"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a  usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                              Małgorzata   et    br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i Niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo Jej: Ona zmiażdży ci głowę, a ty czyhać będziesz na Jej piętę.  (Zob. Rodz 3,15; tą "piętą"- jak powiedziała sama Maryja, są Jej umiłowani Kapłani)

 

 

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

 

Działo się to w Cesarstwie Rzymskim za panowania cesarza Septymiusza Sewera.  W roku 202 wydał on rozporządzenie zakazujące przyjmowania wiary chrześcijańskiej i żydowskiej oraz ich zgromadzeń. Spowodowało to nasilenie represji i okrutnych prześladowań wobec tych grup.  Dotarły one również do prowincji w północnej Afryce. Perpetua i Felicyta żyły w miejscowości Thuburbo Minus leżącej trzydzieści kilometrów od Kartaginy -  starożytnym mieście położonym na  wybrzeżu Morza Śródziemnego. 

 

Dokładne informacje o ich losie mamy nie tyko dzięki pamiętnikom Perpetui ale głównie dzięki zachowaniu się akt ich procesu.     Prawo rzymskie wymagało wówczas dokładnej dokumentacji zawierającej protokoły posiedzeń sądowych. Obejmowały one pytania i propozycje sędziego, odpowiedzi podejrzanego, wyrok, zadawane tortury, rodzaj śmierci i wiadomość o zwłokach skazanego.   Dla kolejnych pokoleń chrześcijan te tzw. akta męczeńskie (Acta Martyrum) oraz opisy męczeństwa sporządzane przez naocznych świadków stały się cennymi świadectwami wiary. Za czasów świętego Augustyna (354-430) publicznie odczytywano je w kościele.  Do najbardziej znanych należą „Akta męczeńskie św. Justyna i Towarzyszy” (ścięci około 165 r.), „Męczeństwo św. Polikarpa” (po 155 r.), „Męczeństwo chrześcijan z Lyonu” (po 177 r.) i właśnie  „Męczeństwo Perpetuy i Felicyty” (203 r.).  

 

Imiona Perepetui i Felicyty  znane są dziś ze słyszenia większości katolików,  choć zapewne niewiele nam mówią, nie bardzo nas to dzisiaj interesuje. Warto to zmienić, gdyż może być to bardzo pomocne w próbach naszej wiary, jakim zostajemy już poddawani. Cóż takiego wydarzyło się, że męczeństwo Perpetui i Felicyty stało się tak  głośne i wywarło tak wielkie wrażenia na chrześcijanach pierwszych wieków, że znalazły się w Modlitwie Eucharystycznej  (dziś 1 kanon rzymski) oraz w Litanii do Wszystkich Świętych?

 

   

 

Wibia Perpetua miała 22 lata i należała do ówczesnej elity społecznej. Jej rodzina należała do wybitniejszych w mieście Thuburbo Minus. Rodzice zapewnili ukochanej córce właściwe tamtej epoce wychowanie i wykształcenie, odpowiednio wydali ją za mąż. Miała malutkiego synka, którego karmiła jeszcze piersią.  Jej mąż i ojciec zajmowali wysokie stanowiska, nie byli jednak chrześcijanami. Nie zachowały się o nich jednoznaczne informacje.  

W każdym razie Perpetua w tajemnicy przed ojcem zapragnęła zostać chrześcijanką i zaczęła przekonywać do wiary swych bliskich i niewolników – wśród nich Felicytę. 

 

Felicyta  była niewolnicą. Miała również męża, od siedmiu miesięcy była w stanie błogosławionym.  Mąż jej prawdopodobnie zginął razem z nią. 

 

Gdy rozpoczęło się prześladowanie - zapewne na skutek donosu - pojmanych zostało pięciu katechumenów których pomimo różnic klasowych połączyła wiara w Chrystusa: Perpetua, Sekundulus i Saturnin byli wysokiego rodu, a Felicyta i Rewokatus (prawdopodobnie jej mąż) byli niewolnikami. Wraz z nimi dał się również zamknąć Satur, który uczył ich świętej Wiary.   Zostali oni zaprowadzeni do  Kartaginy.  Dopiero w tamtejszym więzieniu przed przewidywanym męczeństwem wszyscy zostali ochrzczeni. Podczas chrztu Perpetua prosiła Boga o dar wytrzymałości, by mogła godnie znieść spodziewane męki. 

