O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

    Widzę wielki plac, który wygląda na targowisko, zacieniony palmami i innymi drzewami, niższymi i liściastymi. Palmy wyrosły tu i tam, bezładnie, i kołyszą liściastymi czuprynami, uginając się pod wpływem ciepłego i silnego wiatru. Wzbija on czerwonawe tumany pyłu, jakby przychodził z pustyni lub co najmniej z ziem nieuprawnych, czerwonawych. Inne zaś drzewa formują rodzaj długiego zacienionego portyku wzdłuż obrzeży placu. Pod nim schronili się sprzedawcy i kupujący. Wrzawa, wielki ruch i krzyk...

W jednym kącie placu, dokładnie tam, gdzie kończy się droga, znajduje się główny punkt pobierania podatków. Są wagi i miary, ławka. Siedzi na niej niewysoki mężczyzna. Pilnuje, obserwuje, kasuje. Wszyscy rozmawiają z nim, jakby był bardzo znany. Dowiaduję się, że to Zacheusz, poborca. Wielu go woła. Jedni, aby mu postawić pytania o wydarzenia w mieście, a są to cudzoziemcy, inni – aby mu zapłacić podatek. Wielu dziwi się, widząc go zmartwionego. Rzeczywiście, wygląda na roztargnionego i pochłoniętego jakąś myślą. Odpowiada pojedynczymi sylabami, a czasem – znakami. To dziwi wiele osób i można wywnioskować, że Zacheusz jest zwykle rozmowny. Ktoś pyta, czy się źle czuje, czy ma chorych krewnych. On jednak zaprzecza. Dwa razy okazuje żywe zainteresowanie. Po raz pierwszy wtedy, gdy stawia pytania dwóm mężczyznom, przychodzącym z Jerozolimy. Mówią o Nazarejczyku, opowiadają o Jego cudach i nauczaniu. Wtedy Zacheusz stawia liczne pytania:

«Czy naprawdę jest taki dobry, jak się opowiada? Czy Jego słowa pokrywają się z tym, co robi? Czy miłosierdzie, jakie głosi, okazuje potem naprawdę? Wobec wszystkich? Nawet wobec celników? Czy to prawda, że nikogo nie odrzuca?...»

Słucha i rozmyśla.

Za drugim razem [okazuje zainteresowanie wtedy, kiedy] ktoś wskazuje na brodatego mężczyznę, który mija ich na swym ośle, obładowany sprzętami.

«Widzisz, Zacheuszu? To Zachariasz. Trędowaty. Dziesięć lat żył w grobie. Teraz jest zdrowy. Kupuje sprzęty do swego domu opustoszałego z nakazu Prawa, kiedy jego i rodzinę ogłoszono trędowatymi.»

«Zawołajcie go» [– prosi Zacheusz.]

Zachariasz wraca.

«Byłeś trędowaty?» [– pyta Zacheusz.]

«Tak, a ze mną moja małżonka i dwoje naszych dzieci. Najpierw rozchorowała się moja żona. Nie od razu to zauważyliśmy. Dzieci zaraziły się śpiąc przy matce, a ja – zbliżając się do mojej żony. Wszyscy byliśmy trędowaci! Kiedy ludzie to spostrzegli, wyrzucili nas z wioski... Mogli nas zostawić w naszym domu. Był ostatni... przy końcu drogi. Nie sprawialibyśmy im kłopotu... Już zapuściliśmy żywopłot wysoko, bardzo wysoko, aby nas nawet nie widziano. To już był grób... ale dom... Przepędzono nas. Precz! Precz! Żadna inna wioska nas nie chciała. To było słuszne! Skoro nie przyjęła nas nawet nasza. Zamieszkaliśmy blisko Jerozolimy, w pustym grobie. Tam wielu jest nieszczęśliwych. Dzieci umarły w chłodzie groty. Choroba, zimno i głód szybko je zabiły... Dwaj chłopcy... Byli piękni przed chorobą, silni i piękni, brunatni jak dwa sierpniowe owoce morwy, kędzierzawi, żywi. Stali się jak dwa szkielety pokryte ranami... Bez włosów, z oczyma zamkniętymi strupami. Z ich małych stóp i dłoni opadały białe łuski. Moje dzieci na moich oczach zamieniały się w proch!... Tamtego ranka, gdy umarły w niewielkim odstępie czasu, już nie przypominały ludzi... Pogrzebałem je pośród krzyków matki, pod warstwą ziemi i licznych kamieni, jak martwe zwierzęta... Po kilku miesiącach zmarła matka... I zostałem sam...

