"Wszelkie Prawa zastrzeżone" jedynie co do zasad wzajemnego  poszanowania i życzliwości. Kopiowanie i wykorzystywanie materiałów jest jak najbardziej wskazane.     Utrzymujemy tę witrynę z własnych środków bez czerpania korzyści (nie zawiera reklam), a służyć ma ona powszechnemu dobru. Prosimy więc o wyrozumiałość, jeżeli nieświadomie wykorzystaliśmy czyjąś własność prywatną. Z góry przepraszamy, prosimy o wspaniałomyślność lub o ewentualny kontakt, a natychmiast usuniemy. Również w razie zauważenia błędów i niejasności, których wykluczyć nie możemy pomimo wszelkich starań, by była tu jedynie Boża Prawda. Witryna ta wymaga samodzielnego poznawania, wszystko może być tu przyciskiem.  

 Wszelkiego prawdziwego dobra wszystkim bez wyjątku życzymy. Z codziennym darem modlitwy o  oświecenie nas wszystkich światłem Bożej Prawdy i uświęcenie.  

Strony mogą zawierać pliki cookies.                                                                                                                                             br.stanislaw@gmail.com

 

DEO   OMNIA  GLORIA

 

ET  BEATISSIMAE  VIRGINIS  MARIAE

 

 

 

Gorliwość i ufność

 

O drodze do jedności, jaką kroczą ci, którzy są ludźmi pokoju, który stanowić winien podstawową więź łączącą wszystkich ludzi - O drodze do prawdy.pl

O DRODZE DO PRAWDY...  O BOGU I O SOBIE 

Błąd 404

Przepraszamy, 

prosimy spróbować skorzystać z wyszukiwarki umieszczonej w stopce.

Święty Michale Archaniele broń nas w walce przeciw niegodziwością złych

POZNANIE SIEBIE

 

 

ROZWÓJ LUB ZWODZENIE SIEBIE

 

Jesteście ignorantami,

bo jesteście zbyt wielcy,

aby słuchać nauk

Boga Miłości.

 

*

                                  

„Chcę, abyście zajrzeli

w głąb waszych serc i usunęli z nich wszystko to, co wypacza Mój Obraz. Wymiećcie resztki fałszywych wyobrażeń. Zmyjcie to, co upodabnia Mnie do was. (…)

 

*

 

Prawdziwym mędrcem jest ten, kto umie widzieć rzeczy nie zasłonięte fałszującym je cieniem własnej zmysłowości i przemyślnych kalkulacji.

 

*

                                                                                                            

Mówiłem wam Kim Jestem.

JESTEM MIŁOŚCIĄ!

(POSM12)

 

      *     

 

„Waszą siłą jest świadomość waszej nicości”

 

*

 

Ludzie są zaiste dziwaczni:

bardziej cenią swoje mniemania

niż rzeczywistość.

 Montesq...

 

*

 

  O wiekuista i niepojęta Miłości,

proszę cię o jedną łaskę,

oświeć rozum mój światłem

z wysoka, daj mi poznać i cenić wszystkie rzeczy

według ich wartości. Największą radość mam w duszy, kiedy poznaję prawdę.

(Dzienniczek 410)

 

 

 

 

 

Mądrością rozumnego -

poznanie swej drogi,

zwodzenie siebie -

głupotą niemądrych.” 

Prz14,8

 

*

 

"A cóż to jest prawda?"

  te słowa wypowiedział Poncjusz Piłat

i nie wnikając w nią skazał  

Jezusa z Nazaretu 

na powolną śmierć w  męczarniach.

Obojętność prowadzi do życia w zakłamaniu,

a to do zbrodni.  

Gdy bezkrytycznie przyjmujemy wartości tego świata (wydaje nam się, że innych nie ma), nasza psychika nie jest w stanie tego wytrzymać. Nie możemy bowiem osiągnąć tego wszystkiego, co ceni świat i do czego każe dążyć, by poczuć się szczęśliwym. Czyli zapewnić sobie trwałe zdrowie, pożądany wygląd i sprawność ciała, zawsze zwyciężać w rywalizacji, zdobywać i utrzymywać  wpływy, wysokie stanowiska, zapewnić sobie ludzki podziw, wysokie mniemanie o sobie, nieśmiertelność... Same dążenie do tego przez dłuższy czas jest udręczające, wszak o wszystko trzeba nieustannie walczyć, a i tak przemijamy.  Żeby nie popaść w depresje, żeby nie oszaleć stosujemy mechanizmy obronne, mechanizmy samooszukiwania się. 

