O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Błąd 404

Przepraszamy, 

prosimy spróbować skorzystać z wyszukiwarki umieszczonej w stopce.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych
 
Julian Tuwim - znany polski poeta wciąż jest jednym z najchętniej czytanych.  Pisał dla dzieci i dorosłych. Jego twórczość wzrusza, bawi, czasem ukazują się jego błędy w myśleniu ale i refleksja, błyskotliwe spostrzeżenia. Znane są powszechnie takie jego utwory jak  „Lokomotywa”, „Pan Hilary”, "Bambo", „Ptasie radio”, „Słoń Trąbalski”. Aż trudno uwierzyć przy takiej twórczości, że cierpiał na zaburzenia nerwicowe i depresyjne. Jedna z jego humorystycznych, błyskotliwych myśli ukazuje jego znajomość ludzi, naszej "obiektywności", naszej wiary we własny rozum, w wartość własnego rozeznania:
 
 „Kupić wszystkie charaktery za tyle, ile są naprawdę warte, a sprzedać za tyle ile się cenią. Co za fortuna” .
 
Będąc  pochodzenia żydowskiego  w latach młodości, w początkach swojej kariery napisał wstrząsający wiersz, który później stał się religijną pieśnią:
 
„Jeszcze się kiedyś rozsmucę,
Jeszcze do Ciebie powrócę,
Chrystusie...
Jeszcze tak strasznie zapłaczę,
Jeszcze przez łzy Cię zobaczę,
Chrystusie...
I z taką wielką żałobą
Będę się żalił przed Tobą,
Chrystusie,
Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy serce mi pęknie,
Chrystusie...
 
 
 Całe życie zmagał się z sobą, wciąż "problem" Boga odsuwając na potem...
 
Aż nadszedł dzień 27 grudnia 1953 roku. Zebrana w kawiarni w Zakopanem brać literacka zastanawiała się jak i gdzie najlepiej spędzić Sylwestra. W tej atmosferze odchodząc od stolika naprędce na serwetce napisał zdanie:
 
„Dla oszczędności zgaście Światłość wiekuistą, gdyby mi kiedyś miała zaświecić...”
 
Jest to ostatnie zdanie, jakie napisał w swoim życiu. Godzinę później znaleziono go martwego w jego pokoju. Zmarł na atak serca.
Czy Światłość wiekuista zdołała w tych okolicznościach ogarnąć pana Juliana na tyle, by choć z żalem w duchu klęknął przed Bogiem i dopiero wtedy serce mu pękło? Miejmy taką nadzieję.
Ale sama nadzieja nikogo nie zbawi.
Przy okazji wspomnienia pana Juliana w rocznicę jego odejścia z tego świata warto rozważyć własne ryzykowanie, własne odsuwanie "problemu Boga" na później. Warto go rozwiązać już teraz, jakże wiele tracimy z każdą zmarnowaną bezpowrotnie chwilą... W końcu może okazać się za późno..
 
 
 
 
 
Nasz problem Boga. Czy rzeczywiście istnieje? A jeżeli tak, to czy mówi prawdę skoro tak mało wierzących ufa w obietnice i nie dopuszcza do świadomości straszliwych przestróg?
 
Zacząć wypada od tematu tabu, którego omijanie świat nazywa "pozytywnym myśleniem". W rzeczywistości jest to tchórzostwem, lękiem przed ujawnieniem się Prawdy, której przyjęcie wymaga nieco pokory. A przecież  świat ceni i goni za pychą i egoizmem. Nie chce zniżyć się do pokory. I tak ludzie umierają. Co się z nimi dzieje? 
 
Nazywając rzecz po imieniu trzeba rozważyć ryzyko wiecznego potępienia na jakie się często sami wystawiamy. Wszak dziś tak wielu nie wierzy, lekceważy, gardzi Wiekuistą Światłością. Nie wierzy lub lekceważy istnienie wiecznej ciemności - piekła w którym nie ma nawet nadziei na zmianę swojego straszliwego losu. 
Póki jakoś żyjemy tłumaczymy sobie brakiem czasu nie zajmowanie się sprawami nie przynoszącymi natychmiastowej wymiernej korzyści. Co najwyżej lubimy ślizgać się po interesujących tematach dla rozrywki, dla zaspokojenia ciekawości, dla zajęcia czymś umysłu, dla przyjemnych doznań, a w rzeczywistości dla zagłuszenia głosu sumienia dobijającego się do świadomości. I tak pozostajemy niechętni do głębszej refleksji nawet tej, od której  nie ma nic ważniejszego.
A może jednak tym razem?
 
