jakiekolwiek istniejące i powstające teorie oparte na tej ideologii, będą jedynie gdybaniem nieprzybliżającym w żaden sposób do prawdy. A wręcz przeciwnie, mogą jeszcze powiększać ignorancję.

 

   Ale odtąd, tzn. od zaistnienia Wszechświata i praw nim rządzących, podejście naturalistyczne już pozwoli zgłębić wiele prawdy, dzięki czemu będziemy mogli później powrócić w rozważaniach do zrozumienia owej Pierwotnej OSOBLIWOŚCI. Potrzeba jednak zapewnić sobie nieco przestrzeni wolności, nabrać choćby lekkiego dystansu do swoich poglądów, bo w dalszej części ten, kto będzie się naturalistycznej doktryny uparcie trzymał, będzie wprowadzany w coraz większe zakłopotanie.

 

   Zatem kiedy ta pierwotna Energia - która pod niepojętym ciśnieniem w czymś musiała istnieć poza czasem, którego wszak jeszcze nie było - w końcu wybuchła (wcześniej zatem coś ją musiało powstrzymywać i musiał zaistnieć jakiś impuls do owego wybuchu), zaczęła rozszerzać się w jakiejś przestrzeni(?), tworząc jednocześnie w sobie przestrzeń Wszechświata. Dopiero wraz z wewnętrznymi zmianami zaistniał czas, powstało to, co nazywamy czasoprzestrzenią, w niej zaczęła tworzyć się materia (żeby było ciekawiej wraz z antymaterią).  Już wówczas istniał niezwykły stopień precyzji dopasowania wielkości wszystkich odkrytych stałych fizycznych, jakie obowiązywały w tej czasoprzestrzeni. W wielkie zdumienie wprawia to naukowców. Szybkość rozszerzania się Wszechświata była (i prawdopodobnie jest) większa od prędkości światła. Określa się ją mianem prędkości zbliżonej do  krytycznej. Mniejsza spowodowała by z czasem na powrót kurczenie się Wszechświata, krytyczna - wieczne rozszerzanie się.  I tu okazuje się, że gdyby początkowe tempo ekspansji było mniejsze o jedną tysięczną jednej milionowej jednej milionowej procenta, to Wszechświat już dawno zapadłby się ponownie. Z drugiej strony, jeśli tempo ekspansji byłoby szybsze choćby o jedną milionową procenta, gwiazdy i planety nie mogłyby powstać.  Tak, to niepojęta dla naszego umysłu precyzja. 

 

Gdy więc po upływie ułamka sekundy od Wielkiego Wybuchu w wyniku tego rozszerzania się Wszechświata odpowiednio zmalała gęstość i temperatura energii (mowa o pierwszych sekundach istnienia czasu), zgodnie z działającym już wówczas pewnym fizycznym prawem - dziś już powszechnie znanym dzięki odkryciu go przez Alberta Einsteina (a zapisanym w języku matematyki: E=mc2), z owej Energii zaczęły wyłaniać się pierwsze cząstki materii i… antymaterii, tzn. kwarki i antykwarki.  Te pierwsze pary cząstek i antycząstek zderzały się ze sobą ulegając anihilacji (unicestwieniu). Gdyby nie wyłoniła się wówczas niespodziewana nadwyżka materii nad antymaterią, nic by materialnego nie pozostało, nie byłoby więc i nas. Ta niepojęcie przeogromna ilość materii jaka nam się obecnie objawia dzięki najnowszym teleskopom, to tylko bardzo niewielka resztka tego, co było na początku. Naukowcy bowiem przyjmują, że owa nadwyżka stanowiła jedynie 1 cząstkę materii na miliard cząstek antymaterii. Zdajmy więc sobie może jeszcze teraz sprawę z tego, jak niezwykle zaskakujący, subtelny, kolejny to przypadek(?), dzięki któremu mogło w odległej przyszłości zaistnieć nasze życie.

Wszyscy zatem jesteśmy niezwykle niezwykłymi szczęściarzami (prawdopodobieństwo najwyższej wygranej w Lotto wynosi „tylko” 1 do 14 milionów).

