O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

     Szczęście. Choć różnie je sobie wyobrażamy, to jednak wszyscy bez wyjątku chcemy być w życiu szczęśliwi. Szczęścia sobie najczęściej życzymy, o szczęściu marzymy, dla szczęścia trudzimy, szczęścia szukamy, za szczęściem gonimy. Pragnienie szczęścia i nie cierpienia mamy niejako wrodzone. Ale już nie potrafimy tak żyć.

 

    Nieszczęścia nasze najczęściej nie są dziełem przypadku, nie biorą się z niczego. Są skutkami,  konsekwencjami  jakichś przyczyn. A pierwszą przyczyną jest sposób naszego myślenia.

Ustanie cierpienia odbieramy jako spokój. Ale już nie uświadamiamy sobie, że powodowani pragnieniem bycia szczęśliwszymi od innych rezygnujemy ze spokoju, bo w pogoni za szczęściem podejmujemy się toczyć nawet zacięte walki. W ten sposób sami wystawiamy się na cierpienie, które przecież uważamy za nieszczęście. W tej rywalizacji jesteśmy zdolni do coraz większych poświęceń – nawet zdrowia i życia. 

 

    Dlaczego najczęściej szukamy szczęścia tam, gdzie na pewno go nie ma? Współcześnie jesteśmy bardzo zdominowani przez bardzo rozbudowane  media, które skutecznie wmawiają nam , co jest szczęściem, jak mamy żyć, co czynić, by być szczęśliwszymi od innych. Zarządzający nimi dla zysku usiłują nas zmanipulować (sami ulegają manipulacjom innych), a my ślepo ulegając sugestii usiłujemy budować swoje własne szczęście za pomocą rywalizacji, czyli kosztem innych.  Ileż świat nam wmawia i zakorzenia w nas równie błędnych przekonań. Czy trudno zauważyć, że zamiast spodziewanego szczęśliwszego życia, wszyscy stajemy się coraz bardziej sobie niechętni, wrodzy, coraz bardziej nieszczęśliwi? Dotyczy to również tych, którym udaje się wygrywać w rywalizacji, którzy odnieśli tzw. światowy sukces.

 

   W nasze życie wtargnął zgiełk codziennych trosk i cierpień związanych głównie z naszymi oczekiwaniami, wymaganiami, nadziejami, pragnieniami, potrzebami, zabezpieczeniami, planami, ambicjami… i nieustanne trudności w ich realizacji. I one stale rosną, nigdy nie możemy się nasycić, a nawykowe porównywanie się z innymi  (przy tym zawsze będziemy spotykali gorszych i lepszych od siebie)  sprawia, że jesteśmy wciąż niezadowoleni. Ciągle więc narzekamy i krytykujemy, co czyni nas zawistnymi czy zgorzkniałymi. A kiedy dzięki porównaniom czujemy się lepsi dopada nas wyniosłość, próżność i zarozumiałość.  To zaś są wady i cechy osób bardzo nieszczęśliwych.

 

   Nie możemy więc być szczęśliwsi niż inni, bo już samo porównywanie się jest cechą osoby nieszczęśliwej.

 

   Wcale też nie musimy szukać szczęścia, gonić za szczęściem, bo nie znajduje się ono poza nami. 

Czy sensowne jest myślenie, że mogę być częściowo szczęśliwy? Szczęście, to stan pełni. I nie chodzi tu tylko o krótkie, przemijające chwile, gdy coś uda nam się zdobyć czy osiągnąć, a zaraz potem pojawia się strach przed stratą, czy szybkie znudzenie.

 

   Szczęście czy nieszczęście nie tyle zależą od samych zdarzeń, które nas spotykają, ile od tego, w jaki sposób my je postrzegamy i stawiamy im czoła. Powody problemów znajdują się w nas samych. Większość ludzi jest przygnębiona, smutna i załamana (często z wymaganym wymuszonym uśmiechem wobec klienta)  tylko dlatego, że ma błędne pojęcia i fałszywe wyobrażenia o szczęściu myśląc, że można je tak jak coś zewnętrznego - ścigać i zdobyć w postaci rzeczy czy  osób. To nikt inny, tylko my sami postawiliśmy sobie przeszkody do naszego szczęścia. Gdyby nie to, moglibyśmy być szczęśliwi już tu i teraz. 

 

    Przeszkodą jest więc przede wszystkim niewiedza (lub błędna wiedza). Skutkuje ona nieporządkiem umysłu, z czego pochodzą chore stany emocjonalne oraz nieumiejętność osiągania czy utrzymywania stanu wewnętrznego pokoju i zewnętrznego spokoju. A to podstawa. Ulegamy mentalności tego coraz bardziej degenerującego się moralnie świata, jego sloganom, zwyczajom, modom, trendom, tendencjom, pogoniom… Czy jesteśmy naprawdę ludźmi wolnymi, jeżeli nie tylko czynimy, ale nawet myślimy tak, jak jest to w danym czasie powszechnie uznane za właściwe, według określonych ram, określonej poprawności świata? I my chłoniemy od dziecka niczym gąbka wodę tę jakże obecnie chorą mentalność. Lękając się być inni tracimy zdolność bycia sobą – kimś niepowtarzalnym. Stajemy się trybikiem w niszczycielskiej maszynie. Nasze życie staje się niekończącą się walką, pogonią za złudzeniami, pasmem nieszczęść pośród krótkich chwil jakichś osobistych euforii. Ulegli magii kolektywnego entuzjazmu pod płaszczykiem dobra stajemy się podatni na wszelkie niszczycielskie zło w imię Swej Partii, Rasy, Narodu, Klasy, Sekty, Religii, Subkultury czy choćby np. Klubu Sportowego. W jakimś zaślepieniu posłuszni nie tylko ludziom głupim ale nawet i skrajnie złym.