 
 
 
Żyjemy tak, jakbyśmy mieli nigdy tego świata nie opuścić.
 
A przecież nie ma nic pewniejszego na tej ziemi jak to, że przed nami są nasze ostatnie chwile. Człowiek umiera tak jak żyje. Nie jest "pozytywnym myśleniem" ucieczka myślami od tych chwil. Takie "pozytywne myślenie" to fałszywa mądrość tego zniewolonego złem, degenerującego się świata, nas - oszukiwanych i zwodzonych ludzi go tworzących. Iluż zajętych jest osobistym sukcesem, rywalizacją, nawzajem się oszukujących, wykorzystujących, ośmieszających, kpiących i schlebiających w fałszywych gestach przyjaźni... Uwierzyliśmy, że tak trzeba żyć. Ale to kłamstwo. Nawet gdy zwyciężamy, gdy udaje się, nie uzyskujemy pokoju ani trwałego szczęścia. Dopada nas strach przed stratą, przegraną, porównujemy się nieustannie, zżerają nas kolejne pragnienia, rodzą się żądze...  A to są cechy osób bardzo nieszczęśliwych nawet, gdyby miały cały świat u swych stóp. Wszystko jest tylko chwilowe, wszystko wciąż zmienia się i przemija.
Człowiekowi pragnącemu wewnętrznej wolności takie rozważania pomagają wytrwać lub wejść w Światło wyzwalającej wiekuistej Prawdy. Potrzeba więc może skorzystać z tej okazji i zastanowić się, do jakiej myśli może mnie  skłonić uświadomienie sobie, że właśnie umieram i dostrzeżenie tej niechcianej i zakłamywanej  dotąd Prawdy o sobie, o rzeczywistej wartości własnego charakteru.   Potrzeba rozważyć w co wierzę, a w co nie wierzę, może powinienem zrewidować swoje poglądy, by uwierzyć.  Potrzeba jedynie dobrych pragnień, dobrych chęci, dobrego nastawienia, dobrej woli. Przy takiej szczerej i otwartej postawie Światłość Wiekuista skorzysta ze sposobności, by udzielić nam coś ze swojego Światła Prawdy i oświetlić ciemności błędnego i złego sposobu myślenia i niewiary.  To nie pogorszy, a nieskończenie polepsza jakość naszego życia.
 
 
 Zatem czy naprawdę istniejemy po śmierci własnego ciała? Cz y pozostając bez ciała mamy dalej świadomość samego siebie? 
 
Współcześnie wraz z tak szybkim rozwojem nauki nawet czyste racjonalne podejście do życia przy zachowaniu szacunku dla własnego umysłu nie pozwala już ignorować ludzkich doznań określanych przez naukę jako przy-śmiertelne (w skrócie z ang. NDE), nad którymi specjaliści bardzo wielu dziedzin nauki prowadzili i wciąż prowadzą wielotorowe badania. To właśnie konwencjonalna nauka uznała te zjawiska za jak najbardziej realne, na które w żaden sposób nie mają wpływu czynniki socjologiczne czy światopoglądowe. Wykazano, że osoby w stanie śmierci klinicznej własnego ciała zachowują świadomość swojego istnienia, świadomość samego siebie. Co ciekawe identyfikują się wyłącznie z tą świadomością przebywającą przecież poza ciałem. Często własne ciało stawało się dla nich czymś nieistotnym na podobieństwo znoszonego ubrania. Zostało to uznane przez naukę za:  „ przekonujący dowód nieśmiertelności świadomości i jej autonomii w stosunku do ciała biologicznego”. Oczywiście są naukowcy usiłujący temu zaprzeczyć doszukując się niemalże nadprzyrodzonych zdolności do życia komórek mózgowych. Ale ponad chęć poznania prawdy przedkładają swoją ateistyczną ideologię stawianą wyżej  od racjonalnego poznania.
Wzrastając bez prawdziwej wiary i praktykowania religii identyfikujemy się zawsze ze swoim ciałem i jego zmysłami, ze swoimi zmiennymi uczuciami, ze swoją psychiką umiejscowioną w mózgu. 
Dobre nastawienie może sprawić, że nawet racjonalne podejście ukaże nam, że dojście już teraz do identyfikowania się ze swoją wyższą duchową świadomością, ze swoim duchem - to osiągnięcie najwyższej mądrości i doskonałości.
 
    Czy jednak nauka podpowie nam, co dalej z nami - świadomymi siebie - dzieje się po śmierci ciała?  Tu dochodzimy do problemu istnienia Boga i tego, co się dalej z nami dzieje po śmierci ciała. 
 
