O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

Wszystkie części:  https://odrodzedoprawdy.pl/dowody-na-istnienie-boga

 

 

 

  • Powstanie życia z martwej materii

 

   Żywa komórka nie jest już dziś dla naukowców jedynie jakąś galaretowatą substancją, jak jeszcze do niedawna sądzono. Im więcej wgłębiamy się w komórki, tym bardziej złożone zjawiska, zależności i funkcje napotykamy. Współcześni naukowcy wciąż nie wiedzą jak komórki powstały, skąd się wzięły, dlaczego żyją, starzeją się i umierają. Ale najistotniejsze dla nas rzeczy już odkryli…

Każda komórka powstaje tylko i wyłącznie z innej komórki. Każda zbudowana jest niezmiernie precyzyjnie z mniejszych jednostek, tzw. organelli, które wszelako poza nią nie mogą samodzielnie powstać ani funkcjonować. Dzięki nim dokonują się w komórce wszystkie procesy życiowe jak przemiana materii, wzrost i rozmnażanie. Organelle otoczone są błoną komórkową, która sama stanowi niezwykle złożoną strukturę. Wyposażona jest w przeróżne czujniki i bramki. Rozpoznają one i przepuszczają do wnętrza potrzebne substancje, jednocześnie stanowią zaporę dla szkodliwych, a także umożliwiają usunięcie „odpadów” poprodukcyjnych.Komórka może być samodzielnym organizmem lub stanowić jego podstawowy element strukturalny. Jako że średnia jej wielkość wynosi od ok. 1 do 100 μm stąd funkcjonowanie złożonego dorosłego organizmu zbudowanego z 50-100 bilionów komórek jest tak bardzo skomplikowanym procesem – wynikającym również z niezwykle licznych oddziaływań międzycząsteczkowych - że cała złożoność jego zawsze pozostanie nie do rozpoznania dla najtęższego ludzkiego umysłu.

 

   Najbardziej jednak daleko jest do wyjaśnienia problemu pochodzenia informacji genetycznej zawartej w centrum (jądrze) każdej żywej komórki. A jest to zapis będący pełną dokumentacją techniczną i wykonawczą (nie ma tu przesady, to są fakty) dotyczącą budowy całego organizmu, jego funkcjonowania, cech, długości życia...

   

   Podejmijmy więc próbę uświadomienia sobie, że żadne życie nie mogłoby w ogóle zaistnieć bez zapisanej informacji i bez możliwości jej przetwarzania w precyzyjnie ukierunkowane działanie. W ogólnych zarysach, sama tylko pojedyncza zapłodniona ludzka komórka jajowa – tzw. zygota (a z niej każda następna) jest doskonale zorganizowanym i funkcjonującym kompleksem fabrycznym. Wytwarza ona na własne potrzeby energię, modyfikuje, sortuje, pakuje związki chemiczne z bardzo skutecznym i sprawnym systemem ich kontroli, transportu oraz produkcji elementów stanowiących budulec żywego organizmu. Wszystko sterowane „komputerowo” przy pomocy wysoce zaawansowanego oprogramowania sterującego również wszelkimi „urządzeniami” wykonawczymi. Może wydawać się to niewiarygodne, ale tak właśnie jest. Ten niezwykle skomplikowany biologiczny zapis, tzw. kod znajduje się na doskonałym nośniku (jakby twardym dysku komputera) zwanym DNA - tu przestrzennej spiralnie skręconej podwójnej nici (helisy). Jest ona tysiące razy cieńsza od ludzkiego włosa, za to łączna jej długość dochodzi do 2 metrów. Dzięki doskonałemu mechanizmowi upakowania w niepojęcie skomplikowaną formę przestrzenną (w postaci chromosomów) całość mieści się w jądrze komórki wielkości 6 μm! I choć istnieje ok.100 milionów sposobów pofałdowania owej helisy, to jednak tylko jeden sposób umożliwia powstanie cząsteczek aktywnych biologicznie. Samo więc pofałdowanie jawi się jako rodzaj jakże niezwykle skomplikowanego kodu umożliwiającego ożywienie materii. A jest to tylko jedna z licznych form kodowania informacji.

 

    Sam zapis (kod) składa się z kilkudziesięciu miliardów nukleotydów (białkowych związków chemicznych) logicznie połączonych ze sobą. Tak jak patrząc na pojedyncze kolce wałka melodycznego katarynki nie zrozumiemy zakodowanej w nich muzyki, tak w nukleotydach nie dostrzeżemy jeszcze cudu życia. Sekwencja 3 nukleotydów (z 4 ich rodzajów) tworzy 64 kodony (tryplety). Kodon zaś stanowi podstawową jednostkę informacyjną. Jest ona zatem bardziej złożona (tryplet) niż to się dzieje we współczesnych programach komputerowych (w tym pracach nad sztuczną inteligencją), gdzie bity są binarne (zero lub jedynka, czyli sygnał elektryczny lub jego brak). Cały więc ten zapis zawierający wszelkie dane niezbędne do zbudowania żywego organizmu, jego właściwego funkcjonowania (w tym i długości życia) oraz rozmnażania się, jest niezwykle zminiaturyzowanym i zaawansowanym oprogramowaniem zapisanym w języku matematyki za pomocą związków chemicznych. Jak wyliczono jest on 5 milionów razy bardziej wydajny niż obecne metody przechowywania danych.

