O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Wszystkie części: https://odrodzedoprawdy.pl/dowody-na-istnienie-boga

 

 

Dla wzbudzenia w sobie podziwu... 

 

   

Wszechświat jest niezwykle pusty, średnia odległość między gwiazdami wynosi ok. 4 000 lat świetlnych. Przestrzeń kosmiczna nie jest jednak wypełniona nimi jednorodnie, równomiernie. Układają się raczej w długie i cienkie pasma i skupiska, które otaczają jakby bąble kosmicznej pustki o średnicy wielu tysięcy lat świetlnych. Największa odkryta do tej pory  - Wielka Pustka ma średnicę około miliarda lat świetlnych.

Najdalsze gwiazdy i galaktyki  teoretycznie można zobaczyć  w ich niemowlęcym wieku, gdy  700 mln lat po narodzinach Wszechświata pierwsze ich światło wyruszyło w kosmos. Wychodził on wtedy z okresu zwanego "wiekami ciemnymi", kiedy nie było jeszcze gwiazd. Po rozbłysku Wielkiego Wybuchu materia wystygła i przestała świecić. Przez mniej więcej pół miliarda lat we Wszechświecie było całkowicie ciemno. Dopiero kiedy w obłokach zimnego gazu narodziły się pierwsze gwiazdy, stała się światłość.  
Te pierwsze gwiazdy już nie istnieją, były dużo większe od późnijszych, błyskawicznie się wypalały i szybko ginęły jako supernowe. Ale teoretycznie wciąż można się im przyjrzeć. Ich obraz niesie bowiem światło, które przetrwało ich śmierć i do dziś przemierza przestrzeń kosmiczną. Dociera też do Ziemi, choć jest teraz zmieszane ze światłem gwiazd, które narodziły się i umarły w późniejszych epokach. Razem tworzą słabą poświatę - tzw. pozagalaktyczne świetlne tło, które jednak jest znikome w dużo silniejszym blasku naszej własnej Galaktyki.

 

Pomimo tej niepojętej kosmicznej pustki, równie niepojęta jest ilość samych tylko widocznych na ciemnym tle nieba małych białych światełek (dopiero przez teleskop uwidacznia się ich wielobarwność zależna od temperatury powierzchni). Najczęściej nie są to pojedyncze gwiazdy, ale mgławice czy całe olbrzymie skupiska niezwykle odległych gwiazd (galaktyki), w których działają potężne mechanizmy powodujące gwałtowne procesy wydzielając ogromne ilości promieniowania.

 

Nieskończona jest różnorodność samych gwiazd – różnią się kształtem, kolorem, wiekiem, rozmiarem, masą, gęstością,  składem, temperaturą, jasnością, prędkością, kątem wirowania i poruszania się, długością życia, niezwykłymi i różnorodnymi zjawiskami dziejącymi się na ich powierzchni i w głębi...  W sposób uporządkowany rodzą się, żyją, dają początek nowym gwiazdom tworząc kolejne generacje (mówi się nawet o galaktycznych żłobkach), a także umierają tworząc jakby wymarłe cmentarzyska w galaktykach. Choć gwiazd jest ok. 10 tysięcy razy więcej niż ziarenek piasku na ziemi, to jednak wszystkie obiekty kosmiczne, które obecnie człowiek jest w stanie zaobserwować i próbuje zbadać stanowią zaledwie 0,5% całej masy Wszechświata. Zanurzone są one w jakby przeogromnych tajemniczych, niewidzialnych "chmurach" nieznanych substancji nazwanych ciemną materią i ciemną energią. Nie emitują i nie odbijają one światła, ani nie reagują ze znanymi nam substancjami, a jednak potężnie oddziałują na materię.

 

   Choć nie da się ciemnej materii dostrzec, to jednak skutki jej potężnego działania uwidaczniają się nam choćby wpływem na światło - zakrzywiając je (tzw. grawitacyjne soczewki). Wpływa również na wirowanie galaktyk i zabezpiecza gwiazdy w galaktykach przed ich ucieczką w kosmos.

 

   Ciemna energia zaś jest inną wszechpotężną siłą powodującą rozszerzanie się Wszechświata.

