O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

ŚWIATŁOŚĆ   i   ciemność

 

*

     Jeśli światło, które uważasz, że jest w tobie, jest w rzeczywistości ciemnością - jakże wielka to ciemność!  (por. Mt6,23)

 

     W języku potocznym mówi się czasem o kimś z podziwem, że jest człowiekiem światłym lub z pogardą, że jest ciemnym. W pierwszym przypadku określamy tak najczęściej kogoś inteligentnego, o dużej wiedzy, doświadczeniu, kulturze. W drugim przeciwnie, kogoś o niskiej wiedzy, o bardzo ograniczonych horyzontach, popełniającego błędy, głupiego, zachowującego się jak prostak.  Czy jednak tak jest rzeczywiście, czy zależy to od inteligencji, wykształcenia, oczytania, zdolności, stanowiska, osiągnięć, zasług? Czy człowiek prosty, niewykształcony, o niskiej inteligencji nie może być już światłym? Otóż może i jest do tego bardziej predysponowany, niż ci uznani przez ten świat jako tzw. światli. 

 

    Motyw światłości i ciemności pojawia się bardzo często w Biblii. Ta najbardziej znana i uznawana na świecie święta Kięga mówi o tym, że  Bóg jest Światłością i nie ma w Nim żadnej ciemności. Każdy człowiek ma jednak bardzo ograniczone poznanie Boga, wielu wręcz twierdzi, że nie istnieje. I gdzie indziej dopatrują się zaistnienia tego, co w żaden sposób nie możemy ogarnąć naszym umysłem, począwszy od najmniejszych struktur martwej materii, tego, co nazywamy życiem jak i niewyobrażalnego ogromu kosmosu. Jesteśmy jak mała rybka, która zamieszkując brzegi oceanu wciąż słyszy opowieści i zachwyty ludzi nad jego ogromem, potęgą, wspaniałością, pięknem... Rybka pływa w różne strony, rozgląda się, szuka ale nie może tego odkryć. Jej ograniczone możliwości nie pozwalają na rozpoznanie oceanu. Nasze możliwości poznania Boga są jeszcze bardziej ograniczone; możliwe są tylko w takim zakresie, w jakim On sam nam się objawia, dostosowując się do naszych możliwości poznawczych, naszych pragnień i naszej dobrej woli. Powtórzmy sobie: poznanie, osobiste doświadczenie Boga nie zależy od niczego innego, jak tylko od naszych pragnień i dobrej woli. 

 

W zestawieniu z Bogiem, Który jest światłością, musimy uznać samych siebie, za pogrążonych w ciemnościach - i to niezależnie od zdobytej wiedzy i doświadczenia. Przy tym nie musi być ta ciemność większa u tych, którzy w Boga nie wierzą od tych, którzy deklarują, że w Niego wierzą, a nawet zdobyli tytuły teologów. Może być wręcz odwrotnie; jakże wielka może być ta ciemność u tych, którzy subiektywnie uznają, że mają światło, a to światło jest w rzeczywistości ciemnością (por. Mt6,23).

W naszej sferze moralnej i duchowej jest tak samo, jak w cielesnej. Nasze ciało jest niejako wyposażone w pewien wspaniały aparat zwany wzrokiem. Ale nasz wzrok ma pewne ograniczenie - nie widzi w ciemności. A nie zostaliśmy wyposażeni w jakiś inny dodatkowy aparat do oświetlania otoczenia. Bez światła z zewnątrz nasz wzrok do niczego nie jest przydatny. Tak samo jest z naszym intelektem i z naszą duszą. Polegając tylko na samym naszym ludzkim racjonalistycznym rozumie, wierząc wyłącznie we własne poznanie rozumowe jesteśmy zanurzeni w ciemności, jesteśmy jak ociemniali. Uświadommy sobie jak polegając na naszym rozumie wciąż między sobą rywalizujemy, nawzajem wykorzystujemy, toczymy ze sobą wojny... Zgromadziliśmy juz arsenał wystarczający do kilkunastokrotnej zagłady wszelkiego życia - i może się to stać w każdej chwili. W swej "mądrości" doprowadziliśmy do znacznego zniszczenia przyrody na Ziemi, na której sami żyjemy. Tymczasem "najświatlejsi" według świata wydają miliardy nie na ratowanie Ziemi, a na podbój kosmosu, na szukanie ratunku na Księżycu, Marsie i dalej - co jest całkowitym bezsensem wobec istniejących odległości w kosmosie i możliwości naszego ciała.  