Czekałem na śmierć. Ja nie miałbym nawet dołu wykopanego rękami ludzi... Byłem niemal niewidomy, gdy pewnego dnia przechodził Nazarejczyk. Z mojego grobu zawołałem: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Jakiś żebrak, który nie bał się przynosić mi swego chleba, powiedział, że On go uzdrowił ze ślepoty, kiedy wezwał Nazarejczyka takim okrzykiem. I mówił: „On mi nie tylko przywrócił oczy, lecz także wzrok duszy. Ujrzałem, że On jest Synem Bożym, i wszystko widzę dzięki Niemu. To dlatego nie uciekam przed tobą, bracie, lecz przynoszę ci chleb i wiarę. Idź do Chrystusa. Niechaj Go jeszcze jeden błogosławi.”

Nie mogłem chodzić. Moje stopy, owrzodzone aż do kości, nie pozwalały mi chodzić... A poza tym... zostałbym ukamienowany, gdyby mnie ujrzano. Pozostałem, nasłuchując Jego nadejścia. On często przechodził, udając się do Jerozolimy. Pewnego dnia dostrzegłem – na tyle, na ile mogłem ujrzeć – tuman kurzu na drodze i tłum. I usłyszałem okrzyki. Dowlokłem się na szczyt wzgórza, gdzie były groty grobowe. Kiedy mi się zdawało, że jasnowłosa, odkryta głowa zabłysła pośród innych, przykrytych, zawołałem głośno ze wszystkich sił. Zawołałem trzy razy, aż usłyszał mój krzyk.

Odwrócił się, zatrzymał. Podszedł sam. Doszedł w pobliże miejsca, w którym się znajdowałem, i spojrzał na mnie. Piękny, dobry, jaki głos, uśmiech!... Powiedział:

„Co chcesz, abym ci uczynił?”

„Chcę zostać uzdrowiony.”

„Wierzysz, że to mogę?” Dlaczego?” – zapytał mnie.

„Bo Ty jesteś Synem Bożym.”

„Wierzysz w to?”

„Wierzę – odpowiedziałem - Widzę Najwyższego jaśniejącego w całej Swej chwale nad Twoją głową. Synu Boga, ulituj się nade mną!”

Wyciągnął rękę. A Jego twarz była samym ogniem. Jego oczy przypominały dwa lazurowe słońca. Powiedział: „Chcę. Bądź oczyszczony” – i pobłogosławił mnie z uśmiechem!... Ach! Z jakim uśmiechem! Odczułem siłę, która wchodziła we mnie jak miecz ognisty wnikający i szukający mojego serca, zagłębiający się w moje żyły. Serce, które było tak chore, odnalazło swą [siłę], jaką miałem w dwudziestym roku życia. Krew, która już zlodowaciała w moich żyłach, stała się ciepła i żywa. Już nie [czułem] bólu ani słabości, ale radość, radość!... On na mnie patrzył i uszczęśliwiał Swym uśmiechem. Potem powiedział: „Idź i pokaż się kapłanom. Ocaliła cię twoja wiara.” Wtedy zrozumiałem, że jestem uzdrowiony. Spojrzałem na moje ręce, nogi. Nie było już ran. Tam, gdzie miałem [wcześniej] odkryte kości, skóra była różowa i świeża. Pobiegłem do strumienia i przejrzałem się w nim. Moja twarz też była czysta. Byłem czysty! Byłem oczyszczony po dziesięciu latach koszmaru!... O! Dlaczego nie przechodził wcześniej, w tych latach, kiedy moja żona i moje dzieci żyły? Uzdrowiłby nas. Teraz, widzisz? Robię zakupy do mojego domu... Ale jestem sam!»

