O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

    Przy dobrym nastawieniu można  w rozwoju ludzkości dostrzec stałe, nieustanne działanie Boga,  Najwyższego Bytu. Przez wieki - nie naruszając wolności człowieka i Swej Transcendencji, Bóg wychowuje ludzkość, by przywrócić w niej stan Swojego podobieństwa (chodzi przemianę, o uduchowienie naszej cielesnej natury).

 

   I tak na przykład znany z Biblii Melchizedek (ok. 1800 r.pne.) - nazwany kapłanem Boga Najwyższego czy nawet  jeden z największych starożytnych greckich mędrców - Sokrates (zm.399 r.pne.), są dziś wyraźnym znakiem tego Bożego działania w ludzkich sercach. Będąc otwartym na Prawdę, można też dostrzec, do czego to działanie Jedynego Boga zmierza. Wszystkie istniejące współcześnie wielkie religie świata, zawierające wiele ziaren Bożej Prawdy zostaną udoskonalone, u końca ludzkości pozostanie jedna wiara, jedna religia, jeden kult. Jaki i jak do tego dojdzie?

 

   Jeśli spojrzymy na główne religie i ich Święte Pisma, to zauważymy, że Konfucjusz, Budda, Mojżesz czy Mahomet uważali siebie samych jedynie za nauczycieli czy proroków. Żaden z nich nie nauczał z niedostępnej dla człowieka pozycji  - jedności z Bogiem.  Jedynie narodzony z narodu izraelskiego Jezus z Nazaretu (a jest to z przywódców religijnych postać najbardziej udokumentowana historycznie)  deklarował, że jest większy od jakiegokolwiek człowieka, że jest jednością z Bogiem, że jest w Bogu, a Bóg w Nim, że kto Go widzi, widzi także i Boga.  Potwierdzał to sposobem życia i mocą swojego słowa. Mówił jak prawodawca, jak sędzia odpuszczając ludziom uczynione zło, oczyszczając sumienia, kierując na drogę pokoju i miłości. Wskazywał na siebie mówiąc: „Nikt nie przychodzi do Boga Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”, głosił, że tylko On może dać człowiekowi wieczne życie w prawdziwie istniejącym Bożym Królestwie. Nie było to pustosłowie,  wszystko potwierdzał swym postępowaniem i czynami. Nie wdawał się w sojusze, spory, dyskusje, polityczne przetargi, nie groził, nie zwalczał przeciwników …  – bez względu na okoliczności czynił dzieła miłosierdzia, był rzeczywiście Księciem Pokoju.

Ukazywał z mocą, że jest samą Prawdą i Drogą do Prawdy, która prowadzi do Życia, że On sam jest  Życiem dającym życie.  Nie tylko życie cielesne i zmysłowe, ale i to zatracone – wewnętrzne, duchowe, otwierające na życie wieczne.

Powiedział wręcz: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. Czyli, że nie będzie ulegał błędnym mniemaniom, kłamstwom, wypaczeniom, fałszywym naukom, nie wpadnie w błędne przekonania, w zarozumiałość, megalomanię, że nie dotkną go herezje, w tym współczesne takie jak duch naturalizmu i racjonalizmu zabijający wiarę w nadprzyrodzoność, w Życie wieczne, w zmartwychwstanie itp.

 