 

Żeby uświadomić sobie ową niewyobrażalnie małą masę jądra, w którym się mieści (a jeszcze pozostaje sporo miejsca) można wyliczyć, że gdyby użyć tej techniki do zebrania pełnej informacji o wszystkich ludziach kiedykolwiek żyjących na ziemi (prawdopodobnie ok. 160 mld) dla doskonałego ich odtworzenia, to masa takiego „dysku” ze zgromadzonymi w nim danymi miałaby mniej niż 1 gram. Same zgromadzone dane nie mają oczywiście żadnego znaczenia bez osobnej maszynerii białkowej służącej ich odczytaniu i praktycznemu zastosowaniu. W komórce najbardziej złożonymi i skomplikowanymi maszyneriami molekularnymi jest „rybosom” i „spliceosom”. Odkryto dotąd ok. 200 czynników biorących udział w tej ostatniej. Cały zapis można więc porównać do komputerowych plików z których jedne stanowią bazę danych (same są bezużyteczne), inne stanowią program tą bazą zarządzający i ją wykorzystujący, inne zaś całością sterują (niby program operacyjny Windows czy Linux). Z tym, że w komórce istnieje nadprogram, który sam tworzy kopie, kieruje pozyskiwaniem i produkcją substancji niezbędnych do rozmnażania się, samym rozmnażaniem, wzrostem i dostosowywaniem do otoczenia.

W tym celu m.inn. odpowiednie pojedyncze „pliki” są kopiowane z „dysku” na swego rodzaju pendrive, by mogły być przeniesione do fabryk (to tzw. rybosomy) produkujących białka. Zauważyć trzeba, że ta, na dzień dzisiejszy w miarę już rozpoznana przez naukowców część informacji (która służy kodowaniu białek), to zaledwie 2% całości. Pozostała część jak na razie okazała się na tyle złożona, że wciąż pozostaje tajemniczą. Odkryto bowiem że genom, to nie tylko ciąg liter liniowo kodujących szereg instrukcji. Że w rzeczywistości jest on „wielopoziomowym hierarchicznym systemem zintegrowanym”, na który składa się również choćby sposób fałdowania helisy, czy ta część, którą dotąd uznawano i nazywano - „śmieciowym DNA”. To właśnie ten niedawno odkryty, tajemniczy, niepojęcie skomplikowany związek materii z informacją leży u podstaw tego, co nazywamy życiem.

   

   Zmienia to całkowicie podstawy naszego patrzenia na wszelkie żywe organizmy. Skomplikowanie jest tak wielkie, że nigdy nie będzie możliwe dla człowieka całościowe zgłębienie tego dla uzyskania możliwości samodzielnego stworzenia choćby najprostszego życia.

    

   Na szczególną uwagę zasługuje odkrycie, że to na podstawie informacji zawartej w DNA, nukleotydy tworzą inną przestrzenną, ale pojedynczą nić zwaną RNA, której rola polega właśnie na umożliwieniu realizacji zapisu informacji genetycznej w samej DNA (już zrozumienie tego powinno wykluczyć wiarę w teorię ewolucji). Nad tym wszystkim czuwa tzw. epigenom będący instrukcją kontrolującą „pierwszą instrukcję”, tzn. kod genetyczny. Rolę jego można również porównać do decydenta określającego, jaką powstająca komórka przyjmie budowę i jaką będzie pełnić funkcję, a także instruuje komórkę jak obsługiwać poszczególne geny. Który gen, kiedy i w jakim zakresie ma być uaktywniony, a który i w jakich okolicznościach wyłączony (w zależności np. od wieku organizmu czy wpływu środowiska wewnętrznego czy zewnętrznego).

 

   Mowa do tej pory dotyczyła tylko pojedynczej komórki. Ale przecież tak precyzyjnie i skomplikowanie wyposażona komórka nie byłaby życiem bez możliwości rozmnażania się. Tak więc to był dopiero początek przedziwnych cudów „techniki” odkrytych w żywych organizmach istniejących od miliardów lat.

