"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a  usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                      br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie!  

Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła.   

(1 Tes5,21-22)

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych
 
Czytając współczesne żywoty świętych można odnieść wrażenie, że to sami święci swoim własnym wysiłkiem przy pomocy łaski Bożej dochodzili do heroizmu wiary, do świętości. Tymczasem jest dokładnie odwrotnie, to niejako nieustanna współpraca Trzech Osób Boskich nad wychowaniem, ukształtowaniem, oczyszczaniem, hartowaniem, uświęceniem… duszy ludzkiej owocuje świętością. Nie jest to zresztą świętość człowieka, ale jedynie przyodzianie się duszy ludzkiej świętością Boga. Wysiłek człowieka choć niezbędny, jest tu tak naprawdę jedynie marginalny. Zasługą jest jedynie dobra wola i otwarte serce, będące przyzwoleniem na działanie Boga w sobie.
 
Bóg Ojciec zgodnie ze Swoim odwiecznym Planem nieustannie stwarza odpowiednie sytuacje.
Syn Boży wynagradza za nas doskonałej Sprawiedliwości Ojca, usprawiedliwia, leczy, oczyszcza, dusze, kształtuje je,  prowadzi.  A ma to wpływ na naszą psychikę i ciało.
Duch Święty uświęca swoimi Darami, tzn. przebóstwia naszą  zepsutą naturę, kształtując cnoty dzięki którym człowiek ma zdolność do przeciwstawiania się atakom uczuć, zwalczania własnego ego i nie ulegania wymaganiom ciała. Przemienia serca uszlachetniając pragnienia i daje moc, by człowiek coraz bardziej swoją uwagę, świadomość, dążenia kierował na Boga, na Niebo.
 
Temu Bożemu działaniu w sobie może i powinien poddać się każdy człowiek na całym świecie niezależnie od czegokolwiek – i zostać przyobleczony w świętość. Takie proste, a jakże rzadkie.
 
 
 
Doskonałym tego przykładem jest święta Bakhita, murzynka urodzona w 1869 roku  gdzieś w buszu w Sudanie w Afryce. Jak mówiła, miłość Boga towarzyszyła jej przez całe życie nawet wówczas, gdy Go nie znała. Odczuwała Go w swoim sercu nie wiedząc Kim jest. Poddawała się Jego działaniu wcale nie znając Go z Imienia.
W dzieciństwie została porwana przez arabskich handlarzy niewolników. Przerażenie, jakiego doświadczyła wywołało amnezję, zapomniała nawet swojego imienia. Imię Bakhita, co oznacza po arabsku „szczęściara”, nadali jej dla szyderstwa porywacze. I tak już zostało. Po latach okazało się to imię jakże dla niej prorocze.
Była wielokrotnie sprzedawaną, przez 10 lat doświadczała niebywałych cierpień i upokorzeń. Jeden z właścicieli kazał jej wyciąć na plecach wzór (ranę posypywano solą dla utrwalenia się blizny), jaki zwykł umieszczać na swoich domach, meblach czy innych wartościowych rzeczach. W końcu zakupiona przez włoskiego dyplomatę, po dwóch latach wraz z nim przybyła do Włoch. Odstąpiona pewnej rodzinie została opiekunką dziecka. Wraz z dzieckiem na pewien czas została umieszczona w Instytucie prowadzonym przez siostry zakonne.
To tu Bakhita poznała Boga, którego od najmłodszych lat - jak sama powiedziała: „odczuwałam w swym sercu, nie wiedząc, kim jest”. „Nigdy nie poznałam Boga, ale też nigdy nie czciłam bożków”. „Patrząc na słońce, księżyc, gwiazdy, mówiłam sobie: Kto jest Panem tego wszystkiego? I odczuwałam ogromne pragnienie ujrzenia Go, poznania Go i złożenia Mu hołdu.”
 
W 1890 roku, po kilku miesiącach przygotowań, mając około 21 lat została ochrzczona pod imieniem Józefiny. Tego samego dnia przyjęła sakrament bierzmowania i przystąpiła po raz pierwszy do Komunii św. Była tak wzruszona, że nie wiedziała, jak wyrazić swą radość. Czuła się rzeczywiście wielką szczęściarą. Mówiła, że gdyby spotkała te osoby, które ją porwały i sprzedawały, uklękła by przed nimi i z wdzięczności ucałowała ręce, bo to dzięki nim spotkała Boga, bo gdyby to się nie wydarzyło, nie została by chrześcijanką. Często całowała chrzcielnicę mówiąc: „To tu stałam się córką Boga.” 
 