 

W rzymskich więzieniach nie dbano o warunki bytowe   Perpetua zapisała w swoim pamiętniku:  „Gorąco panowało nie do zniesienia wskutek wielkiej ciżby uwięzionych ludzi, żołnierze groźbami wymuszali od nas pieniądze. Dręczył mnie ponadto niepokój o moje dziecko.”  Później zapisała: "Dwu diakonów, Tercyusz i Pomponiusz, zdołali straż przekupić, poczem dozwolono nam na kilka godzin wychodzić na świeże powietrze. Największą moją radością jednak było, gdy mi matka dziecię moje przyniosła. Odtąd zdawało mi się więzienie takim samym pałacem, jaki zamieszkiwałam u rodziców".  

 

Perpetua niewątpliwie miała silną osobowość. Nie tylko sama zachowywała spokój ducha, ale także pocieszała innych, w tym odwiedzającą ją matkę i brata. Wielką trudność stanowiło dla niej postępowanie ojca. Nie potrafił zrozumieć motywacji córki. Wielokrotnie próbował groźbami i błaganiami nakłonić ją do zaparcia się wiary i złożenia ofiary pogańskim bogom dzięki czemu mogła by uniknąć kary. Perpetua zapisała słowa ojca: „Córko, miej litość dla mojej siwizny, ulituj się nad ojcem, jeżeli jestem godzien, byś mnie ojcem nazywała. Bo jeśli moje ręce ciebie wypiastowały i doprowadziły do kwiatu wieku, to nie skazuj mnie na hańbę wśród ludzi. Pomyśl o swoim dziecku. Porzuć swoje postanowienie".  W ten sposób mówił z miłości do mnie, całował też moje ręce, rzucał mi się do nóg i pośród łez. Mnie także było ogromnie go żal. Pocieszałam go, mówiąc: „W sądzie stanie się to, co Bóg da, bo wiedz, że my nie należymy do siebie, ale do Boga”. 

 

 

Perpetua nie zachwiała się w wierze nawet wtedy, gdy na swoją prośbę wyrażoną w modlitwie otrzymała wizję i usłyszała słowa: „Perpetuo, ciebie oczekuję!“ - co upewniło ją, że czeka ich rychła śmierć. 

W tych trudnych chwilach  nie myślała o sobie, widocznie chłonęła naukę chrześcijańską, skoro w więzieniu przejęła się losem swojego brata, który wcześniej "zmarł w wieku siedmiu lat bardzo cierpiąc, a jego śmierć budziła grozę u wszystkich ludzi".  Otrzymała w związku z tym wizję z której wynikało, że brat bardzo cierpi w jakimś miejscu. Przez kolejne dni gorąco prosiła Boga o wybawienie go z mąk. Niedługo przed swoją śmiercią poczuła ulgę, miała widzenie brata uwolnionego od kary i radosnego. Pokazuje to, jak wiara w życie po śmierci ciała i możliwość modlitewnej pomocy zmarłym była żywa już wśród pierwszych chrześcijan. 

 

Dalej pisała: 

"Po kilku dniach rozeszła się po mieście pogłoska, że chrześcijan wezmą na przesłuchy. Ojciec mój zatrwożony i wynędzniały, przybiegł do mnie, chcąc mnie jeszcze raz nakłonić do bałwochwalstwa. „Zmiłuj się nad mą siwizną — rzekł — pomnij też iż ciebie kocham więcej, niż inne moje dzieci. Pokłoń się przeto bogom, a uratujesz twój i całej rodziny honor".  Mówiąc to, całował mi ręce i płakał serdecznie. I ja nie mogąc się wstrzymać od płaczu, pocieszałam ojca, aby się zdał na Jezusa Chrystusa, w którego mocy jest świat cały. Nazajutrz wzięto nas na przesłuchy, wśród których wszyscyśmy się przyznali do chrześcijaństwa".   