 
Racjonalizm zabijający wiarę w nadprzyrodzoność u większości dzisiejszych ludzi,
nie wydaje się być tu  problemem.
 
Powtórzmy to sobie - nasz racjonalizm nie musi być problemem pod warunkiem dobrego nastawienia, a nie stawiania wyznawanej ideologii (np. ateistycznej, naturalistycznej) ponad rozumowe poznanie. 
 
Według Encyklopedii racjonalnie myślący znaczy: „ opierający się na logicznym rozumowaniu, kierujący się rozumem”. Uświadamiać sobie przy tym jednak trzeba, że wiedza zawarta w naszym umyśle, choć niemierzalna, to jednak jest o wiele bogatsza od tego, co tylko doświadczalne, mierzalne i wyliczalne. Co to oznacza?
Czyż nie to, żeby posługiwać się wszystkimi zdolnościami naszego rozumu, o jakich mówią np. nauki psychologiczne? Czyli: myśleniem - również tym perspektywicznym (układanie w psychice faktów, zdarzeń, ale i wrażeń), rozumowaniem (uświadomienie sobie czegoś, zdawanie sobie sprawy),
pojmowaniem (logiczne wnioskowanie i wyciąganie sądów,)
poznaniem prawdy (wiedza i mądrość – której to początkiem jest uznanie własnej ograniczoności),
zapamiętywaniem (istnieje też zdolność umysłu do niedopuszczania do świadomości czyli zakłamywania rzeczywistości),
rozróżnianiem (np. ładu i nieporządku, harmonii i skonfliktowania, jakości/nowości i starości, piękna i brzydoty, prawdy i kłamstwa, a co za tym idzie dobra i zła.
Ale przecież także wyobraźnią, poczuciem sensu lub bezsensu, poczuciem przestrzeni (wielkości i małości), głębi (poznawanie dalsze niż bezpośrednia rzeczywistość), wielości (uchwycenia dużej liczby elementów), proporcji (dostrzeganie różnic w skali fizycznej), ruchu (odkrywanie rozwoju ukrytego w tym co najpowolniejsze).
 
Przy tym niezmiernie ważne jest zdawanie sobie sprawy, jak bardzo te przecież jakże niesamowite zdolności naszego umysłu są wobec wielkości i skomplikowania Wszechświata ograniczone. Chodzi o to, by do swojego poznania zachować taki dystans, by nie ulegać niezmiennym przekonaniom – lub się z nich wyzwalając stać się wolnym poszukiwaczem, odkrywcą istnienia pewnej uniwersalnej Prawdy. Ona istnieje! Obecna, niemalże powszechna ślepota ludzkości wobec niej, nie jest rzeczą nieprzezwyciężalną. Pośród ludzi myślących tylko, że myślą samodzielnie trzeba mieć odwagę wyciągać swoje wnioski, a nie z tchórzostwa i wygody powielać obowiązujący aktualnie sposób myślenia. 
 
To racjonalne myślenie, przy odrobinie zainteresowania każe uznać za niezaprzeczalną prawdę, że cały Wszechświat, wszystko cokolwiek się w nim zawiera jest sterowane za pomocą praw matematyki.
 
To matematyka tworzy prawa fizyki, jest językiem fizyki tworzącej prawa przyrody. Jedynie za pomocą matematyki możemy odkrywać to, co niewidoczne nawet  za pomocą najlepszych mikroskopów czy najdoskonalszych teleskopów. Za pomocą matematyki możemy cofnąć się w czasie do początków Wszechświata, ale i przewidywać przyszłość. Czym zatem jest matematyka, która jawi się naukowcom jako coś nieskończonego? Wszak nieustannie odkrywa się jej nowe dziedziny (już jest ponad 5000, a przeciętnie matematyk potrafi posługiwać się dwiema, trzema). Matematyka nie podlega ewolucji, taka jaka jest istniała w owej "Pierwotnej Osobliwości" o jakiej mówią naukowcy, z której poprzez Wielki Wybuch ponad 13 miliardów lat temu zrodził się cały Wszechświat. Jeżeli istnieją we Wszechświecie inne cywilizacje, to posługują się tą samą matematyką (choć na pewno inne stosują znaki). Matematyka stanowi logiczną informację. Materia może stanowić jedynie jej nośnik i nie może sama z siebie wytworzyć jej więcej, niż w sobie zawiera. Informacja sama w sobie jest niematerialna i może ją wymyśleć wyłącznie inteligentna osoba. Nie jest trudno od uznania tego faktu, od uznania tej rzeczywistości, dojść do zrozumienia, że matematyka musi pochodzić, wręcz być formą myśli Najwyższej, Doskonałej Inteligencji, która stworzyła i wciąż tworzy Wszechświat. Nie jest trudno przy naszej ludzkiej inteligencji (choć potrzeba dobrego nastawienia) utożsamić tę Najwyższą Inteligencję z Osobą objawiającego się Boga znanego w religii chrześcijańskiej (jeżeli komuś jednak trudno, to zapraszam do wielu innych rozważań na tej witrynie). 
 
