"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a  usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                              Małgorzata   et    br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i Niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo Jej: Ona zmiażdży ci głowę, a ty czyhać będziesz na Jej piętę.  (Zob. Rodz 3,15; tą "piętą"- jak powiedziała sama Maryja, są Jej umiłowani Kapłani)

 

 

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Doroczną pamiątkę św. Stanisława Kościół obchodzi 13 listopada. Jedynie w Polsce w roku 1974 jego wspomnienie  przeniesiono na 18 września.

 

Stanisław Kostka herbu Dąbrowa urodził się 1550 r. w Rostkowie k. Płocka jako syn kasztelana zakroczymskiego. Miał trzech braci i dwie siostry. Rodzice wychowywali swoje dzieci w dyscyplinie, uczyli pobożności, uczciwości i skromności. Do 14 roku życia Stanisław pobierał nauki w domu rodzinnym. Na dalszą naukę został wysłany wraz z bratem Pawłem do Wiednia. Początkowo nauka młodzieńców szła trudno, ale pod koniec trzeciego roku należał do najlepszych uczniów. Władał płynnie językiem ojczystym, niemieckim, łacińskim i trochę greckim. Trzy lata pobytu w Wiedniu - to okres rozbudzonego życia wewnętrznego w życiu Stanisława, który znał wówczas tylko trzy drogi: do kolegium, kościoła i domu. Wolny czas spędzał na modlitwie, lekturze oraz zadawaniu sobie pokuty łącznie z biczowaniem się. Taki tryb życia nie podobał się bratu, wychowawcy i kolegom. Uważali to za rzecz niemoralną, a nawet niebezpieczną dla zdrowia. Dlatego w dobrej wierze usiłowali słowem a nawet biciem wyleczyć go i skierować na drogę normalnego postępowania.

jego miłość do Boga, miłość ponad wszystko, na jego zjednoczenie z Nim. To właśnie dawało mu siłę do wyrzeczenia i trwania w czystości.

 

Po zamknięciu kolegium w Wiedniu, wszyscy uczniowie, łącznie ze św. Stanisławem, musieli szukać prywatnych mieszkań. Stanisław znalazł pokoik przy rodzinie, która sympatyzowała z protestantyzmem. Spotkał się więc z zaprzeczeniem najważniejszych spraw w Kościele: kultu maryjnego i Eucharystii. Mimo to jego duchowość rozwijała się właśnie w tych dwóch kierunkach. Najważniejszą jednak cechą Stanisława była zdecydowana chęć pełnienia woli Bożej. Kiedy odkrył w sobie powołanie, chciał na nie odpowiedzieć za wszelką cenę. Odrzucał wszystko, co przeszkadzało w wypełnieniu woli Niebieskiego Ojca, nawet miłość rodziny.

 

 

 

Według relacji św. Stanisława - kiedy był bardzo chory, a nie mógł otrzymać Wiatyku, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić katolickiego kapłana, wtedy św. Barbara, patronka dobrej śmierci, nawiedziła jego pokój i przyniosła mu ów Wiatyk. Również w tej chorobie zjawiła się Świętemu Matka Boża, od której doznał cudownego uleczenia. Zaraz po uzdrowieniu postanowił wstąpić do zakonu Jezuitów. Niestety ojciec Stanisława nie wyraził zgody - Stanisław zdobywa się na heroiczny czyn, organizuje ucieczkę do Augsburga, aby tam wstąpić do zakonu jezuitów. W ucieczce pomaga mu jezuita Franciszek - Antoni, dał Stanisławowi list polecający go do prowincjała Piotra. Jego podróż do Augsburga, a potem do Dylingi, obrosła wieloma legendami.

"...pewnego poranka, po przyjęciu Komunii Świętej, opuścił Wiedeń bez wiedzy swojego opiekuna i swojego brata. Wyrzekł się dość znacznej ojcowizny, pozostawił odzież, której używał w domu i w szkole, a przyodziawszy płócienne i pospolite odzienie, z kijem w ręku udał się w drogę jak zwyczajny ubogi prostak. Tylko Bóg wie, co będzie z nim dalej, ufamy jednakże, że to wszystko się stało nie bez natchnienia Bożego. Był zawsze taki stały w swoim postanowieniu, iż wydaje się nam, że w tym wypadku działał pod wpływem łaski, a nie z jakiegoś chłopięcego kaprysu".