   Przypisywaną sobie boskość potwierdzał Mocą i dziełami, jakich żaden człowiek nie jest w stanie czynić – miał władzę nad wszelką materią, światem  duchów, nad życiem i śmiercią. Rozmnażał żywność, uciszał żywioły, mocą swojego słowa wyrzucał złe duchy, uzdrawiał obłąkanych, ślepych, głuchych, kalekich, a nawet wskrzeszał zmarłych - w tym ciało człowieka w znacznym rozkładzie.   Cytując hebrajskie Pisma wskazywał na istniejące od setek, a nawet tysięcy lat proroctwa, które Go zapowiadały (które przecież i nam są znane w niezmienionej formie, co potwierdzają odkrycia archeologiczne). Ludziom, którzy mieli problemy z uwierzeniem w Jego Boskość, łagodnie uświadamiał, że powinni uwierzyć ze względu na cuda, które oglądają własnymi oczami, a których nikt dotąd nie czynił. Jego interpretacja Świętych Pism - Pięcioksięgu, była jakaś nowa, inna, czasem  trudna, a czasem prosta, ale zawsze piękna. Pomimo, że nieustannie i na różne sposoby wyjaśniał swoją naukę (m.in. w prostych pięknych przypowieściach z życia wziętych), to jednak nawet najbliżsi uczniowie nie pojmowali tego, że Jego nauczanie miało za cel doprowadzenie do uduchowienia, do otwarcia na nadprzyrodzoność tak bardzo cielesnego i zmysłowego człowieka (a i dzisiaj zostało to już w znacznej mierze zatracone). Jeszcze w czasie ziemskiego życia Jezusa z Nazaretu świadkowie zapisywali Jego mowy i dzieła, zebrane później utworzyły zbiór Pism nazwanych Ewangelią, Dobrą Nowiną, Nowym Testamentem. Nie można też całkowicie przekreślać innych pism powstałych na podstawie ustnych przekazów pochodzących od różnych świadków Jego życia, choć czasem ubarwionych. O Jezusie Chrystusie jako „Słowie Bożym, który wstąpił do Nieba, wciąż żyje i powróci” mówi również muzułmański Koran (nie mówi zaś tego o Mahomecie).  

 

   Zarozumiałość, megalomania, pycha umysłu tak zaślepia, że dla większości współczesnych ludzi Jezus z Nazaretu pozostaje jedynie mitem, wielu wprawdzie sądzi, że istniał w przeszłości, był wielkim człowiekiem, ale pozostaje gwiazdą przyćmioną przez czas. Wielu wierzy z trudnością, bo jakże trudno zachować wiarę, gdy przez świat jest wyszydzana. A wyszydzana jest z powodu krótkowzroczności świata, dla którego nielogiczne i bezsensowne wydają się być Boże, wieczne Prawdy i wartości. Przecież i Ewangelie zdradzają, że oglądający naocznie cuda mieli trudności z uwierzeniem Jezusowi i pójściem za Nim. Jego własny "Naród wybrany", Jego mądrość uznał za szaleństwo, Jego świętość za bezbożność, zaś Jego miłosierdzie kłóciło się (i wciąż kłóci) ze światową poprawnością. A to w oczach świata zasługuje na wykpienie, na odrzucenie, na śmierć!

 

   O czym jednak świadczą Jego ostatnie wypowiedziane już w obliczu śmierci słowa, które zanotował naoczny świadek? Owe: „Wykonało się”, wyszeptane z  tajemną radością świadczą o świadomości klęski swego życia, swej misji? Czy też raczej całkowitego wypełnienia posłannictwa danego mu przez Boga, którego nazywał Swym umiłowanym Ojcem? A słowa te wypowiedział przecież w opuszczeniu, w obliczu wydawałoby się całkowitej klęski. Z dwunastu wybranych przez Niego osób (według ludzkiej logiki niezbyt mądrze), których nazywał swoimi apostołami, pozostał przy nim tylko jeden najmłodszy, dziesięciu uciekło, a jeden wręcz Go zdradził, wydał wrogom, po czym popełnił samobójstwo.  Jego zwolennicy uznawszy, że wszystko stracone, ukrywali się drżąc o swoje życie (również dziś pośród samych chrześcijan nie mówi się o Jezusie – to temat nie akceptowany, ośmieszony przez ten świat).  Jakże zatem tym nieuczonym, małodusznym i zalęknionym ludziom żyjącym w małej ubogiej krainie na peryferiach potężnego cesarstwa w niewielkich osadach położonych pośród lasów, jezior i pustyń, na dodatek w obliczu tak totalnej klęski mogło przyjść choćby na myśl podjęcie się tak potężnego dzieła, jak stanąć przeciw ludzkiej naturze wzdrygającej się przed cierpieniem i ofiarą, przeciw mentalności całego świata żądnego złota, panowania, zmysłowości - by samą miłością zdobyć go dla Jezusa? Czy Ten, który jak wydawało się nie dał sobie rady ze swoim małym religijnym narodem za swego życia, mógłby teraz swym zdruzgotanym i zalęknionym uczniom pochodzącym głównie z nizin społecznych pomóc po śmierci przekonać cały ówczesny świat?