Wszechmogący, niepojęty Bóg jednak nieskończenie przekracza nasze możliwości poznawcze. Dostosowuje swoje Objawianie się do naszych mikroskopijnych możliwości. Z tym, że nigdy się nie narzuca i nie narusza naszej wolnej woli. Traktuje nas niezwykle poważnie. Gdyby piekło nie istniało, tak by nie było. Musielibyśmy iść do Siedziby Najwyższego określanej jako Niebo, a tak wielu to lekceważy, wręcz gardzi, nie chce. Tak wielu z nas nie potrafi zdecydować się żyć dla Nieba - tego miejsca przygotowanego dla naszej jaźni (nieśmiertelnej i nie zasypiającej po śmierci ciała), będącej częścią naszej duszy w której mieszczą się władze: pamięć, rozum, wola, uczucia). A w obietnicy Bożej (doskonałej Prawdy) - w przyszłości na powrót złączonej ze zmartwychwstałym ciałem.
 
Tymczasem żyjemy jakby w jakimś niesamowitym zahipnotyzowaniu. Tak bardzo pochłonięci tym niepewnym, tym chwilowym życiem na tej ziemi, ustawianiem się w jego hierarchii, jakbyśmy mieli tego świata nigdy nie opuścić. Bagatelizujemy Niebo najczęściej tylko z tego powodu, że jest to powszechne, że większość tak czyni. Większość jednak nigdy nie ma racji, każdy członek tej większości szuka własnej wygody, własnego wyniesienia ponad innych, własnej chwały. Niestety współcześnie dotyczy to również większości w tym naszym chrześcijańskim kościele.
W Świetle Prawdy Bożej, wpatrzona w Niebo żyje jedynie ta niezauważana, ofiarna, pokorna, wierna Bogu biblijna "reszta".
Jesteśmy bytami powołanymi z nicości do nieśmiertelnego istnienia. Takim samym z pochodzenia lecz o wiele doskonalszym bytem był Lucyfer (imię oznacza "niosący światłość"). Jednak ten doszedłszy do wielkiej pychy, w swej absolutnej wolności zbuntował się przeciw Najwyższej Inteligencji, przeciw Bogu. Stał się Lucyperem - niosącym ciemność pychy, rywalizacji, zdrady, nienawiści, buntu, podziału... aż po zatracenie naszego bytu w otchłani zła i cierpienia. Szatani są jeszcze panami tego świata, który tworzą ludzie im poddani, przez nich zniewoleni, którzy ich złymi pragnieniami i grzechami przyciągają do siebie. Ten nasz obecny ludzki świat pod ich wpływem, pomimo naszego wewnętrznego, duchowego  pragnienia miłości - odrzuca Boga - Miłość, której jakże przejmującym wołaniem jest piękno i niepojęta potęga stworzonego Wszechświata, piękno, potęga, wspaniałość  i różnorodność ożywionej  przyrody.
 
Szatani działają najczęściej z ukrycia posługując się ludźmi będącymi na ich usługach (choć obecnie coraz bardziej się ujawniają). I tak świat wmawia nam wiele kłamstw m.in. właśnie o konieczności „pozytywnego myślenia”, czyli np. nie myślenia o własnej śmierci i o tym co nas czeka po niej. To i tym podobne slogany są zaś nie czym innym, jak samooszukiwaniem się przez nie dopuszczanie do świadomości Prawdy np. że muszę umrzeć, że czeka mnie wieczne życie w Niebie albo piekle, że wyboru dokonuję nieustannie każdą myślą, każdym pragnieniem, każdą decyzją woli. Tymczasem Prawda nie zniewala, Prawda wyzwala przede wszystkim z samooszukiwania się i od wpływu kłamstw i błędów świata. Prawda zatem wyzwala, daje wolność, ukazuje piękno i wspaniałość Boga - i istnienie szatanów.
 