 

   Zwracajmy dalej uwagę na to, jak wiele było tych "szczęśliwych trafów", że w ogóle mogliśmy zaistnieć, a przecież nie jest to kompletny opis. Uświadommy sobie, na ile jest prawdopodobna cała seria szybko następujących po sobie tak niezwykłych przypadków i zbiegów okoliczności. Na ile jest realna możliwość samoczynnego zaistnienia życia. I rozważmy, czy zamiast o przypadkowych zbiegach okoliczności, nie powinniśmy mówić o koniecznej niezwykłej precyzji w procesie ewolucji Wszechświata!

Ewolucji samoczynnej, czy może jakoś kierowanej? A może słowo ewolucja nie jest tu właściwe? To właśnie trzeba teraz spokojnie rozważyć.

 

   W dalszym ciągu rozwoju Wszechświata zaczęły powstawać coraz to większe, coraz bardziej różnorodne cząstki. Stało się to na skutek działania różnych praw i oddziaływań. Jak już była o tym mowa, odkrycia kosmologów i fizyków wyjaśniają jedynie to, jak wyprodukował się Wszechświat ze znanych nam praw fizyki. Zawsze z góry zakładając ich istnienie. Po prostu przyjmuje się, że jakoś samoistnie powstawały. Tak też wydaje się nam, że po owym samo zaistnieniu, rozwój Wszechświata toczy się również jakby samoistnie, samoczynnie, że Wszechświat jest samodziałający, samo rozwijający się. Zanim jednak jeszcze zaistniały rządzące dużymi skalami, doświadczane przez nas, wyliczalne i przewidywalne prawa fizyki, ów początkowy jakby mikro Wszechświat był kwantowy. A to znaczy, że kształtowały go zupełnie inne prawa, które obowiązują w świecie cząstek elementarnych. Każde z owych praw niewątpliwie stanowi jakąś konkretną inteligentną informację. To zaś mówi nam, że rozwój Wszechświata nie był od początku zdeterminowany jedynie znanymi nam, namacalnymi i przewidywalnymi prawami fizycznymi, lecz prawami uznawanymi za nieprzewidywalne, które określono jako prawa prawdopodobieństwa.

Wkrótce oba te, jakby całkiem sprzeczne ze sobą prawa, albo może prawa o innej naturze, w niewiadomy dotąd sposób nałożyły się na siebie, uzupełniły, jakoś współdziałają.

Przykładowo według praw odkrytych przez dziedzinę nauki zwaną mechaniką kwantową informacja nie ginie, jest wieczna. Według praw fizycznych - przemija. W uniwersum kwantowym nie ma bowiem przedtem czy potem - znany nam czas po prostu nie istnieje. Zaś w świecie praw fizyki przestrzeń z czasem są ze sobą powiązane - ruch tworzy czas w którym wszystko przemija.

 

   Nad tymi prawami, które dla naszej inteligencji stanowią jak dotąd nierozwiązywalny paradoks, aktualnie głowią się naukowcy.

I choć wciąż im się nie udaje połączyć tych dwóch jakby sprzecznych praw w jedną spójną teorię, to jednak dla nas ta wiedza już wystarcza, by uznać, że ewolucja Wszechświata nie jest ani chaotyczna, ani przypadkowa, ani też ściśle zdeterminowana.

Powszechnie uważa się, że gdy zdarzy się coś przypadkowego, to nie ma określonej tego przyczyny.  Że przypadek jest po prostu przypadkiem. A jednak tak nie jest. Przypadek to coś, co ma małe prawdopodobieństwo zaistnienia, ale i tak ma przyczynę, wynika z działania określonych praw. Przykładowo, przecinając w poprzek w miarę jednakowe drzewa z całą pewnością wiemy, że w wyniku działających praw fizyki będą one upadać na ziemię. Ale będą upadać w różne strony, co możemy określić jako zwykły przypadek. Jednak na ten „przypadek” ma wpływ np. kierunek i kąt pochylenia, środek ciężkości, wytrzymałość i miejsca osłabienia (defekty) w strukturze materiału, również kierunek i kąt cięcia itp. Moglibyśmy więc wyliczyć matematycznie prawdopodobieństwo upadku w określonym kierunku.