Najczęstsze:

 

Wyparcie rzeczywistości -  uważane za najbardziej podstawowy z mechanizmów obronnych

Ukrywanie prawdy przed sobą. Niedopuszczanie do świadomości tego, co jawi się nam jako przykre lub niebezpieczne, utrzymywanie siebie w ich nieświadomości; 

 

Zaprzeczenie rzeczywistości

Redukcja rzeczywistości, selektywny brak uwagi, niedostrzeganie.   Gramy role, zakładamy maski, bronimy się przed możliwą nieprzyjemną rzeczywistością.  

 

Ucieczka myślami w fantazjowanie

Zaspokajanie sfrustrowanych pragnień w wyobraźni. Często spotykaną formą jest "marzenie na jawie".


Identyfikacja

Zwiększanie poczucia własnej wartości przez utożsamianie się z jakąś wybitna osobą lub instytucją.

 

Projekcja, czyli rzutowanie

Obwinianie innych za własne trudności lub przypisywanie innym własnych nieetycznych pragnień.

 

Odwracanie sensu

 

Racjonalizacja zła 

Próba udowodnienia, że własne zachowanie jest racjonalne i uzasadnione, a zatem godne aprobaty własnej i innych.

 

Kompensacja

Ukrywanie cechy niepożądanej lub powetowanie słabych sobie frustracji w jednej dziedzinie zaspokojeniem "z nawiązką" w innej.


Odizolowanie emocjonalne

Wycofanie się w bierność, aby uchronić swe uczucia przed urażaniem

 
Przemieszczenie

Wyładowanie tłumionych uczuć, zwykle wrogości, na rzeczach lub osobach słabszych  mniej niebezpiecznych niż te które początkowo wzbudziły te uczucia.

 

Reakcja upozorowana

Zapobieganie ujawnianiu się niebezpiecznych pragnień przez demonstrowanie przeciwnych postaw i typów zachowania i używanie ich jako barier.


Regresja

Cofnięcie się do wcześniejszego poziomu rozwoju, związanego z mniej dojrzałymi reakcjami i zwykle niższym poziomem aspiracji.

Sublimacja

  

Izolowanie

Oddzielenie ładunku emocjonalnego od sytuacji urazowych lub rozdzielenie nie zgodnych postaw za pomocą "odpornych na logikę przegródek" (oddzielających sprzeczne ze sobą postawy, o których nigdy nie myśli się równocześnie ani we wzajemnych relacjach; znane także pod nazwą "szufladkowania"

 

Introjekcja
Włączenie zewnętrznych wartości i standardów w strukturę ego, dzięki czemu przestają one być dla danej jednostki zagrożeniem zewnętrznym.

 

Obwinianie innych za własne trudności, użalanie się nad sobą. 

 

I wiele innych

 

Jeśli bolesne konflikty z dobrem i prawdą nie zostały odpowiednio rozwiązane, lecz jedynie uległy wyparciu, to nieustannie będą one nadal - chociaż nieuświadomione - wpływać na myśli, uczucia i zachowanie danej jednostki, powodując napięcie emocjonalne i trudności w przystosowaniu.

Czym jest to odpowiednie rozwiązanie? Zmiana sposobu myślenia. Wiara chrześcijańska właściwie, poprawnie rozumiana (nakazuje nie być z tego świata, nie podzielać jego wartości),  jest przeciwwagą do tychże wartości zmuszających nas do stosowania tych mechanizmów. Przestając cenić to, co ceni i za czym ugania się świat (a co jest niemożliwe do osiągnięcia w sposób zadawalający i trwały) z czasem - przy właściwym praktykowaniu wiary chrześcijańskiej - znikają mechanizmy samozakłamania, otumaniania swojej świadomości. Dopiero wtedy możemy żyć w pełni świadomie "narodzić się na nowo". Niezależnie od okoliczności żyjemy w głębokim pokoju, radości, szczęściu, jakich ten świat nie zna i dlatego pragnąć nie potrafi . 