Aktualnie w dziesiątkach znaków, objawień, naglących przesłań, Niebo wzywa ludzkość do nawrócenia. Świat zaś naszą świadomość od tego odciąga i tym bardziej zajmuje ułudą ludzkiej chwały, sukcesu, uznania, podziwu, powiększania stanu posiadania dla dogadzania żądzom, zażywaniu przyjemności, wygody, rozkoszy, dla szpanu, zabawy, rozrywki, wielkich emocji… Wszystko tak naprawdę po to, żeby zająć naszą świadomość, odciągnąć od rzeczy najważniejszych. Służy temu cały postęp technologiczny. Pociąga nas "wirtualna rzeczywistość", która wcale nie jest rzeczywistością lecz fikcją, fatamorganą wyprowadzającą nas na duchową pustynię, gdzie umieramy, giniemy  na wieki.  A nawet, jeżeli cud Światłości Wiekuistej zdoła przebić się przez nasze ciemności umysłu i samozakłamanie i sprawi, że w ostatniej chwili życia zdążymy, zdołamy przemóc swoją pychę i egoizm, i ze skruchą, i żalem błagać Boga o miłosierdzie, to ile warte okaże się nasze życie? Przeżywane w ciągłej ucieczce świadomością od Bożej  Prawdy, od wzrastania w Bożej Miłości, a  w wysiłku zakłamywania rzeczywistości. To nie jest Życie do jakiego powołany jest człowiek stworzony w podobieństwo Boga - to cielesna  wegetacja na poziomie zwierząt. 
 
Zauważmy, czy naszą świadomością jesteśmy zawsze w chwili obecnej? Nasza świadomość prawie zawsze krąży pomiędzy przeszłością a przyszłością. A żyć rzeczywistością, to być swoją świadomością tu i teraz. Żyć chwilą obecną - to jest Życie do jakiego zaprasza Chrystus. Ale kto jeszcze o tym wie, o tym myśli? W ten sposób mijamy się z Bogiem. Nie możemy Go bowiem odkryć ani osobiście doświadczać, a tym bardziej nawiązać relacji, bo Go nie ma aktualnie ani w naszej przeszłości, ani w przyszłości. On JEST KTÓRY JEST poza naszym czasem i przestrzenią, ale do Którego mamy dostęp przez stanięcie w świadomości Jego Wszechogarniającej OBECNOŚCI. Żyjemy bowiem w NIM, a jednocześnie On przebywa w nas, przenika nas. Potrzeba nauczyć się żyć w teraźniejszości czyli świadomością być tu i teraz. Przestać myśleć stale o przyszłości i gromadzić pamiątki, zdjęcia, nagrania, by zabezpieczyć się i w tejże przyszłości móc żyć przeszłością. Tak Boga osobiście nie spotkamy. Jakże świat nas ogłupia, ceni to, co bezwartościowe, a lekceważy to, co bezcenne. Ta doskonałość świata w ogłupianiu nas nie wynika z jakiejś zbiorowej inteligencji tego ogłupionego świata lecz z inteligencji i przebiegłości duchów potępionych, duchów złych.  Czy przyjmując bezkrytycznie ten sposób myślenia świata jako właściwy, normalny, dobry - myślimy samodzielnie? 
 
 
Wejdź swoją świadomością w siebie, w głąb własnej duszy tu i teraz, a spotkasz tam Boga - niepojętą Miłość.
 
Jeżeli nie potrafimy, nie chcemy tego uczynić, to przecież z powodu chowania się przed Bogiem, uciekania świadomością przed Nim powodowani poczuciem winy. Czy jest to mądre? Czy Bóg stanowi dla nas zagrożenie? Tu odpowiadamy sobie dokąd zmierzamy w swoim życiu, do  Nieba czy do piekła.
 
Wiara wydawałoby się dziś najlepszych chrześcijan jest niestety najczęściej jedynie powierzchowna - albo rozumowa, albo uczuciowa. A nie ma nic bardziej zdradliwego w człowieku, niż jego uczucia, nie ma nic bardziej chwiejnego niż umysł, który sam z siebie wpada w pychę. I im większa inteligencja, tym doskonalej potrafimy siebie samych oszukiwać stosując znane psychologii mechanizmy obronne, mechanizmy samooszukiwania się. Gdy pociągnie nas blask świata, gdy zapragniemy czegoś, co jest grzechem,  szukamy możliwości zgorszenia się, jakiegoś  najlepiej  grzechu księdza, biskupa, papieża, by móc usprawiedliwić swoje odejście od wiary i kościoła. 
Wiara wydawałoby się najlepszych, którzy choćby udzielają się w obronie "chrześcijańskich wartości" wyraża się najczęściej w działaniu bez rozeznania własnych intencji i Woli Bożej. Wyraża się w  pobożnych oświadczeniach ale w połączeniu ze światowymi pragnieniami, za którymi nie idzie otwieranie się na Prawdę, na zapieranie się siebie (swojego ego - centryzmu ze względu na własną duszę)  nie idzie pragnienie podobania się Bogu. Jednym zdaniem - nie dążymy do przemiany, uświęcenia,  przebóstwienia swej ludzkiej egocentrycznej natury podatnej na pychę dla przyoblekania swego ducha w Bożą Miłość. Sądzeni będziemy nie ze swoich dzieł lecz z wielkości miłości, która naszą naturę przebóstwia, uduchawia, a która później promieniuje czystą miłością na innych.
 