Zatem żeby powstały nowe komórki musi przede wszystkim zostać doskonale skopiowany kod genetyczny. By zwinięte w podwójną spiralę nici DNA mogły być miliony razy bezbłędnie kopiowane, odpowiednia biologiczna maszyneria wykonawcza z zadziwiającą prędkością rozwija spiralę rozrywając połączenia nici, niezwykle precyzyjnie kopiuje (tzw. transkrypcja) łączy, zwija i umieszcza w jądrach dotychczasowej i tworzonej przez podział nowej komórki. Te ułożenia również muszą być niewyobrażalnie precyzyjnie dokonane, by każdy gen mógł być bezbłędnie odczytywany przez „urządzenia” wykonawcze i replikujące. Nie ma tu jednak jakiejś funkcji samodoskonalenia się kodu. Za to w złożonych organizmach są mechanizmy zabezpieczające przed błędnym przepisaniem. Z tego wynika, że zapis już od samego początku jest w pełni doskonały i chroniony. Każdy błąd bowiem skutkowałby powstawaniem szkodliwych mutacji (pozytywnych w rozwiniętych organizmach praktycznie się nie spotyka). I tak np. podczas procesu replikacji, czyli kopiowania kodu, dobudowywanie każdego kolejnego nukleotydu do nowopowstającego łańcucha jest ściśle kontrolowane. Jeżeli nie jest on tym właściwym, od razu jest wycinany i wstawiany odpowiedni. Jest to bardzo efektywny system, gdyż podczas replikacji zdarza się zaledwie jeden błąd na ok. 10 miliardów nukleotydów, przy szybkości ich wstawiania 50 – 100 na sekundę! Jak zatem miałby przebiegać proces ewolucji? W pewnym zakresie, (ale jedynie wewnątrz danego gatunku) proces ewolucji nie tylko jest możliwy, ale jest wręcz ciągły, inaczej mogłoby grozić organizmom wymarcie. Nie wynika on jednak z przypadkowych mutacji genów, ale jest celowy, przewidziany, zaprogramowany i ograniczony do tego, co w danym konkretnym programie się znajduje (poszczególne geny są w różnym zakresie uaktywniane lub wyłączane). A sterowany jest przez epigenom wyposażony w predyspozycje do kontaktu ze środowiskiem dla jak najdoskonalszego przystosowania się do niego.

Te tzw. przypadkowe mutacje, tak naprawdę są wywoływane przez czynniki zewnętrzne zwane mutagenami, z którymi organizm sobie nie poradził. Są to związki chemiczne lub czynniki fizyczne (np. promieniowanie) występujące w środowisku naturalnie lub częściej powstałe wskutek działań człowieka.

 

   Zatem uznać trzeba, że pojedyncze mutacje wywoływane przez mutageny, w tak doskonale i precyzyjnie zintegrowanym i skomplikowanym systemie zawsze będą szkodliwe (powodują choroby i przedwczesną śmierć). Dzięki uczciwemu spojrzeniu na najnowsze osiągnięcia nauki, odwoływanie się do tak zwanej nauki o ewolucji w kontekście powstawania nowych gatunków jest postawą intelektualnie pozostawiającą wiele do życzenia.

 

   Dlaczego więc wciąż niezmiennie i powszechnie głosi się poglądy o zmienności mutacyjnej, jako czynniku ewolucji międzygatunkowej? Niewiedza, nieświadomość czy raczej przykład świadomego, zorganizowanego zakłamywania prawdy?

 

   W każdym razie przygoda życia zaczyna się wraz z pierwszym podziałem komórki. Czy potrafimy sobie uświadomić to, że rozwinięty organizm ludzki zbudowany jest z ok. 100 bilionów takich komórek?! Ich różnorodność też jest zaskakująca - występuje ponad 200 ich rodzajów, diametralnie różniących się budową i funkcjami, jakie pełnią w organizmie. Każda zaś posiada kompletną sekwencję DNA (nazywaną genomem). Każda zatem pojedyncza komórka posiada kompletną informację dotyczącą całego organizmu. Twierdzi się, że to dzięki wysoce zaawansowanemu „nadprogramowi”, każda „wie”, w której części organizmu się znajduje, jaki organ kształtuje, najczęściej funkcjonuje w nim odpowiednią ilość czasu, po czym zostaje zastąpiona i usunięta. Jak się aktualnie podaje, w skład takiego genomu (w 99,9% identycznego u wszystkich ludzi) wchodzi 30-40 tys. genów (fragmenty DNA zawierające różne konkretne informacje), zapisanych w formie kodonów.

 

   Zauważmy jednak i sprecyzujmy, że czym innym są nośniki informacji (np. zapisane na kartkach literki i cyferki), a czym innym sama informacja. Ani papier, druk czy wyświetlane na ekranie znaki nie stanowią samej informacji. Informacja jest przekazywana z umysłu autora do umysłu czytelnika za pomocą nośnika informacji, jakim jest właśnie np. zadrukowana strona czy ekran. Z tym, że odbiorca informacji, by móc ją odczytać i właściwie tzn. zgodnie z intencją autora zrozumieć, musi nie tylko znać znaczenie i sens pogrupowanych literek, posługiwać się tym samym kodem, czy jeszcze innymi słowy - znać język autora, ale i posługiwać się tą samą logiką.

Również DNA jest jedynie takim nośnikiem informacji, ale jej samej nie stanowi. Informacja sama w sobie jest niematerialna. Racjonalnie myśląc nikt nie powinien już mieć najmniejszej wątpliwości, że samo jej zaistnienie w organizmach żywych wymagało niepojęcie inteligentnego źródła.

Ustalono, że każdy ludzki genom składa się z ok. 3 miliardów bitów informacji. Dla samego tylko przepisania w przeciągu jednego roku takiej ilości liter, trzeba by zatrudnić w systemie czterobrygadowym ok. 380 biegle piszących osób! Zwróćmy uwagę, że chodzi tu tylko o przepisanie, a nie o stworzenie inteligentnego, doskonałego oprogramowania! Zauważmy więc, że nasza ludzka inteligencja i zdolności są niewyobrażalnie małe, by cały ten zapis choćby w całości odczytać, nie mówiąc już o jego pojęciu. Ale przecież na tyle jesteśmy inteligentni, by na podstawie tej uzyskanej wiedzy pojawiło się w nas pewne zrozumienie, które powinno skłaniać do udzielenia sobie jasnej i zdecydowanej odpowiedzi o pochodzeniu życia. Niestety z pewnych ideologicznych względów nazbyt często ucieka się od tego świadomością sugerując, że: "jakoś samo się musiało napisać".