Ważnym krokiem na drodze do wyzwolenia się jest zatem właściwa wiedza. 

 

            Zadziwiające jest to, jak wielu współczesnych ludzi doszło do wniosku, że udane i szczęśliwe życie zależy od dostarczania wszelkimi sposobami jak największego i najmocniejszego strumienia bodźców dla swoich pięciu zmysłów i myśli. To z tego powodu poświęcają swój czas, siły i zdrowie na zarabianie pieniędzy. Następnie zaś poświęcają czas i zdobyte pieniądze, by móc odpocząć, "odreagować" czy odzyskać utracone przy tym zarabianiu zdrowie.  Wciąż żyją myślami o przyszłości, żyją marzeniami, a gdy one właśnie się realizują myślą już o jutrze, zajmują się gromadzeniem pamiątkowych gadżetów, by w przyszłości móc żyć przeszłością. W przyszłości zaś pozbawieni już marzeń, szczególnie starsi czy schorowani ludzie, myślami są już najczęściej w przeszłości. Otaczając się pamiątkami powtarzają w kółko te same swoje wspomnienia.

 

    Czy człowiek, który nigdy nie nauczył

się trwać świadomością w jedynej rzeczywistości - w chwili obecnej, w teraźniejszości - żyje naprawdę?  Przeszłość i przyszłość są pojęciami martwymi. Są więc jak i one martwi, nie świadomi swego życia tu i teraz. Wegetują więc tak bezrefleksyjnie i lekkomyślnie, jakby nigdy nie mieli umrzeć, po czym umierają - tak naprawdę nigdy nie żyjąc (rozwinięcie jakże trafnej wypowiedzi Dalajlamy XIV).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    Jeżeli może teraz wydaje mi się, że to nie dla mnie, to jest to właściwa chwila na podjęcie refleksji nad podświadomie włączającymi się mechanizmami „obronnymi” dla ratowania dobrego obrazu samego siebie. Jeżeli zaś pod jakimkolwiek pozorem np. straty czasu - unikam i uciekam od chwil pogłębionej refleksji, która pozwoliłaby mi dostrzec prawdę o sobie, to najpewniej żyję złudzeniami, ulegam wywodzącej mnie na manowce fatamorganie. Czy nie jest też tak, że pojawia się silne pragnienie dostarczenia jakichkolwiek bodźców dla własnych zmysłów, dzięki którym uciekniemy od pojawiających się głębszych myśli? Bywa, że jest to lęk przed przebłyskami świadomości ukazującymi jakieś własne braki, wady, zło, bezsens prowadzonego życia, które wypieramy ze świadomości. Możemy tak przewegetować do śmierci, albo też podjąć wysiłek rozumnego wydostania się z tej spirali złych uczuć i myśli wymierzonych przeciwko sobie i innym! Z depresji, przygnębienia, zniechęcenia, znerwicowania, strachu, poczucia winy, pustki, nieprzebaczenia, samotności, utraty wiary we własne siły, nienawiści do siebie, narzekania, krytyki, zazdrości, rywalizacji, pretensjonalno-roszczeniowego stylu życia, z samozakłamania, którym usiłujemy się dowartościowywać i budować dobry lecz fikcyjny obraz samego siebie, z bezsilności wobec żądz, nałogów, namiętności i całej temu podobnej spirali życiowych porażek, które z czasem czynią z nas ludzi słabych, trudnych, nieznośnych, kwaśnych, zgorzkniałych, złośliwych, rozdrażnionych, zatwardziałych, zepsutych, pełnych wad, zniewolonych…

Krótko mówiąc - nieszczęśliwych i unieszczęśliwiających sobą innych.    

 

    Potrzeba zatem zdecydowanego pragnienia pozostania uczciwym (szczególnie względem siebie), inaczej sami pozwalamy, by zło coraz bardziej fermentowało w nas i psuło. A zło, które innym czynimy zawsze, zawsze, zawsze powraca do nas samych! Potrzeba powolnego poszerzenia swojej świadomości, by wyjść ze zniewalających ograniczeń na drogę ku wolności, by jak orzeł wzlecieć... 

Jeżeli nie chcesz czegoś zrobić znajdziesz wymówkę, jeżeli chcesz, znajdziesz sposób.

 

 

 

<><

Problem szczęścia. 
W spirali opadającej lub wznoszącej.

04 października 2019
Matka Boża Różańcowa

  W tych czasach wytycza się tak wiele dróg, łatwiejszych i przemierzanych przez wielu.  Prowadzą one jednak do spotkania ze Złym - ojcem kłamstwa. 

Droga Prawdy wyzwala z jego zniewoleń i wpływów, i prowadzi do spotkania z Osobą Boga Żywego.

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041