   

Gdy władze rzymskie zarządziły publiczne przesłuchanie, zaprowadzono chrześcijan na rynek przed  prokuratora Hilariana, który z wszystkimi kolejno rozmawiał. Kiedy zwrócił się do Perpetuy, przy podwyższeniu znów zjawił się ojciec. Na ręku trzymał malutkiego wnuka. – "Złóż ofiarę bogom! Zlituj się nad swoim dzieckiem!" – wołał, ściągnąwszy ją z podwyższenia. Sytuację chciał wykorzystać prokurator i zaczął namawiać kobietę do złożenia ofiary „za pomyślność cesarzy”.

Ustawiona w życiu - jakbyśmy dziś powiedzieli - młoda mężatka i matka pozostała jednak niewzruszona.

– Jestem chrześcijanką – oświadczyła zdecydowanie prokuratorowi.   Zaraz też zapadł wyrok na katechumenów, który brzmiał: „ad bestiam”, czyli na pożarcie zwierzętom.

 

Nie zatrwożyło to jednak nikogo ze skazanych. Jak zanotowała Perpetua, wszyscy wrócili radośnie do więzienia.  Wkrótce przeniesiono ich do innego, blisko amfiteatru. Egzekucja bowiem miała być częścią igrzysk przygotowanych z okazji urodzin syna cesarza – Gety.  

Felicyta  chciała umrzeć ze swoimi przyjaciółmi.  Była jednak w zaawansowanej ciąży, a  zgodnie z obowiązującym prawem nie mogła zostać stracona dopóki nie urodzi. Obawiała się, że będzie musiała później umrzeć z pospolitymi rzezimieszkami. Wydaje się, jakby Bóg wysłuchał ich próśb –  dwa miesiące przed terminem porodu, a na dwa dni przed igrzyskami urodziła dziewczynkę. Razem ze wszystkimi mogła więc wyjść na arenę. Jako, że jej mąż najprawdopodobniej był razem z nią, ich dziecko zostało zaadoptowane przez chrześcijańską rodzinę.      

 

W przeddzień śmierci skazańcy spożyli posiłek zwany „ucztą wolną”. Oni jednak uczynili z niej chrześcijańską agapę. Ostatnie dni w więzieniu były dla nich także okazją do dawania świadectwa wiary i działania apostolskiego. Do więzienia przychodziło bowiem wielu ciekawskich, którzy pragnęli zobaczyć jak zachowują się skazańcy przed śmiercią. Chrześcijańscy więźniowie zachowywali się jednak godnie, pogodnie, ostrzegali ich przed sądem Bożym i wyrażali radość, że oddadzą życie dla Zbawiciela. Wielu ich postawą zostało tak poruszonych, że niedługo dołączyli do gminy chrześcijańskiej.

 

Nadszedł w końcu dzień męczeństwa, czyli jak mówili starożytni chrześcijanie – dzień narodzin dla Nieba.  Młodzi chrześcijanie przygotowali się na ten moment tak, jakby mieli uczestniczyć w wielkim święcie. Felicyta zaplotła Perpetui warkocz, jak to zwykle robiła przy szczególnych uroczystościach. Wychodząc na arenę amfiteatru chrześcijanie promieniowali radością i spokojem, wszak mieli za chwilę spotkać swego Boskiego Mistrza.

Przed wyjściem na arenę organizatorzy usiłowali zmusić skazańców, by przebrali się w kostiumy: kobiety – ­kapłanek bogini Cerery, a mężczyźni – kapłanów Saturna. Chciano dla uciechy gawiedzi ze śmierci chrześcijan zrobić widowisko nawiązujące do ich wierzeń. Zdecydowanie zaprotestowała przeciw temu Perpetua. Nie po to odmówili składania ofiary bóstwom, by teraz umierać dla Jezusa w strojach bałwochwalczych. Rzymianie ustąpili. 

