O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

PODSTRONA W  BUDOWIE

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych
Korzeniem kryzysu Liturgii, a co za tym idzie kryzysu Kościoła (gdyż Msza Święta jest bijącym sercem Kościoła) jest niewątpliwie ludzka pycha i egoizm rodzące się pod wpływem szatana - głównego sprawcy grzechu. Ma on dostęp do człowieka, który nie modli się, który nie ma realnego kontaktu z Bogiem - a z tego powodu jest podatny na grzech. Modlitwę sercem zastąpiło działanie według własnych pomysłów, by być docenionym. By samemu uniknąć czy wyrwać się z tej szatańskiej pułapki uznajmy za Prawdę to, co Pan Jezus mówi teraz do nas, a co warto zapamiętać i stosować w całym życiu:
 
"Nie niepokój się i nie szukaj uznania pochodzącego od tego świata. Nie szukaj ludzkiej chwały, bo podziwiany przez ludzi jest odpychający w Moich oczach".
 
Człowiek nie poddany Bożemu prowadzeniu ma problemy z zauważeniem w sobie nawet skrajnej pychy i egoizmu. Doprowadzają one wręcz do kultu samego siebie, do przeceniania własnego rozumu. Z tego rodzi się racjonalistyczny i naturalistyczny sposób myślenia. Nie ma tu już miejsca na wiarę w nadprzyrodzoność, a co za tym idzie na osobiste jej doświadczenie. To z powodu braku prawdziwej wiary i racjonalnego myślenia wprowadza się błędy do Kościoła.   Co to za błędy?
Na to pytanie szukamy odpowiedzi po to, by samemu im nie ulec lub wyzwolić się, a nie dla pustej krytyki. Zapragnijmy więc Prawdy, ale aby ją zgłębić musimy być nastawieni na realizowanie jej w miłości. Bo Prawda Boża zgłębiana i głoszona bez Miłości nie jest już Bożą Prawdą.  By ją odkryć i przyjąć potrzeba więc czystej intencji i pragnień: jedynie dla chwały Bożej, by to Bóg był coraz bardziej znany, czczony i kochany przez wszystkich bez wyjątku ludzi, a nie po to, bym ja się wybił - choćby tylko we własnych oczach. 
 
    Słowo Boże mówi: " Pan Bóg nie uczyni niczego, jeśli nie objawi swego zamiaru sługom swoim". Am3,7
Zawsze więc i na wszelkie sposoby - by przebić się przez naszą głuchotę i ślepotę - Bóg ostrzega ludzkość przed strasznymi konsekwencjami złego stylu życia. Bóg je dopuszcza lub zsyła dla naszego przebudzenia i zbawienia naszych dusz. Bo to dusze są wieczną wartością, nie to chwilowe ciało, które służyć ma nam do zdobycia Nieba.  
Właściwie reagując (jak ludność Niniwy) na owe Boże wezwania, można je powstrzymać lub choćby zmniejszyć ich skutki. Mamy jeszcze tę możliwość, ale czy ją wykorzystamy?
 
