O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Nasze rozważania.

 

W tym okresie roku ten nasz świat przygotowuje się do tradycyjnych zimowych świąt. W Kościele głosi się najczęściej potrzebę przygotowania do radosnych, rodzinnych świąt narodzenia dzięciątka Jezus. W świętach tych - jak to się uwidacznia, szukamy pociechy, pięknych wspomnień,  miłych wrażeń, przyjemności, zadowolenia, radości, zaspokojenia pragnień, spełnienia marzeń...  

 

Czy zastanawialiśmy się kiedykolwiek, jak obecnie - z powodu naszego podejścia  do tych świąt - czuje się Pan Jezus i Maryja? Te Ich uczucia to dla nas bajka, czy jakaś nieznana rzeczywistość?

Jeżeli nie jesteśmy tym zainteresowani, nie jesteśmy tym przejęci, to w świętach tych - ujmując rzecz w dwóch słowach: szukamy siebie.  

 

A to  powoduje, że patrząc nie dostrzegamy, słuchając nie słyszymy.  Żyjemy niby na jawie, a przecież z jakby uśpioną świadomością otaczającej nas rzeczywistości. 

 

By się "przebudzić", by dostrzec i usłyszeć potrzeba rozważyć, czy Jezus dla nas jest rzeczywiście Emmanuelem - Bogiem z nami? Jest dla nas żywy, obecny, odczuwający, czy też Jego istnienie już tylko mgliście przenika do naszej świadomości? Jeżeli nasze podejście to obojętność lub już tylko płynięcie po fali coraz bardziej wypaczanej ludzkiej tradycji, to potrzeba nam silnego wstrząsu. Tylko bolesny wstrząs może nas przebudzić z tego zahipnotyzowania przez świat i jego reklamy. Słowa Boskie czy ludzkie raczej nic tu nie pomogą, wręcz mogą zostać wykpione powiększając człowieczą winę.

Refleksja ta udostępniana jest więc szczególnie tym, dla których Bóg jest jeszcze żywy, obecny, odczuwający, którzy pragną głębi, pragną podobać się Bogu... 

 

Jeżeli tak jest, to wręcz konieczne jest zastanowienie się, jakie uczucia budzi w Trójjedynym Bogu, w Maryi nasze podejście do świąt?

Oto Maryja daje nam możliwość to dostrzec i stać się Jej i Jezusa pocieszycielem.

 

Czy jednak chcemy poznać prawdę o sobie, zorientować się w wielkości swojej miłości, w swojej sytuacji duchowej? Czy swoim życiem oddaję chwałę Bogu, czy ją odbieram, by otoczyć chwałą samego siebie? A co z tego wynika - czy  daję swojemu Bogu radość czy zadaję Mu ból, cierpienie i pobudzam do gniewu? Mamy problem z własnym chceniem poznania tego. Czyż przed podjęciem decyzji o pójściu do lekarza i poddaniu się leczeniu, nawet wielkiemu cierpieniu związanemu z operacją byleby odzyskać zdrowie nie stajemy w prawdzie o stanie swojego zdrowia, nie uznajemy że jesteśmy chorzy, mamy chorobę? Dlaczego inaczej traktujemy swoją duszę? Czy duchowo uważamy się za w pełni zdrowych, świętych? Dusza powinna mieć dla nas nieskończenie większą wartość od naszego ciała, które i tak umrze. Ja stając na Boży Sąd, staję jako dusza, nie ciało. O ileż więcej więc starania i zabiegów poświęcić należy własnej duszy. 

 

***

 

Matka Boża: 

 

Jestem tu pod Krzyżem, na którym Jezus przeżywa właśnie krwawe godziny Swej okrutnej agonii. Stoję razem z Apostołem Janem, reprezentującym was wszystkich (...).  Każdy jęk Jezusa jak miecz przeszywa Moją zbolałą duszę. W otwartym kielichu Mojego Niepokalanego Serca gromadzę każdą kroplę Jego cierpienia. Jestem tu i szukam odrobiny miłości oraz współczucia, które mogłabym ofiarować konającemu Jezusowi, by przynieść Mu ulgę w Jego wielkim pragnieniu.