«Więcej Go nie widziałeś?» [– pyta poborca.]

«Nie. Ale wiem, że On jest w tych stronach, i specjalnie tu przybyłem. Chciałbym Go jeszcze raz pobłogosławić i żeby On mnie pobłogosławił, abym miał siłę w mojej samotności.»

Zacheusz spuszcza głowę i milczy. Rozstają się.

Mija czas. Panuje coraz większy upał. Targowisko pustoszeje. Poborca podatkowy rozmyśla, podpierając głowę dłonią i siedząc na swej ławce.

«Oto Nazarejczyk! To On!» – wołają dzieci, wskazując główną ulicę.

Niewiasty, mężczyźni, chorzy, żebracy wybiegają Mu z pośpiechem na spotkanie. Plac pozostaje pusty. Jedynie muły i wielbłądy przywiązane do palm pozostają na swoich miejscach, a Zacheusz – na swej ławce.

Ale potem wstaje i wchodzi na ławkę. Jeszcze nic nie widzi, bo wiele osób zerwało gałęzie i wymachują nimi na powitanie Jezusa, pochylającego się nad chorymi. Wtedy Zacheusz zdejmuje płaszcz i zostaje w samej tylko krótkiej tunice. Wspina się na jedno z drzew. Nie bez trudu wchodzi na gruby i śliski pień, obejmując go z wysiłkiem krótkimi nogami i ramionami. Ale udaje mu się. Siada okrakiem na dwóch gałęziach jak na balkonie. Nogi zwisają mu z tej balustrady, on zaś pochyla się zginając w pasie jak ktoś, kto jest w oknie i wygląda.

Tłum wchodzi na plac. Jezus podnosi głowę i uśmiecha się do samotnego widza siedzącego na gałęzi. Nakazuje:

«Zacheuszu, zejdź zaraz. Dziś zostaję w twoim domu.»

Zacheusz po chwili osłupienia, z twarzą zaczerwienioną od emocji, spada na ziemię jak worek. Jest wzruszony. Nie umie skończyć ubierania się. Zamyka rejestry i kasę gestami, które chciałby przyśpieszyć, lecz te się spowalniają. Ale Jezus jest cierpliwy. Czekając na niego, głaszcze dzieci.

W końcu Zacheusz jest gotowy. Podchodzi do Nauczyciela i prowadzi Go do pięknego domu, otoczonego rozległym ogrodem, znajdującego się pośrodku miejscowości. To piękna miejscowość, właściwie – miasto. Jerozolima jest od niego nieco większa, może nie tyle z powodu rozległości, ile przez [wielkość] zabudowań.

Jezus wchodzi. W czasie oczekiwania na przygotowanie posiłku zajmuje się chorymi i zdrowymi. Z cierpliwością... do jakiej tylko On sam jest zdolny.

Zacheusz chodzi tam i z powrotem, zadając sobie wiele trudu. Nie posiada się z radości. Chciałby porozmawiać z Jezusem, lecz wciąż otacza Go tłum ludzi. W końcu Jezus żegna wszystkich mówiąc: «Teraz idźcie do swoich domów. Powróćcie o zachodzie słońca. Pokój niech będzie z wami.»

Ogród pustoszeje. Posiłek jest podawany w pięknej i chłodnej, sali wychodzącej na ogród. Zacheusz wszystko pięknie przygotował. Nie widzę członków jego rodziny, więc myślę, że Zacheusz był sam, otoczony jedynie wielką liczbą sług.

Przy końcu posiłku uczniowie rozpraszają się w cieniu krzewów, aby odpocząć. Zacheusz pozostaje z Jezusem w chłodnej sali. A nawet na jakiś czas Jezus zostaje sam, gdyż Zacheusz oddala się, jakby chciał dać wytchnienie Jezusowi. Jednak potem powraca i spogląda, odchylając nieco zasłonę. Widzi, że Jezus nie śpi, lecz rozmyśla. Podchodzi więc. Ma w ramionach ciężką skrzynię. Kładzie ją na stole, przed Jezusem, i mówi:

«Nauczycielu... Mówiono mi o Tobie jakiś czas temu. Pewnego dnia, na górze, mówiłeś o wielu prawdach, o których nasi doktorzy nie potrafią już mówić. To zostało mi w sercu... i odtąd myślę o Tobie... Potem mi powiedziano, że jesteś dobry i że nie odrzucasz grzeszników. Ja jestem grzesznikiem, Nauczycielu. Powiedziano mi, że uzdrawiasz chorych. Ja mam chore serce, bo okradałem, bo pożyczałem na procent, bo byłem [człowiekiem] występnym, złodziejem, twardym wobec biednych. Ale oto teraz jestem uzdrowiony, bo przemówiłeś do mnie. Podszedłeś do mnie i demon zmysłowości i bogactwa uciekł. Od dziś należę do Ciebie, jeśli mnie nie odrzucisz. Żeby Ci pokazać, że się rodzę na nowo w Tobie, oto wyzbywam się bogactw nieuczciwie nabytych. Daję Ci połowę mego majątku, dla ubogich. Drugą połową posłużę się, aby zwrócić poczwórnie to, co wziąłem podstępnie. Wiem, że oszukiwałem. A potem, po oddaniu każdemu tego, co do niego należy, pójdę za Tobą, Nauczycielu, jeśli mi na to pozwolisz...»

«Chcę tego. Chodź. Przyszedłem ocalać i przyzywać do Światła. Dziś Światłość i Zbawienie przybyły do domu twego serca. Tam, pod portykiem, są [ludzie], którzy szemrzą, że cię ocaliłem, zasiadając z tobą do uczty. Zapominają, że ty, tak samo jak oni, też jesteś synem Abrahama i że Ja przyszedłem zbawić to, co było zgubione, i dać Życie tym, których duch był umarły. Chodź, Zacheuszu. Pojąłeś Moje słowo lepiej niż wielu tych, którzy idą za Mną jedynie po to, aby móc Mnie oskarżać. Zatem odtąd będziesz ze Mną.»

 

ZACHEUSZ – CELNIK I GRZESZNIK, ALE NIE ZE ZŁEJ WOLI

 

Jezus mówi:

«Są różne zaczyny. Istnieje zaczyn Dobra i zaczyn Zła. Zaczyn Zła, szatańska trucizna, fermentuje łatwiej niż [zaczyn] Dobra. Znajduje bowiem materię bardziej podatną na swe działanie w sercu człowieka, w myśli człowieka, w ciele człowieka. Wszystkie [te sfery są] po trzykroć zwiedzione przez egoistyczną wolę, przeciwną w rezultacie Woli odnoszącej się do wszystkiego, jaką jest wola Boga. Wola Boga jest powszechna, to znaczy nigdy się nie zatrzymuje na jakiejś myśli osobistej, lecz jest [w niej] obecne [pragnienie] dobra całego świata.

Nic w żaden sposób nie może powiększyć doskonałości Boga. On zawsze posiadał wszystko w sposób doskonały. W konsekwencji nie może w Nim zaistnieć myśl o korzyści własnej, która by Go pobudzała do jakiegoś działania. Kiedy się mówi: „Wypełniamy to dla większej chwały Bożej, dla sprawy Boga”, nie oznacza to, że chwała Boża jest w Nim podatna na zwiększanie. [Mówi się tak] dlatego, że każda rzecz, która w dziele Stworzonym nosi znamię dobra, i każda osoba, która czyni dobro i przez to zasługuje na posiadanie go, przyozdabia się znakiem Bożej Chwały. Przydaje w ten sposób chwały samej Chwale, która chwalebnie wszystko stworzyła. Jest to zatem świadectwo, które osoby i rzeczy dają Bogu, świadcząc swymi działaniami o doskonałym Źródle, od którego pochodzą.

Kiedy zatem Bóg wam nakazuje coś lub radzi albo kiedy daje natchnienie do jakiegoś działania, nie czyni tego z egoistycznych powodów, lecz z myślą altruistyczną, z miłości, dla waszej pomyślności. Oto przyczyna, dla której Wola Boga nigdy nie jest egoistyczna, lecz jest Wolą całkowicie altruistyczną, o nastawieniu uniwersalistycznym. Jedyna i prawdziwa Siła całego świata, mająca na względzie dobro powszechne.