Z tego, co zostało dotąd odkryte wynika jeszcze, że rozwój biologiczny organizmu nie polega na prostym odtwarzaniu, uaktywnianiu i wyłączaniu odpowiednich genów, budowie i różnicowaniu komórek. Całej tak złożonej biochemii nie stanowi jakiś bardziej skomplikowany rodzaj zegarowego mechanizmu wprawionego przypadkowo w ruch. Wszystkim precyzyjnie steruje i wszystko określa, całkowicie poza naszą świadomością, owa niematerialna informacja. Kod DNA jest przecież niezwykle złożonym zapisem w języku programów komputerowych; to logicznie pogrupowane „literki” tworzące „wyrazy i zdania” dające konkretne informacje w różnych językach. Zatem wręcz musi istnieć niezwykle inteligentny Autor Informacji. A skoro tak, to i twórca nośnika tejże Informacji (DNA), wszystkich jej „odbiorców”, koordynatorów, całej maszynerii białkowej, całej biochemii, pojedynczych cząstek materii…, zatem całego Wszechświata.

 

   Jak to się dzieje, że tak wielu ludzi mających się za mądrych i uczonych nie może jeszcze rozpoznać istnienia niepojęcie  Inteligentnego Stwórcy wszystkiego? Owszem, wszyscy mogą, ale część z powodów ideologicznych woli udawać głupców i głosić kłamstwa! Inni z tego samego powodu wolą w nie wierzyć.

 

   Tak skomplikowanie zapisana i zakodowana Informacja po prostu nie mogła samoczynnie powstać na ewolucyjnej drodze chemicznej prehistorii. Martwa materia z energią nie mogą wytworzyć same z siebie więcej informacji niż ze swej natury same w sobie zawierają. Nie mają bowiem inteligencji. Zrozumienie i przyjęcie tego daje odpowiedź o pochodzeniu życia, a zatem i Wszechświata.

 

   Spójrzmy jednak jeszcze nieco głębiej, czym i jak Informacja steruje, spójrzmy na tzw. naukę o ewolucji i przyczyny jej podtrzymywania wbrew aktualnej naukowej wiedzy, przecież nawet wbrew racjonalnemu myśleniu.

 

   W złożonym organizmie wszystkie komórki, (które w znacznej większości są wymieniane średnio, co ok. 7 lat), są do siebie ściśle dopasowane (niby puzzle) i precyzyjnie ze sobą współpracują. Każda o konkretnych funkcjach i zadaniach. Łączność zapewnia układ nerwowy składający się z komórek połączonych ze sobą za pomocą specjalnych wypustek (każda posiada od 10 tys. do 50 tys. takich połączeń). Wspólnie tworzą one tzw. sieć neuronową, w której szybkość przepływu elektrochemicznych wiadomości może przekraczać 100m/s. Komórki neuronowe zdolne są do wysyłania serii elektrycznych impulsów (nawet kilku tysięcy na sekundę!), które wyzwalają na połączeniach odpowiednie związki chemiczne zwane neuroprzekaźnikami! Te wiążąc się z unikalnym receptorem sąsiedniej komórki, pasującym niczym klucz do zamka wywierają zestaw pożądanych efektów (liczne leki i narkotyki oddziałują właśnie na neuroprzekaźniki). Cała ta sieć neuronów jest dużo bardziej skomplikowana niż sieć połączeń telefonicznych na całej ziemi. Dzięki niej w naszym żywym ciele cały czas zachodzą niewyobrażanie skomplikowane procesy elektro i biochemiczne wytwarzając niezbędne substancje w odpowiednich proporcjach do przeprowadzania dalszych niezwykle skomplikowanych łańcuchowych reakcji biochemicznych. Każda przebiega etapami w ściśle określonej kolejności, a każdy etap wymaga obecności kolejnych skomplikowanych czynników. Tok takich skomplikowanych ciągów reakcji prowadzi do wykształcenia się określonej cechy organizmu.

 

   Czy wszystkie pojedyncze elementy tworzące coraz bardziej złożone układy doskonale ze sobą współgrające mogły przypadkowo i jednocześnie w tym samym czasie powstać? Chcąc choćby wniknąć w taki niezbędny do utrzymania życia proces krzepnięcia krwi, trzeba by uzmysłowić sobie, że odpowiedzialnych za niego jest ok. 1,25 bln samych tylko trombocytów (płytki komórkowe nie posiadające jądra). A zaangażowanych w niego jest kilkadziesiąt skomplikowanych substancji, których wzajemne oddziaływanie jest równie niesłychanie skomplikowane. Jeżeli zabrakłoby choćby jednego z tych składników lub choćby jeden z nich wytworzony zostałby w niewłaściwych proporcjach, niewłaściwej kolejności lub w niewłaściwym miejscu proces ten zostałby zakłócony lub w ogóle nie mógłby zaistnieć. Zwróćmy również uwagę na białka nazwane fibrynogenami. Jedyną ich funkcją jest czekać na przerwanie naczynia krwionośnego. Dopiero po jego uszkodzeniu pod wpływem odpowiedniego enzymu zamieniają się one w fibryny tworzące rusztowanie skrzepu. Zbyt niska krzepliwość lub zbyt wysoka, niezatamowanie upływu lub zatamowanie w niewłaściwym miejscu doprowadziłoby do śmierci organizmu. Zatem organizm z mechanizmem krzepnięcia krwi rozwiniętym w 20, 50 czy nawet w 90 procentach nie przetrwałby.