 

Potrzeba nam oświecenia naszego rozumu światłem Bożej Prawdy. Ale nie tylko. Potrzeba przede wszystkim  uruchomić  nasz zapomniany, a  o wiele doskonalszy - bo duchowy aparat poznawczy. Gdy pozostaje niczym uśpiony i teolodzy ze sobą się spierają; ożywiony w duszach mistyków sprawia, że rozpoznają się nawet w tłumie i rozumieją bez słów. Odrobina tego Bożego światła daje zrozumienie, jak bardzo Bóg pragnie każdemu człowiekowi dać się tak poznać, oświecić, uświęcić, by móc przywrócić w nas Swój obraz i podobieństwo, któreśmy tak bardzo zniekształcili.

 

 **

 

Bóg ujawnia się tym bardziej, im bardziej duch panuje w stworzeniu. Jezus

 

 

   Problem jest w nas. Czy tego pragniemy, czy tego chcemy, czy do tego dążymy!  Wielu ludzi, którzy pomimo tego, że nie wierzyli w istnienie Boga, to jednak bardzo pragnęli poznać prawdę i kierowali się tą dobrą wolą. I zostało im to dane. Przykładem niech będzie Żydówka, później ateistka, następnie katoliczka i zakonnica Edyta Stein, która za tę wiarę ostatecznie oddała życie. Dzisiaj jest uznana za świętą.

 

Światłość jest synonimem życia w Bożej Prawdzie i mądrości; ciemność w wielkich ograniczeniach naszego poznania, w fałszu, błędach, kłamstwie, zwiedzeniu, głupocie... Wiele mówi nam o tym pewna modlitwa: 

 

Boże, Ty przez łaskę przybrania uczyniłeś nas dziećmi światłości, nie dopuść, aby ogarnęły nas ciemności błędu,

lecz spraw, abyśmy żyli w blasku Twojej Prawdy... 

 

Łaska przybrania to Sakrament Chrztu świętego, który otwiera nas na Łaskę uświęcającą, jaką jest Życie Boga w nas. Nie jest to jednak działanie automatyczne, wymaga z naszej strony stałej współpracy. Gdy przybrane dziecko Światłości da się ogarnąć ciemnościom grzechów i stale trwa w nich, staje się dzieckiem ciemności. To znaczy dzieckiem tego, któremu pozwala się w tej ciemności pogrążać, w niej kształtować - Lucypera. 

Człowiek tak bardzo materialistyczny w swym poznaniu, tak samoistnie sam z siebie nie umie pozostawać niezależnym od mocy duchowych, nie potrafi nie tylko dostrzec zagrożeń ale nawet rozpoznać znaku o swoim stanie duchowym, jakim jest każde zło, które nas dotyka. Zagrożenia dostrzega tylko ten, dla którego świat duchowy jest rzeczywistością bardziej realną, niż ten podlegający ciągłym zmianom i  szybko przemijający świat materialny. By dojść do tego trzeba z naszej strony nieco wysiłku. Mało jest jednak chętnych, gdyż człowiekowi współczesnemu, tak bardzo materialistycznemu głupstwem się wydaje coś tak mało konkretnego, co nie jest pieniądzem, popularnością, władzą, ciałem do zaspokojenia żądz... A przecież to wszystko jest tylko chwilowe, wymaga ciągłej wyczerpujacej walki, a i tak przy tym sposobie patrzenia czeka nas ból przemijania i pewna klęska. Świat wmawia nam tzw. pozytywne myślenie, czyli, by wogóle o przemijaniu i nieuchronności śmierci nie myśleć. To kolejna ciemność.

A Światłość mówi:

Gdyby ludzie częściej patrzyli na swoje życie przez wsteczne lusterko perespektywy śmierci, umieliby nadawać mu właściwy sens... życie na ziemi jest czasem zdobywania zasług na życie wieczne. (GPM364)

 

 Czyż  największym światłem mądrości nie jest najdalsze perspektywiczne myślenie? 

Powinniśmy czynić coś, co pozwoli nam otrzymać od Boga środki, by wejść na tę drogę światłości, drogę Prawdy, która wyzwala. Wyzwala  z ciemności błędów, kłamstw, przekonań, samozakłamania... skutkującego więzieniem błędnego sposobu myślenia, złych nawyków, przyzwyczajeń, uzależnień, zniewoleń... a nawet z chorób ciała. Wszystko to jest skutkiem własnej pychy i egocentryzmu, które najbardziej zaciemniają w nas zdolności poznawcze. 