Jezus Chrystus do nas mówi:
"Wznieś się do stanu duchowego tak, aby stanąć na Sądzie Bożym nie obciążony ludzką naturą" (PBCZ7/16)
 
"Przeznaczeniem człowieka jest osiągnięcie podobieństwa do Boga przez uświęcenie, które czyni z człowieka dziecko Boże"
 
To nie tylko sam chrzest, ale uświęcenie czyni nas dziećmi Bożymi. Ochrzczony, gdy żyje w stanie grzechów ciężkich staje się dzieckiem diabła, bo to on człowieka wówczas kształtuje - o czym przestrzega nas w swym liście św. Jan Ewangelista (zob. 1J3,8)
Szatan nie musi szczególnie się dzisiaj trudzić nad tymi chrześcijanami, których świadomość krąży wyłącznie wokół własnych spraw i związanych z nimi spraw tego świata. Ulegli ułudzie świata, targani namiętnościami, mamy problemy z utrzymaniem się w Łasce uświęcającej, w pokorze, w skrusze (nie ma skruchy dopóki jest pragnienie grzechu), w czystości, w nieuchybianiu miłości…
 
Niby pragniemy coś zmienić w swoim życiu, lecz nie wiemy jak wyrwać się z tego wszystkiego, co nas tłamsi i zniewala. Stąd pracujemy nie tyle nad sobą, co nad dobrym obrazem samego siebie. Nieświadomie poddajemy się usypiającemu i schlebiającemu głosowi podszywającemu się pod myśli: „jestem OK.”, „inni są gorsi”, „z czego miałbym się nawracać?” itp. Zdecydowana większość chrześcijan nie żyje świadomie, nie dostrzega zagrożenia. Nieświadomie więc pozwalamy, by złe duchy stopniowo, powoli, ale sukcesywnie wyjaławiały nas. I one czynią nas skoncentrowanymi na sobie egocentrykami, bezdusznymi, ślepymi i głuchymi na Boże Słowo, na widoczne dowody (choćby w pięknie przyrody) niepojętej, doskonałej, niezmiennej Bożej Miłości. Z roku na rok coraz bardziej uwidacznia się pretensjonalno-roszczeniowo-konsumpcyjny styl życia chrześcijan już tylko z nazwy. Zżerają nas żądze, uważamy, że należy nam się dobrobyt, narzekamy, krytykujemy, widzimy zło i błędy u wszystkich, nie zauważając przy tym swojego rzeczywistego stanu.
 
Sami nie możemy sobie w tej walce poradzić, bo jak walczyć z kimś, kogo nie widzę, nie doświadczam, nawet nie bardzo wierzę w jego istnienie? To też taktyka złego. Jego subtelne, niedostrzegalne, duchowe zniewolenia i opętania to sprawiają. Jednak złe duchy przed tymi ludźmi, którzy im się rzeczywiście zaczynają wymykać spod kontroli, którzy wyrywają się spod wpływów świata odwracając się od anty wartości świata, którzy zaczynają rzeczywiście dbać o czystość swojej duszy, którzy chcą miłością odpowiedzieć na Miłość Boga – przed tymi złe duchy zmieniają taktykę i przestają się kamuflować, ujawniają się, próbują zastraszać.
 
Kiedy więc prawdziwie uznamy, że nie wszystko to, co dozwolone, jest dobre dla własnej duszy, że potrzeba unikać nawet pozoru zła, kiedy opowiemy się za duszą, przeciw ciału i światu - wtedy zapewne dane nam będzie doświadczyć, poznać odrażającą, niewypowiedzianą, bezgraniczną otchłań i nienawiść jaka bije od szatanów. Czy jednak mamy czego się obawiać? Gdy decydujemy się na Boga, poznajemy też Jego Miłość i Wszechmocną opiekę - i do niej się uciekamy. Wszystko jest w Jego wszechmocy. I nie doznamy zawodu, choć nie wszystko będziemy rozumieć.
 