 

 

W dążeniu do szczęścia, w pragnieniu sukcesu, coraz więcej ludzi ma problemy z niską samooceną, z poczuciem własnej wartości, z kompleksami, z akceptacją samych siebie.

Usiłujemy sobie z tym poradzić stosując mechanizmy samooszukiwania się. Nie żyjemy więc rzeczywistością lecz złudzeniami, które wciągają w spiralę zła.

Poznawanie Prawdy o sobie i o Bogu jest najtrudniejsze, ale może nieskończenie zmieniać jakość naszego życia - bo aż na wieczność. Większy sukces nie istnieje.

Pan Jezus:

Rzeczywistość jest inna niż to, co ludzie o niej wiedzą w oparciu o własne wysiłki i domniemania.
Jedynie Moje światło może ją ukazać. Szczególnie odnosi się to do rzeczywistości o samym sobie.
Człowiek chce siebie widzieć lepszym niż jest. I na ogół widzi to, czego pragnie, a nie to, co jest. Z tego zakłamywania siebie wynika najwięcej nieporozumień i nieszczęść pomiędzy ludźmi i między człowiekiem i Bogiem.
Wszelkie niezrozumienie, niechęci, konflikty wśród ludzi - Moich wybranych też - są owocem zakłamywania siebie.
W każdym konflikcie obie strony są winne. W różny sposób - ale wspólnie ponoszą odpowiedzialność. Jeśli ukazując czyjeś zło, robi się to z miłością i z Moim udziałem, wówczas nie ma konfliktu. Ale trzeba okazać Miłość, a nie złość lub własną wyższość.

Świadectwo 297

 

 

Żyjemy już w zapowiadanym czasie rozdzielenia chwastów i plew od zdrowego ziarna.

To czas  podjęcia decyzji - opowiedzenia się po stronie świata albo po stronie Boga.

 

Opowiadamy się po stronie świata myśląc i pragnąc na sposób świata - to droga nieprawości.

Opowiadamy  się po stronie Boga pragnąc zmienić ten sposób myślenia,

pragnąc i wchodząc na oczekiwaną przez Niego drogę świętości.

 

Drogą nieprawości kroczy ten, kto pracuje nad dobrym wyobrażeniem, dobrym mniemaniem o sobie.  

Na drodze świętości jest ten, kto pracuje nad stratą wszelkich mniemań,

które są fikcją, fatamorganą, samooszukiwaniem się.

 

Ten jest na właściwej drodze, kto pragnie żyć jedynie Prawdą o sobie i o Bogu, by ufnie pozwolić swemu Panu

uzdolnić się do życia Jego Miłością i przyodziać w szatę Jego Świętości.  Im dalej postępujemy na tej drodze, tym bardziej powiększa się w nas niewysłowiony podziw dla wspaniałości Boga, potęguje zachwyt i zauroczenie Nim.

Własna małość w niczym wówczas nie przeszkadza, wręcz odwrotnie - otwiera na Boże zaproszenie.

 

Jesteśmy zaproszeni do Króla na duchową ucztę, stąd już dłużej nie wymawiając się, 

musimy w tę szatę świętości zechcieć się przyodziać. 

Inaczej może być  z nami, jak z człowiekiem niegodnie ubranym z  "Przypowieści o królu, który przygotował ucztę"  

 

(Zob. Mt 22,1-14, a także w artykule o tym tytule na stronie "Z Poematu Boga Człowieka". )

08 lipca 2020
"Gdyby było w nas choć trochę głębi, chcielibyśmy poznawać prawdę”  M.D. Philippe OP "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli" J8,32 "Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest Wola Boża: co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe" Rz12,2
11 lipca 2020
Ukazuję ci zło po to, abyś poznając jego niszczącą siłę wstawiała się do Ojca o miłosierdzie nad światem, który zdąża do zagłady. I abyś była świadoma za co podjęłaś się ofiary i pokuty. Ale ukazuję ci głębię zła także po to, abyś ukazywała je innym nazywając jednoznacznie zło - złem,
18 sierpnia 2020
  "Człowiek chce siebie widzieć lepszym niż jest. I na ogół widzi to, czego pragnie, a nie to, co jest. Z tego zakłamywania siebie wynika najwięcej nieporozumień i nieszczęść pomiędzy ludźmi i między człowiekiem i Bogiem". (Świadectwo ) Link: odrodzedoprawdy.pl/zwodzenie-samego-siebie-cz1 MECHANIZMY OBRONNE  PROWADZĄCE DO SAMOZAKŁAMANIA Trzeba sobie uzmysławiać, że to, co