    Początków obecnego kryzysu Kościoła i świata dopatrywać możemy się w tym, co dla nas jest zwykle niezauważalne (bo dziejące się we wnętrzu człowieka), ale o przyszłych skutkach czego, zawczasu ostrzega nas Bóg. W tym wypadku wysłanniczką Boga jest Maryja objawiająca się w La Salette w 1846 r. Przesłania Jej, udzielone nam przez dwoje prostych dzieci wciąż są niezwykle a ktualne, a trafność wyraźnie dostrzegalna. Po pięciu latach drobiazgowego dochodzenia Biskup miejsca za zgodą Watykanu wydał dokument uznający objawienia za prawdziwe. Tajemnicze przesłanie spisane przez dzieci zostało zapieczętowana i wysłane papieżowi Piusowi IX. Sekret ten po raz pierwszy został opublikowany w 1873 r. z Imprimatur bpa Naples, za osobistą aprobatą papieża.
Oto wstrząsające fragmenty:
„(…)  Kapłani – słudzy mojego syna, Kapłani – przez swoje złe życie, przez brak uszanowania i pobożności w celebrowaniu świętych tajemnic, przez miłość do pieniędzy, przez upodobanie w honorach i przyjemnościach, Kapłani stali się naczyniami nieczystości. Biada Kapłanom i osobom poświęconym Bogu, którzy swą niewiernością i złym życiem na nowo krzyżują Mego Syna. Grzechy poświęconych Bogu wołają o pomstę do Nieba, a oto pomsta jest u ich drzwi, bo już nie ma nikogo, kto by błagał o miłosierdzie i przebaczenie dla ludu, nie ma już dusz wspaniałomyślnych, nie ma już osoby, która byłaby godna ofiarować Przedwiecznemu za świat żertwę bez skazy. (…) Za niedługo Bóg uderzy w sposób bezprzykładny. Biada mieszkańcom ziemi! Cierpliwość Boża wkrótce się wyczerpie, a wtedy nikt nie zdoła się schronić od tylu klęsk nagromadzonych. (…)
 
Dalszy ciąg przesłania Najświętszej Maryi Panny z La Salette odnosi się do tego, co mamy czynić - również w tych naszych jak i przyszłych czasach:
 
„Zwracam się z naglącym apelem do ziemi, wzywam prawdziwych uczniów Boga żyjącego i królującego w Niebie, wzywam prawdziwych naśladowców Chrystusa, Który stał się człowiekiem, jedynego prawdziwego Zbawiciela ludzi, wzywam swe dzieci, ludzi prawdziwie mi oddanych, którzy mi się oddali, abym ich prowadziła do swego Boskiego Syna, których niejako noszę na swych rękach, którzy mym duchem żyli; wzywam wreszcie apostołów ostatnich czasów wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy żyli w pogardzie świata i siebie samych, w ubóstwie, cierpieniu i pokorze, wśród wzgardy i w milczeniu, w modlitwie i umartwieniu, w czystości i w zjednoczeniu z Bogiem, nieznani światu, czas, aby wyszli i oświecili ziemię. idźcie i okażcie się jako me umiłowane dzieci, jestem z wami i w was, aby tylko wasza wiara była światłem, które was oświecać będzie w dniach nieszczęść. Niech wasz zapał uczyni was jakby spragnionymi chwały i czci Jezusa Chrystusa. Walczcie, dzieci światłości! Wy, nieliczni, którzy widzicie, bo oto czas czasów i koniec końców. (…)”
 
    Lud nierozumny dąży ku swej zgubie (Oz 4, 14)
 
Czy ludzkość, czy Kościół i hierarchowie posłuchali Matki Bożej? Czy nastąpiła zmiana na lepsze?
U końca XIX wieku świat zachłysnął się postępem technologicznym (wiek pary i elektryczności).  Trwał wyścig: „ Die industrielle Revolution”. Ta tzw. rewolucja przemysłowa dokonywała szybkich zmian gospodarczych, społecznych i kulturalnych. Przekraczano to, co do tej pory było niemożliwe, wymyślano i stwarzano rzeczy dotąd niepojęte. Zmieniała się jakość życia, oczekiwano stworzenia raju na ziemi. Zmianie ulegał więc i sposób myślenia człowieka zachodu. Nadzieja ulokowana była w nauce i postępie. Bóg zszedł na margines życia. Doszło już nawet do tego, że budując Titanica - najwspanialsze, luksusowe, niezatapialne dzieło ludzkiego umysłu i rąk rzucono wyzwanie Bogu, że nawet On nie zdoła go zatopić. Jakiś filozof ogłosił nawet śmierć Boga, a religię traktowano coraz bardziej jak zabobon. 
Ten stan postępującej duchowej martwoty i kult rozumu wdzierał się i do Kościoła.  Chrześcijanie ulegali tej mentalności świata niepomni, że mieli pozostawać nieskalani od jego wpływów. Kapłani mieli być solą ziemi i światłością świata, a  przyjmowali światowy sposób myślenia. Myślano po ludzku, nie po Bożemu - jak swego czasu Apostoł Piotr, który chcąc po ludzku dobra usłyszał "zejdź mi z oczu szatanie...".  Wskutek tego na początku XX wieku pojawiła się w Kościele katolickim herezja określona jako najbardziej niebezpieczna i zaraźliwa pośród wszystkich herezji występujących do tej pory. Nazwano ją modernizmem.
Ideologia modernizmu zaatakowała same podstawy religii katolickiej siejąc zamęt wśród duchowieństwa i wiernych. Przyjmowana była w Kościele z niespotykanym zaślepieniem.
 