Przypadki nie są zatem niematematyzowane. Da się je opisać matematycznie, choć jest to niezmiernie skomplikowana, misterna konstrukcja.

Zatem ten kierunek upadku drzewa ktoś doświadczony może nie tylko przewidzieć, ale nawet nadawać go według swojej woli.

 

   Podobnie jest z powstaniem i rozwojem Wszechświata - jest wspaniale zgranym, pięknie zsynchronizowanym ciągiem praw i przypadków opisywalnych matematycznie.

 

   Czy wobec tego przyjmowanego, a niezrozumiałego przez naukowców dziwnego uporządkowania Wszechświata, branie pod uwagę tego, że również mógłby istnieć Ktoś, kto nadawałby temu kierunek przeczy racjonalnemu myśleniu? Czy nie wydaje się to nawet wręcz jak najbardziej prawdopodobne? Jakiś stopień naszej wewnętrznej wolności ujawnia się, gdy choćby weźmiemy to pod uwagę.

 

   Odkrycia naukowe wykazały, że nie tylko wszystko, co istnieje na Ziemi i najbliższym jej kosmicznym otoczeniu, ale cały niezmierzony Wszechświat scalają niezwykle precyzyjnie dobrane i działające siły zwane oddziaływaniami albo popularnie czterema siłami natury. Odkrywając je naukowcy nadali im nazwy takie jak: grawitacyjne (zarządzające dużymi skalami), silne (w jądrach atomów), słabe oraz 

elektryczne i magnetyczne. Te ostatnie, odkąd udało się je określić jedną teorią nazywane są elektromagnetycznymi czy elektrosłabymi. Tak przedziwne zjawiska są z nimi związane, że znów w wielu wypadkach przekracza to naszą wyobraźnię. Tym bardziej, że przewiduje się konieczność istnienia piątej - najpotężniejszej i największej siły wiązanej z "ciemną materią",  która wszak nie oddziałuje z żadną znaną nam materią. Dlatego nie można jej odkryć i zbadać, ale bez niej nie sposób zrozumieć funkcjonowania Wszechświata.  

 

Dzięki tym w jakiś sposób ustanowionym prawom, ustanowionym oddziaływaniom, od chwili wprawienia tej niepojętej Energii w ruch i wraz z jej rozprzestrzenianiem się powstaje wielowymiarowa rzecz, dla uproszczenia nazywana czasoprzestrzenią (wymiar czasowy, trzy wymiary przestrzenne w widzialnym przez nas makroświecie i ponoć o wiele więcej ukrywających się w mikroświecie kwantowym).  I to na niej, ale i wraz z nią porusza się materia (również pozostała jeszcze antymateria i ciemna materia), jak również cząstki bezmasowe (w tym światło). Jak podają nam do wierzenia uczeni, w wymiarze czasowym nie ma jednego „teraz” dla całego kosmosu. Im większa prędkość poruszania się cząstek, tym czas płynie wolniej…, aż do zatrzymania się czasu przy prędkości światła. Z tego by wynikało, że dla odbieranych dziś na Ziemi, poruszających się z prędkością światła bezmasowych fotonów mikrofalowego promieniowania tła wyemitowanych jakieś 13,5 mld lat temu, nie minęła według naszego pojmowania nawet sekunda. Zatem takie nasze pojęcia jak „wcześniej”, „teraz” czy „później” mają prosty sens tylko dla zdarzeń mających miejsce w niewielkiej (w skali kosmosu) odległości od siebie. Czy nie wynika z tych rozważań, że może istnieć brak upływu czasu?

 

   Wiemy, że sama przestrzeń (po której poruszają się wszelkie cząstki) wciąż w czymś się rozszerza i to prawdopodobnie coraz szybciej. Stąd wszystkie galaktyki i układy galaktyk niepowiązane ze sobą poprzez oddziaływania,  oddalają się od siebie z prędkościami tym większymi, im dalej się od siebie znajdują (średnio 200-1000 km/s). Dzieje się to jednak w sposób idealnie uporządkowany, doskonale równomiernie, na zasadzie proporcjonalności, tzn. rosną odległości, ale stosunki pomiędzy nimi pozostają te same.