List ten, z datą 1 września 1567 r., wysłał za "uciekinierem" przełożony domu jezuitów w Wiedniu. Adresatem był generał zakonu - św. Franciszek Borgiasz. Tymczasem zbieg, który "działał pod wpływem łaski", był już od dwudziestu dni w drodze. Kierował się jednak nie do Rzymu, gdzie rezydował generał, ale do Augsburga - do niemieckiego prowincjała św. Piotra Kanizjusza. Gdy go tam nie zastał, ruszył do Dylingi w Bawarii. Po kilkunastu tygodniach, mając za sobą 650 kilometrów marszu, szlachetnie urodzony młodzieniec został przyjęty (na próbę) do wymarzonego zakonu. Przeznaczono go do służby w konwikcie: miał sprzątać pokoje i pomagać w kuchni.

Faktem jest jednak, że spowiednik przyszłego świętego zeznał, iż jego penitent zwierzył mu się, iż w drodze otrzymał Komunię św. z rąk anioła, gdyż nie mógł jej przyjąć w kościele protestanckim.

 

W Augsburgu nie zastał prowincjała, udał się więc do Dylingi. Cała trasa z Wiednia do Dylingi wynosiła ok. 650 km. Trafił na moment krytyczny. Oto dwaj zakonnicy z Polski rzucili habit i przeszli na protestantyzm. W takiej sytuacji o przyjęciu Polaka nie było mowy, ale po długiej dyskusji Stanisław został przyjęty na pomocnika do kuchni. Po kilku tygodniach doceniono jego pokorę, pracowitość i pobożność i skierowano wraz z dwoma innymi kandydatami do Rzymu. Całą trójkę umieszczono w nowicjacie przy kościele św. Andrzeja. Stanisław wnet zwrócił na siebie uwagę pokorą i pobożnością oraz umysłem. A jednak nie było dane młodzieniaszkowi zaznać błogiego spokoju. Ojciec Stanisława postanowił za wszelką cenę wydostać syna z klasztoru, ale pragnienie pełnienia Woli Bożej ponad wszystko zwyciężyło w Stanisławie. Dlatego jego reakcją na sprzeciw rodziców była odpowiedź, że trzeba bardziej słuchać Boga Ojca niż własnych rodziców. Kiedy otrzymał list, w którym ojciec groził mu między innymi wydziedziczeniem, z całą godnością odpowiedział, że idzie za głosem powołania i pragnie nade wszystko słuchać Boga. Przełożeni zakonu pozwolili młodzieńcowi wiosną 1568 r. złożyć śluby zakonne. Był to najszczęśliwszy dzień w życiu Stanisława. Był człowiekiem o bardzo mocnym charakterze. Już będąc w nowicjacie, potrafił połączyć twardy charakter i żywe nabożeństwo do tych negowanych w ówczesnym Kościele wartości duchowych: kultu Maryi i Eucharystii. Trzeba pamiętać, że w Rzymie był świadkiem niszczenia obrazów Matki Bożej, które zostały umieszczone na różnych budynkach. Widział to, przeżywał i bolał nad tym. Słyszał o różnych nadużyciach w stosunku do Eucharystii. Potrafił być jednak bardzo zdecydowany w swojej wierze, a równocześnie w życiu codziennym był bardzo usłużny, a przy tym ciepły, braterski i towarzyski. Ponoć naprawdę zabiegano o jego obecność.

Dwa tygodnie przed śmiercią zapowiedział, że wkrótce umrze i że będzie - pragnął tego - oglądał chwałę nieba.