Potrzeba więc choć zechcieć rozważyć i spróbować  zrozumieć ów często pojawiający się w Biblii motyw światła i ciemności. Ma to fundamentalne znaczenie, wszak życie w Prawdzie jest owocem chodzenia w Światłości Pana.

 

Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda.  Ef 5,9

 

 

***

 

W Tobie jest źródło Życia i w Twej światłości oglądamy światłość.  Ps36,10

 

 

 Do tego jednak, by stanąć w Świetle trzeba najpierw zechcieć wyjść z ciemności samooszukiwania się. Potrzeba zdecydować się coś popuścić ze swojej pychy i egocentryzmu, i uniżyć się choćby do stwierdzenia, że dotąd trwam w ciemnościach, uznać swoje ciemności, które nie pozwalają mi żyć w pokoju i radości.  W uniżeniu wezwać Ducha Świętego, by oświecił mnie żyjącego w mroku i cieniu śmierci, by moje kroki zwrócił na drogę pokoju (Por. Łk1,79). Na drogę pokoju, bo Duch Święty nie może skutecznie udzielać się duszy, w której panuje zamęt. Dlatego potrzeba, byśmy zatrzymali się w tym pośpiechu i zamęcie życia, i na początek poświęcili na to czas. A jest na to czas przez Opatrzność Bożą specjalnie przenaczony. To dzień, który miał należeć do Pana (łac. Dies dominica), dzień nie działania (Niedziela), dzień naszej odnowy, ciągłego nawracania się, zmartwychwstawania - (ros. Воскресенье czyt. voskresen'ye), dzień naszego oświecania, dzień światła, słońca (ang. Sunday). 
Tymczasem ten Dzień - jeden na siedem, my współcześni Chrześcijanie poświęcamy najczęściej już nie dla uczczenia swego Boga Stwórcy, który powołał nas z nicości do istnienia; nie dla oddania Mu chwały przez poznawanie Go i uznanie za swego Pana; nie dla poznania Jego oczekiwań względem siebie; nie na poznawanie prawdziwego siebie tzn. swojej duszy;  nie na refleksję i przebadanie siebie, by nie dać się ogarnąć ciemnościom świata wrogiego Bogu i Jego Prawu prowadzącemu do Światła.  Dzień ten w swych ciemnościach poświęcamy raczej ku czci samego siebie, robimy imprezy, szukamy przyjemności, rozrywki i emocji,  szukamy własnej korzyści pracując czy ucząc się, by zająć lepszą od innych pozycję...

I tak pozostajemy w mrokach nieznajomości swego Stworzyciela, Odkupiciela, Zbawiciela, Pocieszyciela, nie rozumiejąc już siebie, co nami kieruje, kim jesteśmy, jak wielką godnoscią zostaliśmy obdarzeni i jak ją depczemy oszukani przez ten świat i władcę ciemności - Lucypera. Potrzeba zaprzeć się siebie choć w tym jednym dniu, umrzeć dla samego siebie, dla swojego ”ego”, by zacząć  rodzić się w Duchu do nowego, duchowego życia, dla ożywienia swojego ducha, utożsamienia się z nim. Potrzeba poświęcić jeden dzień na siedem Bogu, a to już jest wejście na drogę Światła Prawdy.

 

Po jakimś czasie trwania  w tym zobaczymy, że postępując tak, niczego lepszego dla siebie nie moglibyśmy uczynić!

 

„Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!” Mt 6,23

 

 

****

 

 

„Ten zaś, kto zobaczył siebie takim, jakim jest, jest większy od tego, kto wskrzesza umarłych”. Św. Izaak Syryjczyk

 

„Jedno budzi się w człowieku w początkach życia wewnętrznego i potem towarzyszy mu już stale – to pragnienie poznania siebie w prawdzie” bł. ks. F. Blachnicki   (z którego jakże trafnych spostrzeżeń tu korzystam)

 

Pismo Święte, Święta Tradycja, Nauczanie Kościoła ukazują Chrystusa jako światłość świata, światłość oświecającą żyjących w mroku. Mówią o zanurzaniu w świetle, o oświeceniu Światłem Chrystusa pogrążonych w ciemnościach. W tych motywach światła i ciemności nie chodzi oczywiście o oddziaływanie na nasz zmysł wzroku. To są przenośnie i rzeczą bardzo ważną jest dobrze je zrozumieć. 