Z powodu naszej ograniczoności nie potrafimy nawet w przybliżeniu uświadomić sobie nie tylko ogromu Wszechświata (biliony lat świetlnych), ale i samej różnorodności form materii, energii, obiektów kosmicznych, ich ilości, wielkości, a nawet samych kosmicznych odległości. Dlatego potrzebujemy pomóc naszej wyobraźni. Mniej więcej możemy już wyobrazić sobie wielkość, ogrom naszej Ziemi. Potrzeba by było 333 tysiące planet takich jak nasza, by uzyskać ilość materii, jaka mieści się w naszym Słońcu. Zawiera ono ok. 99% masy całego Układu Słonecznego.

 

   Dla wyobrażenia sobie teraz różnorodnej wielkości gwiazd emitujących światło, zmniejszmy nasze Słońce (a raczej w skali Wszechświata - karłowate słoneczko), do średnicy jednego milimetra. Wówczas odpowiednio średnica największych gwiazd – nadolbrzymów, przekraczałaby 160 cm, a ich światło może być nawet 10 mln razy jaśniejsze od naszego Słońca!

Uwidacznia się tu jakże niezmiernie precyzyjnie dobrana wielkość i energia Słońca do odległości i masy Ziemi. Uwidacznia się tym bardziej, im lepiej poznajemy warunki dla możliwości zaistnienia i utrzymania się ochronnego pola magnetycznego i atmosfery wokół jakiejkolwiek planety.

A jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie precyzję, dzięki której mogły zaistnieć i utrzymywać się warunki niezbędne dla możliwości zaistnienia i trwania życia.

Naukowcy stwierdzili, że z uwagi na tzw. wiatr słoneczny (stanowiący ok. miliona ton materii jakie tylko w ciągu 1 sekundy emituje nasze Słońce we wszystkich kierunkach z prędkością kilkuset kilometrów na sekundę), gdyby nasza Ziemia znajdowała się tylko o 1 procent obecnej odległości od Słońca dalej lub bliżej, to odpowiednio albo istniała by na powierzchni Ziemi wieczna epoka lodowcowa, albo wszystko uległoby spaleniu. Różnica jednego procenta, a nie było by życia a Ziemi.

 

   Cały kosmos podlega nieustającemu ruchowi. Naukowcom udało się już dzięki nowemu rodzajowi analizy danych odróżniać ruch własny galaktyk od ich ruchu związanego z rozszerzaniem się Wszechświata zwanego ekspansją Wszechświata.

Ekspansja Wszechświata nieustannie przyspiesza, a większość materii i energii kosmosu ma całkowicie inną postać niż to, co bezpośrednio obserwujemy (np. wspominana już ciemna materia i ciemna energia). To zaś niewiele, które możemy obserwować, to niepojęcie dla nas potężne systemy gwiezdne. Zwróćmy uwagę na zauważalne podobieństwo zasad działania i budowy najmniejszych aż po największe struktury we Wszechświecie. I tak jądra pierwiastków stanowią aż 99,9 procent całkowitej ich masy, a wokół nich na różnych orbitalach wirują elektrony.

Podobnie jest w tym naszym, najlepiej poznanym Układzie Słonecznym, w którym masa gwiazdy centralnej stanowi ponad 99 procent masy całego układu. Podobnie też wydaje się być w systemach gwiezdnych. W ich centrach znajduje się coś wręcz przerażającego, pochłaniającego wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu (nawet światło), i to bez możliwości wyjścia. To supermasywne Czarne Dziury o masach nawet miliardów Słońc, które mają wielki wpływ na rozkład ciemnej materii, tworzenie się pól magnetycznych w ich otoczeniu, powstawanie pierwiastków i całych galaktyk.

 

   Jak się obecnie uznaje, w takim przeciętnym systemie gwiezdnym zwanym galaktyką wiruje wokół „jądra” około 300 miliardów różnorodnych gwiazd oraz niezliczona ilość materii różnej wielkości. Rotujące galaktyki wraz ze swoimi czarnymi dziurami unoszone są przez rozszerzającą się przestrzeń, a także podlegając wpływom potężnych oddziaływań przyciągających i odpychających grupują się w jeszcze większe systemy zwane gromadami, supergromadami i… zapewne czymś jeszcze większym, niepojętym dla naszego umysłu. Choć to jeszcze nie nazwane, to jednak z analizy danych wynika, że musi istnieć, lecz pozostając dla nas poza kosmicznym horyzontem jest i na zawsze pozostanie nie do rozpoznania.

