O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Zbawienie to przyjęcie Prawdy i Miłości.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

"Gdyby było w nas choć trochę głębi, chcielibyśmy poznawać prawdę”  M.D. Philippe OP

"Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" J8,32

"Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest Wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe" Rz12,2

 

 

Wszyscy jesteśmy zdolni ukryć Prawdę przed sobą. To możliwe, że sami nie chcemy jej znać?

 

 

Wstawiając artykuły w mediach społecznościowych dzięki wyświetlanym licznikom można zauważyć, że najbardziej poczytne są te schlebiające naszemu "ego", dające samozadowolenie lub zapomnienie tzn. pobudzające emocje, przytłumiające świadomość własnej rzeczywistości. Natomiast te najwartościowsze, które ukazują prawdę o nas, w ogóle nie cieszą się zainteresowaniem. Pomimo tego, że to właśnie dzięki tym ostatnim można polepszyć moralną i duchową (a poprzez to również i fizyczną) jakość swojego życia. By móc prowadzić życie zgodne z sumieniem, w pełni pokoju, a przy tym świadome.   A z kolei dzięki temu sensowne i owocne. Prawda o nas jednak z początku powoduje w nas psychiczny dyskomfort, a tego podświadomie unikamy. Tak naprawdę więc nie chcemy znać prawdy o sobie, boimy się jej, wolimy pracować nad dobrymi wyobrażeniami o sobie, wolimy zażywać wszelkie środki tłumiące świadomość przykrej prawdy. Trwamy więc w takim błędnym kole nie mogąc się zdecydować na przejście przez tą ewangeliczną ciasną bramę...

 

Bezrefleksyjnie więc przyjmujemy jako swoje aktualnie modne poglądy, przeróżne ideologie będące na topie, powszechne zapatrywania, wierzenia, kierujemy się przyzwyczajeniami, tradycjami, uprzedzeniami, lękami..., nie szukając uczciwie odpowiedzi na najważniejsze pytania. Nie znamy siebie, nie rozumiemy siebie, nie zastanawiamy się głębiej, czym jest życie, kim my jesteśmy, co nas czeka po śmierci, kim jest dla nas Bóg. Zachowujemy się jak istoty, których myślenie boli, sprawia przykrość.  Zadowalamy się tym, co jest powszechnie przyjęte, co pasuje do tego, z czym się identyfikujemy, co uznaliśmy za swoje. Niezwykle skutecznie oddziaływają więc na nas błędne mniemania ludzi o wysokim statusie społecznym i nawet zdeprawowane autorytety. Powtarzamy to, co usłyszymy niczym echo, nie wymagając od siebie większego wysiłku intelektualnego. 

 

Nie chcemy się nad sobą i nad tym światem zastanowić nawet wówczas, gdy efektem tego jest stały brak pokoju, gdy miotają nami złe uczucia, frustracje, gdy popadamy w złości, oburzamy się, przeklinamy, nienawidzimy, potępiamy, podejmujemy walkę z myślącymi inaczej, przegrywamy w rywalizacji, gdy takie życie przygniata nas powodując znerwicowanie, zniechęcenie, rozgoryczenie, gdy czujemy się przegrani, wpadamy w depresje i rozpacz. Zamiast szukać w sobie samym przyczyn tego, wolimy się nad sobą użalać i obwiniać wszystko i wszystkich. Coraz częściej nasza psychika tego nie wytrzymuje, coraz więcej ludzi popełnia samobójstwo.

 

Skąd się to bierze?

 

Możemy to zgłębić, ale trzeba znieść ten psychiczny dyskomfort, jaki rodzi się w tym poznaniu. Lepsze gorzkie lekarstwo prawdy niż ciągłe dogadzanie sobie przyjemnymi słodkimi kłamstewkami pogłębiającymi zniewolenia.

Jesteśmy bowiem niewolnikami świata, tego, co ludzie o nas pomyślą czy powiedzą. Stąd w naszej psychice rodzi się jakieś żałosne urojenie, które jakby zbierało wszystkie ludzkie oczy w jedno potworne oko, które nieustannie kontroluje nas, prześladuje, ściga podtrzymując w sercu uporczywy niepokój.

 

Czy jest choćby jedna godzina w naszym życiu, w której nie zwracamy uwagi na to, co inni mówią i myślą o nas?   Ten wzgląd ludzki odbiera nam prostotę i szczerość, czyni obłudnymi. Bojąc się odbiegać od „normy” nie umiemy już być sobą. Nieświadomie pozwalamy sobą manipulować.