  

Jeżeli nazy­wamy Chrystusa naszym światłem, to mamy na myśli nie tylko nasze życie psychiczne (umysł, uczucia i wola) ale przede wszystkim nasze życie we­wnętrzne, życie duchowe, bo to oświecenie naszego ducha ma wpływ na naszą psychikę. I odwrotnie – zepsucie, zaciemnienie psychiki sprawia, że i nasza dusza pozostaje w mroku – nawet nie dostrzegamy jej.  Chodzi o to, abyśmy poznali siebie samych w tym świetle, któ­rym jest Chrystus, w Jego Prawdzie, jak również  poznali Wolę Bożą w stosunku do siebie. Chodzi więc o oświecenie naszej samoświadomości i tego, co powinniśmy czynić, by nie zatracić się w wiecznych ciemnościach. 

 

Pogrążenie w ciemności oznacza, że nie zdajemy sobie sprawy z tego jacy jesteśmy, jak Bóg nas widzi, jak być może nieustannie  Go obrażamy i ranimy. Oznacza to, że brak nam znajomości, poznania samych siebie i swojej sytuacji, że brak nam poznania prawdy o sobie i rozpoznania tego, co mamy czynić, aby pełnić, żyć Wolą Bożą, podobać się Bogu i osiągnąć zbawie­nie (bo grozi nam potępienie czyli wieczne, niezmienne piekło).    Ten brak światła, a co za tym idzie znużenie w  ciemności jest największą przeszkodą w naszym zjednoczeniu z Bogiem.   Wręcz tragiczna sytuacja jest,  gdy jesteśmy pogrążeni w samych mrokach, tzn. jeśli wydaje się nam, że mamy światło i że widzimy, znamy Boga i wiemy czego od nas oczekuje, a jest to jedynie pseudoświatło dawane przez złego.  Niełatwa droga w ciemności

 

Wydaje się nam wtedy, że znamy siebie, wiemy lub ma­my  wizję tego, co Bóg od nas oczekuje, co zamierzamy czynić, że mamy jakieś wyobrażenie naszego planu życiowego. Mamy pewien obraz samych siebie, nieustannie go zresztą poprawiamy przez łaskawość dla siebie i złe osądzanie innych. I może wiemy do czego dążymy, co chcemy realizować. Jednak najważniejszy pro­blem naszego życia leży właśnie w tym, abyśmy pozbyli się złudzeń, czyli tego fałszywego światła (nie pochodzącego od Boga), w tych dwóch dziedzinach: poznania siebie i poznania tego, co powinniśmy czynić, aby podobać się Bogu w najwyższym stopniu. Nasze lekceważenie tego, niechęć do tego dobitnie wskazuje nam, że jesteśmy w ciemnościach.

 

Istota naszego skażenia na skutek grzechu polega na zdolności samooszukiwania się, tworze­nia i ulegania fikcji właśnie w tych dwóch dziedzinach. Nasza zdolność poznania jest skażona przez to, co Pismo święte nazywa pychą. W naszym „ja”, w naszym cielesnym "ego" jest jakieś ukierunkowanie na siebie, jakieś samoubóstwienie i działa w nas nieustannie, z ogromną siłą i mocą. Inaczej mówiąc nie pracujemy nad sobą, ale jedynie nad dobrym mniemaniem o sobie. Tworzymy obraz samych siebie według własnych pragnień. Nie tyle ważne jest dla nas jacy jesteśmy naprawdę (nawet boimy się, nie chcemy tego poznać), najważniejsze wydaje nam się to, by nas ludzie za takich uważali, jak tego pragniemy. I wyobraża­my sobie, stwarzamy fatamorganę, że jesteśmy takimi, jakimi chcemy być. To chcenie pozorów jest powodowane naszym egocentryzmem i pychą. Dla tego chcemy być  podziwiani, lubiani, cenieni, widzieć siebie  bez zarzutu, bez błędów, bez wad, bez grze­chów, idealni – jakby bogowie. I ciągle jak gdyby ubieramy się w ten fałszywy obraz, w tę fałszywą szatę wytworu naszej wyobraźni. I tak bardzo zamykamy się w tym ciemnym  więzieniu złudzeń, że nie chcemy go opuścić ani dopuścić do siebie Bożego Światła. A ono ukazuje, że warunkiem życia bez grzechu raniącego Jezusa, jest rozeznawanie Woli Bożej, posłuszeństwo jej i kierowanie się najczystszą  intencją – wszystko dla chwały Bożej. 