 

***

 

To jawi się nam teraz nie jako przeszłość, a jako teraźniejszość.  Dziś w każdej Eucharystii Syn Boży się wciela, Jezus się mistycznie rodzi... Ale Eucharystia jest przede wszystkim  nadprzyrodzonym uobecnieniem, urzeczywistnieniem Ofiary Golgoty. Matka Boża mówiła w wielu swoich przesłaniach, że jest obecna podczas każdej Mszy Świętej.

To co dziś dzieje się z Eucharystią redukowaną do "braterskiej uczty", z deskralizacją w świątyni zabijającą wiarę w nadprzyrodzoność, z Kościołem, który miał nie być z tego świata, a pozwolił, by świat wtargnął do jego wnętrza wskazuje, że Jezus ponownie kona dziś w swoim  Kościele. Wielu zdradza i porzuca ten konający Kościół, wielu go jeszcze więcej rani i dobija. Wielu zdegradowało go do zwykłej instytucji, która utraciła wiarygodność. O co prosi nas w tej sytuacji Matka Kościoła?

 

***

 

Proszę o tę odrobinę miłości, lecz wokół nas ujawnia się tylko nieludzka złośliwość, głęboka nienawiść. Krzyki i bluźnierstwa wychodzą z serc i ust tych, którzy biorą udział w zabijaniu Jezusa. Jeden z tych okrzyków szczególnie przenika Moje Serce, rani Je, powoduje Jego krwawienie, wywołuje niewypowiedziany ból.

«Zejdź z Krzyża. Jeśli jesteś Synem Bożym, ocal samego Siebie. Zejdź z Krzyża, a uwierzymy w Ciebie.»

 

A to przecież dla wywyższenia na Krzyżu Mój Syn urodził się i dorósł. Żył, aby stać się prawdziwym Barankiem – uległym i łagodnym, którego prowadzą na rzeź! On jest prawdziwym Barankiem Bożym, który gładzi wszystkie grzechy świata.

 

Moją matczyną obecnością muszę Mu dziś pomóc pozostać na Krzyżu, aby wypełniła się wola Ojca i abyście mogli być przez Niego odkupieni i zbawieni. Pozostań, o Mój Synu, na Krzyżu! Jestem tu, aby Ci pomóc rozciągnąć się na Nim, cierpieć i umrzeć. Pozostań, o Mój Synu, na Krzyżu! Tylko w ten sposób nas zbawiasz. Tylko w ten sposób przyciągasz do Siebie cały świat.

 

Po to przecież zstąpiłeś z łona Ojca w Moje dziewicze łono Matki.

 

Po to nosiłam Cię przez dziewięć miesięcy w Moim łonie, dając Ci ciało i krew, przygotowując Twoje ludzkie narodziny.

 

To po to narodziłeś się ze Mnie w Betlejem i wzrastałeś jak każdy człowiek w rytmie Swojego ludzkiego rozwoju.

(...)

To po to przetrwałeś trzy męczące lata Twego życia publicznego, głosząc Ewangelię zbawienia, uzdrawiając chorych, przebaczając grzesznikom, otwierając bramy Królestwa biednym, małym, pokornym i prześladowanym.

To po to zniosłeś sąd, skazanie Cię przez trybunał religijny, zatwierdzone przez Piłata, który wydał Cię na ukrzyżowanie.

Oto jesteś teraz rozciągnięty na tronie Twej chwały, przygotowanym przez Ojca Niebieskiego dla Ciebie, Jego Syna Jedynego – łagodnego i Boskiego Baranka, który gładzi wszelki grzech świata, usuwa zło, nienawiść, nieczystość i śmierć.

(...)