 

   Ich niewiara wskazuje, że gdyby ta Nauka pochodziła jedynie z wymysłu ludzkiego, wszystko powinno się rozpaść. Po tak haniebnej śmierci chcianej przez rządzących i znaczną większość ludu, czyż nie było dla nich wręcz szaleństwem choćby cokolwiek wspominać o Nim i Jego tak potępionej nauce? Choć po kontaktach ze Jezusem Zmartwychwstałym (czego niepodważalny dowód istnieje do dzisiaj w postaci tzw. Całunu Turyńskiego), ich wiara została umocniona, to przecież jednak wciąż obawiali się i ukrywali przed wrogo nastawioną władzą i uległą jej większością społeczeństwa. A Jezus w tym stanie ich zostawił. Na pewno uczynił wszystko co mógł, by odmienić ich ludzkie umysły, ich sposób myślenia  i serca pełne uprzedzeń, lęków, przekonań, zapatrywań… Odszedł do Swego nieziemskiego Królestwa nakazując jednak, by z wiarą oczekiwali spełnienia się Jego Obietnicy.  Znał ich otwarte serca, wiedział, że wydarzy się coś, co całkowicie ich przemieni oddziałując na ich ducha - ich wyższą świadomość. 

   

   I Ewangeliści mówią o  zstąpieniu z wielką mocą Ducha Świętego – uznanego za trzecią Osobę  Boską, który udzielił się bezpośrednio ich duszom, tak, że w jednej chwili stali się pełni męstwa, mądrości, wiedzy, umiejętności… Po dziś dzień jest to możliwe, to się dzieje w wielu miejscach świata, jest na wiele świadectw. By to dostrzec trzeba jednak mieć na to nastawioną percepcję, tego zapragnąć, być na Ducha Świętego otwartym, Jemu coraz bardziej poddanym. Nieprawość samozakłamania i schlebiania sobie przy światowych pragnieniach czyni umysły zaślepione, serca kamienne, zamknięte i zatwardziałe, a dusze zbrukane ukamienowane pod stosem żądz. 

 

    Niewielu uświadamia sobie, że Bóg - Którego jedno z imion brzmi Emmanuel, wciąż przebywa z nami, namacalnie działa i wspiera prawdziwie wierzących, małych we własnych oczach, którzy Go potrzebują i wzywają. Bo Misja Emmanuela – Boga z nami  trwa i trwać będzie do końca istnienia świata. 

 

   Zauważmy, że wrogie i oporne Bogu potężne cywilizacje minionych epok, pojawiające się rozległe imperia, dumne królestwa, wielcy rewolucjoniści ostatnich stuleci, rządcy świata, multimilionerzy, wpływowi masoni, ideolodzy i filozofowie negujący i zaprzeczający Bogu, sławni prześmiewcy oraz wszelkiego rodzaju prześladowcy obracają się z powrotem w proch i pył, a potomkowie wspomnianych prymitywnych pasterzy i wyrastające z tych korzeni chrześcijaństwo trwają niewzruszenie do dzisiaj.

I trwać będzie, i wzrastać choćby teraz w mało dostrzeganej uduchowionej Reszcie - pomimo nieustannych prześladowań zewnętrznych walczącego ateizmu, silnego wpływu liberalizmu oraz wewnętrznych ataków licznych współczesnych herezji, schizm i powszechnych zgorszeń chrześcijan jedynie z nazwy. Z tej biblijnej Reszty  rozszerzy się na całą ziemię zapowiadane przez Boga - Jego Królestwo. 

 

   Rozważania stają się nieco trudniejsze z dwóch powodów. Pierwszy, to racjonalne myślenie już nie wystarczy. Człowiek jedynie zmysłowy i cielesny musi z początku brać na wiarę to, co głoszą ludzie będący uznanymi  autorytetami,  którzy już za swego ziemskiego życia doszli do posługiwania się swoją wyższą, duchową świadomością. O nich też będzie tu mowa. 