 

Możemy jak Lufer (tzn. niosący światłość), stać się lucyperami (tzn. noszącymi ciemność) jeżeli nie będziemy chcieli się z tego stanu wyzwolić, jeżeli będziemy mieli upodobanie w tym przyjemnym złudzeniu. Jeżeli nie będziemy chcieli się z tego fałszywego dobrego obrazu siebie wyzwolić. Spójrzmy na siebie w prawdzie jeżeli potrafimy, czy jeżeli ktoś zwraca uwagę na nasze błędy, wady i braki, czy nie reagujemy niechęcią, złością i niejako automatycznie, bez zastanowienia bronimy się? Nawet nie dopuszczamy myśli, że może mieć rację, że możemy dzięki temu poznać prawdę o sobie. Nie chcemy przyznać się do tego nawet przed sobą. Nawet gdy nie ma wątpliwości, że ktoś ją ma, znajdujemy sobie wytłumaczenie, potrafimy nawet doprowadzić siebie do stanu poczucia krzywdy. Wówczas nie przepraszamy, nie dziękujemy, nie wynagradzamy za naszą niesprawiedliwość w myślach, lecz uznajdujemy go wręcz za szkodliwego sobie, dystansujemy się. Nie ma wówczas nawet chęci dążenia do jedności, miłości, bliskich więzi - czym charakteryzuje się prawdziwe Chrześcijaństwo.

Także sami przed sobą nie chcemy się przyznać do tego, kim naprawdę jesteśmy. Kurczowo trzymamy się wytworu własnej wyobraźni i nie chcemy wyzbyć się te­go wyobrażenia, do którego jesteśmy żywiołowo przywiązani przez skażoną naturę, przez egoizm, który nie zwalczany  prowadzi  do zaślepiającej pychy i straszliwych błędów, którymi zarażamy innych, może jeszcze niewinnych.

 

Podobnie w dziedziBiada zmieniającym światłość w ciemność a ciemność w światłośćnie działania mamy swoje marzenia, w których realizacji chcemy zaspokoić swoje pożądania. Przede wszystkim zwiedzeni przez reklamy ze szczęśliwymi twarzami marzymy o sukcesach, o uznaniu, o poklasku ze strony świata, o posiadaniu jakiegoś gadżetu, o przyjemnościach, wygodach, rozkoszach, własnym wyniesieniu ponad innych. Snujemy różne plany na przyszłość, powodowani nadzieją, ale nadzieją skażoną, bo zawsze w centrum tych dążeń i pragnień jest zaspokojenie własnego „ego”, własnych ambicji, samzadowolenie, satysfakcja, pycha.   Również od tego nie chce­my się uwolnić. Trzymamy się kurczowo swoich przekonań, planów i marzeń, i nieraz wpadamy w przygnębienie, w rozpacz, w depresje we wszelkie holizmy,  gdy nam się nie powodzi, gdy nie udaje nam się uzy­skać tego, czegośmy tak bardzo pragnęli. Coraz częściej z tego powodu wpadamy w rozpacz, zgorzknienie, próby samobójcze nie widząc nawet możliwości zmiany swojego błędnego sposobu myślenia. Taka jest nasza rzeczywistość nawet przy prowadzeniu życia bardzo religijnego lecz pozbawionego prawdziwej duchowości, prawdziwego życia wewnętrznego. 

 

Prawda jest zatem w otwarciu się, zapragnięciu wejścia w prawdziwe życie duchowe, życie wewnętrzne. Cały proces życia wewnętrznego polega w gruncie rzeczy na oczysz­czeniu nas z tego fałszywego obrazu siebie i z naszych fałszywych ambicji i planów życiowych, z fałszywie ukierunkowanej nadziei. To oczyszczenie jest długie i bolesne, ale proces rozwoju życia wewnętrznego, duchowego można by właściwie do tego sprowadzić. Dlatego życie wewnętrzne podzielić by można na okres oczyszczenia i oświe­cenia.   Na tych etapach dokonuje się oczyszczanie nas z fałszywego wyobrażenia i z fałszywych pragnień oraz oświe­canie nas przez prawdziwe Światło, które przychodzi od Boga. Dopiero to oczyszczenie i oświecenie może nas doprowadzić do zjednoczenia z Bogiem. Doświadczenie niepojętej Bożej Obecności w niewysłowionej pełni szczęścia Jego Miłości najczęściej dopiero przygotowuje nas na tę noc ciemną - poznania siebie w Bożym Świetle. 