 

   Jak zatem mógłby ewoluować? Czy nie wynika z tego, że musiał być on doskonale skonstruowany od razu w całości i to bezbłędnie funkcjonujący? A to tylko jedna z bardzo wielu funkcji krwi. Inną jest np. transport gazów. Zajmujące się tym czerwone krwinki z powodu swego jakże intensywnego (przebiegają układ krążenia jakieś 250 tys. razy), a przez to krótkiego życia (120 dni), muszą być nieustannie zastępowane. Niezwykle wydajna ich fabryka znajdująca się głównie w szpiku kostnym codziennie wytwarza i wpuszcza do krwioobiegu ponad 100 mld krwinek. Inną funkcją krwi jest ochrona przed zakażeniami, komórkami rakowymi czy chorobotwórczymi mikrobami. Przykładowo tzw. komórki NK niczym doborowe jednostki żołnierzy komandosów poszukują i identyfikują wroga, by go zniszczyć przedziurawiając pociskami białkowymi tzw. perforynami. Inne - eozynofile niszczą pasożyty, jeszcze inne - trombocyty we współpracy z białymi krwinkami przechwytują i pochłaniają bakterie pojawiające się we krwi, zaś komórki zwane makrofagi tzn. „wielkie żarłoki” wędrując po krwioobiegu ucztują na mikrobach i resztkach komórek. Płynna część krwi zwana osoczem zapewnia transport wody i substancji odżywczych do komórek, a także odprowadzenie produktów przemiany materii.

U człowieka oprócz powszechnie znanych grup krwi (AB0) opisano dotąd jeszcze 34 inne układy grupowe. Podsumowując: nie stwierdzono na świecie bardziej złożonej substancji niż krew. Pomimo już tak ogromnej wiedzy i możliwości technicznych, pomimo rosnących potrzeb wciąż jednak nie udaje się naukowcom wyprodukować syntetycznej krwi. I im bardziej zagłębiamy się w jej złożoność, tym bardziej staje się jasne, że nigdy nie będzie to w pełni możliwe. Uświadommy sobie, że ta płynna tkanka składa się z doskonale dobranych żywych elementów, żywych komórek. A człowiek nie ma mocy, by cokolwiek ożywić.

 

   Podobnie żywe elementy składają się na mechanizmy bezbłędnie odmierzające czas w organizmach żywych. Są one tak złożonymi systemami sterowanymi oprogramowaniem, że wciąż całokształt ich działania (w tym wpływ na fizjologię i zdrowie mentalne) stanowi nierozwikłaną łamigłówkę.Zapytajmy sami siebie, czy w ogóle wydaje się nam możliwe, by jakiś przypadkowy, ślepy dobór naturalny - jak się powszechnie uznaje, samoistnie mógł stworzyć coś takiego, co wymagało niezmiernie precyzyjnego planu? Ślepy, przypadkowy dobór nie może przecież przewidywać przyszłości. W jaki inny sposób mógł się sam określić czas funkcjonowania poszczególnych organizmów, by stworzyć na ziemi doskonale funkcjonujący ekosystem? Przykładowo, z góry zaprogramowana jest maksymalna ilość uderzeń serca czy długość życia niezastępowalnych komórek mózgu.

 

   Czy te wszystkie niezliczone, wspaniale ukształtowane, niezwykle bogate i różnorodne organizmy żyjące na ziemi, mogłyby się samodzielnie tak doskonale wzajemnie dopasować i zsynchronizować (kodując w sobie odpowiednie instynkty i zachowania), celowo utworzyć swoiste prawa przyrody nimi rządzące, tak, by wraz z genialnie dobranymi prawami fizycznymi stworzyć na całym naszym globie niezwykle trwały i odporny nawet na znaczne zakłócenia przepływ energii i obieg materii?

Spójrzmy może teraz na centrum dowodzenia wszystkich poczynań ciała - nasz mózg z jego niewyobrażalnymi dla nas możliwościami. Pomimo tak ogromnych postępów w nauce jest on praktycznie nierozszyfrowany. Uznano, że jego złożoność jest większa niż złożoność całego Wszechświata. Ta pomarszczona „galaretka” ważąca zaledwie ok. 1,5 kg składa się ze 100 mld neuronów, wspomaganych przez 50 bln komórek glejowych, tworząc 1000 bln synaps (połączeń nerwowych)! Stwierdzono, że jednocześnie zachodzi w nim miliony procesów, nieustannie monitoruje on wszystkie funkcje organizmu, rejestruje i przechowuje niezliczoną ilość informacji, przetwarzając ich pond 400 miliardów bitów na sekundę! Czy tak niewiarygodnie skomplikowany układ mógłby powstać przypadkiem (jak to głoszą szkolne podręczniki i encyklopedie), czy też może być wyłącznie dziełem niepojętego dla tegoż naszego rozumu Geniuszu?