   Dziś widzimy, że tam, gdzie wzmaga się grzech, tym bardziej rozlewa się łaska Boża. Pan Bóg więc nie pozostawał bezczynny, bo Jego łaska uwidoczniła się w postaci Giuseppe Melchiore Sarto - powołanego na Stolicę Piotrową Piusa X. Jego papieskie zawołanie brzmiało: „ Odnowić wszyst ko w Chrystusie”. I rzeczywiście, tym, którzy interesowali się historią Kościoła św. Pius X uwidacznia się zapewne jako jeden z największych reformatorów. Z wielką energią przy tym w poczuciu wielkiego osamotnienia walczył z ogarniającymi cały Kościół błędami wiary. To, że został nazwany papieżem eucharystycznym też nam wiele mówi - tak o nim samym, jak i o tej  podstawowej przyczynie wszelkiego zła – zanikającym wśród chrześcijan kulcie sakramentu Miłości - kulcie Eucharystii. To zanikająca pokora i bojaźń Boża sprawiają, że Duch Święty nie może swobodnie nam udzielać swych Darów. Wykorzystalibyśmy je bowiem niewłaściwie, przeciwko sobie samym i przeciwko Bogu.
 
   Św. Pius X wydał herezji modernizmu bezpardonową walkę. W 1907 r. napisał encyklikę "Pascendi dominici gregis", a po niej w Watykanie ukazał się dekret Lamentabili, w których to dokumentach ostro potępiono modernizm w Kościele oraz rozpoczęto z nim zdecydowaną walkę. Jak niebagatelna i wstrząsająca była to sprawa niech świadczą choćby te drastyczne słowa świętego Papieża ze wspomnianej encykliki.
Na jej wstępie św. Pius X zaznacza, że: "... zwolenników błędów należy dziś szukać już nie wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni - że tak powiemy - w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. Będziemy więc mówić, Czcigodni Bracia, nie o niekatolikach, lecz o wielu z liczby katolików świeckich, oraz - co jest boleśniejsze - o wielu z grona samych kapłanów.."
 
   A dalej: „Moderniści wszelkimi możliwymi sposobami manifestują swoje poglądy, i naprawdę wydaje się jakby się miało do czynienia z opętanymi. (…) Niszczą pobożne tradycje, będące w powszechnym użyciu. (…) I przekonani są że w ten sposób najlepiej służą Bogu i Kościołowi, w rzeczywistości wyrządzają mu ogromne szkody. Ukazują swoje posłuszeństwo Ojcu Świętemu, nadają jednak jego słowom sens według swoich uczuć”;
Pisma modernistyczne są bardziej zgubne od druków pornograficznych, gdyż zatruwają życie chrześcijańskie u źródła. To wszechświatowa powódź błędów. (…) Te zasady, to zbiór wszystkich herezji”.
 