 

   Czym innym jest bowiem mówienie o Wszechświecie jako całości, a czym innym o Wszechświecie widzialnym dla naszych przyrządów. Ten drugi jest obszarem, jaki jest możliwy do zaobserwowania z naszego własnego miejsca w kosmosie. Jest on ograniczony z uwagi na fakt, iż światło lub inne sygnały są w stanie dotrzeć do nas z okresu nie wcześniejszego, niż od Wielkiego Wybuchu. Pierwsze fotony światła wyruszyły w przestrzeń ok. 13 miliardów lat temu. Mimo że leciały z prędkością światła ich źródło jednak w wyniku rozszerzania się Wszechświata nieustannie oddalało się. Dziś ukazuje się więc nam przestarzały obraz galaktyk, które obecnie leżą od nas znacznie dalej niż 13 mld lat świetlnych. Astronomowie wyliczyli, że widzialny dla nas Wszechświat ma obecnie promień 46 miliardów, czyli średnicę 92 miliardów lat świetlnych. Gdy uświadomimy sobie teraz niepojętą  dla naszego umysłu prędkość poruszania się światła wynoszącą około 300 tysięcy kilometrów na sekundę, to jak uświadomić sobie wielkość samego tylko widzialnego Wszechświata?

Szacuje się, że ten tylko  widzialny dla nas Wszechświat zawiera 300 tryliardów gwiazd składających się na 350 miliardów dużych galaktyk oraz 3,5 - 7 bilionów galaktyk karłowatych. Wszystkie galaktyki tworzą 25 miliardów grup galaktyk zawartych w 10 milionach Supergromad galaktyk. Nie są one rozrzucone przypadkowo, wraz ze strukturami gazowymi tworzą przedziwną sieć.

Oczywiście tylko te powiązane ze sobą grupy i gromady poruszają się w kosmosie jako całość, a te nie związane grawitacyjnie oddalają się od siebie unoszone przez rozszerzającą się przestrzeń.

 

By pomóc naszej jakże małej wyobraźni spójrzmy może jeszcze na złożoność i wielkość Wszechświata i naszego w nim miejsca – na nasz "adres".

 

Nasza Ziemia znajduje się w Układzie Słonecznym. Jeden jej pełny obrót wokół Słońca to upływ czasu, który nazywamy jednym rokiem. Dystans jaki pokonuje światło w tym odcinku czasu, jest miarą jaką posługujemy się dla określania odległości w kosmosie.

Układ Słoneczny obecnie porusza się w Obłoku Międzygwiazdowym przed którego potężnym i szkodliwym wpływem chroni Ziemię pole magnetyczne Słońca i wiatr słoneczny, a z kolei przed nimi wystarcza już ochrona własna Ziemi – jej pole magnetyczne i atmosfera gazowa.

Układ Słoneczny umiejscowiony jest na spokojnych peryferiach spiralnej Galaktyki zwanej - Droga Mleczna, ok. 26 000 lat świetlnych od jej centrum. Dokładniej, blisko wewnętrznej krawędzi jednego z ramion spirali zwanego Ramieniem Oriona, w Bąblu Lokalnym (obszar przestrzeni kosmicznej o małej gęstości materii międzygwiazdowej).

 

 

 

Droga Mleczna zawiera 300 - 400 miliardów gwiazd i niezliczoną ilość planet. Jeden jej pełny obrót trwa ok. 250 mln lat. Na przemierzenie jej wzdłuż z prędkością 300 000 km/s (1 080 000 000 km/h), światło potrzebuje aż ok. 100 tys. lat, a w poprzek ok. 1000 lat. Odległości niewyobrażalne. Przy największej prędkości, z jaką leciał dotychczas człowiek (niecałe 40 000 km/h), przez całe przeciętne ludzkie życie przemierzona byłaby odległość, jaką światło pokonuje w czasie krótszym niż doba. By dotrzeć tylko do najbliższej od naszego Układu Słonecznego gwiazdy, najszybsze współczesne statki kosmiczne potrzebowałyby ok. 300 tys. lat.

 

Droga Mleczna (na obrazku) związana jest grawitacyjnie z Grupą Lokalną Galaktyk (ok 54 galaktyk) rozciągającą się na przestrzeni 10 mln lat świetlnych.

 

  Grupa Lokalna Galaktyk znajduje się na peryferiach Supergromady Lokalnej zajmującej obszar o średnicy około 200 milionów lat świetlnych. W jej skład wchodzi około 100 gromad i grup galaktyk.