ZAUROCZENI FAŁSZYWYMI WARTOŚCIAMI ŚWIATA CHCEMY DOBROWOLNEJ ŚLEPOTY 

Nie istnieje konieczność bycia popularnym, znanym, akceptowanym, docenianym, lubianym, a nawet kochanym. Nie trzeba być "KIMŚ" szczególnie ważnym. Nie są to niezbędne do życia podstawowe potrzeby człowieka. Nie potrzeba posiadać tak wielu rzeczy materialnych jawiących się nam jako niezbędnych do szczęścia.  Są to życzenia, które rodzi nasze cielesne "ego". Są to istniejące we mnie, wpojone mi również przez ten świat "wartości", które są iluzją. Te błędne przekonania,  przywiązania, nawyki myśleniowe są jak fatamorgana pociągająca w głąb pustyni. Im szybciej się zreflektujemy, tym mniej trudu, bólu i cierpienia w życiu zaznamy. 

NIE POTRZEBUJEMY DO SZCZĘŚCIA TEGO, ZA CZYM SIĘ UGANIAMY. 

Nie istnieje w nas żaden naturalny popęd, żadna ludzka potrzeba do podkreślania własnej ważności, bycia kimś lepszym, większym niż inni czy zajmowania wyższej pozycji. Pragnienie uznania, powodzenia, bycia popularnym są potrzebami wpojonymi i wyuczonymi przez ten ogłupiały, rywalizujący świat.

Jedynym naturalnym popędem jest  bycie wolnym. Wolnym od uciążliwego pragnienia bycia ważnym, uznawanym, wpływowym, chwalonym, lubianym...

Z JAKĄ SFERĄ SWOJEGO BYTU SIĘ IDENTYFIKUJĘ, TAK ŻYJĘ.
Jest  w nas coś, do czego świat nie przywiązuje wagi, a co istnieje w nas od samych naszych początków, coś, co zepchnęliśmy w głębiny naszego "ego". To nasze prawdziwe, duchowe  "ja" istniejące w naszej duszy. Rozpoznajemy ją, gdyż to w niej niejako zapisane są podstawowe zasady moralne niezależne od czasu i miejsca życia człowieka.  Nasza prawdziwa "jaźń", która u zarania swego zaistnienia była w objęciu Boga,  nie jest zainteresowana tymi wszystkimi chwilowymi światowymi pseudowartościami i rzeczami, które może jawią się nam jako niezbędne. Ma ona w sobie już wszystko, co potrzebuje do szczęścia. Potrzeba tylko dojść do utożsamiania się z tym swoim prawdziwym, duchowym "ja". Do tego trzeba zaprzeć się siebie, swojego cielesnego "ego", nie identyfikować się z ciałem czy zawsze chwilowymi emocjami, nie poddawać światowym "wartościom".    Wówczas nie będziemy pragnąć tego, co nas samych niszczy, nie będziemy lękać się świata ani ostrza śmierci. Będziemy mieli bowiem poczucie nieśmiertelności naszej świadomości, naszego bytu, będziemy rozumieli sens życia i mieli cel. Staniemy się wolni od światowej rywalizacji, od pragnień, żądz, lęków, strachu... Wolni, radośni w dobru, pełni pokoju i życzliwości do wszystkich - czyli szczęśliwi. 

Baczcie, aby nie było w  was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego. (Zob.  Hbr3,13) 

Mądrością rozumnego - poznanie swej drogi,

zwodzenie siebie - głupotą niemądrych.” Prz14,8

Jezus z Nazaretu nie miał większych problemów z dotarciem do ludzi prostych, do dzieci, do nierządnic, złodziei, zbrodniarzy, przestępców, wyrzutków społeczeństwa, ale miał problemy z dotarciem do ludzi wysoko postawionych, do ludzi religijnych, którzy uważali się za wybitnych, moralnie prawych, dobrych, pobożnych, żyjących w przekonaniu o własnej nieomylności względem postrzegania siebie.