 

   Jeżeli obecnie człowiek przecenił możliwości swojego tak bardzo rozwiniętego i skomplikowanego intelektu, i nie potrafiąc przewidzieć skutków swych działań w przyszłości zdołał zakłócić tę, tak doskonale dotąd funkcjonującą równowagę ekologiczną na ziemi, to jakim cudem mogło coś tak niepojęcie złożonego i skomplikowanego, w sposób bezmyślny samoistnie się zgrać i aż dotąd tak doskonale funkcjonować?

 

   Nasze ciało zbudowane jest z ponad 70 różnych pierwiastków. Głównie z tlenu, dalej z węgla, wodoru, azotu, wapnia, siarki, fosforu, sodu, potasu, chloru oraz innych. Spoglądając na materię ożywioną i nieożywioną z poziomu już poznawalnych wielkości nanometrycznych (sięgających atomu) zauważyć możemy, że zbudowani jesteśmy w znacznej mierze z tych samych atomów, co np. komputery i sterowane nimi maszyny. Podobnie wiele struktur występujących w organizmach żywych, to sterowane zapisanym programem biologiczne mikromaszyny. Tak jak komputerowe software i hardware bez siebie nawzajem byłyby bezużyteczne, tak jest i w świecie ożywionym. Czy te martwe materialne dzieła ludzkiego „geniuszu” będąc nieporównywalnie mniej skomplikowane niż najmniejsze organizmy żywe, mogłyby same przypadkowo i jednocześnie niezależnie od siebie powstać, połączyć się, nauczyć reprodukować, by utworzyć jakikolwiek większy organizm? Nonsens, a jednak powszechnie się go propaguje, jako wynik osiągnięć i dokonań nauki.

 

   Jak również można sobie choćby wmówić, że przy pomocy rzadkich przypadkowych mutacji z jakiegokolwiek gatunku gada, ssaka czy ptaka mógł wyewoluować np. nietoperz? Jak równolegle i niezależnie, choćby przez dowolny okres czasu mogły powstawać i zsynchronizować się w jego ciele dwa tak niezmiernie skomplikowane echolokacyjne urządzenia - nadajnik i odbiornik fal ultradźwiękowych? Służą one nietoperzowi do orientacji przestrzennej w całkowitej ciemności tzn. do nawigacji, wykrywania i chwytania zdobyczy oraz w komunikacji z innymi osobnikami swojego gatunku. Te dwa urządzenia doskonale są zespolone z żywym, niezwykle zaawansowanym i zminiaturyzowanym „mikroprocesorem” przeliczającym i określającym na podstawie czasu powrotu, kierunku i natężenia powracającego dźwięku, odległość, kierunek i wielkość przeszkody lub poruszającego się obiektu. Mało tego, za pomocą tzw. echa drugiej harmonicznej są też w stanie określić (na podstawie przesunięcia dopplerowskiego) jego prędkość poruszania się. Przy tym mierząc własną prędkość i czas lotu „procesor” musi wziąć poprawkę na przebytą w tym czasie odległość, a następnie wysłać we właściwym momencie odpowiednie komendy do poszczególnych części ciała odpowiedzialnych za sterowanie lotem. A trzeba pamiętać, że wszystko dzieje się w ułamkach sekundy, bo niektóre gatunki osiągają szybkość do 96 km/godz. Jakiż precyzyjny zegar odmierzający czas muszą mieć one wbudowany! Jaki musi być program, jaki „komputer”, by to w ułamku sekundy przeliczać i jakie mechanizmy użyte do sterowania lotem! A ogromnej zwrotności nietoperzy nie można nawet porównać do jakiegokolwiek ptaka (potrafią machać na przemian skrzydłami i dowolnie zmieniać ich kształt, przy tym naukowcy wciąż nie potrafią zrozumieć, jaką rolę konkretne sposoby ruchu skrzydeł grają w wykonywaniu różnych manewrów).

Czy osobniki o niedoskonałym jeszcze systemie echolokacji, programie przeliczającym czy systemie sterującym mogłyby przetrwać? A jeżeli rozbijały się, to jak przekazywało się to doświadczenie następnym pokoleniom? Czy naprawdę racjonalnie myślimy, czy mamy swoją własną wiarę, że taki wspaniały żywy cud „techniki” nie do odtworzenia przez najnowocześniejszą współczesną naukę i technologie uczyniła w sposób bezmyślny, bez wyobraźni, bez celu, bez planu, czyli ot tak całkiem przypadkowo i na ślepo jakaś nieokreślona „Matka Natura”, która sama „spontanicznie” z niczego powstała?