Czy nie jest choćby brakiem szacunku dla własnego umysłu ryzykowanie - gdzie i z kim spędzać będziemy wieczność?
 
Bez poddania się miłującemu Bogu, by mógł nas przemieniać, jesteśmy z góry skazani na przegrywanie, na trudy, znoje, lęki, pretensje, zgorzknienie, poczucie pustki, smutek, przygnębienie, depresje, niepewność, rozpacz... W takich stanach ojciec kłamstwa podsuwa nam sposoby ratowania się. Mnożymy więc wysiłki, by polepszać swoje samopoczucie poprzez powiększanie, polepszanie swojego wyobrażenia o sobie we własnych oczach i oczach świata. Pozory jednak pozostają pozorami - nie uzdrawiają. Rzeczywistość grzechu i tak dobija się do naszej świadomości nawet, gdy używamy sobie życia pławiąc się w bogactwie, luksusie i przyjemnościach. To jak gaszenie ognia benzyną. Wciąż zwiększając egoistyczne skupienie na sobie, oddajemy się sami w coraz większą niewolę ojca kłamstwa.
Szukamy zapomnienia (a jest to również zagłuszanie głosu sumienia) w tym wszystkim, czemu nadaje się końcówki ~mania i ~holizm, a także w środkach psychotropowych. Nie potrafimy już wówczas w ogóle żyć w czystej świadomości.
 
 
Chcąc przeciwstawić się sobie (swojemu cielesnemu „ego”), światu i złemu, trzeba jednak zacząć szukać prawdy, która nas wyzwoli. Potrzeba sobie uświadamiać że:
 
istnieje realne zagrożenie, że w decydującej o wieczności chwili mojej śmierci, która rozwieje moje mniemania i ujawni całą prawdę o mnie, mogę z pychy albo i poirytowania się, nie klęknąć w duchu z pokorą i skruchą przed Bogiem.
Dlatego tak niezmiernie ważne jest pragnienie patrzenia na siebie oczami Boga, czyli poznanie już teraz jak Bóg mnie widzi. Potrzeba do tego prawdziwie zapragnąć tej Jego Prawdy, która wynika jedynie z szalonej miłości do nas. Potrzeba rozpocząć walkę najpierw z sobą samym i z tym wrogim Bogu i własnej duszy światem. Potrzeba być przygotowanym na ujawnienie się przede mną świata dotąd niewidzialnego, a urzeczywistniającego się – świata złych duchów.
 
Nie tędy droga, że Panu Bogu świeczka i diabłu ogarek, by zostawili mnie w spokoju i bym mógł spokojnie żyć w skupieniu na sobie. Naturę mamy zbyt ograniczoną, by być niezależni. Życie na ziemi to walka o przystosowanie się do życia w Niebie, to wręcz deptanie swej ludzkiej natury, by przyjąć Boską naturę – naturę miłości. W Niebie panuje Szczęście dzięki Miłości. Przyoblec się mamy w Miłość – to nasza szata godowa. Rywalizacja o sukces osobisty, o lepsze od innych ustawienie się w hierarchii tego wrogiego Bogu świata jest drogą do wiekuistej ciemności.
 
Ojciec kłamstwa pragnie zawładnąć nami poprzez zniewolenia i opętania. Gdy zaś pozwolimy Bogu wziąć nas w posiadanie, On nie odbiera nam wolności woli, lecz poprzez udzielanie Siebie odmienia nasze serca, przemienia nasze pragnienia, doprowadza nas do takiego stanu wolności umysłu i woli, że nie pragniemy już niczego, co ceni świat, co tak szybko przemijające, a tak bardzo zniewala. Z czasem zaczynamy nawet czuć do tego wstręt, wręcz gardzimy upadlającymi naszego ducha „wartościami” świata.
 
Zatem pozwalając się „zawładnąć” Bogu, osiągamy największą wolność - od siebie (swoich zniewoleń, swojego błędnego sposobu myślenia i złych skłonności), od tego świata (np. uzależnienie naszego samopoczucia od czyjeś pochwały czy nagany) i szatanów. Dochodzimy do wolności ducha i otrzymujemy moc do życia bezkompromisowego, w podążaniu za tym, co nie przemija, co niezniszczalne, co czyste, piękne, szlachetne, dobre... co daje prawdziwe szczęście.
 