Ta zaś jest częścią Supergromady Laniakea (średnica 500 milionów lat świetlnych, ok. 100 tys. galaktyk). To, że ta z kolei porusza się w kierunku Supergromady Shapley (odległość od Drogi Mlecznej 650 mln lat świetlnych) wskazuje na to, że całość może być częścią jeszcze większej struktury. Jak wielkiej? Zaobserwowano, że przeogromna grupa galaktyk, którą astronomowie żartobliwie nazywają naszym kosmicznym sąsiedztwem – w sposób niemalże jednolity porusza się w tym samym kierunku. Stwierdzono, że są one przyciągane przez obszar przestrzeni, w którym nie obserwuje się żadnej materii. Obszar ten, nazwany Wielkim Atraktorem działa jak ogromna, niewidzialna masa, wywierająca silne oddziaływanie grawitacyjne na niewyobrażalnej przestrzeni. Dokładniejsze obserwacje przyniosły kolejne zagadki. Okazało się bowiem, że galaktyki znajdujące się za Wielkim Atraktorem wcale nie zachowują się tak, jak te między Wielkim Atraktorem a nami, to znaczy wcale nie podążają w jego stronę. Oznacza to, że musi je przyciągać jeszcze jakieś inne masywne centrum. Odkrycie to zasugerowało naukowcom, że ruch ku Wielkiemu Atraktorowi jest tylko częścią jeszcze większego wielkoskalowego ruchu. Co zatem może powodować owo „płynięcie” galaktyk, które naukowcy nazwali Ciemnym Przepływem? Astronomowie szukają wyjaśnienia tego tajemniczego zjawiska, jednak ostateczna przyczyna zapewne leży już poza zasięgiem naszych obserwacji, poza kosmicznym horyzontem. Obecnie największą odkrytą strukturą Wszechświata widzialnego jest znajdująca się na jego granicy "Wielka ściana Herkulesa -Korony Północnej", której rozpiętość sięga 10 miliardów lat świetlnych. Jak to sobie uzmysłowić wiedząc, że światło porusza się z prędkością ok. 300 tys. km/sekundę?

 

   Uświadommy sobie przy tej okazji szybkość ruchu materii we Wszechświecie. Prędkość obrotu powierzchni Ziemi wokół własnej osi wynosi ponad 1000 km/h. Prędkość obiegu Ziemi wokół Słońca ok. 100 000 km/h. Prędkość z jaką Układ Słoneczny krąży wokół centrum naszej Galaktyki wynosi prawie 1 mln km/h. Zaś nasza Droga Mleczna porusza się w kosmosie z prędkością ponad 2 mln km/h. Niedawno odkryto samotną gwiazdę (jak nasze Słońce) pędzącą przez naszą Galaktykę z prędkością ok 6 mln km/godz wyrzuconą przez niepojęte siły działające na granicy horyzontu zdarzeń jej jądra (tzw. czarnej dziury, a raczej czarnej kuli ). Obecnie znajduje się ona ok. 29 tys. lat świetlnych od nas i za jakieś 100 milionów lat wyleci poza Galaktykę. Czy możemy pojąć wielkość choćby tej naszej niewielkiej Drogi Mlecznej?   

Ruch gromad galaktycznych na przestrzeni do co najmniej 1,5 mld lat świetlnych odbywa się z prędkością ok. 3 mln km/godz. A ten ruch według naukowców już nie powinien mieć miejsca, gdyż istniejące znane struktury w naszym Wszechświecie nie mogą czegoś podobnego swoim przyciąganiem grawitacyjnym wygenerować. Przy tym nie stwierdzono, by ruch ten miał tendencję do zaniku, co sugeruje, że może odbywać się także dalej, w rejonach nieobserwowanych. W sumie z jakąż niebotyczną prędkością podróżujemy poprzez Wszechświat i jakże jest on… jakież ludzkie słowo mogłoby oddać jego ogrom?!

 

 

   By zobrazować sobie jakoś wielkość choćby tylko obserwowalnego  dla nas Wszechświata (czego nasz umysł w naturze nie jest w stanie pojąć), zmniejszmy w swej wyobraźni nasze Słońce do rozmiaru 1milimetra. Wówczas Droga Mleczna miałaby wielkość Stanów Zjednoczonych. Gdyby teraz tę naszą Galaktykę zmniejszyć do rozmiaru 1 milimetra, wówczas promień samego tylko obserwowalnego Wszechświata wynosiłby ok. 140 m, a najdalsza zaobserwowana galaktyka oddalona jest na odległość 136 m. A raczej była tak oddalona ponad 13 miliardów lat temu, bo to z tamtego odległego czasu dociera teraz do nas jej światło. Obecnie musi być od nas oddalona na odległość ponad 400m. Patrząc w tej skali, galaktyki oddalone są od siebie średnio o kilka centymetrów, a pomimo tak ogromnej prędkości ich unoszenia przez przestrzeń, promień obserwowalnego wszechświata przez 100 tys. lat zwiększa się jedynie o 1mm. Dlatego też w tak krótkim okresie, w jakim istnieje ludzkość, pomimo niebotycznych prędkości, wygląd nieba wydaje się nam niemal niezmienny.