 

Te problemy Jezusa wynikały z tego, że ludzie ci żyli w świecie własnych złudzeń, w samo-zwodzeniu. Nie rozpoznając własnego zła nie potrzebowali Jezusa, nie potrzebowali Zbawiciela.  Próbowali początkowo na sławie Jezusie powiększyć swoje życiowe osiągnięcia, a gdy zawiódł ich nadzieje stał się dla nich nieznośnym znakiem sprzeciwu. Dlatego postanowili wszelkimi sposobami usunąć Go sprzed swoich oczu, posunęli się aż do pragnienia zabicia Niewinnego, do okrutnej zbrodni.   

Czy my również bezrefleksyjnie nie usiłujemy sprostać oczekiwaniom i wymaganiom współczesnego świata, by osiągnąć osobisty sukces, by być zawsze zdrowym, sprawnym, bogatym, wpływowym, zadowolonym z siebie, człowiekiem sukcesu...? To przekracza możliwości i kompetencje każdego człowieka. Wówczas wypracowujemy w  swoim umyśle mechanizmy samooszukiwania siebie, by widzieć siebie samych takimi, jak tego pragniemy.  Nie liczy się rzeczywistość ale pozory.  One jednak tylko doraźnie pomagają, tzn znieczulają ból naszego ego,  ale nie leczą rozwijającej się śmiertelnej duchowej gangreny.

W dłuższej perspektywie taki sposób myślenia jest samoniszczący, samobójczy. Skutkuje szalonymi wręcz postępkami urażanej miłości własnej,  skutkuje epidemią psychicznych załamań, depresjami i samobójstwami. Jak wyjść z tej opadającej spirali?

Czytamy w Piśmie Świętym:

 

"Baczcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia..". Hbr3,13

 
Bacząc więc na swoje serce dostrzegam w nim coś, co skłania mnie do zachęcania też innych.
Baczyć to znaczy doglądać, mieć nadzór. Ale w jaki sposób to czynić i nad czyim sercem? Oczywiście doglądać własne serce, ale nie w zestawieniu z innymi, najlepiej wyraźnie gorszymi, by we własnych oczach wypaść lepiej i uspokoić swoje sumienie.
Nasza ludzka inteligencja pozwala nam na przeprowadzanie takich dywagacji umysłowych, by móc postrzegać siebie właśnie takim, jakiego chcemy siebie widzieć. A to jest właśnie nasza przewrotność.
 
Czy moim dobrem jest zatem nie dostrzeżenie czy też doszukanie się w sobie przewrotnego serca, swojej niewiary?
Zdecydowana większość Chrześcijan o tym nie myśli. Nie baczy bowiem na swe serce, wręcz czyni wszystko, by prawdziwego swojego stanu na wszelki wypadek nie dostrzec. Wierzymy bowiem bardziej przewrotnym "mądrościom" tego świata wrogiego Bożemu prawu i uznajemy, że najważniejsze jest dla nas dobre samopoczucie. A do tego potrzebne jest samozadowolenie, dobre mniemanie o sobie. Z kolei do osiągnięcia tego lepsze jest słodkie kłamstwo niż gorzka prawda. Te przesłanki skłaniają do uczciwego przyznania się przed sobą, że sam siebie mogę jednak oszukiwać.
 
Co by się jednak stało, gdybyśmy zdecydowali się na dostrzeżenie swojego przewrotnego serca i tego się doszukali? Że bardziej ulegli jesteśmy wpływom świata niż Bożego Słowa?
Tak to działa, że gdy już nie mamy prawdziwej wiary chce nam się uciec świadomością od takich myśli i przerwać takie rozważania znajdując sobie mnóstwo pretekstów.
 
Wnikając jednak teraz uczciwie we własne serce możemy już dostrzec nieco prawdziwej prawdy o sobie.
Gdy mamy właściwą wiarę w Boże miłosierdzie i uznalibyśmy w sobie przewrotne serce, to wołalibyśmy ze szczerą skruchą: "Panie Jezu Chryste zmiłuj się nade mną grzesznym." A dzięki takiemu stawaniu w prawdzie o sobie, Prawda by nas wyzwoliła z przewrotności.
 