   Kapłani musieli odtąd składać antymodernistyczną przysięgę, tych zaś, którzy pozostali oporni ekskomunikowano. I wydawało się, że dzięki zdecydowanym działaniom Papieża doktryna modernizmu została zwycięsko odparta. Jednak jak po kilku latach oceniono, choć fizycznie niewidoczny - to jednak pozostał on jako " stan dusz modernistycznych".
 
   Przysięga antymodernistyczna została zniesiona w 1967r. Wówczas to, po zakończeniu Soboru Watykańskiego II (grudzień 1965r) , do wprowadzania soborowych reform doszły siły opanowane właśnie duchem modernizmu. Podszywały się one bardziej pod „Odnowę soborową", niż ją realizowały. Doprowadzono do zmian w Kościele niezgodnych z duchem samego Soboru. Czy twierdzenia przesadne?
 
  Jeden mały przykład dotyczący sposobu wprowadzania reform odnośnie tego, co nas tu najbardziej interesuje, co najbardziej cenne, od czego wszystko inne zależy - reformy Liturgii Mszy świętej.
 
W dokumencie "Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego" (Pallottinum 2004) – czytamy w pkt. 12, że Sobór Watykański II pozwolił na używanie języków narodowych. Przy tym punkt ten posiada odnośnik do punktu 36 "Konstytucji o Liturgii Soboru Watykańskiego II". A co mówi ten punkt w rzeczywistości?
W obrządkach łacińskich zachowuje się używanie języka łacińskiego poza wyjątkami określanymi przez prawo szczegółowe" (…).
 
   Z dopuszczonego wyjątku zatem samowolnie uczyniono normę. Nawet modlitwy Eucharystyczne zastąpiono tłumaczeniami. Tymczasem wszystko, co używane jest w Świętej Liturgii staje się uświęcone. Łacina używana przez wieki przez Kościół stała się uświęcona. To ona pomagała zachować poczucie sacrum. Łacina zniknęła nie tylko z Liturgii. Kto znał łacinę, mógł czytać w oryginale wielowiekowe nauczania Papieży, świętych, doktorów i mistyków Kościoła. Czyli znał by rzeczywiste Nauczanie Kościoła. W języku łacińskim mogli by posługiwać się chrześcijanie na całym świecie czując się bardziej zjednoczeni. Ta jedność winna byś świadectwem, światłem dla świata. 
 
Znany i poważany w Polsce ks. Piotr Skarga tak pisał na temat łaciny w Liturgii:
" Spytałby kto: dlaczego Msza Święta nie pospolitym się językiem sprawuje, ale niezrozumiałym łacińskim? Msza Święta i Ofiara nie jest dla nauki i ćwiczenia rozumu, na któ re są kazania, czytania, upominania i katechizmy; ale jest dla pokłonu, który oddajem Panu Bogu, wdzięczni będąc dobrodziejstw Jego; jest dla ubłagania gniewu Jego i dla zjednania i uproszenia nowych dobrodziejstw i darów. Z Panem Bogiem samym jest zajęcie, a nie z ludźmi. To wszystko językiem niezrozumiałym odprawiać się może, bo lud patrząc, rozumie, iż kapłan i słudzy kościelni za niego i z nimi Pana Boga chwalą, i od nich Jemu ofiary oddają i Pana Boga przepraszają i błagają. (...) Większa też jest poważność rzeczy Boskich w języku niezrozumiałym, a gdyby się słówka, którymi się ta przedziwna służba odprawia, spospolitowały i po karczmach by, i po dworach, i po żartach i kuglarstwach by latały, byłoby z wielką nieczcią rzeczy Boskich.
Odmienia się też pospolity ludziom język: ledwie nie w każde sto lat, inaczej rzeczy zowią niektóre, a te trzy języki: łaciński, grecki, żydowski (hebrajski) iż na pismach są i swoje gramatyki i Kalepiny mają, nigdy się nie mienią. (...)
Na koniec nie byłaby taka do jedności z narody obcymi przyczyna, gdyby Włoch albo Niemiec, albo Francuz, w Polsce służyć Panu Bogu i ofiarować nie mógł. Teraz i z końca świata każdy kapłan po łacinie się nauczywszy, w Polsce i wszędzie Mszę Świętą mieć może. Wszystek świat chrześcijański z starodawna Mszy Świętej nie odprawuje, jedno kilku języków, albo łacińskim, albo greckim, albo chaldejskim, albo słowiańskim. Nikt od tysiąca lat i dalej swego języka, którym mówi, do Liturgii i Mszy Świętej nie wnosił, jedno ten, z którymi wiarę św. przyjął. Przeto Koncylium Trydenckie tego zakazało, aby Msza Święta językiem pospolitym nie była, stare koło tego zwyczajnie wznawiając".
 