Świat kontroluje nas, bezmyślnie tańczymy jak nam zagrają, stajemy się marionetkami, pajacykami. Każą podniecać się, żyć „na luzie”,  podążać za obowiązującą modą, trendami, dbać o prestiż,  klasę, elegancję, być na topie, poczuć się „szczęśliwym” z posiadania, szpanowania, komfortu, wzbudzania zazdrości sylwetką, znakiem firmowym, strojem, wpływami, znajomościami, nawet  być  „pozytywnie” zakręconym czyli posiadać jakąś manię, kult itd. itp. I my czynimy to, myślimy w tych kategoriach, bo lękamy się być inni, ale też dlatego, że to zadowala własne „ego” z którym się utożsamiamy. I jakże wiele wysiłku wkładamy w to, by nie widzieć, nie dostrzegać tak bardzo żałosnego swojego stanu. 

 

Nie umiemy już nawet pomyśleć, że można inaczej, można być innym, można osiągnąć prawdziwą wolność.  Niestety dziś na horyzoncie nie dostrzegamy ludzi, dla których nie przygniatający wzgląd ludzki, nie zadowolenie własnego „ego”, ale MIŁUJĄCA WSZECHOBECNOŚĆ BOGA jest bardziej obecna w świadomości. Dziś mamy czasy, w których wierzy się w horoskopy i talizmany ale nie wierzy się już Jezusowi - najlepszemu Lekarzowi, doskonałemu Psychologowi. Sami w swej „mądrości” usiłujemy wziąć sprawy w swoje ręce. Ale są przecież setki świętych, błogosławionych, sług Bożych, którzy uwierzyli Słowu Bożemu i z własnego wyboru zadawalali się prostotą, umieli być sobą.  I w ubóstwie, i śmierci byli pełni pokoju, pogody ducha a nawet radości. Bo prawo Boże obecne stale w myślach człowieka nie sprawia, że są to myśli udręczenia, lecz myśli pokoju.

 

Dlaczego my żyjąc o wiele lepiej i wygodniej - jak nigdy dotąd w historii ludzkości człowiek nie żył (bo i królowie nie mieli takich wygód) - wciąż jesteśmy nieszczęśliwi?  Tak, jesteśmy nieszczęśliwi, bo wciąż się porównujemy z innymi, a już samo porównywanie się jest cechą osób nieszczęśliwych.  Nawet chwilowe samozadowolenie z poczucia bycia lepszym idzie w parze z zazdrością i zawiścią, bo zaraz znajdzie się ktoś, kto ma więcej i żyje lepiej. Nawet radość z posiadania idzie w parze ze stałym lękiem o stratę.

Gdy ratujemy swój wizerunek we własnych oczach schlebiając sobie - z wyższością patrząc na gorszych od siebie stajemy się coraz bardziej próżni. A przez to zdystansowani, wyniośli. Tymi wszystkimi cechami sami siebie krzywdzimy, to wszystko jest złem udręczającym nas. Nauczyliśmy się według tego klucza żyć. Ale jest to życie jak w ciemnej, bagnistej, pełnej odurzających oparów dolinie, co  skutkuje wszelkimi rodzajami cierpień, udręk czy chorób. Nie umiemy już nawet zapragnąć wydostać się na duchową wyżynę, gdzie w blasku i ciepłe słońca rozkoszować się można pięknem i wszelkim dobrem.

 

Nie umiejąc już odkryć tych prawdziwych, duchowych przyczyn popadania w emocjonalne udręki i z nich się wyzwolić, usiłujemy pomóc sobie słuchając najgłupszych nawet rad - coraz bardziej się pogrążając. 

 

 

Przyczyny udręk.

 

Przyczyn naszych udręk nie należy szukać na zewnątrz siebie, w złu świata. One znajdują się w nas samych, w braku refleksji, poświęcenia czasu dla siebie - na poznanie siebie, na pracę nad sobą, na wypracowanie umiejętności nie dawania innym władzy nad swoją psychiką: nad uczuciami, umysłem i wolą.

Pozwalając światu sobą manipulować nie możemy trwać w pokoju, bo wewnętrznie wszystko w nas wrze. Nieświadomie dopuszczamy, by w naszej duszy odkładało się to wszystko, z czym nie umiemy sobie poradzić, z czym nie umiemy żyć, co przeraża, czego nie dopuszczamy do naszej świadomości: nasze uprzedzenia, przykre uczucia, reakcje na doświadczane złe wydarzenia i grzechy. Chodzi tu również o te grzechy, które są złem w oczach Bożych, a które my w swym umyśle przekształciliśmy w dobro dla siebie. To również nas niszczy, tylko  chwilowo jest odbierane jako wygodne i przyjemne. Wszystko to, co zalega w naszej duszy, a o czym może już nawet nie pamiętamy, nie jest jednak martwe. To nieustannie nawiedza nas, nęka, ma ciągły wpływ na nasze myśli, rozeznania, reakcje, wybory, decyzje.  Naukowcy uznają, że z tej naszej „nieświadomości” (dla wierzących - duszy) pochodzi dziewięćdziesiąt procent naszych działań. Dlatego tak wiele potrafimy czynić złych i błędnych rzeczy. A skutkują one nerwicami, depresjami, lękami i bardzo wieloma chorobami ciała.  Żyjemy jak w matni, ale za radą świata staramy się "pozytywnie myśleć", czyli czynić wszystko, by nie myśleć o tym, co jest przyczyną dyskomfortu psychicznego. Czyli by zagłuszać świadomość. To jednak pogrąża nas, bo w duszy odkłada się coraz więcej zła, które z kolei wpływa poza naszą świadomością na naszą psychikę.