 

   Dumni z osiągnięć ludzkiego umysłu czyż nie powinniśmy uznać, że również nasze ludzkie ciało jest ożywionym cudem żywej „techniki” dla nas do końca nigdy nie do pojęcia i nie do odtworzenia!? Jeżeli współczesna tak bardzo „zaawansowana” technologia wciąż nie potrafi choćby skopiować istniejącego już miliardy lat temu jak się wydaje prostego procesu fotosyntezy zachodzącej w najpospolitszych komórkach roślin, choćby w polnej trawie, to czy wiara w przypadkowe samo powstanie tak wciąż niezrozumiale dla nas zaawansowanej technologii w organizmach żywych jest w ogóle sensowna? Czy człowiek będzie miał kiedykolwiek moc, by dać martwej materii tchnienie życia, kiedy nie udało się pomimo prób z wykorzystaniem najnowszych technologii choćby skopiować cząsteczek, z których dopiero mogłoby powstać życie?

 

   Zapoznawszy się z niezwykłą złożonością życia, czy można sobie choćby wyobrazić, by samoistnie w toku ewolucji i przypadkowych błędów w przepisywaniu kodu genetycznego, (które z kolei - przypomnijmy to sobie – zawsze w złożonych organizmach powodują szkodliwe mutacje rodzące choroby i śmierć), mógłby utworzyć się tak niezwykle skomplikowany jak nasz organizm, posiadający psychikę, wrażliwą osobowość, charakter, temperament. A cóż powiedzieć o fenomenie, jakim jest ludzka mowa z możliwością uczenia się języków, o zdolności do abstrakcyjnego i perspektywicznego myślenia, o woli, której nie można zmierzyć, a która podejmuje decyzje, o reagującym na zło sumieniu, które człowiek swą absolutnie wolną wolą może traktować jako przyjaciela lub jako wroga, o ludzkim radowaniu się pięknem i pragnieniu miłości…?

 

   Nie ma też kompletnie żadnego zapisu paleontologicznego udowadniającego ewolucję. Są za to coraz bardziej rozpaczliwe wysiłki, by zakłamywać prawdę, niemające nic wspólnego z dowodami naukowymi. Wciąż jednak szkolne programy nauczania, encyklopedie, periodyki naukowe, media, na masową skalę rozpowszechniają kłamstwa. Czy nie wydaje się to jakimś chcianym samozaślepieniem tych, którzy mienią się światłymi, uprawnionymi do pouczania innych?

 

   Naukowcy nie potrafią wyjaśnić zagadki tzw. Eksplozji Kambryjskiej (sama nazwa jakże wiele mówi) − czyli stosunkowo nagłego pojawienie się na Ziemi ogromnej ilości złożonych form organizmów wielokomórkowych. Dotychczasowe odkrycia archeologiczne wyraźnie też wskazują, że wszystkie gatunki człekokształtnych małp, tak jak nagle się w prehistorii pojawiały, tak i nagle niknęły. Bez kompletnie żadnych śladów ewolucji, a wręcz jej zaprzeczając (osobniki bardziej złożone, bardziej rozwinięte, doskonalsze, często występują wcześniej). Wiązanie ich ze sobą jest zatem nadużyciem, nie nauką. Zresztą tak samo było z każdą formą zapisaną przez skamieliny. Gatunki nagle pojawiają się, trwają niezmiennie przez jakiś okres czasu, po czym nikną bez pozostawienia śladu jakichkolwiek form pochodnych. Skoro tak było z pojawieniem się każdego gatunku zwierząt, tak samo musiało być z człowiekiem.

 

   Gdyby istniała ta przypadkowa, czyli ślepa ewolucja, o ileż więcej od udanych, powinno być gatunków nieudanych, podobnych do tych much, które człowiek świadomie i celowo próbował udoskonalić manipulując w zapisie genetycznym. Dodatkowa para skrzydeł, jaka im wyrosła, w niczym nie pomogła, a wręcz przeciwnie - całkowicie przeszkadzała, wręcz uniemożliwiała lot. Jako, że do tej pory nigdy nie napotkano na takie nieudane ewolucyjnie gatunki, ani nie odkryto kompletnie żadnego łańcucha stopniowych zmian, dawno już należałoby teorię pana Darwina włożyć między bajki.

 

   Jednak ten świat zawsze będzie się od tego wzbraniał. Dlaczego? Kogo, z jakiego powodu, czego się obawia? Czyż tym powodem nie jest poczucie winy? Poczucie winy powodowane swym moralnym zepsuciem i niechęcią do uznania istnienia Boga, który jest samą Dobrocią i Miłością - i tego oczekuje od swych stworzeń.

 

   Można spotkać się z ewolucjonistami trzymającymi się jeszcze kurczowo wiary, że: „pierwsze życie mogło być bardzo proste, stąd i mogło przypadkowo samo powstać”. Nie było nigdy nic „prostszego” od pojedynczej komórki sterowanej zapisaną, niepojęcie dla nas skomplikowaną informacją. A organelle komórki nie mogą samodzielnie ani istnieć, ani powstać poza nią. Również komórkowe aminokwasy tworzą łańcuchy życia (chodzi o replikacje) jedynie poprzez precyzyjne działanie i to we właściwej kolejności odpowiednich niezwykle skomplikowanych enzymów. A enzymy nie mogą powstać samoczynnie poza organizmami żywymi. Skąd więc się wzięły niezbędne do zaistnienia życia, a tak bardzo złożone enzymy, gdy jeszcze nie było życia? Gdy nie było nawet owej bezmyślnie genialnej „Matki Natury”, której wszystko się przypisuje, byleby nie uznać, że życie pochodzić może tylko od Kogoś nieskończenie mądrzejszego i potężniejszego od nas? Ten wniosek sam się nasuwa. Czy nie dostrzegamy, że bez wcześniejszego Życia Inteligentnego, nie byłoby nie tylko życia materii, ale nawet jej martwej struktury? Tego właśnie nie chce się za wszelką cenę uznać.