   Przez to, co dzisiaj wyraźnie już widać, co z naszym sposobem myślenia, z Liturgią, z Kościołem i światem się dzieje, jakże zrozumiałe staje się przemówienie Papieża Pawła VI z dnia 29 czerwca 1972 r., w Święto Apostołów Piotra i Pawła, skierowane do licznie zgromadzonych wiernych, w obecności kardynałów i korpusu dyplomatycznego. Oto wyjątki z tego kazania podane za COURIER DE ROME z dnia l września 1972 r. Jak zauważa wspomniane pismo, Papież przemawiając był głęboko poruszony:
Odnosimy wrażenie, że przez jakąś szczelinę wdarł się do Kościoła Bożego swąd szatana. Należało sądzić, że po Soborze słońce zajaśnieje nad Kościołem Świętym. Zamiast słońca mamy chmury, burze, ciemności roztrząsania, kwestionowanie, niezadowolenie, niepewność. (…)".
 
   Tak więc to, przed czym Matka Boża w La Salette przestrzegała dziś się spotęgowało i wciąż pogarsza.  Nigdy jeszcze w historii Kościoła tylu pasterzy nie porzucało swych owieczek, nie sprzeniewierzało się kapłaństwu przez " swoje złe życie, przez brak uszanowania i pobożności w celebrowaniu świętych tajemnic, przez miłość do pieniędzy, przez upodobanie w honorach i przyjemnościach". Bóg zatem wkrótce uderzy bezprzykładnie, na co wskazują wypełniające się znaki czasu.
 
   Trwamy w błędnym pojęciu czym jest Miłość i jaka jest jej waga, czym Boża Prawda, czym pokora, czym bojaźń Boża, czym Kościół, który istniejąc w tym świecie miał nie być z tego świata, nie mieć nic wspólnego z tym, co ten świat ceni. Miał  być prosty, ubogi i ofiarny, miał bronić Bożego Prawa, wynagradzać i nawracać świat do miłości do Trójjedynego Boga. A czynić to miał za pomocą Nowego przykazania, które dał nam Założyciel i Głowa Kościoła Jezus Chrystus. To "Nowe Przykazanie"  jest dziś powszechnie w Kościele zapomniane, nieznane - a zatem i nie stosowane. Dawne Starotestamentowe przykazania miłości Boga i bliźniego zostały w tych Chrystusowych czasach jeszcze bardziej udoskonalone: kochać Boga powinniśmy bardziej niż siebie samych, a bliźniego tak, jak Chrystus nas umiłował. Jak ON nas!!!
A On jako Człowiek żył nie dla samego siebie, nie dla swojej chwały, swojego ludzkiego dobra lecz dla otoczenia chwałą Swojego Ojca. Z tego powodu uniżył się do postaci sługi aż po umywanie ludziom nóg i wydanie siebie na okrutną śmierć, byśmy mieli Życie. Chodzi o Życie wewnętrzne, duchowe, nadprzyrodzone - w duchu i prawdzie pośród tego materialistycznego i błądzącego świata. Takich czcicieli chce mieć Bóg, abyśmy mogli otrzymać od Niego Dar Życia Wiecznego w Bożym Królestwie wiecznej szczęśliwości.
 