 

Nagle 13.08 młody zakonnik zachorował. W wigilię Wniebowzięcia NMP zemdlał, a z ust zaczęła się sączyć krew. Tuż przed śmiercią współbrat zapytał go, czy kocha Matkę Najświętszą. Ze zdziwieniem odpowiedział: "Jak można nie kochać swojej Matki?". Była północ, kiedy zaopatrzono chorego na drogę do wieczności. Ojciec Warszewicki naoczny świadek zeznał, że gdy podano mu różaniec, nagle twarz Stanisława zajaśniała tajemniczym blaskiem, gdy ktoś zapytał, czy może sobie czegoś życzy, odparł: "Widzę NMP z orszakiem świętych, który po mnie przychodzą". Kilka minut po północy 15.08.1568 r. św. Stanisław przeszedł do wieczności. Koledzy Jego powiadali, że zawsze prosił NMP, aby umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Prośba została spełniona.

 

Wieść o pięknej śmierci polskiego młodzieniaszka lotem błyskawicy rozeszła się po Rzymie. W sumie Stanisław spędził w Rzymie zaledwie dziesięć miesięcy.  To rzecz niezwykła, iż przez tak krótki czas młody chłopak stał się do tego stopnia znany w Rzymie, że w jego pogrzebie uczestniczyli wszyscy kardynałowie.  Wbrew zwyczajowi zakonu zwłoki młodzieńca przystrojono kwiatami, a ciało włożono do drewnianej trumny, co również w tamtych czasach w zakonie było rzadkim wyjątkiem. Na obrzędy pogrzebowe przybył do Rzymu brat Paweł. W dwa lata później, gdy otwarto trumnę Stanisława, znaleziono Jego ciało nietknięte rozkładem.
 

W 1605 r. papież Paweł V zezwolił na zawieszenie obrazu Stanisława w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie. Papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, a samego aktu kanonizacji dokonał jego następca Benedykt XIII w 1726 r. 200 lat później w 1926 r. sprowadzono do Polski część relikwii Świętego. W uroczystościach wziął udział sam prezydent państwa Ignacy Mościcki.   Ciało św. Stanisława spoczywa w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie w jego ołtarzu po lewej stronie. Wielu polskich pielgrzymów po złożeniu hołdu Namiestnikowi Chrystusa udaje się do tego kościoła, by pokłonić się szczątkom polskiego świętego.


 W pięćdziesiątą rocznicę święceń kapłańskich Jana Pawła II radio i telewizja włoska zaproponowały mu program transmitowany na cały świat, zapytały też, z jakiego kościoła chciałby, żeby go nadawać. Ojciec święty odrzekł, że z kościoła, gdzie znajduje się grób św. Stanisława Kostki.
 

Bliska jest mi jego duchowość, bo dla mnie ogromne znaczenie ma zarówno pobożność maryjna, jak i Eucharystia. W ikonografii Stanisław przedstawiany jest albo kiedy przyjmuje od aniołów komunię święta, albo gdy przyjmuje na ręce Dziecię Jezus od Maryi. To są bardzo wymowne obrazy. I to mnie w nim najbardziej urzeka i dopinguje.

Papież Jan Paweł II w encyklice Ecclesia de Eucharistia napisał, że bez Eucharystii nie ma Kościoła. Ja powiedziałbym - bez Maryi nie byłoby ani Jezusa, ani Eucharystii. Z własnego doświadczenia wiem, że nabożeństwo do Matki Bożej ożywia modlitwę w czasie Mszy św. Tak jakby te dwie rzeczywistości funkcjonowały na zasadzie naczyń połączonych.

 

 

ŚWIADECTWO

 