Zaczyn Dobra, kiełek duchowy pochodzący od Boga, napotyka jednak w swym wzroście [w człowieku] na liczne sprzeciwy i opory. Ma wiele trudności z rozwinięciem się. Przeciwko niemu pojawiają się reakcje sprzyjające czemuś innemu. [Rodzą się one z] ciała, serca i myśli ludzkich, ogarniętych egoizmem. Jest on przeciwieństwem Dobra, którym ze względu na swe pochodzenie, może być tylko Miłość.

Większości ludzi brakuje pragnienia Dobra. Dlatego Dobro staje się bezpłodne i umiera lub żyje z tak wielkim trudem, że nie podnosi [jak zaczyn ciasto], lecz pozostaje w miejscu. [U ludzi tych] nie ma wielkiego grzechu, lecz nie ma też wysiłku, aby uczynić większe dobro. Duch więc zastyga w bezruchu – nie umarły, lecz bezpłodny.

Weźcie pod uwagę, że niepopełnianie zła wystarcza tylko do uniknięcia Piekła. Aby od razu cieszyć się pięknem Raju, trzeba czynić dobro: w sposób absolutny, na miarę, na jaką udaje się to uczynić, walcząc ze sobą i z innymi. To dlatego powiedziałem, że przyszedłem wywołać wojnę – a nie pokój – pomiędzy ojcem i dziećmi, pomiędzy braćmi i siostrami. Wojna ta powinna bronić Woli Bożej i Jego Prawa przeciw przeciwstawiającej się [im] woli ludzi, którzy zwracają się w kierunkach sprzecznych z tym, czego chce Bóg.

W Zacheuszu mała garść zaczynu Dobra wywołała poruszenie wielkiej masy. W jego serce wpadły [na początku] zaledwie okruszyny: przekazano mu Moje przemówienie na Górze. Nawet źle, z pewnością okrojone z wielu części, jak to się dzieje, gdy się relacjonuje przemowy.

Zacheusz był celnikiem i grzesznikiem, ale nie miał złej woli. Był jak chory, który źle widzi, bo ma zasłonę katarakty na źrenicach, ale wie, że oko pozbawione tej zasłony może ponownie widzieć dobrze i dlatego pragnie, aby mu zdjęto tę zaćmę. Tak samo było z Zacheuszem. Nie był on przekonany ani szczęśliwy. Nie był przekonany do praktyk faryzeuszy, które zastąpiły już prawdziwe Prawo. Nie uszczęśliwiał go też jego sposób życia.

Instynktownie szukał Światła: prawdziwego Światła. Ujrzał jego iskierkę w tym fragmencie przemowy i zamknął ją w swym sercu jak skarb. Bo ją pokochał. Zważ na to, Mario: ponieważ ją pokochał, iskierka stawała się coraz żywsza, silniejsza i mocniejsza. Doprowadziła go do wyraźnego zobaczenia Dobra i Zła oraz do słusznego wyboru. Przeciął wspaniałomyślnie wszystkie szpony, które przedtem – od rzeczy do serca i od serca do rzeczczy – owijały go siecią, czyniącą go w sposób złośliwy niewolnikiem.

Ponieważ pokochał” – oto sekret powodzenia lub niepowodzenia. Udaje się nam, kiedy kochamy. Niewiele się udaje, kiedy kochamy z trudem. Wcale się nie udaje, gdy nie kochamy. W odniesieniu do wszystkiego... W sposób najmocniejszy w sprawach Bożych. W nich bowiem – choć Bóg jest niewidoczny dla cielesnych zmysłów – trzeba posiadać miłość, ośmielam się powiedzieć: doskonałą - na miarę doskonałości, jaką stworzenie może osiągnąć, aby jakieś przedsięwzięcie się powiodło. W tym wypadku – [osiągnięcie] świętości.