 

Potrzeba oczyszczenia duszy.  

 

Duszę naszą oczyścić może jedynie Bóg. Ale dziś zmagamy się ze sobą, by w ogóle uwierzyć, by  nie wstydzić się Jezusa pośród tego świata. A to zbyt mało. Nie mamy woli rozpocząć pracy nad sobą, nad swoimi relacjami z Bogiem z obawy przed ośmieszeniem i odrzuceniem przez środowisko rządzące się prawami tego świata - negującego Boga, dla którego Bóg, religijność jest tematem tabu. Zajęci zabiegami o względy świata, o zajęcie jak najlepszych pozycji w świecie nie wiemy nawet jak otworzyć Bogu swoje serce i poddać oczyszczeniu swoją duszę.  Bardziej jesteśmy zainteresowani zagłuszaniem, zwalczaniem głosu sumienia, które bezpardonowo wytyka nam, że nie żyjemy w prawdzie, nie szukamy swojego prawdziwego dobra - w Objęciach Boga. To jedna z dwóch przyczyn otumaniania swojej świadomość, szukania zapomnienia: alkoholem, narkotykami, środkami psychotropowymi, pogonią za strumieniem bodźców zmysłowych, za emocjami pozwalającymi choć na krótki czas zapomnieć o swoim stanie. I zamiast oczyszczać z tego, co nas udręcza,  zatracamy swoją duszę aż do śmierci, o której nie chcemy myśleć, bo przecież świat każe nam "myśleć pozytywnie".  Pojawiają się wszak chwile grozy, przerażenia, gdy głos sumienia dobije się na chwilę do naszej świadomości, gdy pojawia się strach przed tym, co czeka nas po śmierci.

 

Nie potrafimy więc nawet dostrzec, a cóż mówić o pozbyciu się, całego tego coraz bardziej obciążającego naszą duszę bagażu: brudów własnych myśli, śmieci wypowiadanych słów, obrzydliwości popełnionych złych czynów, ciemności błędów i zaniedbań, rozwijającej się gangreny nieprzebaczenia, urazów, żalów, lęków pochodzących ze złych doświadczeń, nieuświadamianego sobie strachu.  Tolerujemy w sobie ten najgorszy z możliwych - trąd duszy, którego ze strachu przed zmienną ludzką opinią nie zdecydowaliśmy się leczyć, uzdrowić, a własna pycha nie pozwalała nawet głębiej się przyjrzeć. Bo z czasem boimy się już nawet swoich myśli, sami je zaciemniamy, zagłuszamy wciąż coraz większymi bodźcami dla naszych zmysłów (również działactwem charytatywnym, religijnym). Nie traktujemy sumienia jak przyjaciela, nie wsłuchujemy się w jego głos. Wręcz boimy się ciszy bo nie chcemy go usłyszeć. Dziś sumienie traktuje się nie jako przyjaciela lecz wroga. Dlatego nie możemy, nie umiemy już żałować, nie mamy już skruchy (w prawdziwej znika pragnienie tego, co jest złem), nie panujemy nad swoimi zmysłami, pragnieniami, marzeniami. Zżerają nas pożądania, a nic nas nie może zaspokoić, wciąż jest mało, mało, mało...

 

Bywają jednak przecież chwile, gdy przebudzamy się, gdy sumienie dobija się do naszej świadomości.  Odczuwamy bezsens takiego życia, pustkę, strach, trwogę, rozpacz, gdy pyta, co z sobą robimy, co nas czeka, co z nami będzie? Usiłujemy się więc jakoś ochronić przed wyrzutami sumienia, przed poczuciem winy, przed niejasnymi, przykrymi sytuacjami raniącymi naszą dumę, przed przygnieceniem nas przez życie, przed porażkami życiowymi itp. Szukamy naprędce ratunku w zniekształcaniu rzeczywistości, w tymczasowych, złudnych i fałszywych zabezpieczeniach, tarczach, mechanizmach obronnych. Nie do końca świadomie, sami je w sobie, w swojej psychice wytwarzamy. Ratują one nasze chwilowe cielesne „ego”, szkodzą jednak naszej duszy, naszemu duchowi – temu właściwemu, bo nieśmiertelnemu „ja”, którym staniemy na Sąd.  