 
Byłem sam w wyciszonym domu. Wszedłem po coś do pokoju. Poczułem się jakoś dziwnie, trochę nieswojo. Usiadłem na kanapie zastanawiając się skąd to odczucie. Wzrok mój padł na regał z książkami z mojej lewej strony. Podszedłem za natchnieniem, wyciągnąłem jedną z kilkudziesięciu książek. Wówczas coś wypadło na podłogę. Schyliłem się, podniosłem obrazek formatu karty kredytowej z podobizną św. Stanisława Kostki - mojego patrona. Nie wiem jak znalazł się pomiędzy książkami, zawsze stał gdzieś na półce. Coś mnie jeszcze tchnęło, podszedłem do kalendarza i zrozumiałem. Dziś jest święto mojego patrona, św. Stanisława. Pojąłem wszystko, po całym ciele przeszły mi ciarki. Ale zaraz potem poczułem dzięki tej obecności wielką radość i wdzięczność. I żal z powodu mojego zapomnienia.
Dziś każdy narzeka na brak prawdziwych przyjaciół, ale kto sam potrafi być prawdziwym przyjacielem? Pozwalamy, by ducha poświęcenia i ofiarności zastąpił duch rywalizacji i zazdrości. Ducha braterstwa poświęcamy dla wyniosłości i zdystansowania. Miłość przegrywa z egoizmem. Człowiek coraz bardziej cierpi z powodu samotności. Media społecznościowe pogłębiają tylko ten stan.
Trudno o przyjaciół na ziemi, a oto mam Przyjaciela, który choć ja zapomniałem o nim, pokazał mi, że pamięta o mnie.
I to w jaki sposób!
Dzięki temu osobistemu doświadczeniu jakże moja wiara umocniła się w Życie po tym życiu. Czy mogę lękać się przemijania i śmierci? Ciało? Jawi się jako balast ściągający w dół żywych duchowo, którzy pragną wznosić się na duchowe przestrzenie, na pola kontemplacji.
Nie ma przemijania ani śmierci dla tych, którzy utożsamiają się ze swoją duszą, którzy wpatrują się w to, co na Górze; nie taplają się w złu - w bagnie tego szybko przemijającego świata. Oczekują z pragnieniem na przejście z życia do Życia!
To Wolność i Pokój jakich ten świat nie zna.
A nie znając i nie rozumiejąc potrafi tylko kpić. W najlepszym razie dystansować się od dziwnych ludzi, którzy "gadają głupoty", jak swego czasu s. Faustyna Kowalska: "Czuję niechęć do wszystkich rzeczy, które świat ma w poważaniu, pragnę całą duszą samotności i ciszy". (Dz432)
Jak młody Stanisław Kostka, który nie ulegał światu żądającemu, by żył jak wszyscy mówiąc:
"Do wyższych rzeczy zostałem stworzony".
Każda osoba ludzka do wyższych rzeczy została stworzona!
A większość zadowala się życiem na poziomie zwierząt: najeść się, napić, wyspać, zabawić, zaspokoić żądze
i poświęcić walce o dominację, o jak najwyższą pozycję w hierarchii stada. A na koniec życia jako przegrany w upokarzającej niesprawności i słabości toczyć walkę z wdzierającą się do świadomości trwogą i rozpaczą.
Można być od tego wolnym, pozostać nawet osamotnionym, ale nie czuć samotności. Potrzeba poczuć swoje wybraństwo i powtórzyć sercem za św. Stanisławem:
Do wyższych rzeczy zostałem stworzony!
A wówczas będziemy mogli prowadzić najbardziej owocne życie. Bóg nie żąda, by wszystkiego naraz się wyrzekać. Na ile pragniemy na tyle przemienia nasze serca. Tak, że z czasem to, co jawiło nam się jako cenne stanie się bezwartościowe, a to, co nie miało dla nas wartości stanie się bezcenne.
Wystrzegajmy się duchowych zazdrości, każdy może zwrócić się do Boga, który tylko czeka na choćby małe poruszenie człowieczego serca stającego w prawdzie o sobie.
Od każdego Pan Jezus oczekuje pragnienia bliskiej zażyłości, by móc mu powiedzieć: "...nie lękaj się niczego, Jam zawsze z tobą; wszyscy przeciwnicy o tyle tylko szkodzić będą, o ile ja im na to pozwolę. Tyś Mi jest mieszkaniem i stałym odpocznieniem Moim, dla ciebie powstrzymam rękę karzącą, dla ciebie błogosławię ziemi. (Dzienniczek 431)
Każdy jest do tego powołany. Nie gardźmy Bożym zaproszeniem. Jakże niewysłowienie wspaniały jest nasz Bóg!
<><

Św. Stanisław Kostka -  warto na tle jego sylwetki rozwijać wiarę w istnienie rzeczywistości nadprzyrodzonych, w istnienie niewysłowionych wspaniałości Nieba do którego Stanisław tęsknił już w tak młodym wieku. 

17 września 2021
Eucharystia, Tabernakulum, Matka Boża

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)