 

   Czy ten tak przedziwnie precyzyjnie skonstruowany i funkcjonujący, jednorodny Wszechświat, składający się z niepojęcie dla nas małych cząstek, tworzących niepojęcie ogromne struktury, mógłby samoistnie się zrodzić i uporządkować (poddając się pod wpływ również z tak niewyobrażalną precyzją wszędzie działających, tych samych praw) - tak całkiem przypadkiem, bez planu i bez przyczyny? Zauważmy, że wszędzie, w jakąkolwiek by część kosmosu spojrzeć, każda z odkrytych dotąd stałych fizycznych pozwalających na istnienie wszelkich struktur materii ma idealną wartość dla możliwości zaistnienia życia. Czy nie zadziwiającym cudem byłoby, gdyby one same się tak doskonale dla możliwości zaistnienia życia ustaliły?! I to w całym Wszechświecie! Z faktu istnienia tak jednorodnego w tym względzie Wszechświata nasuwa się wniosek, że dziwne by było, gdyby życie ograniczało się wyłącznie do naszej planety (nawet pomimo tego, że dotąd żadnego innego życia nie odkryto). Bo jednak dla zaistnienia i funkcjonowania życia na Ziemi, z wielką nawiązką wystarczyłaby już ta nasza przeogromna Galaktyka. Wobec tej wszechobecnej niepojętej precyzji musi istnieć określona i konkretna przyczyna, dla której istnieje ten tak niepojęty Wszechświat. Wszystko wskazuje na to, że tą przyczyną jest ŻYCIE (jakoś tajemniczo powstałe z pyłu martwej materii powstałej z wybuchów gwiazd).

 

 

Wielkość naszego mniemania o sobie wobec Inteligencji "Pierwotnej Osobliwości".

   

   Gdybyśmy tylko poświęcali czas na refleksje, by pojąć i zachowywać w pamięci te prawdy, które dają nam świadomość tej rzeczywistości, jaką jest nasza własna maleńkość! Wręcz nicość nas i naszych spraw wobec ogromu działającego Wszechświata! Jakże może wówczas inaczej podchodzilibyśmy do naszego życia, do wszelkiego życia. Jakże niewiele potrzeba by było do uzyskania poczucia pełni szczęścia. A tymczasem jako inteligentni ludzie daliśmy się ponieść pochłaniającej nas i samobójczej walce o chwilę wyniesienia nad innych ludzi, o własną pozycję, o dominację, o posiadanie rzeczy zbędnych, o wielkie mniemanie o sobie… To wszystko przecież sprawia, że wpadamy w chorobliwą wręcz megalomanię. A stąd rodzą się w nas wybujałe oczekiwania stanowiące unieszczęśliwiające nas przeszkody, jakie sami sobie stawiamy do poczucia pokoju, do życia w radości i wzajemnym poszanowaniu.

 

   Wiek Układu Słonecznego jak i Ziemi określa się na ok. 4,5 miliarda lat. W którym momencie i w jaki sposób zaistniało na naszej planecie życie? Kiedy pojawił się człowiek? Nauka w tym względzie jest w takim stanie, że z racjonalnego punktu widzenia nie ma nawet sensu stawiać sobie tego pytania. A to dlatego, że wraz z rozwojem nauki wciąż tylko narastają trudności związane z rozeznaniem pochodzenia i rozwoju życia na naszej planecie. Powinno to dać wiele do myślenia tym, którzy wyznają jedynie wiarę w naturalistyczne podejście do nauki. Tymczasem jakiś niezrozumiały w tym upór sprawia, że wysuwane są teorie coraz bardziej karkołomne, nieprawdopodobne i wręcz ośmieszające ludzki intelekt.

 

   Spróbujmy więc sami zinterpretować powszechnie dostępne w tych dziedzinach odkrycia, by zrozumieć i przyjąć wręcz jako niepodważalną prawdę to, jak doszło do powstania życia na ziemi.