Zaś "wiara" w Boże miłosierdzie bez konieczności stanięcia w prawdzie o sobie i bez skruchy jest również owocem przewrotnego serca. Co prawda wówczas zachowujemy swoje dobre mniemanie o sobie i dbamy o swoje dobre samopoczucie, ale w rzeczywistości z wolna stajemy się coraz gorsi tak psychicznie jak i moralnie. Nie wierzymy też  prawdziwie, bo Bóg z czasem staje się w naszych oczach jedynie historią, albo kimś odległym, nie działającym, jakby nie żywym. Szaleństwo świata tak wówczas na nas wpływa, że gonimy za osobistym światowym sukcesem niczym oszalały koń biegnący na oślep wcale nie myśląc o tragicznych tego skutkach.
 
Jak więc się uczciwie oceniać? Punktem odniesienia w tym baczeniu na swe serce jest tu dostrzeżenie, czy Bóg jest dla mnie Bogiem żywym, z którym mam żywe, prawdziwe relacje dzięki którym poznaję jak mnie widzi, czego oczekuje ode mnie i co mam czynić dzisiaj, by Mu się podobać.
 
Gdy Bóg staje się dla duszy Żywy, człowiek nie przestaje Go podziwiać, zachwycać się, uwielbiać, dziękować i wynagradzać za siebie i innych... Bo Któż jak Bóg!!!

Amerykański psycholog E.Erikson zdefiniował osiem stadiów rozwoju psychospołecznego, określających cykl ludzkiego życia od niemowlęctwa do starości. W każdym stadium najważniejszy jest pewien szczególny konflikt. Jak twierdzi - nigdy nie zostaje on rozwiązany raz na zawsze, to jednak musi on być rozwiązany w takim stopniu, aby dana jednostka mogła uporać się skutecznie z konfliktami powstającymi w późniejszych stadiach. [Podkreślić trzeba, że wpływ na te postawy ma również wrodzony temperament i życie Prawem Bożym].  


1. Zaufanie czy nieufność. Zależnie od jakości opieki, jaką otrzymuje niemowlę, uczy się ono ufać swemu otoczeniu, spostrzegać je jako uporządkowane i przewidywalne lub też uczy się być podejrzliwe, lękliwe i nieufne wobec chaosu i nieprzewidywalności otoczenia.  

Z duchowego, chrześcijańskiego punktu widzenia ważne jest w jakiej atmosferze duchowej dziecko funkcjonuje. Inaczej jest pośród żyjących Prawem  Bożym, gdy atmosfera jest pełna miłości i życzliwości  (ma to wpływ również na dziecko w łonie matki), a inaczej, gdy dominują grzechy ciężkie, gdy atmosfera jest zła, nerwowa.  Dziecko w tym okresie powinno być otoczone bezwarunkową miłością. W dalszym życiu nadrobić ten okres może tylko inna osoba, która okaże bezinteresowną miłość. Dziś większość ludzi cierpi z tego powodu stąd taka potrzeba akceptacji, polubień, docenienia itd.


2. Autonomia czy zwątpienie (drugi i trzeci rok życia). Zależnie od przebiegu rozwoju zdolności ruchowych i umysłowych oraz od tego, czy dziecko miało sposobność do manipulowania oraz badania otoczenia, powstaje jego poczucie autonomii, adekwatności i autokontroli. Nadmierny krytycyzm lub ograniczanie możliwości ćwiczenia się dziecka w eksploracji i innych zachowaniach sprawiają, że staje się ono nieśmiałe i wątpi we własną adekwatność.

Błędem jest tzw. bezstresowe wychowanie, dziecko winno mieć wprowadzane stopniowo jasne zasady co mu wolno, a czego nie wolno. Ważna jest łagodna perswazja ale i stanowczość, i konsekwencja,  by nie ulegać naciskom dziecka i pozwalać w końcu na to, czego się zabroniło. Praca nad przezwyciężaniem wrodzonego egoizmu. 


3. Inicjatywa czy poczucie winy (czwarty i piąty rok życia). Zależnie od sposobu, w jaki rodzice reagują na inicjowaną przez dziecko aktywność - intelektualną, jak również ruchową, będzie ono albo samodzielne i przedsiębiorcze, albo też pełne poczucia winy i przekonane, że jest niezręcznym intruzem w świecie dorosłych.