Szkodzą, gdyż nie dopuszczamy do uczciwej konfrontacji z Prawdą – tą ostateczną Prawdą, według której będziemy wkrótce sądzeni. Stają się one zatem zasłoną utrudniającą nam poznawanie siebie, znajomość naszego wnętrza, naszego prawdziwego, duchowego „ja”. Głos jego w naszym wnętrzu nazywamy głosem sumienia. Traktujemy go jak wroga, jako tego, co nas niszczy, dręczy.  To zaś sprawia, że nawet, gdy nic i nikt z zewnątrz na nas negatywnie nie wpływa, pozbawieni jesteśmy pokoju, radości życia, a w konsekwencji szczęścia, za którym przecież nieustannie gonimy. Niestety gonimy może i atrakcyjnie wyglądającymi drogami, ale prowadzącymi w istocie do przepaści. Bo w końcu i tak nie możemy sprostać oczekiwaniom świata i coraz bardziej rozbudzanym ambicjom i pragnieniom. Jeszcze raz trzeba powtórzyć, że to, co świat ukazuje jako dobro dające szczęście przynosi jedynie chwilowe radości, a na dłuższą metę pustkę, wstręt do siebie, przemęczenie, lęki, depresje, nerwice, strach, pobudza agresję i przemoc - również wobec siebie. Zatem mechanizmy te nie są skuteczne, są złudne i przez to najbardziej niebezpieczne.  Oto jakie są najczęściej rozwijane:

 

-ucieczka myślami w fantazjowanie,

-identyfikowanie się, utożsamianie z jakąś podziwianą osobą lub instytucją,

-izolowanie się czy wycofywanie w bierność aby uchronić swe uczucia przed urażaniem,

-obwinianie innych za własne trudności, użalanie się nad sobą

-projekcja czyli przypisywanie innym własnych złych pragnień lub cech,

-wyładowanie tłumionych uczuć - zwykle wrogości, na słabszych czy rzeczach martwych,

-odwracanie sensu,

- racjonalizacja zła,

-zaprzeczenie rzeczywistości,

-wypieranie prawdy i inne...   

 

Potrzeba zdecydować się je w sobie dostrzec, chcieć zwalczyć stosując pewien jedynie skuteczny, dobry, prawdziwy „mechanizm obronny”. Wyzwala on nas z nawyku nieuświadomionego bronienia własnego „ego”, podnosi, uzdrawia ze starych zranień i chroni przed nowymi, przywraca pokój, radość i dobro czyli szczęście. Tego mechanizmu uczy nas i darmo pomaga najlepszy Psycholog, który, gdy człowiek Mu się powierzy, nigdy nie zawodzi. Powierzyć się Lekarzowi, to pozwolić odkryć swoje rany psychiczne, opowiedzieć choroby duchowe. A żeby to zrobić trzeba najpierw samemu je dostrzec, uznać je w sobie i zdecydować się na leczenie.

Pudrowanie gangreny, żeby nie była widoczna nie jest wszak mądrością. 

 

Dostrzeżmy więc swoje choroby duchowe. Zastanówmy się głębiej jak powstają, jak działają na podstawie przynajmniej tych trzech ostatnich z wymienionych wyżej mechanizmów, które chyba są najbardziej powszechne, najbardziej nas niszczące, najbardziej okrutne. O tym w części 2.

 

 

Link:  odrodzedoprawdy.pl/zwodzenie-siebie-cz2

Zwodzenie samego siebie cz.1

08 lipca 2020
To Duch Boga, wlany w was, daje wam Życie. Kochaj Go, przyzywaj Go, bądź Mu wierna. Posiądziesz Życie i Pokój - wezwania z Nieba

Z miłości do szukających Prawdy przy­chodzę, aby ponownie pokazać, czym faktycznie Prawda jest i co Ona oznacza, bowiem zapomniano

o tym.   Ja jestem Prawdą, a Prawda jest Miłością. Miłością Nieskończoną, Miłością Najwyższą, Miłością Wieczną.    (PŻwB 9.04.88)

  "Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane. Utrzymuję ten portal z własnych środków, nie czerpię stąd żadnych korzyści, a służyć mają powszechnemu dobru. Proszę więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystałem czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszam, proszę o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usunę. 

Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzę. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.

Strona może zawierać pliki cookies.                                                                                                                                               br.stanislaw@gmail.com

 

 

DEO  OMNIA  GLORIA

  AVE MARIA

Gorliwość i ufność

 Odsłon: 028041