Drugą trudnością jest już wcześniej zapewne pojawiający się problem przezwyciężenia pojawiającego się poczucia zakwestionowania.  Co czynić, gdy nieuchronnie Prawda wzbudza w nas pragnienie ucieczki, tak, że szukamy wybiegu, by zakończyć te rozważania, by zająć się czymś konkretnym?

Może będzie dobrze zastanowić się, do czego chcemy uciec. Czym jest to, co nazywamy „życie”, czym jest „nieśmiertelność”, a czym „śmierć”. Przypomnijmy sobie, że wedle konwencjonalnej nauki nasza samoświadomość jest niezależna od życia ciała, nie znika wraz ze śmiercią ciała, zatem możemy przyjąć, że jest nieśmiertelna. To, co tu na ziemi ten świat nazywa „życiem”, to tylko „zbiór spraw, rzeczy, ludzi i czasu, który wciąż przemija i ulega ciągłym przemianom. Nietrwałe, ulotne przemijanie pełne bólu, lęku, emocji, ambicji, gwałtu, przemocy, wrogości wzajemnej, walki, głupoty, zacietrzewienia, podłości, intryg, zdrady i nędznych motywacji i czynów”. (ŚBM) 

 

   Taka zaś egzystencja jest bardziej umieraniem w strachu niż życiem. Nawet człowiek jeszcze cielesny i zmysłowy, ale o dobrym nastawieniu, czytając choćby życiorysy tak wielu świętych chrześcijańskich, może odkryć, że prawdziwie wierzący w Boga-Miłość, będącego Życiem i dającego Życie nieśmiertelne, stają się już za swojego ziemskiego życia w swojej świadomości wiecznie „Żyjący”.

Uwierzenie, zapragnienie, oddanie się Bogu otwiera  na poznanie i doświadczenia duchowe, które z kolei dają niezmienną pewność, dają pełną świadomość, że kroczy się drogą ku niczym nie zmąconemu szczęściu będącym zanurzeniem w wiecznej, niepojętej Miłości. Nawet pośród wielkich trudności życiowych i cierpień sama świadomość kroczenia tą drogą sprawia, że już czują się szczęśliwi.

Bowiem dla żyjących w tej świadomości to, co świat nazywa śmiercią nie stanowi żadnego zagrożenia.  Świat zaś śmierć traktuje jako największe zagrożenie.

Prawdziwej zatem Wolności i Pokoju ten świat dać nie może – choćby byłoby to najlepsze na świecie ubezpieczenie na życie. J

 

   Wzbudźmy zatem w sobie pragnienie wejścia na ten wyższy stopień świadomości, a wkrótce uznamy za pewnik to, że dla każdego człowieka dzień „śmierci” jest najważniejszym dniem drugiego życia. Najszczęśliwszym lub najbardziej tragicznym, w którym zapada ostateczna, już nigdy niezmienna decyzja na Życie poza ruchem materii, poza czasem – w wieczności. W dalszej części zobaczymy, że jest ona wspaniałą lub straszną konsekwencją naszych małych codziennych wyborów – jak może właśnie teraz przyjęcia lub odrzucenia przykrej prawdy o sobie: że nie żyję w Prawdzie, że prędzej czy później i tak będę musiał w całej, niczym nie zmąconej świadomości przed nią stanąć.

Na pewno już domaga się tego od nas nasze sumienie. Możemy wsłuchiwać się w nie traktując jako naszego przyjaciela. Albo traktować jak wroga, usiłując zagłuszać, nie dopuszczać do świadomości tego, choć cichego, to jednak natarczywego głosu w sobie. Wówczas jednak ta walka będzie nas nieustannie wyczerpywać, niepokoić i udręczać.   

 

Kim i jaki jest Stwórca Wszechświata?
Jest nami zainteresowany? Jest obojętny, nieczuły czy też zadajemy Mu ból?

2019/10/24
Orędzie Królowej Pokoju z Medziugorje

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 027320