Najpierw mężczyźni mieli zmierzyć się z dzikimi zwierzętami: lampartem, niedźwiedziem i dzikiem. Dla Perpetuy i Felicyty organizatorzy igrzysk przygotowali specjalny rodzaj śmierci – obie niewiasty miały stanąć naprzeciwko wściekłej krowy.  Nie było to zwierzę używane zazwyczaj do igrzysk, ale chodziło o to, żeby płeć zwierzęcia zgadzała się z płcią maltretowanych niewiast. Ale krowa nie chciała ich atakować. Dopiero szalone okrzyki tłumu na tyle ją rozjuszyły, że natarła na stojące kobiety. Perpetuę rzuciła tak, że ta upadła na plecy, a Felicytę stratowała. Perpetua podniosła się, nie tyle zwracała uwagę na ból i obrażenia, co w swej skromności starała się poprawić na sobie potarganą  tunikę oraz pomogła wstać Felicycie. Jako że krowa więcej nie atakowała ich, zostały odprowadzone na zaplecze. Nie była to jednak oznaka łaski. Skazańców, którzy nie padli w starciu z dzikimi zwierzętami gladiatorzy mieli na oczach widowni dobić mieczami. Męczennicy wymienili między sobą pocałunek pokoju i przeszli na miejsce, na którym chciała ich widzieć widownia.  Wymierzane ciosy miecza chrześcijanie przyjęli z godnością i spokojem. Gladiator, który miał zabić Perpetuę, nie miał zdaje się jeszcze z czymś takim do czynienia.  Jego miecz zatrzymał się na kości młodej kobiety. Męczennica jęknęła, po czym chwyciła drżące ręce gladiatora i podprowadziła ostrze miecza do swego gardła. Tym razem cios był śmiertelny. 

 

Tak w 203 r. po narodzeniu Chrystusa, za czasów panowania cesarza Septymiusza Sewera, szeregi świętych powiększyły się o Wibię Perpetuę, Felicytę i Towarzyszy.

 

W zachowanych dokumentach opisujących procesy i śmierć męczenników za wiarę powtarza się informacja o radości, jaka ogarniała ich na wieść, że będą mieli możliwość naśladować swojego Pana także w męczeńskiej śmierci.  Jakże nas dzisiaj zadziwia ta postawa i  wiara męczenników z pierwszych wieków, choć przecież dziedzictwo dwudziestu wieków chrześcijaństwa  nas powinno czynić doskonalszymi w wierze. Tak nie jest o czym świadczą jakże przerzedzone kościoły wskutek panującej pandemii strachu nawet przed niewidocznymi wirusami. Dlatego w tych naszych czasach postępującego odstępstwa, jałowości wiary, rutyny, religijnego formalizmu, potrzeba nam naśladować postawę świętych męczenników, by ich przykład i wstawiennictwo  skłaniały nas do zapragnięcia tak żywej wiary i miłości do Boga. Wszak - jak wskazują na to znaki czasu i współczesne proroctwa - bliskie są podobne prześladowania chrześcijan, które mają oddzielić "plewy od zdrowego ziarna".  To już się dzieje. Każdy z tego naszego obecnego pokolenia będzie musiał dać świadectwo wiary. Wszak na zgliszczach tej cywilizacji zepsucia i śmierci  powstanie nowa - cywilizacja miłości i pokoju, a Kościół będzie jaśniał czystością i świętością. Już powstaje choć dzieje się to w sposób ukryty w sercach ludzi dążących do osobistego poznania Boga, do zażyłości z Bogiem - co jest ową bezcenną perłą dla której warto poświęcić wszystko. Żeby pozostać wiernym, trzeba zatem nie rutynowo i formalistycznie, a z rzeczywistym pragnieniem wypowiadać Modlitwę Pańską: ...święć się Imię Twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź Wola Twoja jako w  Niebie tak i na ziemi...

 

Dla poznania Boga, trzeba szukanie Boga uczynić celem życia. Bóg jest absolutnie tego godzien. 

Czy duch, który ujrzał Boga może znaleźć jeszcze coś pociągającego w małych rzeczach ziemi?

Nie może.  Kto w trwającym Wielkim Poście rozumie co się śpiewa: "... Kto Ciebie Boże raz pojąć może, ten nic nie pragnie ni szuka"? Czyż nie tym można tłumaczyć postawę Felicyty, Perpetui i Towarzyszy? Zapragnijmy tego.

 

odrodzedoprawdy.pl 

VN

Święte Perpetua i Felicyta  - 7 marca - liturgiczne wspomnienie męczennic i towarzyszy.
 "My nie należymy do siebie, ale do Boga..."

07 marca 2021
Czy dzisiaj przestrzegamy DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOŻYCH ? - mówi Jezus Chrystus - odrodzedoprawdy.pl

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)