Z duchowego, chrześcijańskiego punktu trzeba pamiętać, że dziecko nie jest własnością rodziców. Trzeba je traktować jako osobę, jako duszę. Przez zabawę uczyć odrywania się od swojego egocentryzmu poprzez sprawianie innej osobie radości, przyjemności. 


4. Pracowitość czy poczucie niższości (szósty do jedenastego roku życia), kiedy to dziecko jest najmniej zaabsorbowane sprawami seksualnymi. Zainteresowanie dziecka tym, jak wszystko działa i jak ono samo powinno działać, prowadzi do ukształtowania się pracowitości poprzez odkrywanie prawidłowości, organizowanie i porządkowanie własnego świata oraz pilność. Można wywołać poczucie niższości u dziecka, gdy te jego wysiłki są odrzucane jako niemądre, złośliwe czy kłopotliwe. W tym właśnie stadium oddziaływania spoza domu zaczynają wywierać większy wpływ na rozwój dziecka. 

Stawianie wymagań , stosowanie pochwał i nagród częściej niż kar (ponoszenia konsekwencji).


5. Tożsamość czy przemieszanie ról (okres dorastania, od dwunastego do osiemnastego roku życia). W tym okresie u jednostki zaczyna się rozwijać zdolność spostrzegania zjawisk w różnoraki sposób; potrafi ona patrzeć na pewne sprawy z punktu widzenia innej osoby, zachowywać się różnie w różnych sytuacjach, zgodnie z tym, co wydaje się odpowiednie. Odgrywając te różnorodne role, dana osoba musi rozwijać zintegrowane poczucie swej własnej tożsamości jako odrębnej od wszystkich innych, lecz spójnej i możliwej dla niej do zaakceptowania. Jeśli nie dokona się taka "integracja" tożsamości, to pojawia się następująca alternatywa: albo dana jednostka nie wie, kim właściwie jest, albo też przybiera "negatywną tożsamość" - jakąś rolę społecznie nieakceptowaną, jak na przykład "dziwaka -narkomana" lub też "błazna klasowego".  


6. Intymność czy izolacja (dojrzała młodość). Gdy jednostka osiągnie wiek dojrzały, to jej usiłowania zmierzające do nawiązania kontaktu z innymi ludźmi mogą doprowadzić do intymności (związku seksualnego, emocjonalnego i moralnego - z innymi osobami) lub do izolacji - braku bliskich stosunków personalnych.


7. Wielkoduszność czy zaabsorbowanie sobą (wiek średni). W tym okresie doświadczenia życiowe jednostki mogą rozszerzyć zakres jej zainteresowań tak, by nie ograniczały się do niej samej, lecz objęły rodzinę, społeczeństwo lub przyszłe pokolenia. Taka przyszłościowa orientacja może się nie rozwinąć i zamiast tego dana osoba, podobnie jak Scrooge w Wieczorze wigilijnym Dickensa, może interesować się tylko sprawami materialnymi i własnym dobrobytem.


8. Poczucie spełnienia czy rozpacz (wiek starczy). W tym ostatnim stadium życia człowiek spogląda wstecz, na to wszystko, co było, i w przód - na niewiadomą śmierci. W wyniku rozwiązań dokonanych na każdym z poprzednich stadiów może cieszyć się spełnieniem życia. Lecz rozpacz zagląda w oczy temu, kto stwierdza, że źle pokierował swoim życiem i że było ono niezadowalające. Jest zbyt późno, by patrzeć wstecz z gniewem lub w przyszłość z nadzieją i cykl życia takiej osoby kończy się jękiem rozpaczy.

Z duchowego, chrześcijańskiego punktu widzenia nie jest tak do końca. Można swoją ociężałość fizyczną, swoje choroby i cierpienia, a nawet swoją śmierć ofiarować na wynagrodzenie za swoje błędy, grzechy, zmarnowany czas w życiu w jakim się nie kochało. Można to wszystko ofiarować za innych, skrzywdzonych przez siebie lub którym nie przyszło się z pomocą gdy można było.  Można ofiarować Bogu Ojcu za nich i za siebie  Jezusa  ofiarowującego się za nas w Eucharystii.  Można w końcu ze skruchą i w uniżeniu należnym Bogu zanurzyć siebie (i pozostawianych na ziemi) w  Bożym miłosierdziu.  Wówczas nie ma "jęku rozpaczy".