***

 

Nasz stosunek do Eucharystii,  nasza postawa w stosunku do mistycznego Ciała Chrystusa - Kościoła -  ujawnia nasze miejsce, nasze podejście do Bożych tajemnic tak w  Betlejem jak i na Golgocie.  Możemy szukając siebie, skupiając się na sobie nie widzieć, nie słyszeć, nie zauważyć, nie zrozbić miejsca dla Jezusa i Maryi w naszych sercach, możemy być pochłonięci szukaniem przyjemności, wygód, ludzkiej chwały... i pragnąć, by Jezus  wycofał się z dzieła zbawiania świata, zszedł z krzyża, bo budzi to niesmak w naszym poszukiwaniu smaku życia. Krzyża już nie chcemy, nie ma go już nawet na większości ołtarzy Eucharystycznych, które zresztą traktowane są coraz częściej jako stoły do jedzenia i picia na pamiątkę ostatniej wieczerzy. Dziwne jest to podejscie większości z nas uznających się za chrześijan, którzy zachowujemy się jakbyśmy byli już zbawieni, którzy sami chcemy skorzystać z Jego Zbawczej Ofiary, ale bez włączenia własnej.  

 

Najmilsi,  w tym [czasie]  pozwólcie Mi powtórzyć również i wam: Pozostańcie z Jezusem na Krzyżu. Nie ulegajcie podstępnym pokusom Mojego przeciwnika, zręcznemu zwodzeniu świata, głosom tych, którzy dziś jeszcze powtarzają wam: «Zejdźcie z Krzyża!»

Nie! Wy także – jak Jezus – powinniście zrozumieć Boży plan dotyczący waszej osobistej (...) ofiary.

Wy również powiedzcie TAK woli Ojca i otwórzcie się na słowa modlitwy i przebaczenia.

Dziś również wy – jak Jezus – powinniście zostać złożeni w ofierze za zbawienie świata.

 

***

 

Powinniśmy zechcieć usłyszeć i zrozumieć Boży plan naszej osobistej ofiary. Jezus ustanowił Swój Kościół, Swoje Mistyczne Ciało, aby tworzący go Chrześcijanie włączali się w Jego dzieło zbawienia świata. Kościół miał być Bożym Królestwem przygotowującym swych członków (poprzez życie w prawdzie, wzrastanie w Bożej Miłości i oddawanie Bogu chwały) do życia w Niebie.

Dziś Jezus obecny w Eucharystii, zamknięty  w Tabernakulum ponownie cierpi osamotnienie, odczuwa naszą niewiarę, obojętność, lekceważenie, brak szacunku, czci, miłości, wrogość, nienawiść... 

On nie pragnie złotego Tabernakulum, pragnie złota miłości w naszych sercach. Pragnie w nas przebywać stale, pragnie, by wyłącznie do Niego należały nasze serca (których nie chce dzielić ani z szatanem ani z naszym egoizmem). Dał całego Siebie, byśmy Mu oddali całych siebie, by mógł wszystko co ma nam dać.  By Jemu były poświęcone nasze myśli, nasze pragnienia, nasze rozmowy (szczególnie przy świątecznym stole).   Jeżeli lękamy się rozmów o sprawach duchowych i Bożych, jeżeli nie wiemy o czym mówić, bo tych spraw nie znamy, jeżeli one doprowadzają nas do konsternacji, niechęci, złych emocji, jeżeli nawet samo uczynienie znaku krzyża nas zawstydza, to znaczy, że jesteśmy martwi duchowo, nawet, gdy jesteśmy "po spowiedzi". 