   Odkrycie prawdy o sobie i przyczynie naszego stanu może dać nam jeszcze szansę, by zdążyć z nawróceniem się do MIŁOŚCI, przed wylaniem się na świat równie wielkiej Bożej Sprawiedliwości. Zapewne czas na zebranie owoców nawrócenia dla wielu już przeminął, bo przemiana mentalności człowieka to okres długotrwały. Ale Pan Jezus przecież mówi, by kochać Go takim jakim się jest, by nie czekać aż się nawrócę, aż stanę się lepszy, doskonały, bo wtedy najprawdopodobniej nigdy nie zacząłbym Go kochać. Nie potrafię tak kochać? Zawołajmy o Dar Jego Miłości - dzięki której stajemy się uzdolnieni do realizowania Nowego przykazania.
 
   Owocem tego rozważania niech będzie zatem uznanie, że nie mam takiej miłości, jakiej oczekuje ode mnie Chrystus, niech będzie żal z tego powodu, skrucha oraz choć pragnienie otwarcia się.
 
Piszę "owocem", bo przecież tym jest stanięcie o sobie w prawdzie (pokora), potrafienie nazwać ze zgrozą swojej słabości po imieniu, móc ją ufnie oddać, powierzyć w swej bezradności doskonałemu, nieomylnemu, wszechmocnemu Lekarzowi dusz, Który wszak bez tego aktu - nic nie może dla nas uczynić. Ale po tym akcie, po wytrwaniu jakiś czas swoją wolą - pomimo zmienności nastrojów, myśli oraz pokus szatańskich - Jego cudowne Miłosierdzie nas nie zawiedzie. Wręcz staniemy oniemiali z podziwu i zauroczenia wspaniałością i delikatnością Boga.
Nie otrzymamy zaś niczego, gdy podczas coraz bardziej modernistycznej Mszy świętej śpiewać będziemy na coraz piękniejsze melodie przy dźwiękach gitar, dla doświadczenia przyjemnych wrażeń: "Panie zmiłuj się nad nami".
 
   Potrzeba by było jeszcze dalej drążyć temat, by zrozumieć niebezpieczeństwa i zagrożenia jakie na nas czyhają ze strony świata, szatana i sprzecznych, wielu błędnych nauk rozpowszechnianych w dzisiejszym kościele, by zrozumieć jakie błędy sami popełniamy, by dojść do samych korzeni chwastów, które zagłuszają naszego ducha i czynią nasze życie bezowocne...
I strzeżmy się osądzać Kapłanów, może to czynić tylko ten, kto sam jest doskonale czysty, bez winy. A któż może o sobie tak sądzić? Realizując Nowe przykazanie Miłości wynagradzajmy Bogu za wszelkie zniewagi, świętokradztwa i obojętność Chrześcijan wobec Przenajświętszego Sakramentu Ołtarza oraz bunt ludzkości przeciw Bogu - Jego przykazaniu miłości.  
 
Potrzeba przyjrzeć się jeszcze bardziej Prawdzie o Mszy Świętej, co się z nią dzieje, do czego to zmierza i jakie będą tego skutki dla całego Kościoła i świata. Bo tytuł nie jest chwytem reklamowym. 
 
<><

Kryzys liturgii, kryzysem Kościoła. Kryzys Kościoła kryzysem moralnym świata, postępującą degeneracją człowieka i zagładą tej cywilizacji. 
Cz.2 - Początki kryzysu w Kościele


11 listopada 2019
Łaska i miłosierdzie płynące z Eucharystii

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję tę witrynę z własnych środków, a służyć ma ona powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie. 

Strony mogą zawierać pliki cookies.      

                                                                                                                                                                                                  br.stanislaw@gmail.com

DEO   OMNIA  GLORIA

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

Gorliwość i ufność