Raz odkrywszy "swego Pana" zapragnęła poświęcić Mu się całkowicie. Zrozumiała, że jej powołaniem jest służenie Bogu i pomaganie ludziom. I to pomimo tego, że wielokrotnie była wystawiana na próbę, wyszydzana z powodu swojego pochodzenia nie żywiła do nikogo urazy.
Nie chciała też skorzystać z propozycji bezpiecznego, dostatniego i wygodnego życia z rodziną u której dotąd opiekowała się dzieckiem, przeciwstawiła się wręcz nakazowi  swych właścicieli na rzecz poświęcenia się na wyłączną służbę Bogu. W świetle włoskiego prawa była osobą wolną.
 
W 1896 r. Józefina Bakhita poświęciła się zatem na zawsze „swemu Panu” - jak nazywała Boga. Nie mając żadnego wykształcenia została prostą zakonnicą.   
Przez ponad 50 lat prowadziła życie ukryte w domu zakonnym w miejscowości Schio w północnych Włoszech wykonując różne zwykłe posługi: była kucharką, praczką, szwaczką w końcu furtianką. Choć na początku siostry miały opory w przyjęciu jej do klasztoru, to jednak z czasem  była ceniona za łagodność, dobroć, pragnienie by wszyscy poznali Pana. Kiedy posługiwała jako furtianka dała się poznać mieszkańcom miasta, którzy pukali do drzwi. Jej ujmujący sposób bycia, łagodny głos, pokora, prostota, stały miły uśmiech podbijały serca ludzi. Prosiła: „Bądźcie dobrzy, kochajcie Pana, módlcie się za tych, którzy Go nie znają. Bądźcie świadomi szczęścia, polegającego na tym, że wy Go znacie!”
 
Po ludzku jednak myśląc, nie miała żadnych osiągnięć w życiu, żadnych zasług.
Odeszła z tej ziemi 8 lutego 1947 r. w Schio mając blisko 80 lat. Podczas agonii ponownie przeżywała dni niewolnictwa wołając: „Rozluźnijcie mi łańcuchy… one są tak ciężkie!”.
Od tych cierpień uwolniła ją Najświętsza Panna. Jej ostatnie słowa to: „Maryja… Maryja….”, po których z promiennym uśmiechem na ustach umarła.
Na wieść o tym ludzie tłumnie zaczęli cisnąć się do domu, by pożegnać świętą „Ciemnoskórą Matkę” i prosić o wstawiennictwo w Niebie. Jej ciało pozostawało giętkie, wiele osób brało ją za rękę, aby naznaczyć nią na swym czole znak krzyża. Ona wydawała się wciąż uśmiechać, tak, że nawet dzieci podchodziły.
 
Jej proces kanonizacyjny rozpoczął się już 12 lat po jej śmierci. Wciąż są świadectwa o licznych łaskach otrzymywanych za jej pośrednictwem. Po całej ziemi rozeszła się jej sława. Dziś jest uznaną świętą wciąż dającą nam świadectwo, co Bóg czyni z wnętrzem człowieka mającego otwarte serce i dobrą wolę, jak trzeba być wdzięcznym Bogu za łaskę bycia chrześcijaninem, jak trzeba żyć jako chrześcijanin, w końcu jak Bóg prawdziwym chrześcijaninem się posługuje dla zbawienia wszystkich. 
 
Jak po ludzku wyjaśnić ten fenomen, bo przecież po zdecydowanej większości wielkich ludziach jej czasów nie pozostał dziś nawet ślad istnienia. Co spowodowało, że o najmniejszej, ostatniej wciąż się pamięta, nawet nagrywa o niej filmy, pisze artykuły i książki?!   ( tu link do filmu)
 
To sam Bóg mógł udzielać każdemu daru Swej Miłości poprzez Bakhitę. Ona była wiernym kanałem Jego łaski. Pomimo tak złego traktowania nie chowała i nie pielęgnowała w swym sercu urazów, nie nienawidziła, nie potępiała, nie walczyła o swoje, nie zwalczała zła. "Jedynie" miłowała i potrafiła być wdzięczną.  Nigdy nic nie miała swojego, nie potrzebowała.
Jej pokorna i miłująca postawa, jej świętość tak oddziaływała i wciąż oddziałuje na ludzkość, że wciąż jest znaną, przez wielu podziwianą i kochaną... Teraz jest wynagradzana tak, jak nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.
 
Ale wszelka chwała należy się tak wspaniałemu Bogu, który z każdego naszego ludzkiego zła potrafi wyprowadzać dobro!

Józefina Bakhita - święta wspominana 8 lutego.  Poganka, która nie wiedząc nic o Bogu odczuwała Go w swoim sercu.

08 lutego 2021
W  październiku 2010 r  figurka Dzieciątka Jezus zaczęła płakać krwawymi łzami. Przywiózł ją z   Ziemi Świętej pewien franciszkanin.  Pokazał to swojemu biskupowi, który w tym czasie przybył do klasztoru, a ten zabrał ją do badania. Wyniki wskazały na krew ludzką i to taką samą jak na Całunie Turyńskim.  Po badaniu została wystawiona do publicznej czci we włoskim mieście Cava de’ Tirreni / Salerno.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)