Dziś już nie ma wątpliwości, że podstawową jednostką wszelkiego znanego życia materii jest komórka. Tymczasem uczonym ukazała się już tak wielka przepaść pomiędzy martwą strukturą materii, a niezwykłą złożonością i warunkami powstania samych tylko cząsteczek potrzebnych do utworzenia pierwszej żywej komórki, że wykluczono, by mogły one powstać samorzutnie w pierwotnym środowisku ziemskim. Stwierdzono nawet, że „wobec coraz bardziej piętrzących się problemów w znalezieniu choćby jakiejś spójnej wizji, nie należy już oczekiwać przełomu w tym względzie”.

 

   Czy zatem nie należałoby wziąć pod uwagę, że sama wiara czy założenie o samorzutnym, samoistnym, spontanicznym ich powstaniu mogą być błędne? Tego jednak nie chce się za wszelką cenę uczynić. Wbrew logice spekulacje nie ustają. I to nawet uznane autorytety desperacko analizują teorie o pozaziemskim pochodzeniu związków organicznych, które w takim razie musiały spaść z kosmosu na Ziemię. To już tylko z powodu obowiązującej w świecie ideologii naturalistycznej powszechnie ignoruje się lub zakłamuje odkrycia naukowe, które jej całkowicie zaprzeczają. Skoro nie wiadomo nawet tego, co wydarzyło się przed powstaniem pierwszej żywej komórki, nie dziwi, że na skutek coraz większych postępów biologii molekularnej również obraz struktur i funkcji pojedynczej komórki tak naprawdę nie staje się coraz bardziej jasny, lecz odwrotnie - coraz bardziej zawikłany. A to jeszcze nie wszystkie kłopoty, bo znawcy nie chcą dotknąć nawet problemu pochodzenia informacji biologicznej. Ignorancja ta jest zatem wielce zastanawiająca... Czy wobec tego można jeszcze mówić o racjonalnym podejściu większości naukowców?

 

   Gdy spojrzymy na ten problem szerzej, tzn. od uznania istnienia prawideł matematycznych konstytuujących prawa i stałe fizyczne jeszcze przed zaistnieniem Wszechświata, przez uznanie niezwykle tajemniczego istnienia niematerialnej informacji, którą coś jakby odczytuje i odpowiednio wpływa na świat materii nieożywionej (zob. np. najnowsze eksperymenty z podwójną szczeliną ukazujące jak sam akt pomiaru ma wpływ na rzeczywistość - na podstawie których określono w nauce tzw. zasadę nieoznaczoności), po niewątpliwe istnienie niematerialnej informacji biologicznej sterującą tak ogromnym zróżnicowaniem świata ożywionego - to racjonalne podejście ukaże, jak bezsensowne jest upieranie się przy „spontanicznym” powstaniu pierwszych związków organicznych i „samorzutnym” zrodzeniem się życia.

 

Skoro rozwój Wszechświata, jak to zostało wykazane był ściśle uporządkowany, wyliczalny, musiał być też ściśle ukierunkowany. Bowiem rządzące nim prawa były od samego początku idealnie dostosowane do niezmiernie odległej (w naszym rozumieniu) perspektywy powstania życia. Wygląda więc na to, że wszystko było działaniem jak najbardziej zaplanowanym, zamierzonym i twórczym. Zatem trzeba uznać, że owa pierwotna Osobliwość musiała mieć niewątpliwą inteligencję. Lecz była to jakaś nieosobowa ENERGIA (o której w pewnych środowiskach się mówi), czy też niepojęcie inteligentny BYT będący OSOBĄ? Nie o gdybanie tu jednak chodzi. Może dla wielkich sceptyków, dla zatwardziałych ewolucjonistów i uprzedzonych do nauki kreacjonistów to wszystko, co dotąd było omówione, to wciąż tylko poszlaki. Potrzeba zatem sięgnąć po niezbity dowód - niepopularny i przemilczany problem pochodzenia biologicznej informacji.

 

 

Ciąg dalszy

 

<><

 

Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?
 Część 2. Szczęśliwa seria wyjątkowych przypadków czy precyzyjny projekt? 
Miejsce naszego zaistnienia.

17 października 2019
Dowody na istnienie Boga - Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?  Część 2. Szczęśliwa seria wyjątkowych przypadków czy precyzyjny projekt?  Miejsce naszego zaistnienia.

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041