To niepojęta dla światowych ludzi Wolność, która nie lęka się przyjąć ani cierpienia, ani śmierci w każdej chwili. Wolelibyśmy nawet śmierć niż popełnić jeden grzech ciężki, niż czymkolwiek obrazić swą Miłość. I więcej - zanurzeni już tu na ziemi w Miłości (o której przecież wszyscy w głębi serca tęsknią, marzą i szukają - choćby jej namiastek ludzkich), umieramy z pragnienia śmierci. Lecz z poddaniem przyjmujemy to doczesne życie jako ofiarę za zbawienie świata tak długo, jak długo Pan uzna to za słuszne. Niebo jest otwarte tylko dla maluczkich. Ci, którzy za swego ziemskiego życia budują sobie piedestał wywyższający ich ponad innych mają niezmiernie ciężkie i znojne życie tak teraz, jak i po odejściu z tego świata. Czyściec, to zejście z tego piedestału i zburzenie go. Jakże inaczej wygląda życie tych, którzy nie rywalizują, którzy szukają powrotu do postawy ufnego dziecka...
 
Pan Jezus mówi:
"Nie bije się dzieci, kołysze się je, tuli, kocha, chroni. Ten, kto okaże się małym dzieckiem dla Mojej Miłości będzie chroniony, utulony, karmiony, kochany przez nią".
(OMM170179)
 

Chcę, aby każdy żył  z otwartym sercem, aby łączność ze Mną stale istniała. Bym mógł was bez przerwy karmić Moją Miłością i Prawdą. Wy nic nie musicie czynić, tylko pragnąć tego pokarmu tak, jak dziecko w łonie matki, otoczone nią i połączone z nią, aby jej życiodajna moc dawała mu życie.

Taka powinna być łączność duszy ze Stwórcą. To nie jest przenośnia - taka jest rzeczywistość duchowa, takie proporcje możliwości. Ujrzyj siebie w roli embriona, a wtedy poznasz prawdę o swojej bezsilności i zależności. Poznasz bezsens wszelkich ambicji własnych i poczynań podejmowanych beze Mnie, bez rozeznania Mojej Woli. Poznasz też zakres Mojej opieki i mojej Miłości.                                                                                                                (Świadectwo 592)

 
Oto szczęście, wolność, beztroska prawdziwych dzieci Bożych - niepojęte dla ludzi szukających chwilowej  wielkości i chwały tego świata.
Niepojęte, bo tu nie widzą wymiernego zysku albo nie chcą, nie potrafią już się tak uniżyć. Pycha zaś jest gorsza od niewiary, całkowicie zaślepia. Bo jeśli światło, które uważasz, że jest w tobie, jest w rzeczywistości ciemnością, jakże wielka to ciemność! (por. Mt 6,23)
 
 Cóż zatem może uczynić embrion w łonie matki? Czy może coś dobrego sam z siebie zdziałać na jej rzecz? Czy zatem możemy dla Boga być użyteczni, dołożyć coś do Jego nieskończoności? Pokora, to świadomość tej małości, która pokornemu każe może pomimo pragnień, to jednak trwać biernie czując się nieużytecznym sługą...
 
"To jest największe z tego, co możesz Mi dać i czego pragnę od ciebie – właśnie biernego poddania się Mojej Miłości. Ja jestem czynny. Moja moc porusza i stwarza wszystko i nic dodać Mi nie można. Oczekuję waszego biernego poddania się Mojej stwórczej woli. Wtedy przez was płynie Moja moc, bo Ja jestem w was i działam przez was – Moje dzieci. Natomiast wasze samodzielne działania zamykają was przed Moją mocą, bo są przeciwko niej. Wszystko, co nie jest poddane Mi, jest przeciwko Mnie.
Nikt niczego nie może Mi dodać, ofiarować, uczynić. Można Mi dać jedynie siebie – biernego, poddanego, ufnego. Pragnącego uczynić tylko to, czego Ja pragnę. I oddającego się bezgranicznie Mojej potędze Miłości, jak maleńkie dziecko kochającemu ojcu, który wszystkim jest i wszystko może. 
A przecież różnica możliwości pomiędzy Bogiem i człowiekiem jest większa niewyobrażalnie.
Ciesz się swoją niemocą i pójdź w Moje ramiona, bym mógł cię ponieść. (Ś652)
 
 
 
  Obyśmy pozwolili Światłości Wiekuistej ogarnąć nas jak najszybciej i w całej pełni. Amen
 
 
 
<><

Rozwiązanie problemu Boga, by zapragnąć zjednoczyć się ze Światłością Wiekuistą.  
Wspominając Juliana Tuwima

2020/12/27

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję tę witrynę z własnych środków, a służyć ma ona powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie. 

Strony mogą zawierać pliki cookies.      

                                                                                                                                                                                                  br.stanislaw@gmail.com

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

Gorliwość i ufność