 

   Wiemy również, że przestrzeń Wszechświata jest płaszczyzną płaską i zakrzywioną, choć nie ustalono dotąd kształtu, jaki to zakrzywienie przybiera. Równocześnie określa się ją jako trójwymiarową, skończoną, zamkniętą, a nawet, że ma górę i dół. Jak to wszystko pogodzić? Trudne jest to dla naszej ograniczonej wyobraźni, ale nieco pomocne mogą być porównania. Gdy patrzymy na powierzchnię lustra wydaje nam się idealnie gładka. Ale pod mikroskopem okazuje się trójwymiarowa, a różnice poziomów są stosunkowo większe niż ma to miejsce na powierzchni ziemi. W większej skali, gołym okiem patrząc, na powierzchni naszej ziemi wszystko postrzegamy w trójwymiarze; z kosmosu zaś jej powierzchnia jawi się nam już jako gładka. Dzięki postępom nauki wiemy, że płaszczyzna Ziemi jest zakrzywiona i tworzy kulę. Nawet przy tej wiedzy i tej minimalnej skali (w skali Wszechświata) trudno nam sobie to wyobrazić, bo patrząc lokalnie jawi nam się przecież jako płaska. Rozszerzanie się Wszechświata i określone skutki tego pomoże zaś nam uzmysłowić sobie nadmuchiwany, pęczniejący w powietrzu balon. I najbardziej realnym wydaje się ten jego kształt - przynajmniej cztero-wymiarowej super-kuli o brzegu trzy wymiarowej rozszerzającej się sfery. Światło zatem kiedyś powinno okrążyć Wszechświat.  Dla nas jednak na zawsze będzie ono pojawiać się i znikać za horyzontem. Pojawia się jednak tu pytanie: w czym się rozszerza ten tak niepojęcie ogromny dla nas Wszechświat? Tego też w tym życiu się nie dowiemy, tak wielka jest nasza ograniczoność.

 

Dalszemu rozwojowi materii we Wszechświecie również towarzyszyły okoliczności związane z niepojętą dla naszego umysłu precyzją. Gdyby w atomach potężne siły jądrowe utrzymujące ze sobą protony i neutrony były odrobinę słabsze, we Wszechświecie mógłby powstać jedynie wodór. Gdyby były odrobinę silniejsze, cały wodór przekształciłby się w hel. A wówczas nigdy nie doszłoby do włączenia reakcji syntezy w gwiazdach, decydującej o ich zdolności tworzenia cięższych pierwiastków.  Jak się okazuje, te siły jądrowe są doskonale dopasowane do tego, by mógł powstać węgiel stanowiący podstawę życia na Ziemi. Gdyby siły te miały choć odrobinę większą moc przyciągania, cały węgiel przekształciłby się w gwiazdach w tlen.
W sumie odkryto 15 stałych fizycznych, których wartości współczesna teoria nie potrafi przewidzieć. Są one takie po prostu dane, jakoś ustalone. Należą do nich prędkość światła, moc silnych i słabych oddziaływań jądrowych, różne wartości liczbowe związane z promieniowaniem elektromagnetycznym oraz stała grawitacji. Prawdopodobieństwo, by okoliczności i wszystkie stałe fizyczne  przypadkowo przyjęły wartość konieczną do powstania tak trwałego Wszechświata, zdolnego do wytworzenia i utrzymywania form żywych, jest nieskończenie mała. A zatem nasz Wszechświat jest najzupełniej nieprawdopodobny. Do tego jeszcze wrócimy.

 

   Z dalszym rozwojem Wszechświata zaczęły tworzyć się obiekty o tak dużej gęstości, że stały się źródłem przedziwnego zjawiska. Określa się go mianem zakrzywiania czasoprzestrzeni. Im większa masa porusza się w przestrzeni, tym większa siła grawitacji i tym większe zakrzywienie czasoprzestrzeni. Materia zatem jakby mówi przestrzeni, jak ta ma się zakrzywiać, przestrzeń zaś mówi materii jak ma się poruszać. Bowiem po takiej zakrzywionej przestrzeni nawet światło porusza się już nie po liniach prostych, lecz zgodnie z zakrzywieniem. A nawet, jak w przypadku obiektów nazywanych „czarnymi dziurami” (choć są to również twory kuliste) wszelka materia (wraz ze światłem) jest całkiem pochłaniana. Co zaś się wówczas dzieje z tym, co nazywamy czasem czy informacją - nie wiemy.