Zacheusz odczuł wstręt do świata i ciała, jak odczuł niesmak do mierności praktyk faryzeuszy – tak obłudnych, nieprzejednanych wobec innych, a zbyt pobłażliwych dla siebie. Pokochał ten mały skarb Moich słów, który dotarł do niego - mówiąc po ludzku – przez czysty przypadek. Pokochał go jak coś najpiękniejszego, co posiadł w ciągu czterdziestu lat swego życia. Od tej chwili nakierował serce i myśl na ten punkt. To nie tylko w złym człowieku serce jest tam, gdzie – skarb. Tak jest też z dobrem. Czyż święci nie mieli za swego życia serca tam, gdzie był Bóg, ich skarb? Ależ tak. I to dlatego – patrząc jedynie na Boga – potrafili przejść przez ziemię nie psując swojej duszy w ziemskim błocie.

Gdybym się nie pojawił owego ranka, tak samo uczyniłbym Zacheusza gorliwym wyznawcą, gdyż rozmowa z trędowatym dopełniła jego przemiany. Przy ladzie swej komory celnej nie siedział już człowiek oszukujący i występny, lecz człowiek nawracający się ze swej przeszłości, który postanowił zmienić swe życie. Gdybym się nie pojawił w Jerychu, on by zamknął swą ladę, wziął pieniądze i poszedł Mnie szukać, bo nie potrafił już żyć bez wody Prawdy, bez chleba Miłości, bez pocałunku Przebaczenia.

Zwykli cenzorzy, którzy Mnie obserwowali zawsze po to, aby Mi czynić wyrzuty, nie widzieli tego, a rozumieli jeszcze mniej. I dlatego dziwili się, że jem razem z grzesznikiem. O! Obyście nigdy nie osądzali, pozostawiając troskę o to Bogu, biedni ślepcy niezdolni do osądzenia samych siebie!

Nie chodziłem nigdy z grzesznikami po to, aby pochwalać ich grzech. Chodziłem, aby ich uratować od grzechu. Często mieli już tylko zewnętrzny [wygląd] grzesznika, bo skruszona dusza już przemieniła się w duszę żyjącą, nową, zdecydowaną wynagradzać. Czyż więc byłem wtedy z grzesznikiem? Nie. Z ocalonym, potrzebującym tylko przewodnika, aby ustać na nogach w słabości wskrzeszonego.

Jak wiele może was nauczyć wydarzenie z Zacheuszem! Moc prawej intencji, która wzbudza pragnienie... Prawdziwe pragnienie, które skłania do coraz większego poszukiwania Dobra i do stałego szukania Boga, aż do znalezienia Go... Rzeczywista skrucha, która daje odwagę do wyrzekania się... Zacheusz posiadał szczerą intencję słuchania słów prawdziwej Nauki. Gdy posiadł kilka prawd, prawość jego pragnienia skłoniła go do jeszcze większego pragnienia, a zatem do stałego poszukiwania tej Nauki. Poszukiwanie Boga, ukryte w prawdziwej Nauce, odrywa go od złych bogów: od pieniądza i zmysłowości, i czyni go herosem wyrzeczenia.

„Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj to, co masz i chodź za Mną” – powiedziałem do młodego bogacza, ale on nie potrafił tego uczynić. Zacheusz zaś, choć bardziej zatwardziały w skąpstwie i zmysłowości, potrafi to zrobić. Ponieważ on – dzięki nielicznym słowom, jakie zostały mu przekazane - ujrzał Boga, jak ślepy żebrak i trędowaty, którego uzdrowiłem.

Czy duch, który ujrzał Boga, może znaleźć jeszcze kiedykolwiek coś pociągającego w małych rzeczach Ziemi?

Czy może, Moja mała oblubienico?»

 

NAWRÓCENIE ZACHEUSZA w pięknej wizji M.Valtorty z jakże cenną nauką Pana Jezusa.
Poemat Boga-Człowieka 4,106-107 (por. Łk19,1-10)  


03 listopada 2019
Czy dobrem jest homoseksualizm, heteroseksualizm? Współżycie w małżeństwie podniesionym do rangi Sakramentu Świętego  służyć ma prokreacji, a nie "uprawianiu" jakiegoś seksu niczym rodzaju sportu. Bogu podoba się jedynie czystość. I do niej uzdalnia jej pragnących, ofiarnych dusz.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                                                              br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

                            AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 027320