 

Aby zrozumieć, jak się dokonuje ten proces, możemy posłużyć się analogią z życia naturalnego. W jaki sposób w ogóle możemy widzieć? Wia­domo, że musi być światło. Światło to jest coś, co przychodzi z zewnątrz, w nas nie ma źródła światła. Posiadamy wprawdzie zmysł wzroku, jakiś - można by powiedzieć — aparat odbiorczy, który może przyjmować bodźce świetlne i dzięki nim rozpoznawać przed­mioty, świat zewnętrzny. Ale w nas nie ma światła. Światło to promienie, które wpadają do naszych oczu, które są przez ten czuły aparat, zmysł wzroku, odbierane i przemieniane na bodźce w naszym mózgu. W ten spo­sób poznajemy. Ale samo światło musi być nam dane z zewnątrz. Analo­giczna sytuacja zachodzi w naszym życiu wewnętrznym. Nie możemy po­znać siebie ani Woli Bożej bez Światła, które przychodzi z zewnątrz, chociaż później ono jest w nas. To Światło pochodzi od Boga. Myśl Ojca Niebieskiego jest źródłem Światła. Chrystus jest Słowem Myśli Ojca, jest Światłością oświecającą nas poprzez  Swoje Słowo.  A te właściwie pojmujemy i umiejętnie odnosimy do naszego życia dzięki  Duchowi  Świętemu, który w nas jest światłem jeżeli nasze pragnienie i dobra wola, nasza skrucha, uniżenie i bojaźń otworzy nas na Niego.

Dopiero w ten sposób możemy pojąć Prawdę, prawdziwy sens życia chrześcijanina i zbawczy plan Boga.

 

 

I druga analogia: nikt z nas nie może zobaczyć własnego oblicza. Jest to możliwe tylko wtedy, kiedy popatrzymy do lustra. W lustrzanym odbiciu możemy poznać własne oblicze. Ta analogia również jest trafna dla życia wewnętrznego. Nie możemy wprost samych siebie poznać. Możemy po­znać siebie tylko w odbiciu, czyli w tym poznaniu, które jest w Bogu. Jedy­nie Bóg widzi nas w całej prawdzie. W Jego Prawdzie będziemy sądzeni. Poznanie siebie może więc być tylko odblaskiem poznania Boga. Jak istnieję w Myśli Bożej, tak tylko istnieję na­prawdę. Poznanie siebie polega na tym, żeby spojrzeć na siebie jak gdyby w tym odbiciu, czyli tak jak jestem poznany przez Boga. Dopiero kiedy odbicie tej rzeczywistości, jaką jesteśmy w Myśli Bożej, w poznaniu Bożym, jak gdyby powróci do nas, zostanie nam dane, umożli­wi nam poznanie siebie. Ale musimy jeszcze to uznać, bez retuszu, bez samotłumaczenia się. W pokorze. Pokora zatem jest mocą, siłą, a nie słabością człowieka.

 

Na drodze naszego życia duchowego są pewne etapy. W pierwszym etapie przeważnie żyjemy jeszcze w złudzeniach, w pseudo-świetle. Ale przychodzą momenty oświecenia, przychodzą jak gdyby błyski światła, zwłaszcza wtedy, kiedy poznajemy swoją grzeszność. Na tym etapie, póki nam się wydaje, że nie jesteśmy grzesznikami, dopóty żyjemy w ciemności — chociaż wydaje się nam, że żyjemy w świetle. Tutaj zaczyna się ten paradoks, który towarzyszy nam potem na całej drodze życia wewnętrznego: im bardziej przeżywamy to, że jesteśmy ciemnością lub w ciemności, tym pełniej chodzimy w świetle. Dopóki nam się wydaje, że jesteśmy w świetle, że znamy siebie, że wie­my jak postępować, co mamy czynić i uważamy, że znamy do­brze Wolę Bożą, czynimy dobro, jesteśmy dobrzy , dopóty w gruncie rzeczy żyjemy w złudzeniach.