 

Świat wykpił rzeczywistości duchowe, to temat tabu nawet pośród większości tzw. praktykujących chrześcijan. Świat tak naprawdę gardzi Bogiem, szydzi z Boga, a święta Bożego Narodzenia szczególnie to uwidaczniają. To nie święta przerośniętego, opasłego krasnala z czerwonym nosem w saniach z reniferami, który nie jest ofiarny lecz kusi propagując wrogi naszej duszy, konsumpcyjny styl życia. To nie święta choinki z migoczącymi światełkami, którymi zastępujemy łagodne, nie narzucające się Światło Ducha Świętego, które - by do nas dotarło, nas oświeciło, wymaga naszego wyciszenia na sprawy świata, naszej choćby próby refleksji nad sobą, naszego poświęcenia czasu na Boże Sprawy, naszej pokory, bojaźni Bożej, ofiarności, wyższych pragnień niż te przyzieme...  Jezus cierpi szczególnie w te święta z powodu naszego skupiania się na sobie, naszego egocentryzmu, który skutkuje naszym zapomnieniem o Nim, naszym zdystansowaniem, zapieraniem się Go, wstydem wiary, sprowadzeniem Świąt Bożego narodzenia do pustych rytuałów i tradycji, które nie ożywiają naszego  ducha.  

 

Pozostać z Jezusem na krzyżu podczas tych Świąt Bożego Narodzenia odczytujemy jako rezygnację z szukania siebie (z tym wszystkim, co się z tym wiąże). Nie oglądać się wstecz, a dostrzegać tę bolesną rzeczywistość Kościoła i świata, rozważać ją w milczeniu i wyciszeniu, by współodczuwać z dwoma cierpiącymi Najświętszymi Sercami łącząc się z Ich ofiarą.

My polscy katolicy często uważamy, że jesteśmy maryjnym narodem. Jak się może czuć matka, której dzieci okazują cześć, mówią o swej miłości ale nie dopuszczają jej do głosu, nie chcą usłyszeć o czym mówi, co mówi i dlaczego?

Jeżeli nie czujemy się zdolni odpowiedzieć na prośby Maryi, to stając w prawdzie o sobie posłuchajmy Jezusa, Który powiedział: "Wzywaj Mnie, kochaj Mnie, niech przeniknie cię pewność, że zostałeś umiłowany do szaleństwa taki jaki jesteś ze wszystkimi twoimi ograniczeniami i nędzą, bo masz stać się tym, czym pragnę, to jest rozżażoną pochodnią Bożej Miłości." (GPM22).

Prośmy więc, by uszlachetnił, wzniósł, uświęcił nasze pragnienia, byśmy zapragnęli tego, czego On pragnie dla nas i doszli do podobania się Trójjedynemu Bogu i Królowej Nieba.

  

<><

 

Zdjęcie przedstawia płaczącą krwawymi łazami figurkę Dzieciątka Jezus. W  październiku 2010 r  przywiózł ją z Ziemi Świętej do Włoch pewien franciszkanin.  Pokazał to swojemu biskupowi, który w tym czasie przybył do klasztoru, a ten zabrał ją do badania. Wyniki wskazały na krew ludzką, taką samą jak na Całunie Turyńskim.  Po badaniu została wystawiona do publicznej czci we włoskim mieście Cava de’ Tirreni / Salerno. 

 

 

WIECZERNIK W RAMACH RUCHU MARYJNEGO.
Spodziewaliśmy się, że Bogurodzica da nam swoje słowo na święto Bożego Narodzenia. 
A otrzymaliśmy wezwanie:  "Pozostańcie z Jezusem na Krzyżu"(DK400). Zaskoczenie wielkie. Jak to rozumieć? Zrozumienie jak się wydaje przyszło... 

22 grudnia 2019
W  październiku 2010 r  figurka Dzieciątka Jezus zaczęła płakać krwawymi łzami. Przywiózł ją z   Ziemi Świętej pewien franciszkanin.  Pokazał to swojemu biskupowi, który w tym czasie przybył do klasztoru, a ten zabrał ją do badania. Wyniki wskazały na krew ludzką i to taką samą jak na Całunie Turyńskim.  Po badaniu została wystawiona do publicznej czci we włoskim mieście Cava de’ Tirreni / Salerno.

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041