 

   Uważamy się za najbardziej oświeconych w historii ludzkości, a tak sami zaciemniamy swój umysł, że nie możemy spostrzec się, że tym sposobem oddajemy cześć pochwalną - jak sami uważamy - ślepym siłom natury. Tak cofamy się intelektualnie bardziej niż pierwotni ludzie. Oni nie znając prawdy, czcząc potęgę sił przyrody, czcili pośrednio ich Stwórcę. Są zatem usprawiedliwieni – my już nie! Jeżeli ktoś swoją ciemnotę uważa za światło, jakże wielka to ciemnota!

 

   Czy teraz, przy choćby takiej szczątkowej wiedzy zadowala nas wyjaśnienie naszego samoczynnego powstania z martwej materii, jako długotrwałej serii przypadkowych, cudownych zbiegów okoliczności? Czy - jeżeli uważamy, że zaistnieliśmy i funkcjonujemy wskutek przypadku – nie powinniśmy podchodzić z ogromnym dystansem do naszego poznania, naszych poglądów, naszej świadomości? Bo z tych miliardów bitów informacji przetwarzanych przez nasz mózg, tylko nikły procent dociera do naszej świadomości. Czy wiemy, na jakiej zasadzie i jakie informacje są dopuszczane? Czy sensowne jest upieranie się przy jakichś swoich poglądach i zasadne toczenie walk z ludźmi o odmiennych przekonaniach? Tylko przypadek zrządził, że mamy takie, a nie inne. Czy duma naszego intelektu, czy pewność siebie nie są szkodliwe dla nas i świata, w którym żyjemy? Czy możliwe, że tak genialny i skomplikowany program zapisany na przestrzennym dysku (DNA), umiejscowiony w niezwykle małym jądrze każdej naszej komórki sam mógł się utworzyć i napisać, podczas gdy sztaby najwybitniejszych naukowców świata wciąż nie potrafią go choćby w małym procencie zgłębić? Czy „naukowej” teorii ewolucji nie przeczy również fakt powstania płci, jako dwu odrębnych osobników tego samego gatunku? W jakiż to sposób niezależnie od siebie przypadkowo ewoluując mogłyby tak doskonale się zharmonizować, w tak wielu specyficznych funkcjach życiowych, fizjologicznie, genetycznie, a nawet psychicznie i uczuciowo?

 

   Uczciwie analizując dowody naukowe okazuje się, że utrzymanie ewolucjonistycznego światopoglądu jest naukowo absolutnie niemożliwe. Czy zatem w dobie panującego kultu rozumu odwoływanie się do całkowicie przypadkowego, szczęśliwego zbiegu okoliczności wręcz poraża swoją niedorzecznością? Dlaczego zatem wręcz tak bardzo natarczywie się to propaguje? To przyjęta ideologia - nawet wbrew niepodważalnym naukowym faktom - tak bardzo dziś zniekształca nasze postrzeganie rzeczywistości. Czy nie jest to dowodem, jak bardzo ideologia może zaślepiać zmysł poznania i zaciemniać świadomość człowieka? Z tego powodu człowiek korzystając ze swej inteligencji może się tak ogłupić, że aż świadomie (?) nie dopuszcza do swej świadomości tego, co jest mu niewygodne, co rani jego „ego” tzn. egoistyczną miłość własną. Pogrąża się wybierając pójście na łatwiznę, nie zastanawiając się przed przyszłymi tego skutkami. Wybiera więc pozostawanie w więzieniu swojego egoizmu i sam rezygnuje z wyjścia na wolność ku czystej świadomości - w pełni świadomej rzeczywistości. Świat usłużnie odpowiada na szybko obecnie rosnące potrzeby zaciemniania, otumaniania, zagłuszania, zapijania świadomości i oferuje wszelkie formy „pomocy”, które pozwalają uciec przed dopadającymi nas strapieniami, powracającym poczuciem pustki i bezsensu życia dla osiągnięcia choćby chwili błogiego spokoju. Skutkiem tego są jednak powiększające się zniewolenia i uzależnienia od wszelkich ~holizmów i ~manii. Zatem nie uciekajmy z deszczu pod rynnę… Zapragnijmy żyć jak najbardziej świadomie i mądrze.

 

Ciąg dalszy: Czy matematyka rządzi Wszechświatem i życiem? Kto wymyślił matematykę? Niezwykłość i tajemniczość królowej nauk.   Zgłębienie prawdy.

 

<><

 

 

Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?
 Część 3. Powstanie życia z martwej materii. Życie a informacja. Fascynacja... 

18 października 2019
Dowody na istnienie Boga - Wszechświat i życie - dzieło przypadku czy niepojętej Inteligencji?  Część 3. Powstanie życia z martwej materii. Życie a informacja. Fascynacja...

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041