 

Jest takie określenie bezgrzeszny potwór. Odnosi się ono do człowieka, który uważa, że prowadzi życie wewnętrzne, że zachowuje przykazania, że jest wobec Boga w porządku, stąd jest zadowolony z siebie, ze swoich cnót i osiągnięć, nie przeżywa problemów i niepokojów duchowych.     Bezgrzeszny potwór — jak pisał o. F.W. Faber w swej książce „Postęp duszy” - nie łamiąc żadnego przykazania, często bywa głuchy na głos łaski, uchyla się od służby Bożej, wszelkiego heroicznego czynu czy od zachowania rad ewangelicznych, które go ściśle nie obowiązują. Jednak ten brak ofiarności dla Boga wypala piętno antychrześcijańskie na tym nienagannym skądinąd człowieku. Wielka nauka Krzyża streszcza się w ukochaniu Boga całym sercem, w duchu radosnego oddania się i wielkodusznego poświęcenia. 

                                                                

 

Człowiek pragnie sprowadzać do siebie wszystko, co tylko może pojąć w Bogu i stworzeniach. Sięga po to z intencją zagarnięcia na własność, i myśli wyłącznie o swoim. Wydaje mu się, że gdy pojawia się jakieś dobro, on jest jego sprawcą (…) To jest ten złodziej, który się wślizguje w diabelski sposób, kradnie Bogu chwalę, a ludziom prawdę. Jakież ogromne szkody wyrządza ten złodziej w człowieku. Tauer

W istocie bez tego jesteśmy bardzo mocno opanowani naszą pychą. Nie możemy być spokojni co do tego, czy żyjemy w świetle, czy w ciemności, póki nie żyjemy w stałej świadomości naszej grzeszności, na­szej nieudolności, naszej absolutnej niezdolności do jakiegokolwiek dobra. Póki nam się wydaje, że jeszcze cokolwiek dobrego w nas jest, co jest nami, co pochodzi od nas, póty jeszcze jesteśmy w ciemności. A kiedy w pełni oświeci nas światło Boże, wtedy poznamy, że niczego dobrego w nas nie było, nie ma i być nie może — gdyby to miało wyjść od nas samych, gdybyśmy mieli z siebie wyprowadzić jakiekolwiek dobro. Wszelkie dobro w nas od Boga pochodzi, a gdy tego jesteśmy świadomi, żyjemy w pokorze i stałej wdzięczności.

 

Dopiero przez takie noce ciemne, przez takie oczyszczenie człowiek staje się zdolny do tego, żeby poznać siebie w prawdzie, pozbyć się wszelkich złudzeń. Wyzbywa się wtedy tego przekonania, że wiedza którą posiadł, że to, co sam wymyślił, jest dobre i realizowanie tego jest Wolą Bożą. Dopiero człowiek uwolniony od własnych pomysłów, dążeń i planów jest zdolny do przyjęcia Woli Bożej. Ileż to  razy w historii aż po dzień dzisiejszy, ludzie religijni i gorliwi myśląc, że tak najlepiej służą Bogu - zwalczali Boga, Jego wysłanników, Jego proroków, Jego objawienia, orędzia, przesłania, napomnienia, cuda. Czynili to tylko dlatego, że nie przystawały one do ich wizji Boga. Tymczasem to Wola Boża przychodziła do nich z zewnątrz, bo ona najczęściej przychodzi z zewnątrz. Ale żeby ją przyjąć musimy być oczyszczeni z własnej woli i z fałszy­wych wyobrażeń o Bogu, o sobie, o innych ludziach. Dopiero wówczas możemy stać się uległym na­rzędziem woli Bożej i Bożego działania. Możemy -  bo nie tylko ważne jest rozpoznanie jej, ale i posłuszeństwo. Odgrywa ono niezmiernie ważną rolę w życiu wewnętrznym. Posłuszeństwu nadał Bóg najwyższą wartość, bez czego wręcz nie można postępować w życiu wewnętrznym.  Dopiero wtedy dojść możemy do naszego zjednoczenia z Wolą Bożą.

 

Jedno budzi się w człowieku w początkach życia wewnętrznego i potem towarzyszy mu już stale – to pragnienie poznania siebie w prawdzie. Zdajemy sobie sprawę z naszej słabości i z możliwości złudzeń, dlatego chociaż jeszcze ulegamy tym złudzeniom, to już wiemy, że musimy być oczyszczeni, pragniemy tego i modlimy się o to, aby Pan nas oczyścił. Nieraz prosimy, żeby Pan oczyszczał nas bez miłosierdzia. Chociaż boleśnie przeżywamy chwile ciemności, oczyszczania, doświadczania własnych nędz, naszej nieprawości, wyzbywania się złudzeń, to jednak wiemy, że to jest lepsze, że lepsze są cierpienia nocy oczyszczają­cych niż życie w kłamstwie, w fałszu, w błędach, w iluzjach, w złudzeniach. I chociaż to może jest łatwiejsze, to jednak wiemy, że ten stan jest o wiele gorszy i kiedyś skończy się ujawnieniem całej Prawdy.