 

   O tym niepojętym dla nas ogromie i potędze Wszechświata tylko w bardzo, bardzo ograniczonym zakresie możemy zdawać sobie sprawę. Gdy spojrzymy na gwiazdy widzimy ich światło dochodzące do nas nie z obecnej przestrzeni kosmosu (z uwagi na znaczny czas, jaki potrzebują fotony światła by dotrzeć do nas), a z dawno minionej, wówczas mniejszej przestrzeni czasu przeszłego.

Zatem patrząc na gwiazdy widzę je tam, gdzie w tym momencie ich wcale nie ma, może wiele z nich w chwili obecnej już wcale nie istnieje. A może też w jakimś ciemnym dla naszego wzroku punkcie przestrzeni, od milionów lat istnieją gwiazdy, ale ich światło do nas jeszcze nie dotarło. Zatem miejsce na niebie, w które się wpatruję, dostrzegam w bardzo przestarzałym jego obrazie, w jakim wysyłające światło obiekty były miliony czy miliardy lat temu. Tego, co jest „teraz” my nie możemy nie tylko dostrzec ale i zrozumieć. Sprawa się jeszcze bardziej komplikuje oddziaływaniami grawitacyjnymi powodującymi zakrzywienie czasoprzestrzeni, a co za tym idzie i wiązek światła. Zakrzywienia zależą od rozkładu materii w pobliżu której fotony światła przebiegają.Wszechświat jest niezwykle pusty, średnia odległość między dwiema gwiazdami to aż 4,15 tys. lat świetlnych. Przestrzeń kosmiczna nie jest jednak wypełniona nimi jednorodnie, równomiernie. Układają się raczej w długie i cienkie pasma i płachty, które otaczają bąble kosmicznej pustki o średnicy wielu tysięcy lat świetlnych. Największa odkryta do tej pory  - Wielka Pustka ma średnicę około miliarda lat świetlnych.

 

   Tu znów ujawnia się nasza jakże ograniczona ludzka intuicja. Bo choć ta droga światła do nas, przebiegając po tzw. liniach geodezyjnych wcale nie jest prosta, to jednak jest najkrótsza. Sprawę dodatkowo gmatwa ogromna prędkość pęcznienia samej przestrzeni, po której porusza się światło oraz same fale grawitacyjne wytwarzane przez poruszające się masy, które są określane jako „zmarszczki” w przestrzeni i w… czasie. Pomimo więc tego, że wyświecone światło podąża do nas z niewyobrażalną prędkością ok. 300 tys. km/s, gwiazd którym się przypatruję zapewne nie było tam, gdzie je widzę. Swoim umysłem nie jesteśmy więc w stanie choćby w przybliżeniu uchwycić rzeczywistości, potęgi i złożoności kosmosu czy nawet zrozumieć całościowo pojęcie czasu, będącego skutkiem tego nieustannego ruchu wszelkiej materii we Wszechświecie.

 

   Niewątpliwie upływ czasu, jaki my ludzie osobiście i jakże boleśnie odczuwamy stanowi konieczność podlegania kolejności przebiegu zdarzeń w naszym życiu. Wynika on właśnie z tego ruchu materii w przestrzeni kosmicznej, z jego cykliczności, podległości określonym i precyzyjnie ustanowionym prawom (dla nas ludzi sprowadza się to do ruchu Ziemi wokół Słońca), z których zapewne tylko niewielką część dotąd rozpoznano. Bowiem na podstawie dotychczasowych wyliczeń i odkryć naukowcy przewidują istnienie innych nieznanych dotąd oddziaływań. Przykładowo wyliczono istnienie tzw. ciemnej materii (materia, której wciąż nie udało się dostrzec), która od początku istnienia Wszechświata jakby „zauważa” „zwykłą” materię, za pomocą jakiegoś oddziaływania tworzy jego strukturę, jakby rusztowanie. Oddziałując z zewnątrz na galaktyki i ich skupiska, otacza je i utrzymuje razem na dużej przestrzeni, bez czego wskutek ciągłego powiększania się przestrzeni Wszechświata musiałyby się one w końcu rozpaść i zacząć od siebie oddalać.

Zaś z owym powiększaniem się Wszechświata, jego ekspansją (w czymś) związane jest też istnienie tzw. ciemnej energii, która jak się ostatnio sądzi - nieustannie rośnie i będzie rosnąć aż do osiągnięcia stanu „wielkiego rozdarcia” – jak zostało to nazwane, czyli do ostatecznego rozpadnięcia się wszystkiego, nawet cząsteczek atomów.

 

   Uzmysłowić sobie zatem nieco możemy początek  Wszechświata, jego rozwój i jakby zaprogramowany koniec. 

Do dziś nie wiadomo, jak te nawet już lepiej poznane oddziaływania są przenoszone, jednak wiadomo, że zarówno nieznacznie większe jak i mniejsze byłyby katastrofalne w skutkach nie tylko dla jakiegokolwiek życia, ale i dla istnienia całego Wszechświata. Otóż, jak zaraz będziemy sobie to mogli uzmysłowić, bez tej niepojętej dla naszego umysłu precyzji, w jakiejś przypadkowości, nie tylko wcale by Wszechświat nie zaistniał, ale i już istniejąc - nie przetrwałby.

Spójrzmy jeszcze na owe stałe fizyczne, dzięki którym zbudowana jest i funkcjonuje materia w całym Wszechświecie. Nawet nieznaczne zmiany w ich wielkości mogłyby uniemożliwić zaistnienie jakichkolwiek struktur materii – nawet atomów. Oto kilka przykładów stałych fizycznych.

Współczynnik bezwymiarowy ε (epsilon) opisujący siły łączące nukleony w jądrach atomów wynosi 0,007. Gdyby nie było dokładnie takiej wartości, nie byłoby jakiegokolwiek życia na Ziemi, nie powstałyby bowiem pierwiastki, które wchodzą w skład ożywionej materii.

Inny niewyobrażalnie mały współczynnik - stała kosmologiczna λ (lambda). Odkryta jej wartość to 10 -122!!! Nie znamy nawet nazwy takiej liczby, a przecież już 10-2 jest dla człowieka wielką precyzją. Słynne równanie Alberta Einsteina E=mc2 (energia równa jest iloczynowi masy i prędkości światła podniesionej do kwadratu) świadczy również o zasadzie ukazującej, jak z energii powstaje materia (w ten sposób bardzo niewielkie jej ilości udało się już fizykom wytworzyć w najpotężniejszej na ziemi maszynie - akceleratorze cząstek). Zaś tzw. liczba Plancka (1,6 x 10-35) stanowi o „najmniejszej wielkości mającej sens fizyczny, najmniejszej cząstce naszej materialnej rzeczywistości”. Czym zatem jest to, co jest mniejsze, czym jest ta już niematerialna rzeczywistość, która przecież według współczesnej  nauki istnieje?! Możemy nazwać ją np. duchowością.

   

   Wszechświat fascynuje! Zespoły najtęższych umysłów pochylają się nad złożonością pojawiających się problemów, a prawda wciąż się oddala.   Z jakąż pewnością do niedawna naukowcy twierdzili, że Wszechświat jest wieczny, nie ma początku ani końca. Aż wyliczono Wielki Wybuch i zaprogramowany koniec. Twierdzono, że atomy są

najmniejszymi i niepodzielnymi elementarnymi cząstkami materii. Potem, że to jądra atomów wszystkich pierwiastków są najmniejsze i niepodzielne. Jeszcze później, że występujące w jądrach nukleony (neutrony i protony) są niepodzielne. Dalej to samo mówiło się o kwarkach.  A obecnie mówi się o „wewnętrznym życiu (drgających „włóknach” energii), wchodzących w strukturę jąder atomowych wielorakich kwarków „sklejanych” przez gluony w chmurze bezmasowych cząstek”. Ostatnio też ogłoszono o nowym odkryciu, że prędkość światła w pewnych okolicznościach wcale nie jest stała (choć tak się wciąż jeszcze w szkołach naucza).