 

 

 

Wznieś się do stanu duchowego tak, by stanąć na Sądzie Bożym nie obciążony ludzką naturą (PBCz7,16)

 

 

Dlatego prośmy Boga, żeby nas oczyszczał: O Wschodzie, Blasku światłości wieczystej, przyjdź i oświeć nas żyjących w mroku i cieniu śmierci.

 

Mówmy ufnie, wołajmy natarczywie lecz pokornie, w wielkim uniżeniu, na kolanach, padając na twarz: Przyjdź Panie Boże Wszechmogący, rozjaśnij to, co w ciemnościach ukryte, ujawnij zamiary mojego serca.

 

Lecz kto tak woła?  Ludzkość  nie nawraca się, nie chce niczyjej władzy nad sobą, nie chce zginać karku nawet przed Bogiem, nie chce się ukorzyć, bo światłość uznano za ciemność, a ciemność – za światłość. A także, bo „ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w  Bogu.  (J 3,19-21).

Zatem miłość do tego przemijającego świata  nie może nic więcej przynieść jak tylko ciemność - jest więc bezwartościowa. Sami siebie oszukujemy, a grzechy których nie chcemy dostrzec i uznać, tym bardziej zaciemniają w nas światło. 

Teoretyczna wiedza o Bogu czy nawet doskonała znajomość Jego Nauki nie wystarczą. Potrzeba zdecydować się wejść na tę wąską ścieżkę doskonałości. Do tego potrzeba przecisnąć  się przez ciasną bramę uniżając się z wyniosłości i rezygnując z napuszenia, nadymania się pychą, szukania samozadowolenia i własnej chwały.  Wówczas ta wąska ścieżka doprowadzi nas do bliskich, intymnych, duchowych relacji z Bogiem - jedynie tak możliwego osobistego poznawania wspaniałego transcendentnego Boga, który staje się dla nas dostępny (immanentny)

 

Tylko od naszej dobrej woli zależy podjęcie decyzji na wyjście z ciemności tego upadlającego się i ginącego świata, by stanąć w przedziwnym Świetle odczuwanym w duszy jako niepojęta, bezgraniczna Miłość. W ogniu tej oczyszczającej i uszlachetniającej Miłości nauczymy się współczuć wszelkim cierpiącym istotom (cierpiacym przede wszystkim z powodu braku doświadczenia tej Miłości), nauczymy się żyć pełni ufności, bez jakichkolwiek lęków. Nauczymy się  zachowywać z godnością dzieci Bożych, będziemy chodzili jako namaszczeni,  czując się równocześnie potencjalnymi grzesznikami jak i "wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem Bogu na własność przeznaczonym i ogłaszali (na cały ten świat) dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego Swojego Światła, (por. 1P2,9)

 

Amen

 

Od czego zacząć?

 Jezus Chrystus - Bóg-Człowiek, Słowo Myśli Ojca, Odkupiciel i Zbawiciel

Przyzywaj Mnie

jak światła, które zdolne jest oświecić twój umysł, 

jak ognia, który zdolny jest rozpalić twoje serce,

jak mocy, która zdolna jest pokrzepić twoje siły.

Wzywaj   Mnie

jak przyjaciela, który pragnie dzielić z tobą wszystko, czym żyjesz,             

jak Zbawiciela, który pragnie oczyścić twoją duszę z egoizmu,   

jak Boga, który pragnie zanurzyć cię w Sobie już tu na ziemi,

zanim jeszcze całkowicie zatoniesz w światłości wiekuistej. (…)

Wzywaj Mnie. Kochaj Mnie. Niech przeniknie cię pewność,

że zostałeś umiłowany do szaleństwa, taki jaki jesteś

ze wszystkimi twoimi ograniczeniami i nędzą, bo masz stać się tym,

czym pragnę, to jest rozżarzoną pochodnią Bożej Miłości.                                                        (GPM22)

 

 

 

 

Deo omnia gloria

<><

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Światłość i ciemność. Rozważania nad tym często pojawiającym się motywem - by stać się człowiekiem prawdziwie światłym. 

11 maja 2020
Czy dzisiaj przestrzegamy DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH ? - mówi Jezus Chrystus - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041