 

   Dla zobrazowania sobie tego, czego inaczej nie jesteśmy w stanie pojąć, trzeba by powiększyć atom (zbudowany z wymienionych cząstek) do wielkości wyobrażalnej dla naszego umysłu. Zwiększając więc jądro atomu z jego oryginalnej wielkości 0,000000000001 mm do 1 cm3 (kostka do gry), proporcjonalnie jego masa wynosiłaby aż ok. 130 milionów ton, a elektron na skrajnym orbitalu krążyłby wokół niego w odległości ok. 1 km! Pomiędzy nimi pustka, próżnia, która stanowi 99.999% atomu. Podobne niewyobrażalnie dla naszego umysłu puste przestrzenie wielkości i masy odnajdujemy w makroskali kosmosu. Przykładowo gęstość materii gwiazdy neutronowej jest tak olbrzymia, że mała jej łyżeczka miałaby masę ok. 6 miliardów ton. To tu wytwarzane są takie pierwiastki jak platyna, złoto czy srebro.

Teraz już wyraźniej widać, że muszą istnieć jakieś określone, idealnie dostosowane do potrzeb, niezwykle precyzyjnie oddziałujące ale i potężne siły, które to wszystko tworzą i utrzymują (np. owa pustka w atomie nie stanowi przeszkody w istnieniu minerałów o niezwykłej twardości). To właśnie dzięki ustanowionym różnorodnym i doskonale funkcjonującym prawom rządzącym oddziaływaniami, strukturą, właściwościami materii, możliwe stało się powstanie we Wszechświecie cząstek, wiązań i struktur tworzących pierwiastki, cząsteczki, układy planetarne, galaktyki i ich potężne skupiska. Nie mówiąc już o tych niedostępnych dla naszego poznania tworach, jakimi są tzw. ciemna energia i ciemna materia (choć tu bardziej pasuje słowo „niewidzialna” z uwagi na to, że rzeczywiście jest niewidzialna dla naszych oczu i wszelkich przyrządów).

 

   Czy będziemy mogli kiedykolwiek swym umysłem pojąć cząstki, o tak niezwykłej gęstości wraz ze scalającymi je cząstkami bezmasowymi? Czym mogłaby być taka mała jak dla nas kostka do gry o ciężarze 130 milionów ton z wchodzącymi w jej skład, niezbędnymi dla jej scalenia elementami - które nic nie ważą? Na jakiej zasadzie działają, mają strukturę, czy są już ostatecznie niepodzielne? Choć nie widać końca możliwych, a niezmiernie fascynujących i zaskakujących odkryć, to cóż naszemu umysłowi ukazują już te nieliczne i pobieżnie tylko przytoczone tu fakty? Przypadkowość, chaos czy doskonałe uporządkowanie, długotrwałą serię samych niezwykle cudownych zbiegów okoliczności czy niepojęcie precyzyjne i złożone dzieło? Wydaje się wręcz, jakby Wszechświat został doskonale nastrojony do tego, by mogło zaistnieć w nim życie.

 

   To tylko kilka spisanych refleksji, które nijak nie oddają mojego niewysłowionego podziwu dla Stwórcy Wszechświata, Któremu bezwzględnie należy się od każdego człowieka wszelka cześć, chwała, podziw i wręcz uwielbienie, którym potrafimy otaczać przemijające rzeczy. 

Czy ci, którzy tego nie chcą czynić, mają szacunek dla samego siebie, dla własnego umysłu?

<><

Cdn.

 

 

 

 

 

Wszystkie części: https://odrodzedoprawdy.pl/dowody-na-istnienie-boga

 

 

 

 

 

Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?
  Część 1.  Największe zorganizowane kłamstwo świata, chciana ignorancja i arogancja.
    Pierwotna Osobliwość. Wielki Wybuch. Samoistne uporządkowanie?
  
 
 

12 October 2019
Dowody na istnienie Boga - Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?   Część 1.  Największe zorganizowane kłamstwo i chciana ignorancja.     Pierwotna Osobliwość. Wielki Wybuch. Samoistne uporządkowanie?